Ogólniak, czy technikum? A może zawodówka?

Przed chwilą znalazłem na Fb taki tekst:
29 kwietnia w siedzibie Starostwa Powiatowego w Staszowie Wójt Gminy Bogoria Marcin Adamczyk wraz ze Skarbnik Gminy Ewą Gajek podpisali porozumienie ze Starostą Staszowskim Józefem Żółciakiem w ramach którego, Gmina Bogoria dalej będzie organem prowadzącym Liceum Ogólnokształcące w Bogorii. W ramach porozumienia Gmina przejmie także zadanie utworzenia i prowadzenia Szkoły Branżowej I Stopnia, która pierwszy rok szkolny zainauguruje już 1 września 2019 r.
Szybko wyraziłem swoją aprobatę i podparłem ją komentarzem:
No i brawo!
Kto ma do zawodu główkę,
ten kończy zawodówkę

Tatulowe opowieści

   Wczoraj, z woli dyrekcji mojego ekonomika byłem członkiem komisji nadzorującej etap praktyczny egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe dla uczniów technikum logistycznego i technikum organizacji usług gastronomicznych. Nie wszyscy abiturienci przystąpili do tego egzaminu mimo, że może dać im dużą przewagę nad absolwentami ogólniaków. Szczęśliwcy otrzymają dyplom potwierdzający kwalifikacje technika w zawodzie, który sobie wybrali. Daje im to nieporównywalnie większe szanse na rozchwianym rynku pracy w porównaniu z absolwentami liceów ogólnokształcących, którzy ucząc się tylko o jeden rok krócej nie mają przecież żadnego zawodu. Jeśli do tego podejmą studia na kierunku powiększającym nadwyżkę absolwentów nad zapotrzebowaniem rynku pracy, to już możemy mówić o dramacie. Osiem lat nauki (3+5)i …gorycz bezrobocia. Czy tak być musi?

View original post 907 słów więcej

Nauczycielskie rozmyślania

Rząd zorganizował okrągły stół, który jednak nie sprostał wymogom i jest zwyczajnie prostokątny. Oby inne kwestie mieszczące się w pojęciu Okrągły Stół bardziej przylegały do tego, co wiemy o oświacie. Przecież wszyscy się na tym znamy, a niektórzy nawet bardziej od innych

Tatulowe opowieści

Jakiś czas temu na blogu zaprzyjaźnionej Klarki pojawiła się wypowiedź czytelniczki jej bloga – Marii, dotycząca niezwykłej jak na nasze czasy przyjaźni pomiędzy nauczycielem, a jego uczniami. Wypowiedź ta została powtórzona w Dniu Nauczyciela: http://klarkamrozek.blogspot.com/2012/10/dzieki-profesorze.html
Obydwie publikacje wywołały bardzo ciekawą dyskusję odzwierciedlającą jakiś ulotny stan relacji pomiędzy ludźmi, którzy kiedyś stanowili środowisko szkolne. Czytając i komentując tamte wypowiedzi zastanawiałem się nad stanem dzisiejszych relacji. Pomyślałem, że to jest już głęboka historia, ale może tym bardziej warto zadbać o to, aby nie zatarła się zupełnie w pamięci.

View original post 802 słowa więcej

Szkoła, to miejsce walki o swoje?

Mój przyjaciel Facebook przypomniał mi dzisiaj tekst związany ze szkołą. Jego tytuł jest obecnie jeszcze bardziej wymowny w kontekście tego, co ostatnio działo się w murach szkół. Teraz, to nauczyciele postanowili walczyć o swoje przy cichej aprobacie uczniów. Zawieszenie strajku pozwoli na przeprowadzenie dogrywek w walce o poprawę ocen i przeprowadzenie posiedzeń rad pedagogicznych dopuszczających abiturientów do matury i samych matur.
Nauczyciele niczego nie wywalczyli, a uczniowie?
Myślę, że zyskali na całej sytuacji, bo mogli spokojnie uczyć się w domu i odpoczywać jednocześnie

Tatulowe opowieści

Gimnazjaliści właśnie ukończyli swój zewnętrzny egzamin i sukces mają zadekretowany w systemie, bo lepiej, czy gorzej, to zdać muszą. Uczniowie szkół średnich właśnie odbierają świadectwa ukończenia szkoły. Wszyscy przystępujący do matury muszą jeszcze popracować, ale generalnie mają już wakacje. Ci, którzy jeszcze pozostają w murach szkół muszą, a przynajmniej powinni popracować nad wynikami, aby z satysfakcją odbierać świadectwa i wtedy zakrzyczeć z radością:
Hej wakacje to rzecz miła
Taki właśnie tekst z 2011 r. chciałem dzisiaj przypomnieć państwu. Może się przyda ?

