Czy nawigacja samochodowa jest wiarygodnym pomocnikiem kierowcy?

Zamek Królewski
Ulica prowadząca z Rynku do Katedry
Pomnik przy Ratuszu
Ratusz
Brama Opatowska

Niewiele jeżdżę samochodem i jak dotąd nie zawracałem sobie głowy zakupem nawigacji. Stałe miejsca, znana droga raczej oddalała mnie od tej „nowinki”, która dla większości kierowców jest czymś absolutnie niezbędnym w podróży. W związku z zakupem nowego telefonu zostałem wyposażony również w potrzebne dla przeciętnego użytkownika aplikacje. Nadal jednak nie włączałem nawigacji, aż do dzisiaj. Teraz zdarzyło mi się, że musiałem jechać nieznaną trasą i podjechać na przystanek autobusowy w Sandomierzu na konkretną godzinę. Czas dojazdu był wyśrubowany prawie dokładnie tak, jak przyjęto w nawigacji. Miałem więc potrzebę przyspieszenia jazdy aby nadrobić czas, który uciekł nam przed wyjazdem. Jak na złość natrafiliśmy dwukrotnie na przebudowę drogi i związane z tym wahadło. Co się na trasie nadrobiło, to się w ten sposób straciło i do Sandomierza dotarliśmy jak to się mówi „na styk”. Gdy usłyszałem komunikat: Za 800 metrów skręć w ulicę Zamkową”, to uznałem, że nie będę słuchał nawigacji tylko podjadę w oparciu o moją, – co prawda dość dawną znajomość miasta. Moja pasażerka odmawiała mi jednak racji twierdząc, że: – Wielokrotnie próbowałam tak robić, ale na ogół okazywało się, że to jednak Google ma rację.
W tej sytuacji nie miałem innego wyjścia, jak słuchać podpowiedzi nawigatora. Pojechałem ulicą Zamkową obok Królewskiego zamku, dalej w górę obok katedry i tak, słuchając kolejnych podpowiedzi wjechałem na rynek. Zaskoczył mnie tłum ludzi poruszających się po rynku i przyległych ulicach tak, jakby tam nie było ruchu samochodowego, oprócz samochodów wożących turystów oczywiście.
Gdy nawigacja kazała mi skręcić w ulicę prowadzącą do Bramy Opatowskiej, to już nasze emocje sięgnęły zenitu. Jechałem krok za krokiem, w rytmie kroczącej całą szerokością ulicy wycieczki i pilnowałem raczej bezpieczeństwa tych, co przede mną, niż zasad ruchu pojazdów na sandomierskiej starówce. Ludzie oglądali się na mnie i ustępowali z drogi. Nikt nie pukał się w czoło, ani nie złorzeczył. Mój przewodnik wygłosił komunikat: ·- Przed tobą Brama Opatowska – koniec podróży. Zatrzymałem się całkiem blisko Bramy, aby wysadzić pasażerów, a samemu zjechać na boczną uliczkę, gdzie już było luźno i gdzie zgodnie z przepisami mogłem zaparkować. Autobus, do którego tak się spieszyliśmy odjeżdżał z zatoczki leżącej przy tejże Bramie Opatowskiej, ale od strony nowego miasta. Na szczęście dla nas miał parę minut spóźnienia i wszystko skończyło się szczęśliwie.
Nie wiem, dlaczego nawigacja poprowadziła mnie przez Starówkę, jak i nie wiem tego, czy obowiązują tam zakazy wjazdu. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikomu nic się nie stało, ale doświadczenie, jakie zdobyłem przyda się na dalszą współpracę z Google maps.
Mimo taaakich emocji zauważyłem wiele pięknych zakątków Królewskiego Miasta Sandomierza, które byłyby godne uwiecznienia. Przy kolejnej, spokojnej już wizycie w Sandomierzu na pewno tam dotrę z aparatem.