Na dobre i na złe…

422655_385810854762372_2011310898_n Czy tak być powinno???

Dzisiaj otrzymałem od córki z Chicago link do artykułu z Dziennika Związkowego, w którym zamieszczono „Walentynkowe” wywiady z trzema parami  polonijnych małżonków o podobnym do naszego stażu małżeńskim. Przeczytaliśmy wspólnie z żoną , przedyskutowaliśmy co ważniejsze kwestie i obgadaliśmy tekst z naszą pierworodną zastanawiając się nad tym, co tam, za wodą i tu w kraju sprawia, że coraz mniej ludzi decyduje się na formalne małżeństwo poświadczone ślubem, coraz więcej ludzi żyje bez ślubu, jakby na próbę i dlaczego połowa do 1/3 małżeństw rozpada się nawet w pierwszych latach pożycia.
Dopiero po skończonej rozmowie zauważyłem, że żona dziękując za podesłany link napisała: Hi, dobry artykuł. Mają swoje 5 min. Pogratuluj im. Zawsze zaskakuje mnie takie otwarte opowiadanie o związku.
Wracając do artykułu noszącego taki sam tytuł jak tytuł mojej notki, to dla zachęty zacytuję tylko wstęp i krótkie recepty jakie tamci państwo zaproponowali:
Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie jeszcze w poprzednim tysiącleciu. Nie nadużywają słowa miłość. Mają za sobą pół wieku spędzonego razem – na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie. W kraju, gdzie według Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego blisko połowa małżeństw kończy się rozwodem – poznajcie prawdziwych bohaterów – małżeństwa z ponad pięćdziesięcioletnim stażem. http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/na-dobre-i-zle-przez-pol-wieku-albo-dluzej/
No i jeszcze ich punkt widzenia na trwałość związku:
Ewelina i Czesław, małżeństwo od 63 lat podkreślali swoje zasady:
Kryzysy? Kryzys jest jak jest choroba – twierdzi Ewelina. Jeśli jest miłość i zgoda, wszystko da się rozwiązać. I nigdy nie wolno kłaść się spać w niezgodzie.
Judith i Joseph, małżeństwo od 52 lat \
Dziś młodzi stawiają na pierwszym miejscu siebie. Joe nazywa ich pokoleniem „najpierw ja”. – Tymczasem małżeństwo to upadki i wzloty, niestety oni chcą mieć same wzloty. Gdy zdarzą się upadki – odchodzą od siebie. Wytrwać i wspólnie pokonywać przeszkody – to jest prawdziwa sztuka.
Lidia i Jerzy, małżeństwo od 51 lat

– Jeżeli wspólnie przejdzie się przez trudny okres, później odbiera się go jako wielki sukces. – Rozejść się jest łatwo – mówi Lidia. – Błędne jest zakładanie, że to druga osoba ma nas uszczęśliwić. Sztuką jest zachowanie własnej niezależności przy jednoczesnym życiu w harmonii z drugą osobą – nie z potrzeby, lecz z wyboru – dodaje. Jak osiągnąć tę harmonię? Jerzy podsumowuje to jak na matematyka przystało:  Myśl nie w liczbie pojedynczej, lecz w liczbie mnogiej. I pamiętaj, że „my” jest zawsze większe niż „ja”.
Jakie to proste, prawda?

