Wyskoczyłem przed szereg?

Przyznaję, że w poprzednim tekście dość gorączkowo zareagowałem na objawioną przez panią Szydło zapowiedź zmian personalnych w rządzie. I to już przez samo podjęcie tematu. Z dotychczasowego przebiegu debaty już jasno wynika, że nasi politycy po to rzucili nowy temat aby odwrócić uwagę społeczeństwa od protestu lekarzy, wizyty przedstawicieli ONZ, którzy bardzo krytycznie ocenili zmiany w polskim prawie jak również od konfliktu na osi prezydent – prezes PiS. Ponieważ temat jest bardzo nośny, a czas sfinalizowania zapowiedzi o zmianach w składzie rządu wciąż jest odległy, to jeszcze długo będziemy świadkami wielu ciekawych wypowiedzi. Będę śledził te wątki aby przekonać się czy choćby w części miałem rację.

Podejmując temat polityczny naraziłem się wielu czytelnikom, którzy nie znoszą polityki lub mają inne od moich poglądy. To stąd, jak rozumiem wynika niemal całkowity brak komentarzy. Mam zatem kolejne doświadczenie i chyba muszę tę nauczkę uwzględnić lub „zwijać interes”… albo przenieść politykę w inne miejsce, gdzie ludzie są nią zainteresowani.

Rekonstrukcja rządu nastąpi… albo i nie nastąpi …

Polskie przysłowie „Nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę.” okazuje się tracić swoje znaczenie. Mimo najlepszych od początku tej kadencji notowań wyników popularności partii rządzącej i rosnących wciąż wskaźników zaufania dla pani premier jak i dla jej rządu, do zmiany ma dojść i to już niebawem. Spekulacje nabierają tempa. Kto powinien się pakować, a kto szykować się do „kopa w górę? „ Opinii mamy tyle ilu komentatorów. Najbardziej bulwersujące są typowania na samiutkim szczycie. Kaczyński zostanie premierem – powiadają  jedni, a inni temu zaprzeczają stawiając dość retoryczne pytanie: – A po co mu tytuł premiera i cała odpowiedzialności za Polskę? Przecież i tak rządzi wszystkim co w kraju się dzieje. „Partia kieruje, a rząd rządzi” – to hasło znamy aż nadto dobrze, a przecież wiemy jak się skończyła tamta historia.” Historia lubi się powtarzać” – czy to też tylko przysłowie, któremu w razie potrzeby można zaprzeczyć?

Tak się złożyło, że ostatnio miałem okazję wymienić poglądy z kilkoma znajomymi na temat możliwych zmian na czele rządu. Szczególnie, że lansowany był pogląd na temat możliwego powierzenia obowiązków premiera obecnemu wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Oto stanowisko jakie zająłem w tej sprawie:
Kto to jest  MM?
Jest synem Kornela, bojownika solidarności i wielce zasłużonego faceta z lat siedemdziesiątych. Kornel miał jednak jedną wadę. Parł do przeforsowania swojej wersji oceny przemian i raczej skłócał i burzył niż jednoczył i budował. Dlatego wciąż przegrywał. Kornel dopiero teraz dostał się do Sejmu wraz z Kukizem i z racji wieku pełnił rolę marszałka seniora otwierającego I posiedzenie nowego sejmu. Co ich łączyło oprócz parcia do władzy? Najlepiej mówi o tym fakt, że już dawno są po rozwodzie i w różnych partiach.
Syn Kornela  na pewno czuł wsparcie zasłużonego taty, ale zastanawiające jest, że łatwo ustąpił ze stanowiska prezesa prywatnego banku  (przy pensji ok. 200 tys. zl.) miesięcznie i podjął się roli wicepremiera( za 4 razy mniejszą pensję). Zaczął jako v-premier i minister rozwoju, a po kilku miesiącach dołączył do tego obowiązki min. finansów. Ma więc niezwykle potężne usytuowanie. Wszyscy wiedzą, że działać musi sam, bo Szydło i Kaczyński nie znają się na gospodarce, a ze względów politycznych narzucają mu decyzje dalekie od racjonalnych.

