Opowieść wielkanocna

Minęło sporo lat, a ja wspominam wciąż na nowo ów dzień świąteczny, w którym przyszła na świat nasza córka Ania. Jej urodziny wciąż przeżywamy podwójnie, raz w Wielką Niedzielę a drugi raz 30 marca. Obydwie okazje są dobre aby powiedzieć jej : Wszystkiego Najlepszego Aniu. Pozostałe wspomnienia (dzięki blogowi) stały się rodzinnymi wspomnieniami…

Tatulowe opowieści

   Doczekaliśmy się Świąt Wielkanocnych. Przygotowani duchowo  rekolekcjami, jak i uczestnictwem w obrzędach tych najważniejszych  trzech dni poświęconych przypomnieniu Męki Pańskiej, Śmierci, złożenia do grobu doczekaliśmy dnia Zmartwychwstania Pańskiego. Dzisiaj w tłumie wiernych zaśpiewaliśmy podczas Rezurekcji Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyrzućcie.

View original post 868 słów więcej

Na szczęście istnieją rozwody…

Każdy zna kogoś, kto żyje w kryzysie . Relacje małżeńsko – partnerskie nie są czymś szczególnie stabilnym. Rwą się, zmieniają swoje natężenie zarówno na plus jak i na minus dosłownie z godziny na godzinę. Czy nie za często i zbyt łatwo sięgamy po rozwiązania ostateczne?

Tatulowe opowieści

Tej właśnie treści wypowiedź spotkałem niedawno w przeglądanej w poczekalni gazecie. Miałem nawet wyrwać ten artykuł, aby go wykorzystać do szerszego cytowania, ale zwyciężyła przyzwoitość – przecież to nie moje, a o zgodę na przywłaszczenie pytał się nie będę. Pamiętam tylko wymowę artykułu zachwalającego takie właśnie rozwiązanie problemów małżeńskich. Po co się męczyć z kimś, kto przestał nam odpowiadać, jest pijakiem, okrutnikiem, leniem patentowym, niechlujnym grubasem i czymś tam jeszcze? Na szczęście są rozwody.

View original post 1 431 słów więcej

Rozmowy o pieniądzach bywają bardzo trudne…

W przedświąteczny czas odwiedź nas – zapraszają banki i pomniejsi pożyczkodawcy…
Jedna z takich firm oferuje pożyczkę, której RRSO ( Rzeczywista roczna stopa oprocentowania) wynosi ponad 360 proc. Tylko brać… K…a mać

Bardzo mi się podobała eksploatowana w TV reklama ING Banku Śląskiego z Markiem Kondratem w roli głównej, w czasie której słyszeliśmy znaną chyba każdemu rozmowę:
– Tato, a gdybym tak z wiosną odnowiła swoją garderobę – zwraca się do zaczytanego ojca piękna młoda kobieta. Ten ledwie odrywając wzrok od gazety wygłasza spokojnie, ale stanowczo swoją kwestię: – Jeśli chodzi o moje aktywa finansowe, to z przykrością informuję, że dokonałem właśnie alokacji moich środków finansowych na subkonto…
– Czy ja na pewno jestem twoją córką? – To mów do mnie jak mój tata – po prostu… dopowiada ze zniecierpliwieniem w głosie piękna dziewczyna.
Tu włącza się pan Marek, który oznajmia nam, że jego bank stworzył specjalnie dla nas obsługę używającą prostego i zrozumiałego  języka.
Ucieszyłem się z tego, że nawet tak szczególna troska pojawiła się w ofercie bankowej. Nic innego nie pozostaje jak tylko korzystać z usług tego banku, gdzie grzecznie i kulturalnie zostaniesz obsłużony i to w zrozumiałym przez ciebie języku. Nie musisz wiedzieć co to alokacja środków finansowych, albo jakieś dziwnie brzmiące pojęcie subkonto.