Spójrzmy do Internetu. Ile tam porad, dyskusji, wskazówek doświadczonych własnymi doświadczeniami ludzi, terapeutów, psychologów itd. udzielanych ze znawstwem w temacie:
– Czy warto się męczyć z przezwyciężaniem kryzysów małżeńskich, czy rzucić to wszystko  i od nowa szukać szczęścia? Kiedy natrafię na takie materiały, to mam wrażenie, że  komuś  zależy na poprawie wskaźników rozpadających się małżeństw i choćby nieformalnych związków zwanych rodzinami. Mało kto stawia sprawę tak, jak cytowani sędziwi już ludzie.
14 lutego, a więc w przeddzień Walentynek, czyli święta zakochanych wysłuchałem w moim radiu audycji „Twarzą w twarz”. Zaproszona do studia pani psycholog, psychoterapeuta, autorka 10 książek o tej właśnie tematyce Zuzanna F. (przepraszam, ale nie zapisałem nazwiska) w interesującej rozmowie powiedziała m.in.
– Potrzebę kochania mamy wpisaną w nasze geny i wszyscy staramy się ją realizować szukając partnera, aby później , już wspólnie wieść rodzinne szczęśliwe życie.
– W czasie dobierania się w pary kierujemy się różnymi kryteriami. Często jednak bardziej „sercem” niż rozumem.
– Materialiści – a jest ich całkiem sporo – liczą na to, co rodzice dadzą, czy partner jest zaradny życiowo i przedsiębiorczy. Gdy się to nie sprawdzi, to …wiecie sami
– Wielu ludzi już przed ślubem zauważa jak partner różni się od nich i jak wiele go z nim dzieli, jak mało mają wspólnych zainteresowań, ale tłumaczą sobie: – To się zmieni, nauczę go, (ją) tego, czy tamtego…
– Mało kto z kandydatów do związku na etapie poszukiwania partnera wie o jakiego partnera mu się rozchodzi. Czy ma to być relacja jaką widział i nawet podświadomie wyniósł z własnego domu? Czy relacje panujące w domu kandydata na partnera  mu odpowiadają? Jak będzie wyglądała jego rodzina za 10 – 20 lat.
– 50 proc. ludzi przychodzących po poradę zaczyna od wiele znaczącego stwierdzenia:
Przychodzimy do pani, bo nie możemy się porozumieć… Ano właśnie. To na co ”zakochańce” nie zwracają uwagi i co lekceważą przed sakramentalnym „Tak” mści się okrutnie. Nie każdy wie, co to znaczy kochać, nie zawłaszczając  prywatnej przestrzeni partnera,  a jednocześnie dać mu wolność , aby mógł się realizować nie zaniedbując swojej roli w rodzinie.  Znalazłem kiedyś wymowne powiedzenie :”Brak przygotowania do małżeństwa jest doskonałym przygotowaniem do rozwodu” . Zmieniły się czasy. Możliwości jakie dzisiaj posiadają kobiety wyparły patriarchalny model rodziny, w którym faktycznie rządziła kobieta. Oboje chcą być wolni, nawet od siebie nawzajem. Jeśli jedno staje się ofiarą dominacji drugiej strony, to w ramach odreagowania wcześniej, czy później poszuka sobie czegoś na boku, co w sposób faktyczny lub domniemany uzupełni mu braki doświadczane we własnym  domu. Zgodnie z tezą Franca Fischera : „Jeśli nie ma miłości w małżeństwie, to będzie poza nim”.
Zawsze trzeba pamiętać o regule palca wskazującego na winnego rozpadu – chyba każdego małżeństwa:
Jeśli wskazujesz na kogoś palcem mówiąc: – Winny, to popatrz na pozostałe trzy palce. One wskazujące na ciebie

 

 

19 uwag do wpisu “Na dobre i na złe…

  1. Antoni Relski pisze:

    Nie ma gotowej kalki którą można przyłożyć do własnego małżeństwa. Według mnie najważniejszy jest kompromis. Ten którego tak nienawidził Bonaparte.
    Według pewnego angielskiego przysłowia – Kompromis to dzielenie ciastka w ten sposób, aby każdy z partnerów wierzył, że otrzymał większy kawałek.
    Może o to chodzi?
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Małgośka pisze:

    Jeżeli wspólne życie i przetrwanie to sztuka kompromisu (z czym zgodna jestem w 100% !), to ja z troską i zaniepokojeniem uprzejmie pytam:
    jakież wzorce wzajemnych ustępstw czerpią od nas dzisiejsi młodzi?
    Rodzice? Ech, rywalizują ze sobą choćby o durnego pilota tv.
    W pracy? Nieustający wyścig szczurów i brak wzajemnej życzliwości. Znów rywalizacja.
    Wśród – zdało by się autorytetów, polityków – „ja panu nie przerywałem!”, „pan kłamie!”, „niech pan doczyta!”,

    Starych panien już nie ma – są zaradne, aktywne i dowartościowane singielki.
    Rycerskość i odpowiedzialność panów też ustępuje miejsca ciapowatości i rozmemłaniu.
    Na pozór nikomu na niczym już tak nie zależy – każdy poradzi sobie sam, więc…?

    Kompromis=ustępstwo=ugoda=wyrozumiałość=docenienie drugiego=rozmowa – kto to dzisiaj do tego ma głowę?!