Koncepcja PiS-u działającego jak swoisty Janosik polega na tym, żeby zabrać bogatym, ukrócić złodziejstwo, wymusić sprawiedliwe płacenie podatków przez rekiny biznesu krajowego i biznes zagraniczny i dać biednym. Ta koncepcja udała się o tyle, że nastąpił wzrost wpływów z podatków przy ukróceniu wyłudzeń w podatku VAT itd. Te pieniądze bardzo się przydały na sfinansowanie 500+ i Mieszkanie+ oraz wpłynęły dodatnio na dobre wskaźniki ekonomiczne notowane po I półroczu 2017. To poprawia zaufanie światowego biznesu dla gospodarki Polski i rząd bardzo liczy na to, że wreszcie pojawią się biznesmeni z grubymi portfelami aby inwestować u nas Wisłą w to, co z punktu widzenia Polski jest najkorzystniejsze. Marzy się panu Morawieckiemu osiągnięcie przez Polskę rangi potęgi motoryzacyjnej producenta samochodów z napędem elektrycznym, rozwój technologii IT, innowacyjne technologie , które nie tylko pozwolą wyciągnąć Polskę z zacofania ale i osiągnąć przewagi w konkretnych dyscyplinach.
Trzeba jednak wiedzieć, że pan Mateusz napotyka jednak na poważne trudności z budowaniem zaufania do polskich władz. To co on poprawiał, to Jarosław Polskę Zbaw zaprzepaszczał, obalając zastany system sądownictwa i trójpodział władzy. Jeśli tzw. Świat zobaczył, że w ciągu nocy można przeforsować rewolucyjne zmiany prawne podważające święte prawo własności prywatnej, to ryzyko inwestowania nad Wisłą wciąż uznaje za bardzo wysokie.
Mateusz M. jest sprawnym menadżerem, zna rynki finansowe, i rynki też go znają choćby od strony bankowca, Wiedzą, że aby dostać szansę  przebudowy Polski musiał się zgodzić na wiele i zobowiązać się do różnych warunków ograniczających jego pole działania i to nie zawsze wynikających z rachunku ekonomicznego. Mądrale z prawicy pytają często, czy ważniejsza jest racja, czy demokracja? Chyba wszyscy wiedzą kto ustala u nas warunki gry i określa rację? Wiemy również kto definiuje nowe zasady demokracji w Polsce.
MM, to bardzo ważny element obecnej elity rządzącej. Dobrze wykształcony, mający doświadczenie biznesowe, młody, z dużym jak się wydaje potencjałem na przyszłość.  Nie byłbym zdziwiony gdyby stanął na czele rządu przy najbliższej reorganizacji. Jedyne co mu nie pozwala wybić się do skoku, to prezes jego partii, a ten ma już kłopoty z własnym zapleczem, z którego powoli, bo powoli ale wyłamuje się prezydent starający się budować własne zaplecze Polityczne. Gdyby tak się stało i ci dwaj panowie połączyliby siły, to przeciw takim dwóm jak oni …to nie ma żadnego.

Czas pokaże. Gra się toczy i każdy scenariusz jest możliwy. Nawet taki, że żadnej reorganizacji nie będzie albo i będzie, ale jakaś symboliczna i bez znaczenia dla nas wszystkich.
Może tymczasem warto pogadać?  Zobaczymy kto ma rację…