View original post 443 słowa więcej

Ot życie, życie trudne…

   W twórczości blogowej, oraz w wypowiedziach zamieszczanych na Fb w okresie około świątecznym znalazło się sporo materiałów dotyczących przygotowań do świąt oraz świętowania. Jesteśmy różni, bo mamy różne doświadczenia z dzieciństwa, bo nie uznajemy tradycji, albo tylko chcemy odrzucić z naszej praktyki wszystko to, co narzucała religijność przodków…
Przyjmujemy gości albo sami zgłaszamy się do kogoś w roli gościa i wtedy mamy zupełnie odmienne punkty widzenia na sprawę świąt.
Coraz więcej ludzi odrzuca całą wielowiekową otoczkę i wyjeżdża w przysłowiowe Bieszczady, albo po prostu odpoczywa spędzając ten czas tak, jak lubi i tam gdzie lubi.
   W mojej blogosferze było podobnie. Komentarze, jakie się pojawiały pod kolejnymi tekstami akceptowały mój punkt widzenia, uznając wartość rodzinnego spędzania świąt , co wyrażano słowami:
Najważniejsze, że ci najbliżsi, najbardziej kochani byli z nami… albo …
– Gdyby nie spotkania okazjonalne, to z wieloma osobami znalibyśmy się jedynie ze zdjęć

Gdy zamieściłem tekst pt. Dziecko nasze, przyszłość nasza… dotyczący perspektyw życia na emeryturze, które różowe raczej nie są …chyba, że zajmą się nami nasze dzieci, to pojawił się komentarz:
Pozbywać się seniora z domu na święta, to nie napawa optymizmem.
Było to wywołane reakcją na artykuł Tygodnika Powszechnego pt. Pacjenci chorzy na starość opisujący smutną rzeczywistość znaną dotąd z państw dobrobytu:https://www.tygodnikpowszechny.pl/pacjenci-chorzy-na-starosc-158443

Ten smutny obrazek staje się coraz bardziej powszechny i pojawia się w mediach zwłaszcza przed świętami. Bywa, że i po świętach chorzy na starość wciąż nas bulwersują, bo zdarza się, że rodziny nie zgłaszają się po odbiór swoich kochanych rodziców, czy dziadków, a szpitale muszą interweniować. Tak, jak w materiale zawartym w tej migawce:https://www.facebook.com/photo.php?fbid=557633834760685&set=a.100439847146755&type=3&theater
Z dyskusji zamieszczonej pod tekstem możemy dowiedzieć się jak tego typu przypadki traktują czytelnicy. Jest tam sporo słów przygany, ale i zrozumienia wobec „konieczności” takiego, a nie innego załatwienia ludzkiej sprawy.

Ot życie, życie trudne…

Wreszcie ulga, nareszcie cisza, spokój…

Z gości podobno cieszymy się przynajmniej dwa razy. Gdy ich witamy no i… gdy ich żegnamy. To obiegowe pojęcie wcale nie musi się sprawdzać w życiu, bo z tym bywa różnie. Faktem jest, że kierunek świątecznej migracji ludności zawsze przebiega w jedną stronę, z miasta na wieś, a sporadycznie tylko w drugą stronę. Niemal na wszystkich podwórkach wiejskich domostw widać w czasie świąt po kilka samochodów, a na parkingu przykościelnym (Rezurekcja, Pasterka) z roku na rok robi się coraz większy tłok. Widomy objaw polskiej biedy. Pogoda, przynajmniej w moim rejonie zrobiła psikusa przepowiadaczom, bo była bardziej łaskawa niż to przepowiadano.  Zapamiętałem taką rozmowę w Jedynce PR, w której redaktor prowadzący audycję przekornie droczył się z przepowiadaczem usiłując wymusić na nim przynajmniej obietnicę pogodnych świąt. Nie dał się zwieść i podtrzymywał złowrogie prognozy. Wtedy gospodarz audycji powiedział:
– A moja teściowa, to zawsze potrafi zapewnić pogodne święta...
– O tak, nie wątpię, wewnątrz można wszystko, ale na zewnątrz już nie. Będzie śnieg z deszczem, krupa itp.– odpowiedział rozmówca.

