Wokół Dnia Dziecka

Po raz kolejny będziemy obchodzić Dzień Dziecka. czyli każdego z nas.Wszyscy jesteśmy dziećmi i niech tak pozostanie, c

Tatulowe opowieści

Tak się złożyło, że kilka dni przed świętem dzieci odwiedziliśmy nasze dzieci i ich dzieci. Mogliśmy więc uczestniczyć w przygotowaniach do obchodów tego wielkiego wydarzenia. Dowiedzieliśmy się od wnusi, że oto nadchodzi i budzi niemałe emocje, że miło jest dostawać prezenty, a święto może trwać nawet tydzień… Wiedzieliśmy od naszych dzieci o tym co mają w ofercie, a pozostało tylko czekać i obserwować.
Na Facebooku zamieśćiłem taką niewinną historyjkę bazującą na doświadczeniu tych dni:
Ośmioletnia dziewczynka poprzypominała swojemu tacie o nadchodzącym Dniu Dziecka podpowiadając, że liczy na prezenty. Tatuś zapewnił ją o tym, że pamięta, ale prezenty zależą od jej sprawowania się, a z tym nie zawsze jest tak jak potrzeba. W odpowiedzi usłyszał:
– Tato, to jest Dzień Dziecka, a nie tylko grzecznego dziecka…
Pomyślałem, że ona ma chyba rację, co?
Post uzyskał 12 polubień, a Iza będąca młodą mamą odpowiedziała:
-Miała rację 🙂 dziecko to dziecko każde coś…

View original post 717 słów więcej

Fala za falą…

Sytuacja powodziowa w Polsce dynamicznie się zmienia, co sprawia że przypomnieć warto sytuację sprzed 5 lat i kolejnych 5 lat (powódź 1000- lecia na Odrze).
Już sam tytuł też jest wymowny. Fala za falą – to nie tylko woda, bo zjawisko dotyczy również polityków, którzy tak samo jak kiedyś falami pojawiają się w miejscach zagrożonych powodzią i dopiero tam mają dobrą okazję pokazać stan zatroskania i asertywności o ludzkie losy i straty.
Ciekawe, czy powiedzą przy okazji, czy choć na troszkę poprawiło się w międzyczasie zabezpieczenie przeciwpowodziowe i możemy czuć się bezpieczniejsi?

Tatulowe opowieści

Otwieram dzisiaj moje radyjko i słyszę komunikat: Fala powodziowa sprzed  dwóch tygodni już opuściła nasz kraj. Niestety, w ciągu dwóch następnych dni z powodu gwałtownych opadów pojawi się kolejna fala powodziowa. Tym razem najbardziej dotknie zlewiska Odry, ale również może  to dotyczyć  Wisły…

View original post 934 słowa więcej

Matka!!! Jest tylko jedna!

Kolejne święto. Inne niż wszystkie inne. To Święto naszych Matek. Oto kilka zdań    dedykowanych nam wszystkim pod rozwagę przed tym świętem…Od paru dni napotykam na elementy kampanii przypominającej o nadchodzącym święcie – Dniu Matki. Internet, radio, telewizja poruszają ten bliski każdemu temat. Najczęściej pytają o nasze osobiste związki z matką i nasze najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Coś poza tym podpowiadają, coś przypominają. Przygotowują nas do innego, lepszego niż zwykle przeżycia tego dnia.