Rozmowa potrzebna jak lek

Ponieważ tytuł „ Rozmowy niedokończone” jest już zajęty, to pomyślałem że dla realizacji mojego nowego pomysłu zupełnie wystarczający będzie ten, który proponuję w dzisiejszej opowieści. Państwo ocenią sami.
   Gdy byłem w domu, to otaczali mnie domownicy, kuzyni i znajomi, z którymi nie z jednego pieca przyszło nam chleb spożywać. Nim kto się odezwał, to już wszyscy wiedzieli co powie i na co jeszcze go stać. Gdy przybyłem do sanatorium, to wiedziałem, że na dłuższy czas przydzielą mi jakieś przypadkowe towarzystwo w pokoju, na stołówce, na zabiegach i na sali gimnastycznej… Liczyłem na to, że uda się tam spotkać interesujące osoby i będzie wreszcie okazja pogadać inaczej. Rozmowa to wartość, której poszukują starsi na ogół kuracjusze, a jak starsi, to i schorowani, ograniczeni swoich możliwościach i na ogół samotni w swych domach, stojących w ich miejscach zamieszkania. A jeśli nawet nie samotni to … otaczają ich domownicy, z którymi już przegadali wszystko, co było rozmowy warte i tak dalej… Często choroby i różne dysfunkcje fizyczne są niczym wobec zgorzknienia, nieufności, a nawet wbudowanej na stałe wrogości do wszystkiego, co się rusza  i nawet stara się im pomóc. Jeśli sądzicie, że prawdę piszę, to dlatego, że mam długi staż w przebywaniu z ludźmi dobranymi przez przypadek. Żyłem kilka lat w internacie, dwa lata w wojsku, na kilkumiesięcznych kursach zawodowych i szkoleniach w akademikach, w różnych lokalach na emigracji obozach szkolnych itd. itp. Wszędzie byli ludzie, którzy chcieli dominować, albo stronili od szerszych wypowiedzi. Byli tacy z którymi chciałoby się zamieszkać na bezludnej wyspie jak i tacy, przed którymi chciałoby się uciec na taką wyspę. Ze wszystkimi trzeba było wypracowywać jakiś złoty środek i tego się trzymać . Odejście od tego złotego środka oznaczać mogło stan permanentnej wojny, złośliwości i stres. Jakie zatem doświadczenie udało mi się zdobyć?

Stołówka – pierwszy posiłek. W narożniku siedzi samotnie starsza pani. Inne stoły zajęte. Podchodzę, mówię dzień dobry i pytam, czy można się przysiąść. Niemal równocześnie podchodzą jeszcze dwaj panowie. Nasza towarzyszka wyraża zadowolenie z takiego powodzenia u mężczyzn, bo jak oceniła stosunek pań do panów wynosi jak 8 : 1. Uśmiechamy się, a ja dodaję, że podobno nic nie dzieje się przypadkiem. Lody przełamane. Rozmawiamy o jedzeniu :
– słabe, zupy wodniste, drugie właśnie podane nie trafia w gust naszej rozmówczyni. Pokój jaki jej przydzielono, to wprawdzie jedynka, tak jak sobie marzyła , bo nigdy dotąd nie dzieliła z nikim pokoju – oprócz męża oczywiście, ale co to za pokój? Tak niski, że przy skosach sufitu, potłukła sobie głowę. Pójdzie zażądać zmiany… Było jeszcze o pogodzie, która nie zachęcała do spacerów i o paru innych drobiazgach.

Nazajutrz już przy śniadaniu wiadomo było, że będzie piękna pogoda, śniadanie i obiad były lepsze niż w pierwszym dniu. co ośmieliło mnie do następującego komentarza:
– Czy zechce pani zauważyć, że wiele z tych spraw na które pani narzekała, dzisiaj są na lepszym poziomie. Zupa i drugie, a nawet kompot są lepsze niż wczoraj, No i pogoda się poprawiła. Pewnie mają tu sprzęt niczym w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i wszystko nagrywają. Niech pani weźmie to pod uwagę. A jak z pokojem – zapytałem jeszcze.
– Byłam, upomniałam się i przekwaterowano mnie do trójki, gdzie jest trzy panie w podobnym wieku i o podobnej sprawności.
– No a jak, że tak powiem towarzysko się to ułożyło.
– Och, trafiłam jak z deszczu pod rynnę. Mam taką panią, która lata po pokoju w samych majtkach, a jak zajmie rano łazienkę, to na pół godziny… Jak próbowałam jej zwrócić uwagę, że jest nas trzy i to niepełnosprawne, to z łazienki nakrzyczała na mnie , że nikt nie będzie jej poganiał, bo ona ma prawo… Nie wiem jak będzie się nam dalej mieszkało.

