Papież powiedział do starych: Ludzie starsi, dziadkowie, to skarb!

Wspomnienie posta sprzed 3 lat o starości.
Przed 1 października, czyli Dniem Ludzi Starszych tamta treść nabiera jeszcze większego sensu. Zapraszam

Tatulowe opowieści

Już dawno nie zdarzyła mi się tak długa przerwa z publikowaniu kolejnych opowieści jak tym razem. Oczywiście że mam usprawiedliwienie. Była to dość nagła potrzeba udzielenia pomocy naszym dzieciom w przeprowadzce. Kto przeżył  takie pospolite ruszenie ten wie jak ciężko sprostać wyzwaniu. Jakoś tak się dzieje. że w miarę upływu czasu wszyscy obrastamy w ogromne ilości ciuchów, książek, nagrań i owych „przydasiów”, których szkoda wyrzucić, bo przecież przyda się. Trzeba to wszystko pakować w jakieś pudła i opisywać je w sposób ma tyle czytelny, aby w nowym miejscu, w piramidzie podobnych pudeł znaleźć te właściwe , które są akurat potrzebne dla dzieci lub i dla nas samych.

Mieliśmy przy tym okazję  przeżycia wszystkie możliwe komplikacje, bo akurat starsza wnusia zachorowała, młodsza miała okresowe badania, ich mama i tatuń też musieli odwiedzić lekarzy, a potem jeszcze wypadł służbowy wyjazd i siły zaangażowane w przedsięwzięcie uległy znaczącemu osłabieniu. Do tego wszystkiego napłynęła…

View original post 742 słowa więcej

Moje domowe archiwum

Usłyszałem dzisiaj w Sygnałach dnia (Program I PR) rozmowę z przedstawicielem Archiwów Państwowych, której tematem były nasze domowe i rodzinne archiwa. Każdy je ma, tylko nie każdy o nie dba. Pomyślmy nad tym sami, a potwierdzimy ogólnie znaną prawdę, że jest to odcinek powszechnie zaniedbywany, bo nie wiemy jak się do tego zabrać, bo nie mamy czasu, bo nie wyznaczyliśmy sobie miejsca gdzie powinniśmy przetrzymywać różne dokumenty, dyplomy, medale, zdjęcia, filmy, pamiętnikarskie zapiski, listy i tego typu materiały, bo nie doceniamy wartości tego typu dowodów istnienia i działalności naszej rodziny, jak również naszych przodków. Nawet nie robimy zwyczajnych notatek z rozmów rodzinnych, w których dowiedzieliśmy się czegoś ważnego o życiu naszych przodków. Liczymy na to, że wszystko zapamiętamy, że wrócimy do rozmowy, a pamięć jest zawodna. Ludzie umierają i kiedyś okazuje się, że …nie mamy już kogo pytać. Wtedy szkoda nam straconych okazji, bo mądry Polak po szkodzie.

   Temat archiwizowania podjęty w tej audycji miał służyć nam samym, ale i podkreślał jego szersze znaczenie. Tego typu materiały mają również znaczenie historyczne dla badaczy dziejów najnowszych naszych miejscowości, regionów jak i Polski. Wyszukałem w Internecie i sięgnąłem po pierwszą informację zamieszczoną pod hasłem: Archiwa rodzinne. Oto fragment tego, co tam znalazłem:
Archiwa Rodzinne Niepodległej, to akcja zorganizowana przez archiwa państwowe, w tym Narodowe Archiwum Cyfrowe, w ramach Programu Wieloletniego Niepodległa. Obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości to świetna okazja, aby zajrzeć do rodzinnych dokumentów sprzed wieku i nie tylko. Dzięki tej akcji od specjalistów w archiwach państwowych można dowiedzieć się, jak je bezpiecznie przechowywać, opisywać, digitalizować, lub też podzielić się z innymi pasjonatami historii zawartymi w nich treściami. Dzięki projektowi można będzie profesjonalnie zeskanować materiały z domowego archiwum, a najciekawsze z nich zostaną opublikowane na portalu działającym na potrzeby tego projektu, a także przekazać w darze do NAC jako cząstkę narodowego dziedzictwa, która zostanie zachowana dla przyszłych pokoleń…
To tylko wstęp do informacji, która może być bardzo przydatna w ogarnięciu tematu, po resztę odsyłam pod LINK.

