Strajk kobiet i srebrne, cieniutkie niteczki

„Protesty w Polsce pod wspólnym hasłem „Strajk kobiet” nieprzerwanie trwają od 22 października. To wtedy właśnie Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku jest niezgodny z konstytucją. Przepis ma stracić moc wraz z publikacją wyroku, ale ten nie został jak dotąd ogłoszony. Strajk kobiet jest oddolnym, niezależnym ruchem społecznym, popieranym przez kobiety i wspieranym przez rozumnych mężczyzn. Protestują i działają pod hasłami na rzecz praw kobiet, demokracji, Polski dla wszystkich. Zmobilizowali się w ponad 150 miastach Polski. Tworzą nieformalną i niepartyjną,  inicjatywę kobiet, zarówno niezrzeszonych, jak i należących do różnych organizacji kobiecych, które zorganizowały Ogólnopolski Strajk Kobiet…”
Tak brzmi wstęp do podsumowania zarysu historii walki o prawa kobiet w świecie z ukazaniem przebiegu tej walki w Polsce, dokonanego w blogowym tekście autorstwa mojego Amerykańskiego znajomego, który chciałem dzisiaj przybliżyć.  https://www.transcendentphoto.com/aktualnosci/srebrne-niteczki/

  Dlaczego właśnie o tym dzisiaj piszę?
Otóż wczoraj, nasze panie świętowały po raz 102 rocznicę przyznania polskim kobietom prawa wyborczego. Zaprawione w boju kobiety zręcznie wykorzystały ten nośny politycznie temat i sobotni dzień strajku 28.11.2020 przemianowały codzienny, długi już protest na demonstrację dla uczczenia tej właśnie rocznicy. Pokojową oczywiście. Nikt nie negował ich pokojowego podejścia, dopóki nie wysłano przeciw demonstrantom naszej policji. Nielegalność demonstracji zdaniem władz wynikała ze złamania zasad anty-covidowych dotyczących liczebności uczestników zgromadzeń i dlatego wezwano zebranych do zakończenia przemarszu i rozejścia się. Ponieważ wygłaszane przez megafony apele nie skutkowały doszło do zatrzymania protestujących i konfrontacji z uzbrojonymi policjantami. Wtedy już pojawiła się nerwowość w reakcjach słownych i nie tylko słownych. Nie uszanowano m.in. mandatu poselskiego pani Nowackiej i oberwała gazem pieprzowym prosto w twarz.
Temat brutalności policji i jej wyraźna podległość jednej, ale za to przewodniej partii staje się tematem nr.1,  co źle nam wszystkim wróży.
Warto odnotować fakt kurtuazyjnego wystąpienia ambasadorów wielu państw składających Polkom gratulacje z okazji tak doniosłej rocznicy. Warto też podkreślić fakt, że w tej sprawie władze Najjaśniejszej zachowały całkowite milczenie. Nie miały czego gratulować walczącym Polkom, ani oświeconym władzom, które przed 102 laty te prawa przyznawały.
   Cytowany przeze mnie autor przyrównał działania walczących o prawa kobiet do potężnych sił wynikających z pociągania za „srebrne niteczki”, które dzięki swej liczbie stanowią jednak potężną siłę sprawczą prowadzącą do osiągania celów. Pozwólcie, że oddam mu ponownie głos:
Cienkie, srebrne niteczki, to nieomal niewidoczne motyle. Delikatnie trzepocząc kolorowymi skrzydełkami, powodują huragan na szczytach władzy, dają nadzieję, o którą tak ciężko w obecnych czasach. Wznoszą się, by nigdy nie opaść, nie utracić siły, istnieć, być i stawać się mądrzejszym. Srebrne niteczki, które… bowiem nie można ich kupić, nie można ich sprzedać, czy też oddać w ręce handlarza prawem, starca i szaleńca…
   Autor opracowania, od lat pozostający poza granicami kraju, ale z wielkim zaangażowaniem przyglądający się sytuacji narastającego kryzysu nie stawia hipotez ani nie podpowiada jak wyjść z tego zakrętu. Raczej z goryczą niż z nadzieją podsumowuje swoje rozważania następującymi słowami:
Nic tak nie boli jak bezradność
Obserwuję w mediach sytuację w Polsce, staram się wyrobić własne zdanie. Czytam informacje, które pojawiają się po obu stronach politycznej barykady, bo nie mam złudzeń, że o politykę tu chodzi. Z jednej strony wierzę, że tysiące kobiet, a wraz z nimi młodzież, mają prawo do stanowienia o sobie. Po drugiej stronie stawiam prawo i rządzących, którzy egzekwują to prawo i tu powstaje dysonans. Jeżeli prawo stanowi o narodzie, o jego przywilejach i obowiązkach to, jakie może być to prawo, skoro obywatele go nie chcą? Czy jest to prawo obywatelskie, a może jedynie tych, którzy je ustanawiają, a następnie siłą egzekwują?

Gdzie zatem podziała się normalność? Niestety nie potrafię takowej zdefiniować, bowiem „prawdziwa normalność” dla każdej ze stron oznacza coś innego. Jest jednak mały, drobny element, który z każdej strony wygląda tak samo,  są to srebrne, cieniutkie niteczki…
My często używamy powiedzonka:
Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ustawicznym padaniem

Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień

Powyższy tekst napisałem w 2009 r. i zamieściłem na moim blogu. Dzisiaj dopiero przeczytałem go ponownie i zamiast pisać coś nowego z okazji Dnia Życzliwości postanowiłem zamieścić go tu bez zmian. Spodziewam się, że czytelnicy potwierdzą mój osąd sytuacji. Ja uważam, że miniony rok zamiast spodziewanej poprawy przyniósł znaczne pogorszenie relacji międzyludzkich  w Polsce. Dorośli bardzo często patrzą nieufnie na tych co to im się powiodło. Szczerze nienawidzą tych, co to mają inne poglądy polityczne, czy też odmienne zapatrywanie na życie. Młodzi buntują się na starszych za to, że nie akceptują ich inności w zachowaniach, czy upodobaniach, a stosują stereotypowe a z gruntu fałszywe  oceny typu:
– Chodzi w bluzie z kapturem? –  wiadomo dresiarz, łobuz, zadymiarz.  Czy ja zbytnio generalizuję?  A może wypowiecie się na ten temat?

