Matka!!! Jest tylko jedna!

Kolejne święto. Inne niż wszystkie inne. To Święto naszych Matek. Oto kilka zdań    dedykowanych nam wszystkim pod rozwagę przed tym świętem…Od paru dni napotykam na elementy kampanii przypominającej o nadchodzącym święcie – Dniu Matki. Internet, radio, telewizja poruszają ten bliski każdemu temat. Najczęściej pytają o nasze osobiste związki z matką i nasze najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Coś poza tym podpowiadają, coś przypominają. Przygotowują nas do innego, lepszego niż zwykle przeżycia tego dnia.

   Każdy z nas nosi bliznę po matce, jak niektórzy nazywają pępek. To widoczny ślad mocnego związku z TĄ, która dała nam życie. Pępowinę przecięła dobra ręka lekarza, czy jak to teraz bywa, ręka tatusia działającego pod kontrolą położników. Odcięto nas od mamy pomimo tego, że nie byliśmy w stanie samodzielnie istnieć. Mama zapewniła jednak ciepło swoich ramion, pokarm, opiekę i wszelkie niezbędne warunki, aby żyć samodzielnie.Jeśli się zastanowić to stwierdzimy, że nie ma w przyrodzie drugiego takiego gatunku ssaków, który wymagałby tak strasznie długiego czasu potrzebnego do faktycznego usamodzielnienia się. Nasza dorosłość wyznacza bardzo płynna granica. Dojrzałość intelektualna – to matura? Czy może dopiero ukończenie studiów wyższych? Dojrzałość społeczna, obywatelska, wyborcza, co znaczą te pojęcia?
Młodzi ludzie coraz później się decydują na ostateczne przecięcie pępowiny i opuszczenie rodzinnego domu. Mimo osiągnięcia 30 tki ciągle jeszcze nie są wystarczająco samodzielni materialnie, aby tworzyć własny dom. A może są po prostu wygodni? Nie ma jak u mamy… śpiewał mądrze W. Młynarski.
Po co martwić się kredytem na dom i całe życie go spłać? Nie lepiej mieć cieplutką przystań, cichy kąt, ciepły piec… Mama o wszystko zadba, ugotuje, upierze, posprząta, poda…
 W społeczeństwie istnieje spora grupa singli. Czasem sami określają swój status żartobliwym: Jedna osoba plus kot. Badania społeczne wśród tych ludzi wykazały, że: Wcale nie są oni zatwardziałymi samotnikami. Aż 49 proc. z nich widzi siebie w małżeństwie. Kolejne 14 proc. w nieformalnym związku. Takie plany ujawniają zwłaszcza młodsi, w wieku 24-29 lat. Większość spośród tych młodych ludzi planuje posiadanie dzieci, jednak aż 55 proc. myśli o 1-2 dzieciach, a tylko 7 proc. o trójce lub większej ich liczbie.

   Wynika stąd poważny problem demograficzny wyrażający się stałym spadkiem urodzeń, co odnotowywane jest już od wielu lat – nie tylko w Polsce zresztą. Wprawdzie w ostatnim roku liczba dzieci zwiększyła się o 30 tys., to jednak o zmianie trendu nie ma co mówić. Wskaźnik dzietności to u nas marne 1.24 – 1.25 na kobietę w wieku rozrodczym, podczas gdy o zastępowalności pokoleń można dopiero mówić, gdy osiągnie on liczbę 2.0 i ponad.Wszyscy chcą walczyć o dziecko poczęte, a o narodzone już nie! Opinia wyrażona w słowach: Dał Pan Bóg dziecko, to da i na dziecko… też się nie sprawdza. Z Góry usłyszymy co najwyżej – Pomóż sobie sam, ewentualnie niech ci pomoże rodzina, a w ostateczności opiekuńcze Państwo…Tylko, że takie państwo istnieje jedynie na transparentach PIS, czy innych partii walczących o władzę. Czego zatem życzyć polskim matkom?