   Każdy z nas nosi bliznę po matce, jak niektórzy nazywają pępek. To widoczny ślad mocnego związku z TĄ, która dała nam życie. Pępowinę przecięła dobra ręka lekarza, czy jak to teraz bywa, ręka tatusia działającego pod kontrolą położników. Odcięto nas od mamy pomimo tego, że nie byliśmy w stanie samodzielnie istnieć. Mama zapewniła jednak ciepło swoich ramion, pokarm, opiekę i wszelkie niezbędne warunki, aby żyć samodzielnie.Jeśli się zastanowić to stwierdzimy, że nie ma w przyrodzie drugiego takiego gatunku ssaków, który wymagałby tak strasznie długiego czasu potrzebnego do faktycznego usamodzielnienia się. Nasza dorosłość wyznacza bardzo płynna granica. Dojrzałość intelektualna – to matura? Czy może dopiero ukończenie studiów wyższych? Dojrzałość społeczna, obywatelska, wyborcza, co znaczą te pojęcia?
Młodzi ludzie coraz później się decydują na ostateczne przecięcie pępowiny i opuszczenie rodzinnego domu. Mimo osiągnięcia 30 tki ciągle jeszcze nie są wystarczająco samodzielni materialnie, aby tworzyć własny dom. A może są po prostu wygodni? Nie ma jak u mamy… śpiewał mądrze W. Młynarski.
Po co martwić się kredytem na dom i całe życie go spłać? Nie lepiej mieć cieplutką przystań, cichy kąt, ciepły piec… Mama o wszystko zadba, ugotuje, upierze, posprząta, poda…
 W społeczeństwie istnieje spora grupa singli. Czasem sami określają swój status żartobliwym: Jedna osoba plus kot. Badania społeczne wśród tych ludzi wykazały, że: Wcale nie są oni zatwardziałymi samotnikami. Aż 49 proc. z nich widzi siebie w małżeństwie. Kolejne 14 proc. w nieformalnym związku. Takie plany ujawniają zwłaszcza młodsi, w wieku 24-29 lat. Większość spośród tych młodych ludzi planuje posiadanie dzieci, jednak aż 55 proc. myśli o 1-2 dzieciach, a tylko 7 proc. o trójce lub większej ich liczbie.

   Wynika stąd poważny problem demograficzny wyrażający się stałym spadkiem urodzeń, co odnotowywane jest już od wielu lat – nie tylko w Polsce zresztą. Wprawdzie w ostatnim roku liczba dzieci zwiększyła się o 30 tys., to jednak o zmianie trendu nie ma co mówić. Wskaźnik dzietności to u nas marne 1.24 – 1.25 na kobietę w wieku rozrodczym, podczas gdy o zastępowalności pokoleń można dopiero mówić, gdy osiągnie on liczbę 2.0 i ponad.Wszyscy chcą walczyć o dziecko poczęte, a o narodzone już nie! Opinia wyrażona w słowach: Dał Pan Bóg dziecko, to da i na dziecko… też się nie sprawdza. Z Góry usłyszymy co najwyżej – Pomóż sobie sam, ewentualnie niech ci pomoże rodzina, a w ostateczności opiekuńcze Państwo…Tylko, że takie państwo istnieje jedynie na transparentach PIS, czy innych partii walczących o władzę. Czego zatem życzyć polskim matkom?

   Nie tak dawno, jako nauczyciel i wychowawca interweniowałem u pewnej matki, której syn wyjeżdżał codziennie z domu, lecz do szkoły nie docierał. Gdzieś go nosiło z kumplami. Matka przyjechała do szkoły, wysłuchała mnie i poprosiła o wyrozumiałość takimi słowami:
 On jest dobrym chłopcem. Pan to wie, bo był pan wychowawcą trojga moich dzieci. Ja mu mówię ucz się, a on się tylko uśmiecha i robi swoje. Nie ma głowy do nauki. Myślę, że poradzi sobie. Pójdzie do pracy w zawodzie, później się ożeni i będzie żył, tak jak my żyjemy. To ostatni z pięciorga naszych dzieci, a nie jest nam łatwo. Maleńka renta męża i kawałek pola, to wszystko. Ostatnio wydaliśmy za mąż córkę, to było sporo wydatków, ale z pomocą Boską może jakoś uda się wszystkiemu podołać.
 To chociaż córka poszła na swoje i będzie wam lżej, wtrąciłem.
– Gdzie tam panie. Przybył nam jeszcze zięć, a teraz i dziecko, które im się urodziło. I tak dalej w tym guście.
Chłopak jakoś szkołę skończył i pewnie jest tak, jak przepowiadała jego matka. Rozmowę tę zapamiętałem chyba dlatego, że ta matka była głową i duszą tej rodziny i z pogodą ducha przyjmowała to, co los jej przeznaczył. Żyli skromniutko, ale na miarę własnych możliwości i byli szczęśliwi. Ona się uśmiechała tak samo, jak i jej naprawdę dobry syn. To jednak tylko epizod z życia rodziny wiejskiej. Kobiety wykształcone nie chcą rezygnować z kariery, z kontaktów z ludźmi, z możliwości samorealizacji. Starają się ze wszystkich sił pozostawać mobilnymi i kreatywnymi pracownikami, równymi mężczyznom. Dążą więc do osiągnięcia sukcesu zawodowego nawet za cenę wyrzeczenia się macierzyństwa lub maksymalnego oddalenia go w czasie. Sięgają w tym ograniczaniu się nawet do granic zagrożenia patologią ciąży z racji wyraźnie spóźnionego pierwszego dziecka. Kolejne badania społeczne prowadzone w środowisku kobiet pracujących przynoszą przygnębiające wyniki: Co trzecia kobieta obawia się kłopotów w pracy po zajściu w ciążę. I to się niestety sprawdza.Kiedy będzie lepiej? Młodym matkom i kandydatkom na nie polecam całkiem udaną piosenkę Natalii Niemen Jestem mamą:  http://www.youtube.com/watch?v=2XDmimpyhR