Przytaczam tę historyjkę mając na uwadze wciąż pokutujący wśród nas analfabetyzm ekonomiczny. Nie rozumiemy o czym do nas mówią i jakie będą konsekwencje tego, co nam obiecują i co nam ( a ściślej niektórym z nas) dają.
Przytoczony w reklamie tatuś mógł  przecież powiedzieć po prostu: NIE zaopatrując to słówko w kilka wykrzykników, albo w przypływie nadziei na zrozumienie wyższych celów rodziny uzasadnić swoje NIE jakimś komentarzem typu:
– Oszczędzamy na remont mieszkania, na nowy samochód, na wakacje w Chorwacji, na twoje studia, na twoje wesele i dlatego, z żalem(!) muszę ci odmówić córeczko…
Wybrał jednak uprzejmy, ale bardzo oficjalnie i fachowo brzmiący komunikat. Dlatego dziewczyna nie zrozumiała i swym komentarzem podniosła mu ciśnienie.
Wiem, że to jedynie zgrabnie napisana i jeszcze zgrabniej zagrana aktorsko reklama, ale wiem też jak trudno podejmować i prowadzić takie rozmowy, w czasie których trzeba odmówić  prośbom, czy nawet żądaniom wskazując na jakieś domowe, czy narodowe priorytety. Jesteśmy bardzo roszczeniowi. Jeśli mamy realne, czy też często bardziej wydumane potrzeby i kogoś, kogo możemy postawić pod ścianą, to żądamy i domagamy się nie patrząc na to, co będzie potem. Może przecież tata wziąć kredyt w tym banku i spełnić życzenie córki. Może wziąć chwilówkę w różnych firemkach pożyczkowych i bawić się dobrze na wakacjach, zorganizować za to wspaniałe święta i co tylko chce. Zadzwoń tylko i pieniążki za chwilę przyniosą ci do domu. O spłacie nie ma co mówić, bo to każdy rozumie, nawet jak nie rozumie podsuniętej do podpisania umowy. Spłacić trzeba, bo jak nie, to … Znamy te numery Bruner, gdy przyjdą nocą i łomem w drzwi załomocą… Ktoś musi tę chwilową słabość opłacić, z opóźnieniem co prawda, ale za to w znacznie podwyższonej o należny im procent kwocie.

Jakiś czas temu pisałem tu o badaniach przeprowadzonych przez firmę Provident. LINK . Wynikało z nich, że tylko 17 procent badanych Polaków dostrzegało szansę poprawy swojego bilansu rodzinnych finansów poprzez dodatkowe dochody, a cała reszta dążyła do ograniczania wydatków, których cięcie ma czasem i tak już ograniczone możliwości .  Podkreślano mocno inną naszą, typowo polską skazę polegającą na izolowaniu naszych dzieci od problemów związanych z zarabianiem, rozumnym wydatkowaniem i oszczędzaniem pieniędzy. Często dorosłe już dziecko stawia rodzicom żądania na zasadzie:
–  Nie prosiłem się na świat. Skoro tu jestem, to macie mi dać to wszystko  o czym marzę, lub to, co mają inni.
Mówiono jeszcze i o tym, że nasza szkoła zupełnie pomija tę problematykę, ale z tym ja się nie zgadzam. Uczyłem kiedyś podstaw ekonomii w technikum i podstaw przedsiębiorczości w LO i wiem jak duży procent młodzieży ma styczność z tematyką ekonomiczną w szkole. Inna sprawa to fakt, że to nie jest przedmiot maturalny, więc większość nie chce się zagłębiać w zagadnienia dające wiedzę potrzebną każdej gospodyni domowej.