   Nie tak dawno, jako nauczyciel i wychowawca interweniowałem u pewnej matki, której syn wyjeżdżał codziennie z domu, lecz do szkoły nie docierał. Gdzieś go nosiło z kumplami. Matka przyjechała do szkoły, wysłuchała mnie i poprosiła o wyrozumiałość takimi słowami:
 On jest dobrym chłopcem. Pan to wie, bo był pan wychowawcą trojga moich dzieci. Ja mu mówię ucz się, a on się tylko uśmiecha i robi swoje. Nie ma głowy do nauki. Myślę, że poradzi sobie. Pójdzie do pracy w zawodzie, później się ożeni i będzie żył, tak jak my żyjemy. To ostatni z pięciorga naszych dzieci, a nie jest nam łatwo. Maleńka renta męża i kawałek pola, to wszystko. Ostatnio wydaliśmy za mąż córkę, to było sporo wydatków, ale z pomocą Boską może jakoś uda się wszystkiemu podołać.
 To chociaż córka poszła na swoje i będzie wam lżej, wtrąciłem.
– Gdzie tam panie. Przybył nam jeszcze zięć, a teraz i dziecko, które im się urodziło. I tak dalej w tym guście.
Chłopak jakoś szkołę skończył i pewnie jest tak, jak przepowiadała jego matka. Rozmowę tę zapamiętałem chyba dlatego, że ta matka była głową i duszą tej rodziny i z pogodą ducha przyjmowała to, co los jej przeznaczył. Żyli skromniutko, ale na miarę własnych możliwości i byli szczęśliwi. Ona się uśmiechała tak samo, jak i jej naprawdę dobry syn. To jednak tylko epizod z życia rodziny wiejskiej. Kobiety wykształcone nie chcą rezygnować z kariery, z kontaktów z ludźmi, z możliwości samorealizacji. Starają się ze wszystkich sił pozostawać mobilnymi i kreatywnymi pracownikami, równymi mężczyznom. Dążą więc do osiągnięcia sukcesu zawodowego nawet za cenę wyrzeczenia się macierzyństwa lub maksymalnego oddalenia go w czasie. Sięgają w tym ograniczaniu się nawet do granic zagrożenia patologią ciąży z racji wyraźnie spóźnionego pierwszego dziecka. Kolejne badania społeczne prowadzone w środowisku kobiet pracujących przynoszą przygnębiające wyniki: Co trzecia kobieta obawia się kłopotów w pracy po zajściu w ciążę. I to się niestety sprawdza.Kiedy będzie lepiej? Młodym matkom i kandydatkom na nie polecam całkiem udaną piosenkę Natalii Niemen Jestem mamą:  http://www.youtube.com/watch?v=2XDmimpyhR

   Matki tych młodych kobiet też nie mogą czuć się spełnione w swoim macierzyńskim powołaniu. One dźwigają – z wyboru! – ciężar życia nie tylko swojego domu, z którego wyfrunęły dzieci. W przeważającej liczbie nadopiekuńcze polskie matki nadal chciałyby mieć pod kontrolą również wszystko, co dzieje się w domach ich dzieci. Jakże często brak akceptacji przez mamy i teściowe sposobu organizacji życia w domach ich dzieci staje się zarzewiem konfliktów. Wizyty stają się przykrymi dla obu stron wizytacjami z ustaleniem mnóstwa niedociągnięć. Od pozostawiania bez mycia piramidy garów i talerzy po życie wśród porozrzucanych ciuchów, książek, zabawek i innych akcesoriów używanych w codziennym życiu. Co wtedy pozostaje wrażliwej mamie do zrobienia? Biorą się pełne złości do zaprowadzenia ładu na własna modłę, albo w rozdrażnieniu wracają do siebie, aby z goryczą kontestować zastane.
– Nie nauczyłam ich porządku, oszczędności, gospodarności… – myślą, mając świadomość, że to już się stało i się nie odstanie. Może życie nauczy ich rozumu jeśli ja ich tego nie nauczyłam – toczy się rozmowa ze sobą.
Łatwiej dziecko nauczyć porządku, niż później oduczać go złych nawyków.
To akurat wiedzą wszyscy, ale dlaczego swoim dzieciom pozwalały od małego na pozostawianie bałaganu wokół siebie? Dlaczego pozwalały dzieciom na to, aby żyły tylko własnymi sprawami? Dlaczego nie włączały swoich pociech w życie rodziny? W planowanie rodzinnego budżetu, w wykonywanie zwykłych domowych obowiązków?
Skąd ja to wiem?