   Matki tych młodych kobiet też nie mogą czuć się spełnione w swoim macierzyńskim powołaniu. One dźwigają – z wyboru! – ciężar życia nie tylko swojego domu, z którego wyfrunęły dzieci. W przeważającej liczbie nadopiekuńcze polskie matki nadal chciałyby mieć pod kontrolą również wszystko, co dzieje się w domach ich dzieci. Jakże często brak akceptacji przez mamy i teściowe sposobu organizacji życia w domach ich dzieci staje się zarzewiem konfliktów. Wizyty stają się przykrymi dla obu stron wizytacjami z ustaleniem mnóstwa niedociągnięć. Od pozostawiania bez mycia piramidy garów i talerzy po życie wśród porozrzucanych ciuchów, książek, zabawek i innych akcesoriów używanych w codziennym życiu. Co wtedy pozostaje wrażliwej mamie do zrobienia? Biorą się pełne złości do zaprowadzenia ładu na własna modłę, albo w rozdrażnieniu wracają do siebie, aby z goryczą kontestować zastane.
– Nie nauczyłam ich porządku, oszczędności, gospodarności… – myślą, mając świadomość, że to już się stało i się nie odstanie. Może życie nauczy ich rozumu jeśli ja ich tego nie nauczyłam – toczy się rozmowa ze sobą.
Łatwiej dziecko nauczyć porządku, niż później oduczać go złych nawyków.
To akurat wiedzą wszyscy, ale dlaczego swoim dzieciom pozwalały od małego na pozostawianie bałaganu wokół siebie? Dlaczego pozwalały dzieciom na to, aby żyły tylko własnymi sprawami? Dlaczego nie włączały swoich pociech w życie rodziny? W planowanie rodzinnego budżetu, w wykonywanie zwykłych domowych obowiązków?
Skąd ja to wiem?

   Od bardzo dawna ucząc przedmiotów ekonomicznych nawiązuję do przykładów z życia rodzinnego. Liczę na to, że uczniowie widzą na co dzień, jak ich matka boryka się z bilansowaniem budżetu domowego i łatwiej mi będzie przez takie nawiązanie objaśnić podstawowe prawo ekonomii: Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie! Ta mądrość życiowa tak samo odnosząca się do domu, jak i do państwa, powinna być znana każdemu. Dla 16- i 19-latka ta mądrość nadal bywa objawieniem. Nie wiedzą nic o zarabianiu, ani o oszczędzaniu. Nie wiedzą czy na wszystko wystarcza pieniędzy. To nie ich problem. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. To przysłowie też znane jest każdemu, ale to: Naucz dziecko oszczędności, to dasz mu więcej niż majątek …  już mało kto stosuje jako twardą zasadę wychowawczą.
A organizacja pracy i życia w domu jest mniej ważna? Gdy stawiam czasem dramatycznie brzmiące pytanie:
– Co zrobisz, jeśli pewnego dnia rodzice nie wrócą z pechowej przejażdżki samochodem i nagle przyjdzie ci wejść w ich role wobec siebie i młodszego rodzeństwa?
Zwykle zapada wtedy ciężkie milczenie. Czy ja pierwszy stawiam nastolatkom takie pytania? Mieliśmy niedawno w szkole taki przypadek, gdzie sąd przyznał prawną opiekę 17-letniej dziewczynie, aby nie zabrano jej i jej młodszej siostry do Domu Dziecka.