Tak, czy inaczej, to uznajmy, że warto rozmawiać o tych zagadnieniach w domach, aby chociaż wcielać w życie zasadę naszych zupełnie pozbawionych edukacji ekonomicznej przodków:
Pamiętaj rozchodzie, żyj z przychodem w zgodzie…

Tatulowe opowieści

Bardzo mi się podobała eksploatowana w TV reklama ING Banku Śląskiego z Markiem Kondratem w roli głównej, w czasie której słyszeliśmy znaną chyba każdemu rozmowę:
Tato, a gdybym tak z wiosną odnowiła swoją garderobę – zwraca się do zaczytanego ojca piękna młoda kobieta. Ten ledwie odrywając wzrok od gazety wygłasza spokojnie, ale stanowczo swoją kwestię: 

View original post 609 słów więcej

Pan zwariował !?!?!?

Wiosna ma wielki wpływ na postawy uczniów, a zwłaszcza na odkładanie spraw nauki na rzecz rozrywki. Spacery, wypady, zabawa, a reszta uczniowskich spraw? Jakoś to będzie.. Jeszcze tak nie było żeby jakoś nie było – powiadają…
Wiosna to jednocześnie okres walki o poprawę ocen, o lepsze świadectwo, o lepsze szanse na dobrą szkołę, czy studia.
Jak to pogodzić?

Tatulowe opowieści

 

   Taki zarzut świętego oburzenia usłyszałem od uczennicy, gdy wpisywałem jej do dziennika zasłużone Jeden plus. Zdębiałem zaskoczony wyczynem zawsze uśmiechniętej dotychczas dziewczyny.    – Czy nie czujesz nic niestosownego w swoim wyskoku, zapytałem? W klasie zapanowała cisza. Po chwili sięgnąłem do dziennika, aby odnotować ten wyczyn w rubrykach przeznaczonych do zapisywania szczególnych osiągnięć uczniów, uwzględnianych przez wychowawcę przy wystawianiu ocen z zachowania. Ktoś z jej kolegów powiedział nieśmiało: – Tak się jej wyrwało. Po chwili doczekałem się jej cichego : – Przepraszam. Dalej lekcja toczyła się już utartym trybem.

View original post 540 słów więcej

Sposób na cholernie szczęśliwe życie…

20 marca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Nie wiem jak długa tradycja wiąże się z obchodami tego ciekawego święta, ale czemu nie świętować właśnie takiej okazji, zwłaszcza gdy dzieje się to w przededniu WIOSNY. Gdy sięgnąłem po pierwszy z brzegu NEWS na ten temat KLIK , to znalazłem w nim oprócz komunikatu o święcie również 10 sentencji o szczęściu jakie wyszły spod piór sławnych ludzi. Po przeczytaniu pomyślałem sobie, że spotkałem już lepsze, a przynajmniej lepiej przemawiające do mojej wyobraźni, ale każdy może mieć w tym względzie swoją ocenę. Czytaj dalej