   Od bardzo dawna ucząc przedmiotów ekonomicznych nawiązuję do przykładów z życia rodzinnego. Liczę na to, że uczniowie widzą na co dzień, jak ich matka boryka się z bilansowaniem budżetu domowego i łatwiej mi będzie przez takie nawiązanie objaśnić podstawowe prawo ekonomii: Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie! Ta mądrość życiowa tak samo odnosząca się do domu, jak i do państwa, powinna być znana każdemu. Dla 16- i 19-latka ta mądrość nadal bywa objawieniem. Nie wiedzą nic o zarabianiu, ani o oszczędzaniu. Nie wiedzą czy na wszystko wystarcza pieniędzy. To nie ich problem. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. To przysłowie też znane jest każdemu, ale to: Naucz dziecko oszczędności, to dasz mu więcej niż majątek …  już mało kto stosuje jako twardą zasadę wychowawczą.
A organizacja pracy i życia w domu jest mniej ważna? Gdy stawiam czasem dramatycznie brzmiące pytanie:
– Co zrobisz, jeśli pewnego dnia rodzice nie wrócą z pechowej przejażdżki samochodem i nagle przyjdzie ci wejść w ich role wobec siebie i młodszego rodzeństwa?
Zwykle zapada wtedy ciężkie milczenie. Czy ja pierwszy stawiam nastolatkom takie pytania? Mieliśmy niedawno w szkole taki przypadek, gdzie sąd przyznał prawną opiekę 17-letniej dziewczynie, aby nie zabrano jej i jej młodszej siostry do Domu Dziecka.

   Bardzo zasmuciłem państwa w przededniu Święta Matki? One mają bardzo zróżnicowane odczucia, gdy raz w roku pojawiają się ich dzieci z kwiatkiem, czy zatelefonują z życzeniami. W ich głowach nieustannie dokonywany jest obrachunek z życiem. Walczą ze sobą, wybaczają i kochają nadal, bo przecież jesteśmy krwią z ich krwi i ciałem z ich ciała.

   Jeśli ktoś pamięta film zatytułowany Ballada o Januszku, a w nim przedstawiony los matki birbanta i łobuza, niegodnego miana syna, ten łatwiej zrozumie sens gorzkiego dowcipu, którego tytuł umieściłem w tytule dzisiejszej opowieści. Otóż taki birbant wracający z libacji, dopominał się od zastraszonej matki wódki, której 2 butelki schował w szafie. Matka odpowiedziała, że powinny być tam gdzie je zostawił, i aby szukał dalej. Wreszcie znalazł. Krzyknął jednak w jej stronę:
– Matka, jest tylko jedna!
Przecinekpo słowie matka i wykrzyknik na końcu mają swoją i to ciężką wymowę.

   Nasze matki usychają bez przejawów naszej miłości i potrzebują nieustannego potwierdzania tego uczucia, codziennie, a nie tylko od święta. Potrzebna jest też nam, ich dzieciom empatia. Wczujmy się w to, co one myślą o własnym życiu i o nas, dla których zawsze poświęcały swój trud i troskę nie bacząc na własne potrzeby.

   Wszystkim Matkom Świata – należą się najlepsze życzenia i ja przez tę opowieść staram się pobudzić refleksję i może dyskusję na temat roli matki w życiu każdego z nas.

   Moja Matka jest bohaterką jednej z zamieszczonych tu opowieści. Zainteresowanych zapraszam do archiwum tego bloga. Jutro będę – będziemy z żoną na grobach naszych Matek. Tam sobie pogadamy o tym, na co nie wystarczyło czasu lub nie było sposobności porozmawiać, gdy żyły.