Nieszczęścia chodzą po ludziach…

Całkiem niedawno wydarzył się w naszej gminie wypadek motocyklowy w którym młody motocyklista stracił życie. Słyszeliśmy syreny wyjeżdżających do wypadku strażaków, pogotowia i policji ale mało kto wiedział co się wydarzyło. Dopiero następnego dnia lokalna gazeta udostępniła na swojej stronie zdjęcie z wypadku  i krótki opis zdarzenia. Dzień później znalazłem na stronie Fb zdjęcia i opis wypadku mającego miejsce gdzieś na Śląsku, w którym czołowo zderzyły się dwa motocykle i to z takim samym skutkiem.    Takich zdarzeń jest całkiem sporo. Ponieważ mam w rodzinie zapalonego motocyklistę, o którego nieustannie się martwię, to każdy taki anons odbieram z gęsią skórką na plecach. Temat jest żywo komentowany, bo panuje tu wiele stereotypów. Kamikadze, dawcy organów, szalona młodzież… to tylko niektóre opinie zamykające dyskusję. Bywają i gorsze, ale nie będę ich cytował.

Zapytałem w tych dniach młodego człowieka, który namiętnie jeździ na motocyklu o jego opinię na temat dlaczego tak dużo motocyklistów ginie, podczas gdy wielu do starości jeździ na motocyklach i to bezwypadkowo. Odpowiedział:
– Decyduje główka i zbyt miękki nadgarstek… Krótko i na temat, prawda?
Postanowiłem udostępnić ten materiał na facebooku z dopiskiem:
Nieszczęścia chodzą po ludziach, a ludzie wychodzą im naprzeciw… Po chwili pojawiła się następująca rozmowa:
– Ania  Właśnie, ludzie wychodzą im naprzeciw
– Justyna Damian – Lubił motocykle i lubił się nimi bawić, zginął chociaż przy tym co lubił:( był moim bardzo dobrym kolegą), szkoda go naprawdę, bo za młody by umierać
– Ja – Śmierć jest zawsze przedwczesna
– Justyna, Damian – znał go Pan??
– Ja – Nie wiem. Nigdzie nie słyszałem jego nazwiska. Znam chłopaków, którzy go znali i teraz są niezmiernie smutni.
– Justyna, Damian – Ponad dwa lata z nim pracowałem i to był chłopak do rany przyłóż. Tak samo jego dwóch braci – też ze mną pracują . W sobotę to nie wiedziałem nawet co im powiedzieć, zwłaszcza że od kilku lat wychowywali się bez ojca i wszystko robili koło domu sami, a ten co zginął najwięcej
– Małgorzata – Jak to mówią, że dobrych ludzi szybko zabierają
– Ja – Nieznane są wyroki boskie… Nie wiadomo kto z brzegu i pierwszy w kolejce do lepszego świata
– Małgorzata – Też to słyszałem i to wielokrotnie
-Justyna, Damian – Niestety nic już na to nie poradzimy. Nie wierzę jednak, że na prostej drodze tak się stało i to bez przyczyny, zwłaszcza że on jeździł naprawdę dobrze…

Tu rozmowa się urwała. Chłopak zabrał ze sobą swoja tajemnicę, a my pozostaliśmy ze świadomością, że to jeszcze jedna głupia i niepotrzebna śmierć.
Wczoraj, gdy wracałem pomiędzy 19-tą, a 21-szą z Krakowa, to na trasie liczącej 120 km wyprzedzałem szaro-burych pieszych – bez znaków odblaskowych, rowerzystów z mało widocznymi światełkami odblaskowymi w pedałach, ale i takich w kamizelkach odblaskowych, które były doskonale widoczne. Wyprzedzałem kombajn zbożowy, prawie że nie oznakowany i kilka motocykli, w tym jeden z przyczepką zupełnie bez światełek skierowanych do tyłu. Tylko jeździć, co? Zwłaszcza w porze przełamania dnia z nocą i przelotnej choćby mżawce .