    Marnie więc widzę przyszłe statystyki w temacie, co powyżej, szanowny Tatulu i równie szanowny Antoni.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Andrzej Skupiński pisze:

    Moje pierwsze małżeństwo, Czesławie, było, niestety, niewypałem, owocem tego związku jest prawie czterdziestoletnia córeczka, wszechstronnie wykształcona i piekielnie zdolna. W drugim stadle przeżyłem już prawie 30 lat i niczego nie chcę już tu zmieniać. W doskonałej komitywie pozostaję z moim synem (28) i czekam na kolejnego wnuka/wnuczkę.
    Komentarz mój zakończę jedną z mych fraszek:

    Na małżeństwo

    Małżeńskie potyczki, gdzież to ich nie ma
    Gdzie z byle iskry czyni się piekło,
    Lecz kiedy w domu za długo zima,
    W knajpie o wiele za ciepło.

    pozdrawiam i niezmiennie zapraszam
    Art Klater
    klateracje.blogspot.com

    Polubione przez 1 osoba

    • Z zaproszenia skorzystałem…a nie odpowiedziałem.
      Takie są losu wielu ludzi, ale też u ich podłoża leży wiele przyczyn.
      Czy przyznasz, że nie przemyślany wybór jest jedną z nich

      Polubienie

  4. bexa lemon pisze:

    Po tylu latach przerabiania zagadnienia w formie teorii & cudzych doświadczeń, o małżeństwie wiem chyba wszystko, a nawet jeszcze więcej.
    Napiszę więc tylko, że ową autorką-psychologiem-psychoterapeutką musiała być Zuzanna Celmer.

    Polubione przez 1 osoba

    • Bardzo dziękuję. Zapisałem sobie ze słuchu jej nazwisko jako Fermer i nie mogłem znaleźć w Google. Teraz już wiem.
      Szkoda, że nie podzieliłaś się swoją wiedzą i doświadczeniem. Byłaby to wartość dodatkowa tego bloga.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  5. Ja też mam ciągle tego samego męża /od stu lat/. Śmieję się nawet na swoim blogu, że to dlatego, że nie lubię zmian.
    Uważam że nia ma reguły na dobry związek. Tak jak nie wiadomo kim stanie się po jakimś czasie człowiek z którym się związaliśmy. Sama pochodzę z rodziny rozbitej, właściwie nie istniejacej, dookoła też były rozwody.
    Jak to się stało, że mam tego samego mężą całe życie?
    Może dlatego, że robiłam wszystko aby moja rodzina się nie rozpadła?
    No ale przecież nie za wszelką cenę.
    Może dlatego, że partner był i jest na poziomie?
    Może dlatego, że obydwoje mieliśmy szczęście?

    I jeszcze jedno.
    Słyszałam, że to kobiety chcą się rozwodzić. I to dlatego, że nie chcą się godzić w małżeństwie z tym, z czym godziły się ich matki i babcie.

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    • I to właśnie powinno być uwzględniane na samym początku. Jakiego chcę związku? Takiego jak we własnym domu, czy innego?
      Później pozostanie jeszcze tylko sprawdzić potencjalnego partnera, w swoim domu, w jego domu, w towarzystwie, na wódce i wszędzie.
      Dziękuję Stokrotko.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  6. Ewelina pisze:

    „my” jest zawsze większe niż „ja”…. Świetnie napisane i daje do myślenia… Nikt nie obiecywał że będzie lekko. Jednak jeśli jest miłość, zrozumienie i zgoda to można wtedy powiedzieć że szanse na utworzenie jednostki „kochająca rodzina” wzrosły z zerowej na większą. Ileż Pan w życiu przeszedł dobrego i złego co pozwala Panu z taką lekkością pisać o życiu… Życzę Panu więcej tak dobrych natchnien… 😘😘😘

    Polubione przez 1 osoba

    • Ewelinko, dziękuję za wizytę i pozostawiony komentarz. Dodałbym do Twoich słów”jeśli jest zrozumienie, miłość i zgoda…” coś co wyjaśni każde ze słów z osobna. Na tym tle są najczęstsze kontrowersje. Już sama miłość wymaga dookreślenia: Kochać to my, czy nas??? A słówko „zrozumienie” nie czyni rozdźwięku przy wymawianiu sobie kto powinien, a kto ma ustąpić i to bez dyskusji?
      Nie są to łatwe sprawy i nikt za nas tego nie załatwi…
      Na koniec dowcip z ostatniej ANGORY. Zmarł kochany mąż. Żona rozpaczała chociaż trafił do Nieba. Po jakimś czasie umiera żona. U św. Piotra spotyka męża. Podbiega do niego z radością, przytula się jak zawsze to robiła, a on jakoś tak z rezerwą odsuwa się i mówi; Przyrzekałem, ale tam było:… Aż do śmierci…

      Polubienie

  7. A ja wierzę w przeznaczenie 🙂 Tydzień temu minęło 22 lata jak założyliśmy sobie obrączki przed ołtarzem. Nie ukrywam, że było różnie, mieliśmy kryzysy i o mały włos nasze małżeństwo się nie rozpadło, ale pomimo tych wszystkich burz jakie nas spotkały na wspólnej drodze trwamy nadal razem, na dobre i na złe. Wiemy, że jesteśmy stworzeni dla siebie i mimo tych wszystkich przeciwności jakie nas dzielą i lat, które upływają jesteśmy z każdą chwilą bliżej siebie.