Tatulowe opowieści

Obchodzimy dziś kolejne święto, które przybyło do nas przed kilku laty wraz z Walentynkami, czy Haloween wprost z zachodu. W dniu 21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości.  Czy przyjęło się to święto wśród Polaków? Czy choć na trochę zmieniło nasze nastawienie do innych ludzi? Postanowiłem postawić to pytanie, abyśmy wspólnie dokonali zbiorowej refleksji nad naszą ŻYCZLIWOŚCIĄ.
Ja uważam, że wszyscy mamy jakieś dziedziczone, systemowe obciążenie pochodzące z zamierzchłych czasów, przypieczętowane mrocznym okresem PRL-u. Kto sam na sobie doświadczył tamtego okresu, ten wie co znaczył DONOS. Wiemy też jak był podpisywany taki donos. Dla najmłodszych podam przykład takiego dziełka: Uprzejmie donoszę, że pana żona ma kochanka. Życzliwy.  Takich donosów było całe mnóstwo. Życzliwy mogło więc oznaczać zupełnie coś innego niż określał to słownik języka polskiego. Z tamtych czasów pochodzi również obiegowa dykteryjka objaśniająca czym się różni Polak od Amerykanina. Amerykanin witając się obdarza spotkanego wystudiowanym uśmiechem i zadaje retoryczne dla nas…

View original post 746 słów więcej

Planowanie ma sens

W szkole, prowadząc zajęcia z przedmiotów ekonomicznych, zwłaszcza gdy omawiałem zagadnienia związane z planowaniem podpierałem się sentencją:
Nikt nie planuje przegranej,
przegrywa, bo nie planował…
Na ogół wystarczało to do przekonania słuchaczy o słuszności powyższej tezy i dość łatwo uzyskiwałem akceptację uczniów do tego, że warto planować. Zdarzały się wypowiedzi kontrujące mój argument, ale raczej zawsze moje było „na wierzchu”. Odpowiednio dobrane przykłady robiły swoje.
Dlaczego o tym piszę?
Jesteśmy w drugiej fazie pandemii. Rosnące notowania nowych zachorowań robią swoje. Boimy się najgorszego, tak dla siebie, jak i dla swoich bliskich.
Teraz bardziej niż w lecie przestrzegamy podstawowego schematu zawartego w słowach: DDM czyli Dezynfekcja, Dystans, Maseczki.
Zachowanie tych trzech zaleceń ma nam pomóc w ograniczeniu rozprzestrzeniania koronawirusa SARS-CoV-2.3. Czy pomoże?
Staram się przestrzegać zasad, ale co jakiś czas łapię się na tym, że wszedłem do sklepu bez maseczki, podałem znajomemu rękę, nie zawsze dezynfekowałem dłonie, mimo że nawet w kościele wystawiony jest pojemnik z płynem dezynfekującym. Żona zwraca mi wtedy uwagę, a ja przyrzekam poprawę, bo naprawdę staram się przestrzegać zasad.
Dzisiaj, gdy zięć odbierał mnie po pozostawieniu samochodu w warsztacie, zauważył, że jestem bez maseczki. Od razu przywitał mnie słowami dezaprobaty:
– Tyle mówimy o zachowaniu środków ostrożności, a ty znowu bez maseczki. Nie boisz się o siebie, o mamę, o nas wszystkich???

Próbowałem się tłumaczyć tym, że wysiadając zostawiłem maseczkę w samochodzie, tak jak to robię w domu. Ale nie dał się przekonać co do tego, że to przypadek, a nie zasada.
W domu, przy spóźnionym obiedzie usłyszałem propozycję nie do odrzucenia:
– Musimy pogadać i zaplanować jakieś postępowanie na wypadek, gdyby w naszych rodzinach doszło do zachorowania na Cowid. Co będziemy robić, aby pomóc choremu i chronić siebie nawzajem? Jak wyglądałaby wtedy kwarantanna, czy izolacja?
Pytań padło wiele. Znacznie więcej niż możliwych do udzielenia sobie odpowiedzi. Podjęliśmy postanowienie stosowania się do zaleceń DDM, do zasad profilaktyki zwiększającej naszą odporność. I to chyba wszystko, co tak na gorąco mogliśmy ustalić.
Każdy z nas pozostał ze swoimi wątpliwościami i obawami, bo przecież wiemy jak wygląda rzeczywistość ludzi chorych na koronawirusa Covid i jak dziś leczy się tzw. choroby współistniejące. Skóra cierpnie na samą myśl o realnym zagrożeniu na jakie jesteśmy wszyscy zdani.
PS.
Wczoraj odebrałem telefon. Jakaś panienka w imieniu Biura Badania Opinii chciała pogadać na temat usprawnień jakie wprowadziła nasza służba zdrowia. Obiecała, że to badanie potrwa ok. 10 minut. Odpowiedziałem jej grzecznie, ale na tyle stanowczo, że nie próbowała dłużej mnie przekonywać.
Usprawnienia??? Dobre sobie!!!