Sprawa jest warta zachodu. Zyskamy na tym sami, jak i nasi potomkowie, którzy dowiedzą się ważnych informacji o swoich przodkach. Zyska Rzeczpospolita
PS. Pisałem kiedyś o swoich dylematach związanych z archiwizowaniem różnych domowych materiałów i tam przyznałem się do sporych zaległości w porządkowaniu moich zasobów. Oto tamten tekst: https://tatulowe.wordpress.com/2013/01/05/624/

Przerwa taktyczna w sejmie i senacie. NIK wzięty

Kampania wyborcza nabiera coraz większego tempa i nic dziwnego, że wciąż zaskakuje. Kandydaci do władzy obiecali nam już chyba wszystko, co obiecać mogli, a nawet uczynili to na wyrost. W końcu jest to licytacja, a rozliczany będzie tylko zwycięzca – a zwycięzcy się nie pyta – jak mawiał znaczący polityk światowego formatu. Może dlatego sejm jedynie przerwał ostatnie posiedzenie, a senat uczynił to samo. Obie izby wznowią je tuż po wyborach. Co wtedy uchwalą? Bóg i Prezes to wiedzą. Prezydent nie musi niczego przerywać, bo zawsze jest zwarty i gotowy podpisać nowe rozdania.
W kampanii pozostały nam jeszcze tylko elementy „czarnej kampanii” w postaci tzw. haków, posądzeń, szokujących wpadek, opisy tzw. afer i kto wie, co tam jeszcze trzymają w rękawie na ostatnie godziny.

Okazuje się ze poprzednia kampania obfitująca w taki właśnie arsenał walki, to „pikuś” wobec obecnej. Poprzednia opozycja, a obecna „totalna koalicja”, ustanowiła standardy, których nie sposób lekceważyć. Obecna opozycja sięga wiec po znane i uznane metody walki, aby utraconej władzy nie oddać na kolejną kadencję. Tym bardziej, że poprzednie „afery” przy obecnych aferach władzy, to przedszkole zaledwie. Kogo interesuje wyliczanka przekrętów w czasie 4 lat „dobrej zmiany” ten znajdzie kompletną listę wraz z opisem i uważnie przeczyta. W tygodniku Angora umieszczono na okładce zajawkę takiej treści: Cztery lata „dobrej zmiany” to ponad 250 przekrętów. Aferzyści z PiS-u – str. 12-13
Wyliczanka, sporządzone trochę pod potrzeby kampanii, ale to przeciwnicy ustanowili standardy, więc nie ma się czemu dziwić.
Każda partia głosi hasło: Zdobyć władzę, a potem tylko ją utrzymać. Nie tylko głosi, ale i realizuje w praktyce. Każdemu z pretendentów do władzy zależy na pozyskaniu zwolenników, a najlepiej to czynić poprzez osłabianie przeciwnika. Więc czynią. Ciągle ci sami, chociaż proporcje poparcia wyznaczające „udział w podziale tortu” są już inne.
W stareńkiej piosence Boguckiego słyszymy w refrenie takie słowa:
Bo ja liczę do trzech
Dość napsułaś mi krwi
Raz, dwa i…

Nie będziesz ty
To będzie inna
To będzie inna
I nie pomogą ci łzy

Raz, dwa, trzy
I będzie inna
I będziesz winna
Ty sama, tylko ty…
Pan Bogucki śpiewał o kobiecie, a WŁADZA przecież jest kobietą, piękną, kapryśną, lubiącą bogactwo, przepych, adoratorów…W komentarzu do wpisu na blogu wirtualnego znajomego wpisałem niedawno takie słowa:
Niestety, ani ewolucja, ani rewolucja tego nie zmieni. Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie. Nie głupi to wymyślił. Istotą trwania obecnego układu jest umiejętność dzielenia się z tymi, co wiele mogą, a oni dzielą się umiejętnie…