   Bardzo zasmuciłem państwa w przededniu Święta Matki? One mają bardzo zróżnicowane odczucia, gdy raz w roku pojawiają się ich dzieci z kwiatkiem, czy zatelefonują z życzeniami. W ich głowach nieustannie dokonywany jest obrachunek z życiem. Walczą ze sobą, wybaczają i kochają nadal, bo przecież jesteśmy krwią z ich krwi i ciałem z ich ciała.

   Jeśli ktoś pamięta film zatytułowany Ballada o Januszku, a w nim przedstawiony los matki birbanta i łobuza, niegodnego miana syna, ten łatwiej zrozumie sens gorzkiego dowcipu, którego tytuł umieściłem w tytule dzisiejszej opowieści. Otóż taki birbant wracający z libacji, dopominał się od zastraszonej matki wódki, której 2 butelki schował w szafie. Matka odpowiedziała, że powinny być tam gdzie je zostawił, i aby szukał dalej. Wreszcie znalazł. Krzyknął jednak w jej stronę:
– Matka, jest tylko jedna!
Przecinekpo słowie matka i wykrzyknik na końcu mają swoją i to ciężką wymowę.

   Nasze matki usychają bez przejawów naszej miłości i potrzebują nieustannego potwierdzania tego uczucia, codziennie, a nie tylko od święta. Potrzebna jest też nam, ich dzieciom empatia. Wczujmy się w to, co one myślą o własnym życiu i o nas, dla których zawsze poświęcały swój trud i troskę nie bacząc na własne potrzeby.

   Wszystkim Matkom Świata – należą się najlepsze życzenia i ja przez tę opowieść staram się pobudzić refleksję i może dyskusję na temat roli matki w życiu każdego z nas.

   Moja Matka jest bohaterką jednej z zamieszczonych tu opowieści. Zainteresowanych zapraszam do archiwum tego bloga. Jutro będę – będziemy z żoną na grobach naszych Matek. Tam sobie pogadamy o tym, na co nie wystarczyło czasu lub nie było sposobności porozmawiać, gdy żyły.

Dobroczyńcami bądźmy

Dzisiaj, tj. 19 maja obchodzimy podobno Dzień Dobrych Uczynków. Warto wiec przemyśleć z czym wystąpimy wobec swoich bliższych i dalszych współplemieńców, aby jakoś się wpisać w tę sympatyczną przecież celebrę.
Ja sam sobie zrobiłem kawusię i ugotowałem płateczki na śniadanie. Jak tylko wstanie żona to, zrobię i dla niej kawusię i zastawię stół na śniadanie. Zjemy te płateczki, a później się zobaczy.    Pójdziemy za wskazaniem Opatrzności, która też zrobiła nam dobry uczynek odganiając deszczowe chmury i odsłaniając trochę upragnionego już słoneczka. Politycy zaangażowani w obecne jak i przyszłe wybory też nie mają nic innego na myśli jak tylko to, aby czynić dobre uczynki. Rozglądnijmy się wokół, a zobaczymy ile dobra doświadczamy, a przecież to nie jest wszystko na co nas stać. Dołóżmy się do tego dzieła, co?
Przy okazji, a propos polityków! Myślę, że będę wyrazicielem większości słuchaczy i oglądaczy waszej radosnej, przedwyborczej tfuuuurczości jeśli zgłoszę apel i wniosek:
Spróbujcie się postarać i przestańcie mówić naraz !!!
Do dziennikarzy:
– Spróbujcie nadawać te popisy przedwyborcze, w konwencji groteski. Wtedy ubaw będzie większy, a kogo taka zabawa nie interesuje ten może w tym czasie coś pożytecznego zrobić , np. dobry uczynek dla domowników, czy nawet dla sąsiada.
Niech ten dzień stanie się początkiem Tygodnia Dobrych Uczynków… Później się zobaczy.

Nadciśnienie tętnicze – na własne żądanie

17 maja Dzień Nadciśnienia Tętniczego – oznajmił mistrz rysunkowego felietonu Andrzej Mleczko dodając stosowny rysuneczek.