    Lata wstecz, gdy byłam dzieckiem, a potem panienką, to nie słyszało się tak wkoło żeby małżeństwa się rozwodziły. Teraz to jest na porządku dziennym. A tak w ogóle nastała taka moda, że młodzi nie chcą się żenić tylko żyją na kocią łapę, bo twierdzą, że papierek im nie jest do szczęścia potrzebny. Kiedyś liczyły się inne wartości, małżeństwo było traktowane bardzo poważnie. Teraz młodzi nie mają poszanowania dla siebie samych, a już dopiero dla partnera/ki. I tak jak słusznie napisała Małgosia, ludzie się zmienili, kobiety są bardziej męskie, a mężczyźni usuwają się w kąt dając pełną władzę kobietom.

    Za wielką wodą natomiast mieszka moja przyjaciółka, która opowiadała mi, że wiele małżeństw się rozwodzi ponieważ jako samotne matki kobiety mają więcej różnych dodatków i darmowych przydziałów. Nie wiem, czy gra jest warta świeczki, ale ja na pewno nie rezygnowałabym z małżeństwa dla większych pieniędzy, no ale niestety materializm jest czymś co kusi dzisiejsze społeczeństwo i ludzie są gotowi na wiele poświęceń by tylko mieć więcej niż inni.

    P.S. Widziałam u Saguli, że pytałeś jak zrobić Print Scrin strony bloga. Nie wiem czy udało Ci się Tatulu zdobyć informacje na ten temat, ale Ci tu napiszę jeśli pozwolisz 🙂

    Jak masz na ekranie ustawioną stronę bloga, to na klawiaturze wciskasz klawisz „PrtSc” (najczęściej znajduje się on obok klawisza F12) następnie wchodzisz na program graficzny np. Paint, klikasz „wklej” i gdy obraz się pojawi to potem klikasz „zapisz jako” (nadajesz nazwę jaką chcesz) i gotowe 🙂 Ja swoją stronę musiałam scrinować po kawałku i zabrało mi to aż 19 print scrinów 😉

    Powodzenia, mam nadzieję, że napisałam w miarę zrozumiale?

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  8. Dziękuję za podpowiedź. Już utrwaliłem wygląd pierwszej strony bloga w Onet, bo to już końcówka jego istnienia. Za dwa dni zniknie, więc niechby chociaż pamiątka po nim pozostała.
    A co do związków, to powinny być trwałe, bo tym różnią się od mieszanin.
    Zechcesz przeczytać to, co na ten temat niegdyś napisałem?
    https://tatulowe.wordpress.com/2015/09/26/praktyczne-wnioski-plynace-ze-znajomosci-chemii/

    Polubione przez 1 osoba

  9. W przyrodzie wszystko płynie – zmieniają się także modele rodziny, ewolucja jest procesem, który nigdy nie ustaje. Może taka rodzina, jak w XIX i XX się nie sprawdziła i odchodzi do lamusa? Łezka nostalgii w oku się zakręci, ale to tyle o tym, trzeba do przodu. Nie sposób zamknąć dzisiejszej kobiety w stereotypie z poprzednich wieków – czy to złe, że kobiety walczą o siebie? Czy to złe, że zamiast trwać przy katach – odchodzą? Statystyki rozwodowe są przerażające, zgoda. Ale jeśli taki rozwód ocalił kobietę od bycia maltretowaną – to moim zdaniem warto.Z całym szacunkiem oczywiście. I gratuluję pięknego małżeństwa.

    Polubione przez 1 osoba

    • Model rodziny patchworkowej też nie ma przyszłości. Może więc komuna – jak w niektórych sektach?
      Ja jestem już przeżytkiem, ale przyszłość w tym względzie bardzo mnie niepokoi, a to ze względu na dzieci i wnuków.
      Będzie jak ma być

      Polubienie

      • Czy ja wiem? Takie bonobo mają w pewnym sensie matriarchat… ale z tych niewygodnych raczej… W każdym razie wpływu większego już nie mamy 😉 – ale rola tetryków z Loży Szyderców też dobra 😉

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.