Asertywność i empatia

Znajomy pedagog i terapeuta, poruszył dzisiaj temat empatii zamieszczając na swoim profilu Fb sentencję, którą podkradłem aby uzupełnić swój tekst sprzed 10 lat, traktujący o asertywności i empatii właśnie. Ciekawe, czy obecnie wyda się Państwu nadal aktualny? Zapraszam do wymiany poglądów

Tatulowe opowieści

   Kilka tygodni przed świętami zdarzyło mi się pomieszać ekonomię z życiem na lekcji podstaw przedsiębiorczości. Omawiałem właśnie problem potrzeb ludzkich, które w piękną piramidę ujął A. Maslow. Podstawę piramidy stanowię potrzeby podstawowe, a wyższe piętra potrzeby wyższego rzędu, które w teorii Maslowa pojawiają się po zaspokojeniu potrzeb podstawowych. Uczniowie łatwo akceptują tę teorię w odniesieniu do potrzeb elementarnych – bo trudno dyskutować z tym, że ktoś głodny i mieszkający pod mostem myśli o samorealizacji, a nie o jedzeniu i dachu nad głową.

View original post 785 słów więcej

Czy nawigacja samochodowa jest wiarygodnym pomocnikiem kierowcy?

Zamek Królewski
Ulica prowadząca z Rynku do Katedry
Pomnik przy Ratuszu
Ratusz
Brama Opatowska

Niewiele jeżdżę samochodem i jak dotąd nie zawracałem sobie głowy zakupem nawigacji. Stałe miejsca, znana droga raczej oddalała mnie od tej „nowinki”, która dla większości kierowców jest czymś absolutnie niezbędnym w podróży. W związku z zakupem nowego telefonu zostałem wyposażony również w potrzebne dla przeciętnego użytkownika aplikacje. Nadal jednak nie włączałem nawigacji, aż do dzisiaj. Teraz zdarzyło mi się, że musiałem jechać nieznaną trasą i podjechać na przystanek autobusowy w Sandomierzu na konkretną godzinę. Czas dojazdu był wyśrubowany prawie dokładnie tak, jak przyjęto w nawigacji. Miałem więc potrzebę przyspieszenia jazdy aby nadrobić czas, który uciekł nam przed wyjazdem. Jak na złość natrafiliśmy dwukrotnie na przebudowę drogi i związane z tym wahadło. Co się na trasie nadrobiło, to się w ten sposób straciło i do Sandomierza dotarliśmy jak to się mówi „na styk”. Gdy usłyszałem komunikat: Za 800 metrów skręć w ulicę Zamkową”, to uznałem, że nie będę słuchał nawigacji tylko podjadę w oparciu o moją, – co prawda dość dawną znajomość miasta. Moja pasażerka odmawiała mi jednak racji twierdząc, że: – Wielokrotnie próbowałam tak robić, ale na ogół okazywało się, że to jednak Google ma rację.
W tej sytuacji nie miałem innego wyjścia, jak słuchać podpowiedzi nawigatora. Pojechałem ulicą Zamkową obok Królewskiego zamku, dalej w górę obok katedry i tak, słuchając kolejnych podpowiedzi wjechałem na rynek. Zaskoczył mnie tłum ludzi poruszających się po rynku i przyległych ulicach tak, jakby tam nie było ruchu samochodowego, oprócz samochodów wożących turystów oczywiście.
Gdy nawigacja kazała mi skręcić w ulicę prowadzącą do Bramy Opatowskiej, to już nasze emocje sięgnęły zenitu. Jechałem krok za krokiem, w rytmie kroczącej całą szerokością ulicy wycieczki i pilnowałem raczej bezpieczeństwa tych, co przede mną, niż zasad ruchu pojazdów na sandomierskiej starówce. Ludzie oglądali się na mnie i ustępowali z drogi. Nikt nie pukał się w czoło, ani nie złorzeczył. Mój przewodnik wygłosił komunikat: ·- Przed tobą Brama Opatowska – koniec podróży. Zatrzymałem się całkiem blisko Bramy, aby wysadzić pasażerów, a samemu zjechać na boczną uliczkę, gdzie już było luźno i gdzie zgodnie z przepisami mogłem zaparkować. Autobus, do którego tak się spieszyliśmy odjeżdżał z zatoczki leżącej przy tejże Bramie Opatowskiej, ale od strony nowego miasta. Na szczęście dla nas miał parę minut spóźnienia i wszystko skończyło się szczęśliwie.
Nie wiem, dlaczego nawigacja poprowadziła mnie przez Starówkę, jak i nie wiem tego, czy obowiązują tam zakazy wjazdu. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikomu nic się nie stało, ale doświadczenie, jakie zdobyłem przyda się na dalszą współpracę z Google maps.
Mimo taaakich emocji zauważyłem wiele pięknych zakątków Królewskiego Miasta Sandomierza, które byłyby godne uwiecznienia. Przy kolejnej, spokojnej już wizycie w Sandomierzu na pewno tam dotrę z aparatem.