Bliski mi temat, jako że ucząc przez ponad 20 lat zasad udzielania pierwszej pomocy w szkołach średnich włączałem do zagadnień podręcznikowych pokrewne tematy z zakresu oświaty zdrowotnej. Wśród nich było i nadciśnienie. Mam nadzieję, że któryś z moich byłych uczniów zabierze głos w tej sprawie i powie, czy potrafiłem zainteresować uczniów profilaktyką zdrowotną i jakie ewentualne korzyści z tej nauki wynieśli.
Ja sam od wielu już lat mam i ten problem zdrowotny. Jestem pod stałą opieką kardiologa i kontroluję się na tyle, że moje ciśnienie mieści się w granicach normy WHO. Jeśli ktoś z czytających dotychczas nie zainteresował się tym problemem to zapraszam do poczytania, jakie skutki może wywołać takie lekceważenie „problemów sercowych”. Oto pierwszy z brzegu link do takich informacji.
Ja w działalności blogowej często sięgałem do takich okazji jak dzisiejszy „Dzień Tego, czy Owego”, aby poruszyć jakieś ważne tematy. Często jedynym efektem moich starań były komentarze typu:
Nawet nie wiedziałam o tym, że takie święto istnieje
Skorzystałem wiec z okazji i na profilu Fb samego Mistrza Andrzeja Mleczki zamieściłem komentarz:
– Ja: Takie to niebezpieczne? Dość szybko pojawiła się odpowiedź:
– Teresa – BARDZO!!! Zachęcony nawiązaniem relacji z Teresą dodałem:
– Czesław – Prowadzę bloga i widzę, że polityka mało kogo interesuje, a politycy tylko o tym marzą…
Jedna osoba polubiła moją wypowiedź i tyle rozmowy o polityce podnoszącej ciśnienie jak i o samym nadciśnieniu. Aby pociągnąć temat dodałem jeszcze taką uwagę:
Nawet posiłkowanie się rysunkami Mistrza Andrzeja Mleczki niewiele pomaga. Zapraszam: https://tatulowe.wordpress.com/…/zaufanie-jak-zapalka…/

TATULOWE.WORDPRESS.COM „Zaufanie – jak zapałka, drugi raz jej nie zapalisz…”
Odnotowałem na boczku godzinę udostępnienia linku i czekałem na efekt. Przez 3 godziny liczba odwiedzających mnie gości zwiększyła się o 3 wejścia.
Odpowiedzcie mi proszę na pytanie:
– Czy faktycznie tak mamy dość polityki i polityków, że nawet takie miejsce jak Profil Mistrza i sposób zachęty nie wywołał żadnego zainteresowania. Mnie po tej obserwacji podniosło się ciśnienie. Lecę więc na kolację i przy okazji połknę przepisane na wieczór odpowiednie piguły.
Zdrowia życzę