Inna wypowiedź jaką usłyszałem przed świętami i jest ze mną po dziś dzień pochodziła z SMS-a słuchacza, który napisał w temacie święta:
– Prawdziwe święta mają ci, którzy je przygotowują w domu, a ci, którzy tylko przyjeżdżają na gotowe, to mają tylko przerwę w pracy i oderwanie się od codziennych obowiązków, a nie święta
Cytuję z pamięci, a więc może niezbyt precyzyjnie, ale taki był sens tej wypowiedzi. Chodzę z tym przez cały świąteczny czas i zastanawiam się na ile jest to prawdą. Bo chyba jest prawdą, nieprawdaż?

🙂

Gdyby jednak nie było tej około świątecznej migracji ludności, to matki i ojcowie nie mieliby szansy zobaczyć swoich dzieci, pobyć z wnukami i podtrzymywać nadwątloną oddaleniem więź międzypokoleniową, a wnuki? Pewnie nie miałyby szansy poznać i zaprzyjaźnić się z dziadkami. A słowa piosenki …U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką… były by jednym z wielu tekstów nie przynoszących pozytywnych skojarzeń.
Wieczorem, w drugi dzień świąt, gdy miałem chwilę na to aby usiąść przed komputerem i odpowiedzieć na komentarze zamieszczone na blogu i fejsbuku napisałem:
Wesołego po świętach.
Odpocznijmy, nadwyżki zrzućmy i do sprawności wróćmy…
Moja znajoma odpisała:
A. J.- Święta, święta i po świętach  Jutro do pracy…
Ja – Wyjazdy, powroty… Nie żałuj, że coś się skończyło… Ciesz się, że to było…

Wielkanoc emigranta

Ciekawe ilu emigrantów właśnie powróciło na Ojczyzny łono, aby już razem z rodziną spędzić te święta??

Tatulowe opowieści

     W przeddzień tegorocznej Niedzieli Palmowej, żona przypomniała mi fakt upływu kolejnej rocznicy mojego powrotu z USA – na „rodziny łono”. Minęło wprawdzie już wiele lat od tamtego powrotu, ale każda niemal chwila tam przeżyta odcisnęła się w pamięci na trwałe. Wracałem po dwu i półrocznym pobycie w Chicago, którego celem było – tak samo jak i teraz bywa z emigracją zarobkową do państw europejskich – zdobycie pieniążków na potrzeby rodziny.

View original post 1 136 słów więcej

Nauczycielski (miękki) protest

Dla tych, którzy w obecnym strajku dopatrują sie polityki przydałby się obrazek wskazujący na kontynuację. Termin był bez sensu, bo co mogło skłonić rząd do ustępstw w dniu 18 września?
Taki był kalendarz wydarzeń i tyle.

Tatulowe opowieści

Ranek 22 września przyniósł mi lekturę precyzyjnie określającą stan ducha i kondycję materialną, a również i psychiczną tej chyba najliczniejszej grupy zawodowej polskich pracowników.
Na żywo zabrałem głos pod tym tekstem z takimi słowami:
„Jaja kobyły” nauczyciel przeczytałem ten tekst z należną uwagą i pragnę pogratulować autorce tak formy jak i treści. Tak już jest z tym zawodem i chyba nie będzie lepiej. Dzisiaj w dniu protestu nawet niebo jest nam wrogie. Zmokniecie, zziębniecie i niczego nie osiągniecie. Będę śledził przebieg protestu i jego skutki

View original post 265 słów więcej

Dziecko nasze, przyszłość nasza…

Pan premier ogłosił program ostatecznej likwidacji III Filaru zabezpieczenia emerytalnego jakim były Otwarte Fundusze Emerytalne. Pieniądze tam zgromadzone czyli 160 mld zł powrócą do oszczędzających jako podwyższenie ich wkładu w ZUS, albo zostaną przekazane na Indywidualne Konta Emerytalne, ale za 15 proc.opłatą manipulacyjną.
Sami zdecydujemy o tym rozwiązaniu. Powinniśmy jednak mieć na uwadze swój los na emeryturze, który jeśli to będzie tylko ZUS, wypłaci nam 20 do 30 proc. naszych ostatnich zarobków.
Jak żyć? Żart w czasach PRL dawał dosadną odpowiedź: Krótko!
Premier Waldemar Pawlak przy okazji debaty nad emerytalną przyszłością podpowiadał: Inwestujcie w IV Filar czyli we własne dzieci