Takich rozmów odbyliśmy wiele. Później okazało się, że ta kłótliwa pani wyprowadziła się do innego pokoju i wreszcie zapanowała tam cisza i spokój – przynajmniej na tym odcinku. Pod względem jedzenia mieliśmy jeszcze sporo tematów do omawiania, czy też obracania wydumanych problemów w żarty,
Dość długa jest ta relacja, ale chciałem ukazać jakie trudne jest współistnienie i jak wiele problemów muszą rozwiązywać panie z administracji jak i rehabilitacji, bo tam sporów o planowanie i wykonywanie zabiegów jest całe mnóstwo. Pytałem nawet o to, czy młody wiekiem personel jest szkolony pod kątem rozładowywania sporów i konfliktów z kuracjuszami lub zadrażnień pomiędzy nimi. Pod koniec turnusu już wszędzie widziało się grupy dobrze zintegrowanych, a nawet zaprzyjaźnionych kuracjuszy.

Na zakończenie scenka z zajęć rehabilitacyjnych w sali gimnastycznej sanatorium w Krakowie Swoszowicach Zdroju…Pani ćwicząca sprawność rąk rozmawia z panią siedzącą naprzeciw przy ćwiczeniu stóp:
– Piękny dzień, jakie śliczne te złote liście, zwłaszcza w słońcu, które dzisiaj nam świeci i przygrzewa…
– Ślicznie jest dzisiaj, ale obawiam się, że to tak na osłodę tego, co ma nastąpić…
Postanowiłem podzielić się nowiną, na którą rankiem zwrócił mi uwagę kolega Maciej z pokoju;
– Czy zauważyły panie kwiaty na kasztanach?
– Nie, a gdzie to można zobaczyć – zapytała ta pani usprawniająca dłonie.
– Prawie na każdym drzewie – odpowiedziałem. Na jednych drzewach pojawiły się młode pędy z kwiatami, a na innych jeszcze współistnieją stare i młode liście.
– A jak to można tłumaczyć – zapytała ta pani ćwicząca nóżki.
-Myślę, że marketingowcy wytłumaczą to następująco:
– W Swoszowicach – nawet stare kasztany odzyskują wigor…

Udało mi się poprawić humor ćwiczących, a czy marketingowcy również to wykorzystają? Zobaczymy…

Nauczycielu: „Albo jesteś ludziom miły, albo kładź się do mogiły”.

NauczycieleZbliża się Dzień Edukacji Narodowej, więc nic dziwnego, że w prasie, i ogólnie w mediach pojawiają się materiały mające ilustrować jak jest w oświacie, jak powinno być. Ktoś naświetla swoje racie i atakuje, a inny się broni choćby przez solidarność ze środowiskiem szkolnym. Ja też miękko wszedłem w atmosferę tych dni i zabrałem się do czytania, a nawet komentowania sytuacji. W Belferblogu jaki znajduje się w Polityce znalazłem opis gorączki przedświątecznej związanej z nagrodami z okazji dnia Nauczyciela. Komu, za co, sprawiedliwie, niesprawiedliwie… .Jak zawsze było i będzie. Czytaj dalej

List dziadka do wnuków

Wśród swoich zapisków znalazłem dzisiaj poruszający tekst będący przesłaniem dziadka-(tak się dziś składa, że prawie mojego równolatka) skierowany do wnuków żyjących w oddaleniu. Spełnił w ten sposób prośbę córki i wkrótce umarł. Ja też mam wnuki żyjące za oceanem, na których wychowanie i kształtowanie ich charakterów nie miałem wpływu. Wchodząc w przygodę związaną z prowadzeniem tego bloga miałem taką właśnie koncepcję, że piszę otwartym tekstem swoisty pamiętnik, po który kiedyś sięgną moje dzieci i daj boże wnuki… Aby dowiedzieć się ”skąd ich ród”. Tę intencję zamieściłem na banerku z nazwą, ale później ją zmieniłem . Czytaj dalej

