Szpital to miejsce gdzie reperują nasze zdrowie, ale i uczą nas rozumu

Szpital 136

Niemal tydzień poleżałem sobie w naszym szpitalu na oddziale, na którym przebywałem również 10 lat temu. Miałem więc okazję do ciekawych porównań. Z satysfakcję odnotowałem radykalną poprawę warunków pobytu chorych, wyposażenie sal w nowoczesne łóżka i łazienki, a gabinetów w sprzęt diagnostyczny. Kiedyś dla sprawdzenia w jakim stanie jest mój kręgosłup wieziono mnie zdezelowaną karetką do Kielc, a teraz sprzęt do tomografii i rezonansu mamy na miejscu. Personel lekarski (w większości ten sam) zapewniał mi wszystko co potrzebne aby mi pomóc. Jedzenie wprawdzie dość daleko odbiega od oczekiwań, ale jest na ogół smaczne i uprzejmie podawane chorym o przyzwoitym czasie. Jest okazja zrzucić trochę z wagi, a więc raczej nie spotkałem utyskiwań wśród współtowarzyszy niedoli. Wszędzie czysto i świeżo pachnie środkami dezynfekcyjnymi. Tylko chorować…
Dużo czytałem, bo nadrobiłem zaległości w czytaniu trzech ostatnich tygodników Angora i ostatniej Polityki. Do tego coś o zdrowiu, zwłaszcza w obszarach mnie interesujących. Wiele też dowiedziałem się o chorowaniu i o tzw. życiu od leżących w tej samej sali panów. Byłem usatysfakcjonowany i dałem temu wyraz dziękując za wspaniałą opiekę pielęgniarkom, jak i paniom, które przygotowały dla mnie dokument wypisu. Panie były lekko zaskoczone, ale na szczęście nie żegnały mnie tradycyjnym „Zapraszamy ponownie”.
Laurka dość rzadka, nieprawdaż?
Nurtuje mnie jednak pewna sprawa, o której opowiedział mi pan leżący na łóżku stojącym naprzeciw mojego. Otóż gdy leżał podłączony do różnych urządzeń na OJOM – e zdarzyła mu się taka przygoda.
W kratę zamocowaną w oknie wykonaną na wzór słońca wysyłającego długie promienie wbiła się główką jaskółka. Uwięzła nieszczęsna i szarpała się jakiś czas. Mój rozmówca, człowiek o gołębim sercu chciałby jej pomóc, ale ta aparatura… Poprosił więc pielęgniarkę, która przyszła sprawdzić podłączoną kroplówkę, aby otworzyła okno i pomogła biednemu ptaszkowi wydostać się z pułapki. Nie znalazł jednak u niej zrozumienia.
– Nie mam czasu – odpowiedziała.
– Cóż jej szkodziło panie otworzyć i unieść ręką w górę ptaszka – pytał poirytowany. Któryś z chorych dopowiedział:
– Może nie lubiła zwierząt i dlatego nie chciała jej pomóc?
Jeszcze inny chory zabrał głos:
– Przecież jej zawód polega na pomaganiu innym w potrzebie. To jak ona tak mogła?
Rozmowa na tym się urwała, ale nierozstrzygnięta kwestia nadal mnie nurtuje dlatego postanowiłem o tym napisać.

28 uwag do wpisu “Szpital to miejsce gdzie reperują nasze zdrowie, ale i uczą nas rozumu

  1. A może za opiekę nad chorym jej płacą, więc musi się nim zająć, nad ptakiem nie, więc nie musi.?
    A może do cierpienia można przywyknąć na tyle, by w ogóle go nie odczuwać?
    Brak empatii u pielęgniarki przeraża.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubienie

  2. A może – oprócz braku emaptii i pomocy dla ptaszka , zwyczajnie – jako odkażona osoba ,nie powinna się stykac z dzikimi zarazkami?? Ale pomóc powinna…. Czasami się zastanawiam nad naturą ludzką