Witaj szkoło… Po deformie


Wakacje ciągnęły się w nieskończoność i nie mieliśmy odpowiedzi na nurtujące uczniów, rodziców i nauczycieli pytanie:
– Jak będzie w naszej budzie w nowym roku szkolnym?

Wreszcie nadszedł dzień inauguracji i już sporo wątpliwości się wyjaśniło. Są szkoły, które w czasie wakacji podwoiły ilość uczniów i oddziałów klas pierwszych. Niektóre wydłużyły czas zajęć i skróciły przerwy do 5 minut. Jeśli to nie wystarczyło do opanowania sytuacji, to przyjęto dwuzmianowy system pracy. Są takie, w których zdecydowano się powiększyć ilość uczniów w klasie do ponad 40. Wielu nauczycieli zostało zmuszonych do pracy na cząstkach etatu w wielu, często odległych od siebie szkołach. Ułożenie rozkładu zajęć w takich miejscach graniczy z cudem. Jak ci biedacy mają wpasować się w rozkłady zajęć, aby zdążyć na czas? A jak będzie w zimie?
Co na to młodzież i ich rodzice? Ile jest takich szkół?
Sporo jest takich pytań, na które jeszcze nie odpowiedziano.
Współczuję tym uczniom i ich rodzicom, którzy nagle dowiedzieli się o konieczności uczestniczenia w dwuzmianowej nauce. W ich domach nastąpić musi przeorganizowanie zajęć, aby zdążyć podwieźć, czy odebrać dziecko. Nie mogą przecież dojeżdżać komunikacją miejską, albo nie daj Boże, dochodzić do szkoły pieszo… Wkrótce o 16-tej będzie ciemno, a lekcje mogą trwać do 17 -18-tej, to niebezpieczne. Jeśli jeszcze dojdą zajęcia pozalekcyjne, to już będzie kolorowy zawrót głowy…W mediach społecznościowych jest mnóstwo takich komentarzy. Tekst na załączonym obrazku pochodzi właśnie z Facebooka. Jeśli ktoś natrafił na dyskusję pod takim tekstem i w dodatku ją przeczytał, to wie, o czym piszę. Dominuje postawa typu:
– No i co z tego, że tak bywało? Mamy się cofnąć do siermiężnych czasów powojennych, czy nowszych wprawdzie, ale nie mniej opresyjnych czasów PRL-u?
Ja pracowałem w takiej dwuzmianowej szkole. Młodzież w większości dojeżdżająca z terenu nie tylko naszego powiatu, ale nie rzadko i z kilku sąsiednich powiatów zaczynała lekcje o 7.15. O której te dzieci wstawały, jak długo jechały autobusem, aby zdążyć na lekcje jeszcze przed świtem?
Druga zmiana zaczynała lekcje o 14-tej i kończyła o 19.15. Jak ci uczniowie wracali i o której docierali do domu?
W przypadku zawodówek następny dzień mógł się zaczynać o 6 rano w odległym zakładzie gdzie mieli „tzw. praktykę „. Często „mistrzowie” z tych praktyk żądali od nich dodatkowej pracy przed lekcjami no, bo urlopy, choroby pracowników, których trzeba było kimś zastąpić, najlepiej uczniem, bo ten nie kosztuje, a potrafi sporo zrobić…
Ot życie, życie trudne.
Życie jest dobrym nauczycielem, tylko drogo bierze za lekcje