Zaufanie – jak zapałka, drugi raz jej nie zapalisz…

Rysunek Mleczki . Kopiując go przed laty nadałem mu tytuł: Kryzys zaufania

Obserwując polityków ogarniętych amokiem kampanii wyborczej można nabrać ostatecznego przekonania o tym, że nie liczą się już żadne wartości. Nie ma takiej rzeczy, której by nie wzięli do kalkulacji powodzenia wyborczego. Wszystko mogą obiecać, wszystko mogą zataić lub tylko przemilczeć, każdego mogą pozbawić dobrego imienia lub tylko przypisać mu złe intencje. Wszystko mogą zrobić z naszą zbiorową wyobraźnią, aby swoje nikczemności przemienić w sukces, z którego potrafią się cieszyć i korzystać na prawach wyłączności. Kampania nabiera tempa, a więc pora sięgać po „haki”, posłużyć się chwytami z przebogatego wachlarza „Czarnego PR”. Wszak w rodzimej gwarze śpiewano:
W Zakopanem, mieście równem, 
zabił juhas bacę gównem. 
Czy go zabił
czy nie zabił,
każdym razie go osłabiłHej!
Ale to politycy, którzy są inaczej skonstruowani i co się podkreśla nie wszyscy. W moich stronach kandyduje do PE poseł niezrzeszony, który wynagrodzenie uzyskiwane w sejmie przeznacza na cele społeczne i deklaruje robić to samo, jako europoseł. Sporo ciepłych słów wpisano na jego profilu Fb i większość komentujących obdarza go zaufaniem. Czy wygra? Tego nie byłbym pewny, ale jeśli tak to byłoby to potwierdzeniem tęsknot za prawdomównością i zwykłą przyzwoitością, (jeśli nadal wiemy, co to słowo znaczy).
Chyba jednak bardziej bolesne jest to, co ostatnio spotkało polskie duchowieństwo, zwłaszcza, że oskarża się go In gremio za grzechy popełnione przed laty i nie przez wszystkich przecież. Do tego chroniono ich przed odpowiedzialnością przenosząc do innych miejsc, gdzie nadal czynili zło. Odpowiedzialność zbiorowa też jest złem i przed tym trzeba przestrzegać szermując słowami i pobieżnymi przecież ocenami.
Dla mnie oznacza to wielkie duchowe rozterki. Kluczem jest zaufanie właśnie.
Nie ufamy politykom, handlowcom zwłaszcza z działu reklamy i marketingu, bankowcom, lekarzom, nauczycielom, dziennikarzom…(dopiszcie, komu jeszcze). Nie ufamy sobie nawzajem.
Kościół, a więc i duchowieństwo były enklawą zaufania do Boga, co dla wierzących jest wielką wartością, którą teraz mogą utracić. Jak jednak utrzymać to zaufanie, gdy ktoś ma choćby podejrzenie, że jego spowiednik, kaznodzieja, doradca duchowy jest przestępcą seksualnym albo żyje tak, jak to przystoi w małżeństwie?
Jak chrześcijanin ma żyć bez zaufania w to, co głoszą duchowni?
Dzisiaj przeczytałem w Onet artykuł o zapowiedzianym przyjeździe do Polski specjalnego delegata Papieża Franciszka. Zapraszam do lektury: LINK
Ufam Papieżowi. Jest szefem, który wie, że Jego firma bazuje na zaufaniu, a więc musi zrobić w niej porządek zanim wszystko straci swój sens i się rozpadnie

Znaj proporcją, Mocium Panie…

Każdy przyzna,
niezwykle cierpliwa jest nasza Ojczyzna
skoro obietnic wyborczych słucha…
I nie wybucha…

Dzisiaj wspomnienie tekstu sprzed 5 lat opisującego czas w tym samym stadium kampanii wyborczej do Europarlamentu. Mając świeże wspomnienia obchodu majowych świat z tego roku  łatwo pokusić się porównanie

Tatulowe opowieści

W trakcie trwającej kampanii wyborczej do Europarlamentu jedna z moich wirtualnych znajomych zamieściła notkę:
Patrzę w ekran, a pan Kaczyński stoi na tle sadu , drzewa uginają się pod kwieciem, pogoda cudna tylko klęknąć i pomodlić się np. słowami – dziękuję, Panie Boże za zapowiedź urodzaju …
Pan Kaczyński wykorzystał jednak tę scenerię w tradycyjny dla siebie sposób mówiąc, że
:
– jeszcze nigdy tak źle na wsi nie było…. PO CO NAM URODZAJ skoro nie będzie go komu sprzedać ? Na wsi jest tak strasznie źle dlatego, że premier nie dba o wieś itd. itp.

View original post 482 słowa więcej

Moje niepokoje o przyszłość Polski

Dzisiaj wspomnienie przemyśleń jakie towarzyszyły mi w dniach majowych świąt przed 10 laty.
Minęły dwie kadencje europarlamentu i oto jesteśmy w tym samym czasie trwania kampanii wyborczej do Europarlamentu. Co zmieniło się w nas?

Tatulowe opowieści

Wspomniałem w poprzedniej opowieści o dużej obfitości świąt i rocznic, jaką zafundował nam maj. Koniecznym elementem oprawy scenograficznej tych obchodów była biało-czerwona flaga. Początkiem majowego świętowania było łopoczące niegdyś flagami i szturmówkami Święto Pracy – 1 maja. Już wtedy wywiesiłem flagę na swoim balkonie. Nie dlatego, że jakimś szczególnym sentymentem darzę to komunistyczne święto, jak większość ludzi nazywa tę pozostałość po poprzednim ustroju, ale dlatego, że wyjeżdżałem na weekend do Krakowa. Musiałem zatem wywiesić flagę wcześniej, aby w Dniu Flagi, a jeszcze bardziej w święto 3 Maja mogła zaświadczać o moim przywiązaniu do symboliki tych świąt i do wszystkiego, co wiąże się z Polską i polskością.

View original post 1 181 słów więcej