Wokół wirusa z koroną…

Przeglądam dzisiaj Internet, aby zobaczyć, co nowego u znajomych z Facebooka i blogosfery i widzę, że temat zagrożenia wirusem wciąż jest wszechobecny. Jedni się boją i chętnie sięgają po ratunek poprzez modlitwę, inni wyżywają się snując przypuszczenia na temat kolejnych wersji „spiskowej teorii dziejów”. Jednym słowem jest o czym pogadać i nad czym się zastanowić. Ulegając tej psychozie czytam niemal wszystko, co mi wpadnie w ręce i słucham wypowiedzi notabli pracujących nad tym, abyśmy jako naród, a także w wymiarze jednostkowym ponieśli jak najmniejsze straty i ostro zaczęli dźwigać się z kryzysu w jaki nas ten potwór wpędził.
Dzisiaj pan premier pochwalił się sukcesami wyrażającymi się w tym, że odsetek zachorowań jest u nas bardzo mały, a wyleczeń wprost odwrotnie, Ustanawiając, jako niemal pierwsi w Europie „Tarcze ratunkowe” na ogromnym – jak na nas poziomie uchroniliśmy podobno 2 miliony osób przed bezrobociem i uratowaliśmy ileś tam firm przed bankructwem…
Przyjmuję te deklaracje jak dobrą monetę i co najwyżej mam pretensję o to, że ci sami, którzy ogłaszają sukcesy nie zająkną się nawet na temat czyim kosztem to osiągnęli. Niezależne i zewnętrzne źródła informują w tych samych dniach, że zadłużenie zewnętrzne Polski skoczyło z bezpiecznego jak dotąd poziomu ok. 3 % PKB, do poziomu ponad 11% PKB, a to jest już ogromny wzrost długu zapisywanego na konto przyszłych pokoleń. Czy to jest tylko sprawa rządu? A społeczeństwo nie ma tu nic do powiedzenia? Czy procedura nadmiernego deficytu nam nie grozi? A cięcia w przyszłym budżecie, to „bułeczka z masełkiem”.
Mnożę kolejne pytania wiedząc o tym, że nie otrzymam odpowiedzi – powiecie.
Mimo tego pytam, a na dokładkę postanowiłem udostępnić jeszcze więcej pytań, jakie znalazłem na profilu Fb jednej z moich znajomych. Czytając je weźcie pod uwagę znane powiedzenie:
To, czy człowiek jest inteligentny poznaje się po odpowiedziach, to czy jest mądry – po pytaniach. –  Nadżib Mahfuz

A teraz zapowiedziany tekst:

” – Wyobraź sobie wirusa tak zabójczego, że można go zabić mydłem i wodą. -Wyobraź sobie wirusa, który nie może przeskoczyć 3 stóp nad szybą w sklepie spożywczym, ale może zabić wszystkich na siłowni….. Ale w żaden sposób nie zabije nikogo w sklepie monopolowym.
– Wyobraź sobie wirusa, który nie zaraża dzieci, ale zaraża starszych ludzi, ponieważ potrafi myśleć i oczywiście nienawidzi osób starszych.
– Wyobraź sobie wirusa, który może zabijać z odległości mniejszej niż 6 stóp, a nie 7, a nie 8 czy 6.
– Wyobraź sobie wirusa, który zaraża wszystkich w telewizji, ale nie zaraża nikogo, kogo znasz osobiście… Chyba że jesteś na Facebooku, a następnie ktoś, kogo nie znasz, zna inną osobę, której nie znasz, która zna przyjaciela ciotki Betty, która miała wirusa.
– Wyobraź sobie wirusa, który może przyjść z tobą do sklepu spożywczego na torbach, które zabierasz z domu, ale te same wirusy nie pojawiają się na ubraniach, które przywiozłeś z domu…Ponieważ wirus lubi tylko stare torby spożywcze, a nie ubrania.
– Wyobraź sobie wirusa tak inteligentnego, że nie infekuje urzędników państwowych, podpisując ustawodawstwo rządowe dotyczące wirusa zabijającego wszystkich natychmiast w odległości mniejszej niż 6 stóp.  – ——— Wyobraź sobie wirusa, który rozumie, że może zabijać tylko społeczeństwo, a nie polityków, którzy stłoczą się ramię w ramię przed kamerami.
–  Wyobraź sobie wirusa, który infekuje kraje niekomunistyczne, ponieważ może widzieć granice za pomocą specjalnych okularów.
–  Wyobraź sobie wirusa, który powinien unosić się w powietrzu, ale nie wychodzi z boków żadnej maski, ponieważ maska ​​jest taka magiczna. Wirus jest tak inteligentny, że wie, że może pozostać wewnątrz maski i nie wyciekać jej boków resztą powietrza.
– Wyobraź sobie wirusa tak inteligentnego, że zabije cię natychmiast w parku, na plaży lub na ścieżce rowerowej podczas ćwiczeń (z nikim w pobliżu przez milę), ale pozostawi cię samego w sklepie monopolowym.
– Wyobraź sobie wirusa tak zabójczego i tak śmiertelnego, że jedynym sposobem na ochronę przed nim jest wstrzyknięcie go pod skórę.