Białowieska się puszcza…

Białowieska się puszcza? Czego ci studenci nie wymyślą…

Znana od lat „tfurczość” w ramach sztuki ulicznej, znana powszechnie jako graffiti, ma swój specjalny dział określany mianem Teksty z murów. Autor, który je zebrał w kupę umieścił na wstępie istotną  informację:
Na murach można napisać wszystko, tu nie działa żadna cenzura, choć czasami wydaje mi się, że powinna. W tym zestawieniu starałem się nie ujmować wulgarnych i zbyt obraźliwych określeń oraz stwierdzeń, których (niestety) najwięcej jest na naszych murach..”. Oto próbka:
Analfabeci muszom umżedż.
Bezdomni do domu.
Białowieska się puszcza.
Bogu – co boskie. A co ludziom?
Boże spraw żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce.
Buty chodzą jak zegarek.
Co masz zrobić dzisiaj – zrób pojutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego.
Cytaty cynią  cłowieka ocytanym.
Czego Jaś się nie nauczy, z tego go przepytają.
Człowiek musi być człowiekiem, a diabeł tkwi w szczegółach.
Człowiek rodzi się mądry – potem idzie do szkoły.
Dzieci to kupa szczęścia, z przewagą kupy.
Jak sobie pościelisz to mnie zawołaj.
Jedz mniej – bramy raju są wąskie.
Jesteś tym, kim (czym) myślisz, że jesteś. Gorzej jak nie myślisz (…)

Takich produktów myśli ludzkiej jest wystarczając dużo aby się poważnie zastanowić nad możliwymi skutkami ich oddziaływań na ludzi.Zapewne zauważyli Państwo również tę informację jaką zawarłem w tytule. No to dla przykładu weźmy dla przykładu taką |Białowieską.
Wszyscy ją znają i wiedzą jak do niej trafić. Skoro różne przybytki rozpasanej muzy mają taką frekwencję, to Białowieskiej zrobiono dodatkowo wielką reklamę. Za klientami wyruszyły media, bo temat jest… – jakby to powiedzieć… bardzo nośny, a zatem może podnieść czytelnictwo prasy jak i oglądalność telewizji, zwłaszcza wśród klienteli mediów „specjalnej troski”. Nic więc dziwnego, że dla obsługi tego ruchu odnotowanego u Białowieskiej użyto również drukarzy, czyli takich korników, których nie widać, bo działają podskórnie i oddziaływają zwłaszcza podkorowo, a przy tym ryją, jak mało kto potrafi.
Białowieska zaczęła się przeciwstawiać napaści informując rząd o zagrożeniu jakie się wytworzyło. – To atak na bezpieczeństwo, które tak sobie cenimy – Zagrożona jest nie tylko Białowieska, ale i bezpieczeństwo publiczne! – rozlegały się pohukiwania ze wszystkich stron, a zwłaszcza z prawej ! Nie dopuścimy do tego aby padające drzewa uszkodziły kogokolwiek, Białowieskiej nie pomijając.
Białowieska skorzystała z najbardziej kompetentnych sił od lasów i bezpieczeństwa publicznego, od ministrów poczynając, przez zwarte i zdyscyplinowane rzesze leśników i straży leśnej, aż po sprawnych operatorów niezwykle sprawnych Harwesterów.

Dowodów mieli niezwykle dużo, zwłaszcza na potwierdzenie kreciej roboty tych paskudnych drukarzy. Zaczęło się rżnięcie i wyrzynanie oraz natychmiastowa wywózka w miejsce odosobnienia, gdzie z braku zwykłego zajęcia drukarze wymrą z nudów i nie będą zagrażać podobnym do Białowieskiej puszczom, dajmy na to Augustowskiej, Wkrzańskiej, Noteckiej, Solskiej, Sandomierskiej, Knyszyńskiej, Piskiej, Kurpiowskiej, Pilickiej, Romnickiej, Kozienickiej,Kampinoskiej, Niepołomickiej, Rzepińskiej i Gorzowskiej. A Bory, to od macochy? One też są zagrożone, bo jak się te drukarze rozpełzną po kraju to i z braku pożywienia zaczną nam atakować więźby dachowe, a wtedy co zrobimy? http://okiemprzyrodnika.blog.pl/tag/najwieksze-puszcze-w-polsce/

Żartów nie ma! Walka z graffiti, choć wciąż bezowocna, wciąż trwa. Napisy na murach też trzeba zwalczać…

 