Załóżmy sobie ogród…

   Usłyszałem kiedyś tzw. złotą myśl: Jeśli chcesz być szczęśliwy na krótko, to się upij. Jeśli na długo, to się ożeń. Jeśli na całe życie, to załóż sobie ogród.
Nie zapisałem sobie autora, ale wygląda mi na to, że to Konfucjusz. Zapamiętałem ten aforyzm i często go cytuję. Pierwszej recepty – jak każdy młody chłopak, próbowałem wielokrotnie. Nie potwierdziłbym jednak słuszności tej rady. Nigdy alkohol nie poprawiał mi nastroju na tyle, aby czuć się po nim szczęśliwym, a bywało nawet, że wręcz mi go pogarszał. Były natomiast koszty takich przedsięwzięć i każdy je zna. W końcu ogólnie znany sposób na unikanie kaca brzmi: Najlepiej w przeddzień nie pić!    Drugi z przepisów – małżeństwo, ma sens i w moim przypadku dobrze się sprawdził. Korzystam z efektów tamtego wyboru (to już wiele lat) i marzy mi się, że tak będzie zawsze.
Trzeci przepis na szczęście, wynika jak sądzę z rozumnej analizy całości życia człowieka. Aby go zrozumieć trzeba dokonywać tej analizy i znajdować w tym jakieś upodobanie.
Ogrodem może być wszystko, co daje nam radość, wytchnienie, refleksję, do czego chętnie wracamy w każdym czasie. Jest tego bardzo dużo poczynając od wszelkiego kolekcjonerstwa, zbieractwa, myślistwa, zainteresowań naukowych, turystyki, czytelnictwa, aż po sztukę wszelaką. Samo ogrodnictwo też daje wiele radości gdy osiągniemy już ten poziom wiedzy i doświadczenia, że wszystko rośnie, kwitnie i owocuje tak, jak ogrodnik to sobie zaplanował…
Mój ogród, to dość złożona całość. Moje zainteresowania nie zawsze pochodziły z wyboru. Jednymi z pierwszych drzewek w moim ogrodzie było, uprawiane z  konieczności, majsterkowanie. Wspominałem już w opowieściach z okresu dzieciństwa jak ważna była umiejętność samodzielnego wykonania różnych prac. Każdy, kto mieszkał w starych domach i do tego przeprowadzał się wiele razy, ten wie ile jest robót i robótek do zrobienia w domu. Ja od zawsze miałem ambicję samodzielnego wykonywania prac domowych. Taki domowy majsterklepka lub jak to nazywają Amerykanie handy man, to nigdy nie przerobiony obszar zadań. Remonty mieszkań to prace murarza, malarza, hydraulika, glazurnika, elektryka, stolarza itd., itp. Ile trzeba wiedzieć o każdym z tych zawodów, aby uzyskać satysfakcjonujący efekt i nie było tak, jak w słynnej skardze ucznia:
– panie majster – dwa razy uciąłem i za krótkie, co robić?
– A utnij jeszcze raz i wyp…l to na śmietnik, Jasiu.
Kto to robi na co dzień, ten wie. Ja osiągnąłem ten poziom specjalizacji, że żona niemal z pretensją w głosie zgłasza mi teraz kolejne awarie czegoś tam, tak jakbym to ja był odpowiedzialny za to, że coś przestało działać. Ta zdolność radzenia sobie ze „złośliwością przedmiotów martwych” dała mi jednak pracę w USA. Pamiętam, że w pierwszym dniu pracy, czyli dniu próby, kazano mi oprawiać zamki w drzwiach i… sprostałem wyzwaniu, chociaż nie miałem o tym pojęcia. Zdałem ten egzamin i remonty mieszkań stały się moim zajęciem na dwa lata. Ile jeszcze takich prób przeszedłem skoro niemal wszystko robiłem kiedyś po raz pierwszy? Sam nie wiem.

Kolejnym drzewkiem w moim ogrodzie, stała się rzeźba. Taka pisana z małej litery.

Dolna warga nie jest ok. (2)

Odkąd zauważyłem, że potrafię użyć scyzoryka, aby uzyskać efekty rzeźbiarskie, podejmowałem już regularne próby. Zaczęło się to na wczasach w Piwnicznej, gdzie nad brzegiem Popradu znalazłem kawałek drewna, z którego zrobiłem główkę czegoś, co zaprzyjaźnieni rówieśnicy postanowili zabrać, aby zastosować jako szpunt do antałka z piwem. Odtąd okresowo, na ile pozwoliła mi praca i nauka, brałem do ręki kawałki lipy oraz nożyki i dłutka służące do tego celu. Moje „dziełka” to ciągle wprawki i ćwiczonka dla oka i dłoni. Rzeźbieniu towarzyszyła tzw. korzenioplastyka. Z jałowca, który w naszej Buczynie przyjmował niespotykane formy i kształty robiłem lampki nocne i lichtarzyki do świec dla siebie i znajomych, którym się to podobało.Ten obszar ogrodu, pozostawiam sobie na czas emerytury. Mam narzędzia i zapas drewna lipowego, ale nie wiem czy pozostanę przy drewnie jako materiale.