A jeśli chcesz wiedzieć, jak bardzo twój rząd oszukuje cię liczbą zgonów i infekcji CV-19, po prostu kliknij ten link”

Czytając dziecku codziennie sami wiele możemy się nauczyć…

W dniu, w którym świętujemy Światowy Dzień Książki warto popisać się tekstem, który tego tematu dotyczy.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

Popularyzowałem w szkole, jak i tu na blogu szeroko zakrojoną akcję: Cała Polska Czyta Dzieciom, bo naprawdę wierzę w to, że czytanie rozwija i to nie tylko dzieci. Rozwija także nas, czytających dzieciom, ich rodziców i dziadków. Uzasadniałem to szeroko i wskazywałem na ideę przemycenia niejako w czytanych dzieciom starannie dobranych książkach, ważnych treści wychowawczych i edukacyjnych.

View original post 1 358 słów więcej

Wielkanocnej tradycji ciąg dalszy… Kotły

Przypomniałem w okresie ostatnich świąt wielkanocnych odwieczną tradycję, jaka zachowała się w naszej parafii. Jest, a właściwie było nią strzelanie w czasie Świąt, od rezurekcji poczynając, aż po ostatnią mszę celebrowaną w Wielką Niedzielę z pistoletów wytwarzanych niegdyś w miejscowych zakładach ślusarskich i kuźniach, jakich w Bogorii było sporo. Sprzęt do strzelania, technologia produkcji prochu strzelniczego z węgla drzewnego i saletry, jak i technika oddawania strzałów była dziedziczona w kilku rodzinach od dawna. Teraz, niestety dożyłem czasów, kiedy nikt się tym nie zajmuje. Pozostał tylko opis starań o uatrakcyjnienie obrzędów religijnych taki jak mój, czy tworzony przez zbliżonych mi wiekiem ludzi związanych z naszą miejscowością i parafią.
Tu Link.
   Nawiązując do obrzędów Wielkiej Niedzieli wspominałem też o szczególnej rezurekcji, jaką przeżyłem w 1975 roku. Tak nam się życie ułożyło, że zamiast we dwoje udać się na rezurekcję, to musiałem odprowadzić żonę do miejscowej Izby porodowej – jak wtedy nazywano tego typu placówki i sam poszedłem na rezurekcję, aby modlić się o szczęśliwe rozwiązanie. Było to potęgowane obawami o przyszłość matki i dziecka, jako że mieliśmy tzw. konflikt serologiczny i mimo kontroli lekarza pewien niepokój towarzyszył nam przez całą ciążę, aż do tego momentu. Pamiętam jak głęboko to przeżywałem idąc sam w tłumie ludzi, przy akompaniamencie wystrzałów i odgłosów bębnienia w bębny, czy może raczej kotły, jakie posiadał nasz kościół: Tu link.
W treści tej ostatniej opowieści wspominam owe kotły, których zdjęcie otwiera dzisiejszą opowieść. Napisałem tam m. in. takie słowa:

Bardzo żałowałem, że nie zabrałem aparatu fotograficznego, aby uwiecznić elementy naszej tradycji. Obawy o zanik zwyczaju strzelania okazały się być na wyrost. Strzelano wprawdzie nie z pistoletów, ale z petard i to w sposób przypominający poziom strzelania z najlepszych lat. Przez cały czas procesji towarzyszyło bębnienie w dwa zabytkowe kotły. Mężczyźni grający na tych kotłach zmieniali się często, aby dać ulgę schylonym plecom. Tłum ludzi był tak duży, że zanikała granica początku i końca pochodu wokół kościoła…

Te właśnie kotły przypomniały moim córkom jeszcze jeden zanikający zwyczaj, tę grę na kotłach w czasie uroczystych procesji. Skutkiem tego była prośba o przedstawienie i tego opisu.
Gra na kotłach nie była łatwym zadaniem, bowiem trzeba umieć bębnić w kotły dwoma pałkami idąc w pochyleniu tuż za trzema niosącymi je mężczyznami. Z czasem ustawiano więc kotły obok dzwonnicy stojącej naprzeciw wielkich drzwi kościoła i tu grało na nich dwóch panów. Podczas uroczystości wewnątrz kościoła bębniono w kocioł ustawiony na chórze, a dźwięk kotła wzmacniany przez zainstalowane tam mikrofony niósł się po całym kościele.
Nasze bębny były znane nie tylko w okolicy, skoro wypożyczano je do kręcenia jakichś historycznych filmów. Po akcji wracały, ale ich sława widocznie dotarła do jakiegoś amatora tego typu instrumentów, bo jeden z kotłów przechowywanych poza kościołem zaginął bez wieści. Odtąd mamy już tylko jeden kocioł, ale jego wykorzystywanie stało się coraz bardziej ograniczane.