    Polubienie

    • Dbałość o aseptykę jest tam bardzo wysoko postawiona. Panie używają rękawiczek i środków dezynfekcyjnych dostępnych w każdym miejscu.
      Ja rozumiem każde uzasadnienie na tak i na nie.
      Dziękuję i pozdrawiam

      Polubienie

    • Tatul pisze:

      Tak właśnie pomyślałem.
      W tamtym szpitalu odganiają jaskółki wiszącymi na tych kratach właśnie wiązkami kolorowych plastikowych tasiemek, aby nie budowały sobie gniazd. Może to wprowadza taki klimat?
      Pozdrawiam

      Polubienie

  3. Obronię pielęgniarkę. Czasem tyle na głowie, przełożona jeszcze dowali ostrym słowem, w domu mąż z problemami i dziecko z anginą. Wystarczy. Przeleje się.Pielęgniarki mają naprawdę bardzo dużo obowiązków a o podwyżki walczą od lat. Był to zły dzień pani pielęgniarki. Natrafiałam na bardzo dobre pielęgniarki, było to trochę lat temu, ale mysle, że to zawód z powołania. Czasem tylko trudno dźwignąć problemy. Zdrowia życzę, Tatulu 🙂

    Polubienie

      • Będę się upierać, że jednak pielęgniarka powinna zawodowo dbać również o psychikę pacjenta. Jeśli ptak mu przeszkadzał (nieważne z jakiego powodu) należało pacjentowi ulżyć. A że jaskółce przy okazji również…

        Polubienie

  4. Szpital, lekarze, pielęgniarki, chorzy, ptaszki, wszystko w jednym. Każdy ma swoje prawa i obowiązki. Inaczej spojrzymy na ptaszka, inaczej na komara, osę. Do tego ludzka wrażliwość. „Bez pół litra, nie rozbierzesz”, życie i zdrowie ludzkie na pierwszym miejscu, ptaszek później. I on doczekał się wolności. Pozdrawiam. 🙂 🙂

    Polubienie

  5. ~Iwona Zmyślona pisze:

    Zmienił się wygląd szpitalnych sal i wyposażenie w sprzęt medyczny, to cieszy. Jednak personel medyczny sposobu myślenia nie zmienił: przy pacjencie zrobić to co konieczne, by przełożona pielęgniarek lub lekarz nie zwrócili uwagi, że coś zaniedbała. Poza tym człowiek umie mówić, więc nie daj Boże skargę złoży, że był źle traktowany. A ptaka można olać, bo tylko lata, brudzi i czasami świergot jakiś wyda. Dobrze, że przyroda swoją mądrością i umiejętnością wychodzenia z opresji się kieruje.

    Polubienie

  6. Na moje służba zdrowia działa bardzo źle w sensie to jest wszystko źle zarządzane powinni się za to zabrać i ogarnąć jakoś sensownie u mnie w mieście też jest szpital i też każdy boi się właśnie do niego trafić.

    Polubienie

  7. mrfoobaar pisze:

    Ogólniak. Julicie dokuczały różne problemy zdrowotne. Była jedną z pierwszych beneficjentek wszelkich chorób sezonowych. Kiedy źle się czuła maszerowała do higienistki, a ta delegowała ją do domu. Zbierała rzeczy z internatu i maszerowała w stronę dworca. Rzadko kiedy poinformowała o tym fakcie kogokolwiek. Ludzie myśleli, że gdzieś zaginęła czy coś. Ulżyło mi, kiedy udało mi się do niej dodzwonić. Prosiła abym nie przyjeżdżał. Pytałem czemu. Ona nie potrafiła nigdy podać jakiegoś sensownego uzasadnienia. Ciekawość i tak zwyciężała.

    Na wizytach domowych pojawiała się pani Kinowa. Dobrze ułożona pielęgniarka ze sporym doświadczeniem. Swoje usługi wyceniała na “co łaska”. Dlatego wzywano ją do każdej drobnostki. Kobieta nie potrafiła odmówić. Na pacjentów, którzy nadużywali jej dobroci miała swoje sposoby.