Tatulowe opowieści

Mamy wiosnę. Kończy się kwiecień, a tuż po nim przyjdzie Maj, który obok wielu atrakcji z dziedziny budzenia się do nowego życia – o jakie dba sama przyroda, daje nam szansę na ponowne przemyślenie cudu naszych własnych narodzin. Służy temu obchodzony powszechnie  i z wielką atencją Dzień  Matki (26 maja). Zaraz potem, bo 1 czerwca będziemy świętować Dzień Dziecka, a 23 czerwca, mamy okazję przeżyć równie potrzebny  i ważny Dzień Ojca. Zauważmy, że w krótkim czasie będziemy we wzajemnych uściskach mamy-taty-dzieci. To słodkie obrazki, a życie?

View original post 574 słowa więcej

Święto Edukacji – Zryty temat

Jest niedziela 14 kwietnia 2019. Od tygodnia trwa strajk nauczycieli i nie wiadomo kiedy i czym może się zakończyć. Premier proponuje „Okrągły stół ” ale już po świętach. Oznacza to, że nauczyciele mogą sobie nadal strajkować,bo rząd nie ma już pieniędzy i nic nie może zaradzić.
Okrągły stół, to szansa wypowiedzi wszystkich zainteresowanych w sprawie polskiej oświaty, ale aby mógł coś sensownego uradzić, to należałoby zrobić sensowne przygotowania, określić konkretne tematy i… co chyba najważniejsze zadeklarować cel, do którego rząd zmierza. Na dziś wiemy, że programy szkolne nie są akceptowane przez nauczycieli jak i rodziców. Młodzież chce wyprzedzać czas, a nie chce uczyć się tego, co było może i ważne trzydzieści i więcej lat temu. Te warunki brzegowe trzeba wypracować, podać pod publiczną debatę, aby okrągły stół mógł przynieść jakiekolwiek efekty.
Znalazłem w archiwum bloga opisaną w 2013 roku relację z powiatowych obchodów Dnia Edukacji Narodowej. Są tam wypowiedzi ludzi, którzy życie poświęcili edukacji i coś chcieli o tym powiedzieć. Jest w końcu dyskusja jakiej nam potrzeba.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

Doczekałem się kolejnego święta nauczyciela. Zawsze na nie jednakowo niecierpliwie czekam. Nurtują mnie wciąż te same pytania. Czy szkoła przyśle zaproszenie na akademię ku czci „swojemu” emerytowi, czy dawni uczniowie jeszcze pamiętają? Co się wydarzy w moim dość monotonnym życiu w dniu 14 października? Itd. itp.