Kilku zasłużonych w tej dziedzinie panów weszło już w wiek sędziwy, a brak wsparcia dla tej tradycji ze strony kolejnych proboszczów nie przysporzyło jej nowych bębnistów. Ostatni raz używano kotła chyba parę lat temu, chociaż spotyka się w kościele ludzi mogących jeszcze obsłużyć ten instrument i nauczyć gry następców.
Pocieszeniem jest to, że na otwarcie i zasłonięcie łaskami słynącego obrazu Matki Bożej Pocieszenia odtwarzany jest hejnał wykonywany na fanfarach z udziałem kotłów : http://www.parafia-bogoria.pl/galeria-filmow/video/odsloniecie-obrazu.html

Wielkanoc 2020

Wiele już świąt przeżyłem, ale takich jak obecne jeszcze nie doświadczyłem…
Chyba każdy może się podpisać pod tymi słowami, prawda?
Byliśmy młodzi, często ubodzy, a wtedy święta jawiły się, jako pora obfitości, w jedzeniu zwłaszcza, bo to szynka pojawiała się na naszych stołach, taka babcina, czy mamina …z tłuszczykiem. Zwykle otrzymywaliśmy z tej okazji nowe, już letnie ubrania, w których mimo chłodu czuliśmy się lekko i elegancko. Były wyjścia na Rezurekcję, a po niej spotkania rodzinne przedłużające się na cały dzień. Były wizyty i rewizyty, chociaż czasem odbywane na zasadzie
„Od nas do was, a potem do was od nas…” Były świąteczne spacery w poszukiwaniu wiosny…  Ale zamknięcia nas w domach nigdy jeszcze nie było, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
No to jest. Nasze nowe doświadczenie niosące wielki wkład wiedzy na temat współczesnych zagrożeń oraz ich unikania. Jest też lekcja uczenia się siebie, bo łatwo było pojawiać się i znikać, aby żyć jednocześnie w kilku płaszczyznach. Dom praca, znajomi, klub, hobby, a w każdym miejscu inny, chociaż ten sam człowiek.
Teraz mamy okazję dokonać testu wytrzymałości na niezmienne warunki, jakie przecież sami stworzyliśmy we własnych domach. Jak zdamy ten test?
Pisałem dzisiaj życzenia rozsyłane e-mailem. Wśród adresatów również osoby, które w tym czasie straciły najbliższych. Jak składać takie, przecież z głębi płynące życzenia?
Radosnych? Wesołych? Jakich świąt?
Napisałem więc:
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych, innych niż wszystkie dotychczas przeżyte, pragniemy być z Wami w rozmyślaniach i przeżywaniu tego, co niosą te szczególne święta.

Uczestniczyliśmy wczoraj w Drodze Krzyżowej nadawanej z Watykanu. Ta dojmująca pustka placu Św. Piotra, zwykle pełnego wiernych, a także treść rozważań czytanych przez ludzi szczególnie dotkniętych przez życie miała jednak swoją niezwykłą wymowę. Ci ludzie nie zatracili wiary i wydobyli się z dna rozpaczy, zobaczyli dla siebie lepszą perspektywę,…·
Chociaż to takie dojmujące smutkiem, to jednak na dnie tych smuteczków odnajdujemy przecież NADZIEJĘ na lepszą przyszłość.
Wkrótce zaśpiewamy:

Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie.
Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie…
W innej, równie pięknej zaśpiewamy:
O śmierci, gdzie jesteś o śmierci?
Gdzie jest moja śmierć?
Gdzie jest jej zwycięstwo?
Ref.:
Zmartwychwstał Pan,
Zmartwychwstał Pan,
Zmartwychwstał Pan,
Alleluja, Alleluja!

Zawsze przeżywam wzruszenie, gdy w naszym kościele śpiewa tę pieśń nasza sąsiadka, młoda dziewczyna o pięknym głosie, a w refrenie wtóruje jej cały kościół.
Pragniemy życzyć Wam wszystkim Radosnych jednak Świąt, budzących nadzieję na poprawę, jaka dokonuje się w nas samych za sprawą tego co nas, na co dzień spotyka. Przytulamy Was wszystkich
Alleluja…

Tymi życzeniami dzielę się z Wami wszystkimi,
którzy tu zaglądacie,
bo podobnie myślicie
i podobnie to przeżywacie…
Radosnych Świąt i Wiosny w sercach