Lustro, jako urządzenie diagnostyczne ?

Jako mężczyzna, korzystam z lustra tylko przy goleniu. Nie po to o tym piszę, aby klasyfikować ludzi na tych, co często lub rzadko korzystają z tego starego przecież urządzenia służącego ocenie ładu na głowie, czy w innych miejscach ciała. Żyjąc między ludźmi, zwłaszcza jak są życzliwi również możemy odnotować nasilenie jakichś prób oceny zmian w naszym wyglądzie, które mogą, a przynajmniej powinny nas zastanowić. Tym bardziej, jeśli wierzymy w przydatność samoobserwacji w profilaktyce zdrowia naszego i naszych bliskich. Wczesne sygnały płynące z naszego organizmu mogą bardzo pomóc we wczesnym usuwaniu przyczyn, a nie tylko skutków istniejących chorób.
Ciągle brakuje nam czasu, wiedzy, czy odwagi, aby ostro zabrać się za tę stronę naszego życia, mimo że znamy coraz bardziej gorzko brzmiące zawołanie:
– Obywatelu, ulecz się sam…
Ponieważ wokół nas jak i w nas (a przynajmniej we mnie) zaczyna królować jesień, to sprawy zdrowia jako warunku w miarę długiego życia zaprzątają moją uwagę na tyle, że sięgam po tematykę około zdrowotną i czytam, aby dzielić się tą wiedzą z bliskimi.
Tak trafiłem dzisiaj na artykuł dotyczący oceny naszego zdrowia przez specjalistów medycyny chińskiej. Zapraszam, bo jest się nad czym zastanowić. Oto link do tego tekstu: https://kobieta.onet.pl/choroby-wypisane-na-twarzy/44pr6tm
Od dawna jestem zauroczony opowieścią z dalekiego wschodu, w której przedstawiono, w czym tkwi ich filozofia w podejściu do profilaktyki zdrowia. Otóż brzmi to następująco:
Głębokim celem medycyny chińskiej jest zapobieganie. Stara historia mówi, że jeśli lekarz był odpowiedzialny za wioskę, wszyscy płacili mu comiesięczne wynagrodzenie. Jeśli ktoś był chory, przestawało się płacić, ponieważ obowiązkiem lekarza było utrzymanie ludzi w zdrowiu. Druga wersja historii mówi, że każda osoba we wsi miała swoją szafkę z ziołami i jeśli osoba zaczęła używać ziół, lekarz był odpowiedzialny za uzupełnienie jej z własnych zasobów.
W zalinkowanym tekście możemy przeczytać o tym, że:

Medycyna chińska opiera się na czterech filarach diagnozy. Pierwszy to „widzę” i „obserwuję”. Drugi to „czuję” (odnosi się to też do tego, co czuje pacjent, ale też lekarz) i „słucham”. Mam tu na myśli to, co jako pacjent mówisz i w jaki sposób to mówisz, a także to, czego nie mówisz. Trzeci to „pytam”, kiedy jako lekarz zadaję pytania. Ostatni to „badam”. Zawiera się w tym badanie pulsu i ciała, gdy sprawdzam różne obszary ciała i dotykam konkretnych punktów w celu zbadania, czy są na przykład bolesne. Określamy też jakość skóry i wszelkie nieprawidłowości. Najciekawsze dwa filary, to widzenie i słuchanie. Ucząc, zawsze mówię, że poprzez obserwację, jako lekarz powinieneś zdobyć większość informacji o stanie zdrowia pacjenta. Słuchając, trochę więcej, ale generalnie po obejrzeniu i poczuciu powinieneś dotrzeć do 50–80 proc. diagnozy. Następnie zadajesz pytania, aby wyjaśnić to, co już widziałeś i poczułeś, a na koniec badasz ciało, aby domknąć diagnozę…
Wydaje się proste, chociaż proste to nie jest. Za tym podejściem stoją tysiące lat praktyki, no i konkretny specjalista, do którego się udajemy w potrzebie.
Nie każdemu jednak możemy zaufać.
Medycyna naturalna wkracza coraz szerzej do naszego kraju i oferuje usługi, o jakich do niedawna nawet nam się nie śniło. To wszystko poparte jest technikami marketingowymi, którym trudno się oprzeć. Zwłaszcza, gdy jesteśmy już chorzy, odczuwamy ból i dyskomfort, a jednocześnie narasta w nas obawa o przyszłość. Jesteśmy wtedy bardziej skorzy uwierzyć i sporo zapłacić za obiecaną pomoc.