Nowe zupełnie drzewko w moim ogrodzie, stanowi konto w Naszej-Klasie, które założyła mi córka Ania. Do tej pory zostałem zaproszony przez ponad 1500 osób – głównie uczniów szkół w których pracuję. Następne było włączenie mnie w obręb znajomych Facebook`a przez drugą córkę Małgosię. Tu również aktualni i byli uczniowie stanowiąc dominującą część moich znajomych dostarczają mi wielu radości i satysfakcji swoimi wpisami, pełnymi sympatii i słów uznania za rolę, jaką odegrałem w ich szkolnych zmaganiach z tzw. życiem. W zawodzie nauczyciela to niezmiernie wartościowe źródło wiedzy o sobie. Tu niespodziewanie znajduję dowartościowanie i lek na powszechną po latach nauczycielskiej pracy frustrację, czy tzw. wypalenie zawodowe.

Nie sposób pominąć i kolejnych drzewek w moim ogrodzie, jakimi są blogi. Podglądam co dzieje się w tzw. blogosferze i czasem nawet komentuję niektóre teksty. W czasach gdy z konieczności żyliśmy w rozłączeniu (emigracja zarobkowa) prowadziłem z żoną i z córkami obfitą korespondencję w formie tradycyjnej (przechowaliśmy sporą górę listów) Ten fakt nasunął mojej Małgosi pomysł obdarowania mnie z okazji imienin specyficznym prezentem jakim jest ten blog.Tytuł też wymyśliła córka.
Mój blog
Od miesiąca mam więc swój blog, który Państwo łaskawie czytacie i oceniacie. To drzewko szczególnej troski i przez to bardzo absorbujące mój czas i uwagę. Kto czyta uważnie, ten dostrzeże i ten fakt, że większość wpisów powstała w okresie mojej choroby, a cztery już po powrocie ze szpitala. Czy mam czas, aby dobierać sobie do głowy różne „myślenice”? Czy duży jest ten mój ogród? To pozostawiam ocenie czytelników. Lansuję wśród młodzieży wiele złotych myśli odnoszących się do pracy, przedsiębiorczości, zaradności, czy też ogólnie ujmując – sztuki życia. To jest słuchane i jak się wielokrotnie przekonałem – zapamiętywane. Chcę więc żyć w zgodzie z głoszonymi prawdami. Czasem, jak każdemu brakuje mi czasu na objęcie tego wszystkiego należyta uwagą. Wtedy warto wstać wcześniej. Jeśli jeszcze brakuje mi czasu, to po prostu później kładę się spać.W ten sposób moje doba jest niezwykle elastyczna.  Polecam wszystkim ten sposób organizowania sobie życia. Trudno wtedy nudzić się – nawet ze sobą samym.

 

 

 

Czy wszyscy jesteśmy już zakupoholikami???

Mamy 15 marca, a więc obchodzimy kolejny Dzień Konsumenta. Pisałem o tym niemal co roku nie łudząc się że kogoś to poruszy, zastanowi, odwiedzie od owczego pędu.. Wystarczy wspomnieć ostatnią sobotę przed ostatnią niedzielą, w czasie której zakazano handlowania. Wspomnijmy jaki ruch panował w sklepach. Kupowano jakby miała nastąpić wojna, a nie tylko 24 godzinna przerwa w działalności sklepów. Warto się nad tym zastanowić. Po raz kolejny i chyba nie ostatni…

Tatulowe opowieści

Wydarzenia ostatnich dni zepchnęły na dalszy plan inne, może nawet ważniejsze dla każdego z nas wydarzenia. Wszyscy jesteśmy klientami i konsumentami i choćby z tego powodu powinniśmy wykazać zainteresowanie i skorzystać z tego, co media przygotowały dla nas z okazji obchodzonego 15 marca Międzynarodowego Dnia Konsumenta.

View original post 1 313 słów więcej