View original post 777 słów więcej

Światowy Dzień Czekolady

12 kwietnia obchodzone jest kolejne z nietypowych świąt. Jest nim Światowy Dzień Czekolady. Producenci i handlowcy robią wszystko, aby przekonać nas do spożywania coraz to większych ilości czekolady zarówno w postaci czystej jak i różnych pyszności pokrytych czekoladą i to się im udaje. Od lat mamy szybko wznoszącą się linię sprzedaży tego produktu a tzw. potencjał rynku słodyczy jest wysoko oceniany skoro światowi producenci czekolady i wyrobów czekoladowych przejęli chyba wszystkie nasze fabryki i nadal się tu lokują rozwijając swój? Nasz? potencjał wytwórczy. Czekolada – co to takiego?
Czekolada – produkt cukierniczy z miazgi kakaowej, tłuszczu kakaowego z ziarna kakaowca, drzewa, które rośnie wyłącznie w krajach o gorącym klimacie. Pierwszą gorącą czekoladę stworzyli Majowie, produkowali ją również Olmekowie i Aztekowie. Ma bardzo wysoką wartość energetyczną – 100 gramów tego wyrobu to od 450 do nawet 800 kalorii. Oryginalnie, czekolada ma gorzki smak. Dopiero z dodatkiem cukru sprzedaje się jej mleczne odmiany.
W Niemczech, w Kilonii, istnieje muzeum czekolady. Liczba odwiedzających je turystów jest tak duża, że placówka nie potrzebuje subwencji na swoją działalność.
…Czekolada ma również wiele wartości odżywczych, jest źródłem minerałów i ważnych składników, które powodują wytwarzanie serotoniny i endorfin odpowiedzialnych za nasze dobre samopoczucie i potęgujących wspaniały nastrój oraz uczucie przyjemności.
Dlatego dzisiaj każdy, bez wyjątku, powinien świętować to pyszne święto – czytam w przeglądarce pod hasłem dzisiejszego święta.
Wszyscy wiemy jaki to był luksus w czasach PRL-u. Prawdziwą czekoladę można było dostać w PEWEXIE lub na bazarze z tzw. prywatnego importu lub z paczek od rodziny z zagranicy, chociaż  te przychodziły po odprawie celnej często mocno zubożone. Królował wtedy:  Wyrób czekoladopodobny – produkt cukierniczy, w założeniu mający być podobny w wyglądzie i smaku do czekolady, w którym tłuszcz kakaowy zastąpiono tłuszczem z innych roślin. W Polsce produkcja wyrobów czekoladopodobnych rozpoczęła się w latach 80. XX w. Powodem zmiany technologii i wprowadzenia do handlu wyrobu czekoladopodobnego były trudności z zaopatrzeniem zakładów przemysłu spożywczego w importowane kakao. Początkowo do produkcji używano tłuszczów innych niż kakaowiec roślin tropikalnych, następnie nawet oleju rzepakowego Wyroby czekoladopodobne nie podlegały kartkowemu systemowi reglamentacji słodyczy. Stały się jednym z symboli PRL-u, na równi z etykietą zastępczą,  w którą były niekiedy pakowane . Nazwa „wyrób czekoladopodobny” weszła też do języka potocznego, do dziś obecna jest w porównaniach,  w znaczeniu „coś gorszego, zamiast”.- czytamy w wszechwiedzącej Wikipedii.
Starsi doskonale pamiętają jak smakowały produkty z podrabianej niby czekolady. Ciepło jamy ustnej, w której prawdziwa czekolada rozpływa się znakomicie nie było wystarczające dla uzyskania podobnego efektu. Ot, mamlało się to obracając dłużej w ustach i połykało, bo było słodkie, pożywne i jakoś tam się kojarzyło z prawdziwą czekoladą, szczególnie dzieciom. Pamiętam jakie gorące podziękowania otrzymywałem od swoich córek za czekoladę przesyłaną im od czasu do czasu z Ameryki w latach osiemdziesiątych. Najlepiej odpowiadała im czekolada mleczna produkowana w tabliczkach, takich jak współczesna tylko, że ważących po parę kilogramów. Było czym dzielić i wystarczała na dłużej, również jako półprodukt do polewy ciast produkowanych w domu .
Dzisiaj wszystkim nam spowszechniał ten dawny rarytas. Młodzi nie znają pragnienia  słodyczy jakie przeżywali jeszcze ich rodzice. Wybór jest przeogromny i nikt chyba nie może narzekać na brak dostępu do czekolady. Producenci prowadzą wyścig o klientów oferując produkty wytwarzane w starych technologiach i małych seriach. Przykładem mogą być praliny,  których Produkcję obrazuje ten film:  http://www.youtube.com/watch?v=Bs_NG7p2m-o&feature;=player_embedded
Czekolada to nie tylko wyroby pakowane, ale również i płynne napoje lejące się w kaskadach fontann wykorzystywanych na weselach i innych przyjęciach.
Czekolada, to także relaks kąpieli zażywanych w płynnej czekoladzie, czy masaży w salonach SPA. Wszystko jest dla ludzi dopóki istnieje lub da się wykreować popyt na ten luksus. I niech tak będzie.
A swoją drogą jak się pomyśli o tym, że tak u nas i na świecie wciąż są dzieci, które patrząc na pełne półki przełykają ślinkę i próbują bezskutecznie wymusić na rodzicach zakup tego upragnionego specjału to… kąpiel w czekoladzie wydaje się zbytkiem na miarę kąpieli w mleku oślic jakiej (podobno) zażywała Kleopatra,  Poppea – żona Nerona, Nefretete, Sissi i inne niezwykle bogate piękności.

Dla mnie wartością samą w sobie jest  zdjęcie znalezione w Internecie. Przypomina mi moje córcie przy konsumowaniu czekolady od taty, z Ameryki…