Pogadać, dobra rzecz…

Nie jestem chyba wyjątkiem odstającym od modelu przeciętnego Polaka, ale lubię rozmawiać, a nawet się nagadać, jak mawia się o niektórych paniach. Zajmowałem się już (jak się okazuje) tym arcyważnym tematem. Właśnie dzisiaj Facebook przypomniał mi tekst o tym problemie, a ja uważając go za wciąż aktualny ponownie go tam i nie tylko tam udostępniłem. Oto fragment: Pogadać, ale z kim, ale o czym? TU CAŁOŚĆ:
„Już wiele razy spotkałem się z wyrażanym na różne sposoby ludzkim marzeniem o spotkaniu z kimś, z kim można sobie tak od serca pogadać. Zawsze w takich razach rozumiałam o co im chodzi i za jakimi rozmówcami tęsknią, gdyż sam doświadczałem takiej potrzeby. Zwłaszcza po dłuższym pobycie z ludźmi, z którymi zwyczajnie nie daje się pogadać, bo to oni gadają i to o tym, na czym najlepiej się znają, a więc o sobie, o swoich chorobach, nawykach, smakach, swoim sposobie bycia i swoim rozumienia świata, które nie dopuszcza innego spojrzenia… Często tak zajęci są tym gadaniem, że nie dopuszczają innych do głosu, a pozostali męczą się słuchając po raz kolejny ich narracji z jedynym bohaterem w tle. Często dochodzą to tego sprawy zawodowe, a więc i tematyka się zmienia, bo panowie gadają o interesach, maszynach, śrubkach, oponach, samochodach… (dodaj inne tematy z twojego otoczenia), a panie tworzą własne grono połączone możliwą do zaakceptowania przez wszystkich tematyką związana z prowadzeniem domu, dziećmi, życiem codziennym … (dodaj inne tematy z twojego otoczenia)” 

Jestem teraz w trakcie kuracji sanatoryjnej i mam doskonałe pole do obserwacji ludzkich zachowań, również i w tej delikatnej materii. Już napisałem tu o starszej pani, która podczas przewozu wózkiem inwalidzkim na zabieg opowiadała pielęgniarce o swoich potrzebach. Zacytuję ponownie te słowa:
… Bo wie pani… Jestem tu, w sanatorium, to pani pomoże mi w zabiegach, inni też pomogą… Popatrzę na ludzi, na świat wokół, zjem bez potrzeby gotowania i sprzątania, a w domu? Tam nawet mucha nie zabrzęczy. Jak było lato, to trafiały się i muchy, a teraz nawet much nie ma…
Smutno zrobiło mi się po usłyszeniu tych słów, bo wydaje mi się, że wiem co oznacza samotność. A może nie wiem tego do końca? Nie zapytałem, a teraz już jej nie spotykam.
Spotykam za to innych ludzi, z którymi dużo rozmawiam na różne tematy, ale jednak nadal jesteśmy sobie obcy i tzw. otwarcie się na drugiego człowieka jest utrudnione. Miałem kiedyś doświadczenie spotkania starszego ode mnie pana, z którym jadaliśmy posiłki przy jednym stole i prowadziliśmy nic nie znaczącą rozmowę o pogodzie, daniach, obsłudze itd., aż w ostatnim dniu pobytu, po ostatnim obiadowym posiłku nawiązała się rozmowa, z której dowiedziałem się arcyciekawych szczegółów z wojennej młodości tego pana. Stołówka opustoszała, personel uprzątnął „|dowody zbrodni” – jak mawiają o brudnych naczyniach, a my wciąż rozmawialiśmy. Nie będę tu przytaczał treści tej opowieści ale zaręczam, że byłby z tego wspaniały scenariusz na film. Takich rozmów z takim finałem przydarzyło mi się sporo i wiem, że nie zawsze jest coś, co pozwala na otworzenie się na drugiego człowieka, a wtedy potrzebne jest już tylko uważne i aktywne słuchanie.
Podobne doświadczenie przeżywam obecnie, zwłaszcza przy posiłkach w uzdrowiskowej jadalni. Wiele się dowiedziałem o poglądach współtowarzyszy, a również oni otrzymali sporo informacji o mnie. Po raz kolejny okazało się, że świat jest mały, że w podobnym czasie przebywaliśmy w odległym mieście i zdobywaliśmy podobne doświadczenia.
Rozmawiajmy, słuchajmy innych, bo każdy ma swoją opowieść, a nie każdy ma do kogo powiedzieć o czym myśli, o czym marzy i co go trzyma przy życiu,