Jakoś we dwoje obserwujących drogę daliśmy radę. Zwierzęta szczęśliwie nas omijały

6 uwag do wpisu “Nieszczęścia chodzą po ludziach…

  1. Mój syn jeździ na motocyklu. Decyduje czas. Samochodem czy komunikacją miejską musiałby tracić dziennie na dojazd i powrót z pracy około 3 godzin. Motocyklem znacznie mniej. Czasem o połowę krócej. Boję się, bo stłuczek i poważnych wypadków z udziałem motocyklistów w Warszawie wiele. Ale moje lęki, moje argumenty nie działają. Pewnie też to lubi. Niby jeździ rozsądnie, ale to, jak pokazuje analiza wielu wypadków, nie wystarcza. Nie wiem, jakie jest wyjście. Ścieżki motocyklowe?

    Polubienie

  2. Gdyby użytkownicy dróg w czasie jazdy myśleli, gdyby stosowali się do obowiązujących reguł, gdyby … wypadki, tragedie byłyby rzadkością. Do tego brawurę młodych, mamy nieszczęście gotowe. Tato kupi „furę”, motocykl, wypada się pokazać kolegom, dziewczynie, brak doświadczenia, zmienne warunki na drodze, rzęchy na drodze, inni szaleńcy … i … rozpacz ! Warto coś z tym zrobić ! Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  3. ~Brzoza pisze:

    Kilka lat temu motocyklista, ktory bezpiecznie przejechal autostrade- czekal na zjazd w kierunku mojego miasteczka. Byla to sobota, a on – kolo 40 tki , mial bardzo dobry nastroj. Czekajac na czerwonym swietle- usmiechniety, pomachal do kierowcy auta. Bardzo szybko skrecil w lewo i pojechal w sina dal … Nie byla to dluga podroz. Za to ostatnia w jego zyciu … Kilka ulic dalej- lezal przwrocony motocykl a obok kask tego czlowieka … Pamietamy to do dzisiaj … To byl obcy czlowiek … a jednak.

    Polubienie

    • Niepotrzebna i głupia śmierć. Tak, jak i w mojej opowieści.
      Czy to nauczy kogoś większej ostrożności?
      Obserwuję młodych ludzi „palących gumy”, kreślących kółka na asfalcie, podrywających motocykl aby przejechać kawałek na jednym kole itd. itp.Te ślady „zuchostwa” są dość trwałe i przypominają przechodniom o tym co się tam działo. To nie odstrasza, a wręcz przeciwnie. Zachęca do spróbowania się z motorem i samym sobą.
      Pozdrawiam Brzozo i dziękuję za odwiedziny

      Polubienie

  4. Może mam mniej szczęścia, ale do tej pory nie spotkałam młodego motocyklisty jeżdżącego przepisowo. Zawsze wymijali na pełnym gazie, tzn. ile dała maszyna w fabryce, zawsze się spieszyli i ten przerażający pisk opon, kiedy mijają, a skręt prawie na leżąco… Sama kiedyś jeździłam na motorze, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by dać popis szybkości. Niedawno czytałam o dwóch uczniach Technikum Mechanicznego, zderzenie czołowe, na szosie byli tylko oni, niestety, jeden nietrzeźwy.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubienie

    • Ja mam prawo jazdy ma motocykl, ale ostatni raz jechałem motorem jeszcze w szkole średniej. Spróbowałem na SHL -ce, którą kolega dostał od rodziców za wyniki w nauce. Tak miło się jechało, wahacze mięciutkie, balans ciałem wystarczał aby wchodzić w zakręty…
      Przy kolejnej próbie takiego skręcania o mało nie skosiłem kolanem hektometru stojącego obok szosy. Udało mi się wyprostować jazdę, wyhamować i oddać motor koledze bez uszkodzeń. Więcej już nie wsiadłem. Był to rok 1966, gdzieś koło Gdyni gdzie byliśmy na praktykach.
      Pamiętam do dzisiaj rodzaj paraliżu uniemożliwiającego mi wahnięcie ciała w przeciwną stronę

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.