    Wiosna. Słonce może nie rozpieszczało, ale było już ciepło i zimowe ubrania powędrowały do szafy. Julita miała zniesiony reżim łóżkowy. Wzięła kąpiel. Pomagałem gotować wodę, bo bojler coś nie domagał. Ciotka poleciła jej, aby ubrała się odpowiednio przed wizytą domową. Pani Kinowa zjawiła się jakoś po południu. Poczęstunek w salonie. Rozmowa nie kleiła się więc przeszliśmy do merytorycznej części spotkania. Termometr pod pachę. Ciśnienie. Wszystko w normie. Chwyciła za stetoskop. Dziewczyna wstała z krzesła. Podeszła do okna. Obróciła się tyłem. Nieśmiało zdjęła sukienkę. Stetoskop poszedł w ruch. Wdech, wydech. Nic szczególnego nie usłyszała. Można się ubrać. Otworzyć usta, szpatułką przytrzymuje język. Nieświeży oddech oraz nalot na języku to przesłanki do wywołania wypróżnienia. Panuje grobowa cisza. Pacjentka rozbiera się. Ma na sobie tylko stanik i majtki. Ostatniego skrawka materiału pozbywa się, kiedy pielęgniarka wkracza do pokoju z irygatorem. Kładzie się na boku obrócona twarzą do ściany. Pani K. pyta co chwilę “czy wchodzi”, a w odpowiedzi słyszy ciche “tak”. Po kilku minutach jest po zabiegu. Pacjentka musi potrzymać zawartość w sobie. Sprint na porcelanę, gdzie spędza z jakąś godzinę. Pielęgniarka uszykowała kolejną wlewkę tyle, że tym razem sama woda bez mydła.

    Miał być wstyd, upokorzenie, a może nawet i łzy czy nawet płacz. Tymczasem pacjentka oznajmiła, że to był dobry pomysł. Czuła się lekka. Poza tym koleżanki namawiały ją, aby zrobiła sobie wlewkę, bo podobno takowa pomaga schudnąć. Plan pani K. spalił na panewce.

    Polubione przez 1 osoba

      • mrfoobaar pisze:

        Do dziś nie wiem czy pani Kinowa faktycznie tak się nazywała czy była to ksywka z racji, że lubiła upokorzyć w taki czy inny sposób niepokornych pacjentów.

        Polubienie

      • Ładnie i składnie piszesz. Mam wrażenie, że są to fragmenty jakiejś większej całości, które pozwalają przećwiczyć prowadzenie narracji zanim zabierzesz się do napisania powieści. Czy dobrze kumam?

        Polubione przez 1 osoba

      • mrfoobaar pisze:

        Przyznam, że nie mam machtu na prowadzenie bloga. Sama treść to nie wszystko. Gdzieś to trzeba wypromować, uzbierać masę krytyczną, dorzucać do tego pieca. Za duże poświęcenie, za duże ryzyko, za mało efektów.

        Polubienie

      • mrfoobaar pisze:

        Fakty pokazują, że sporo ludzi posługuje się językiem w sposób ekstraordynaryjny. Wydawnictwa dostają nie małe ilości zapytań o publikację takiego czy innego projektu. Sama umiejętność pisania to za mało w obecnych realiach. Trzeba umieć stworzyć wirtualnego odbiorcę. Kreować pod niego treści. Zrobić z rzeczywistością zakład, że godziny poświęcone na takie działania wygenerują jakieś benefity.

        Jak patrzę na ten rynek to mam wrażenie, że jest więcej autorów i ich dzieł niż potencjalnych odbiorców którzy są w stanie skonsumować te treści.

        Nie mam ochoty się w to bawić. Mam swoje pole na tej planecie. Uprawiam je. Na raziw wystarczy.

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.