Takie będą nasze rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie…

Jesteśmy już po uchwaleniu Ustawy o Reformie Edukacji, a przed jej podpisaniem przez prezydenta. Z frontu walki docierają jeszcze pomruki zgłaszanych przez rodziców i przez Związek Nauczycielstwa Polskiego sprzeciwów przeciwko wygaszaniu gimnazjów. Dobiegają również  odgłosy nadziei na to, że prezydent tym razem nie podpisze i wszystko pozostanie po staremu. W tej atmosferze rozdyskutowania dość często pojawiają się różne materiały mówiące o tym, że jest dobrze, a nawet jeszcze lepiej, bo wyniki 15-latków satysfakcjonują, bo gdzieś tam w świecie jest jeszcze gorzej niż u nas…
W tej rozedrganej debacie pojawił się nagle na Fejsbuku ciekawy materiał:.
Ja się z tym zgadzam. Potrafiłem te 11 zasad przeczytać ze zrozumieniem jak i pojąć to, co napisano pomiędzy wierszami. Postanowiłem więc udostępnić na swoim koncie, gdzie wciąż zagląda całkiem sporo byłych uczniów w nadziei na ciekawą dyskusję. Wśród komentarzy do powyższego wpisu pojawiła się wkrótce opinia dziennikarza z Chicago:

– Lachowski Dariusz – No, the above-cited list of „Rules Kids Won’t Learn in School” didn’t originate with former Microsoft CEO Bill Gates. This list is the work of Charles J. Sykes, author of the 1996 book Dumbing Down Our Kids: Why American Children Feel Good About Themselves But Can’t Read, Write, Or Add. Tłumaczenie tego wpisu w wersji automatycznej brzmiało następująco: – Nie, wyżej wymieniony wykaz „zasady dzieci nie będą się uczyć w szkole” nie pochodzą z firmy Microsoft Ceo Bill Gates. Ta lista jest dziełem Charles J. Sykes, autora książek zajmujących się upraszczaniem edukacji naszych dzieci: Dlaczego amerykańskie dzieci mają dobrą opinię o sobie, ale nie potrafią czytać, pisać, lub dodawać.
Podjąłem dyskusję następującym zdaniem
– Czesław – Taki sobie montażyk zmajstrowano?
– Lachowski Dariusz – Tak, właśnie
– Czesław –  Dzięki za sprostowanie. To ważne kto jest autorem, ale jeszcze ważniejsze aby dotarło do kogo trzeba. Pozdrawiam
– Lachowski Dariusz – treść również pełni tu ważną rolę, pozdrawiam
– Marianna Celina Borsut – Pouczający tekst dla Takich, na których nie powinniśmy pracować…

Poszukałem w Internecie owego Charlesa J. Sykesa i oto co znalazłem : http://poradnikpsychologiczny.com/?p=1536  Zachęcam do przeczytania opracowania tematu na jaki dałem się nabrać. Niezbyt forsowne ćwiczonko, a temat jest dobrze wyłożony przez  Janusz Wróbla – praktykującego psychoterapeutę, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek „Contact” (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact)
Gdyby się Państwu nie chciało zaglądać pod link, to zamieszczę tu jednak skrót tła dla oceny amerykańskiego problemu edukacyjnego. Otóż tak to wyglądało:
W 1989 roku przeprowadzono serię testów z matematyki wśród trzynastolatków z sześciu krajów: Stanów Zjednoczonych, Korei, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Irlandii i Kanady. Do zadań testowych dołączono zdanie „jestem dobry z matematykiNajwięcej, bo aż 68% amerykańskich uczniów, uznało to zdanie za prawdziwe; najmniej, bo tylko 23% Koreańczyków zgodziło się z tym stwierdzeniem. Jeśli chodzi o wyniki testu z matematyki, najlepszymi okazali się Koreańczycy, uczniowie amerykańscy zajęli natomiast ostatnie miejsce. Education: Doing Bad and Feeling GoodEdukacja: radzi sobie źle, czując się świetnie”), wywołał trwającą już parę dekad dyskusję na temat stanu amerykańskiego szkolnictwa. Rozpoczęty w latach sześćdziesiątych trend w amerykańskim szkolnictwie, polegający na obniżaniu wymagań wobec uczniów, tak by ich nie stresować wymaganiami i współzawodnictwem, nie urażać ich ambicji i nie obniżać samooceny, doprowadziło do kompromitujących efektów, szczególnie w podstawowym i średnim szkolnictwie uboższych dzielnic wielkomiejskich, które zaczęły wypuszczać ze szkół niedouczonych absolwentów, często wręcz pół-analfabetów (podkreślenia moje).
Czy sygnały docierające z naszego rynku edukacyjnego są inne?
To na tym gruncie sformułowano owe 11 zasad, które ktoś przypisał tu Billowi Gatesowi i jego firmie Microsoft, mimo że autorem jest cytowany przez pana Dariusza Charles J. Sykes . Argumentuje on za tym, że:
szkoła nie przygotowała go do wyzwań prawdziwego życia. Kiedy do niej chodził, jego nauczyciele troszczyli się nie o wiedzę, ale o samopoczucie ich ucznia. W rezultacie, kiedy przyszło mu zmierzyć się z wyzwaniami realnego świata, Charles Sykes poczuł się kompletnie zagubiony. W swojej książce, zawarł więc apel do młodego Amerykanina, zawierając w 11 zasadach to, czego w szkole się nie nauczył. Do tej pory krążą one w Internecie, gdzie mylnie przypisywane są  Billowi Gatesowi, który miał rzekomo przedstawić je podczas uroczystości zorganizowanych na zakończenie nauki w jednej ze średnich szkół. Wszyscy wiedzą, że Bill, tak jak paru innych wynalazców funkcjonujących w sferze IT nie w szkołach posiedli swoją wiedzę i nie im zawdzięczają swój sukces, którego beneficjentami stali się ludzie całego globu.

Tak, czy inaczej, to warto pochylić się nad sformułowanymi tam zasadami i dopóki jeszcze można, to postarać się o to aby przyswoiły je nasze dzieci lub wnuki. „Naprawdę szkoda czasu na młodość” – przynajmniej tak pojmowaną jak w przytoczonych przykładach.
Jako swoiste poszerzenie bazy do rozważań pozwolę sobie jeszcze zacytować nieco wcześniej udostępniany materiał na temat naszych dzieci, które nie ze swojej winy są takie jakie są: http://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie-ktore-nie-wiedza-kim-sa-i-dokad-zmierzaja.html Wstępniak brzmi zachęcająco:
Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką, czy wzięciem odpowiedzialności za innych. Oto fragment z tego artykułu:
„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć/…/
Inny fragment tekstu sformułowany przez kogoś ze strony opiekunów:
Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży. – Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy. Jeszcze jeden  fragment tzw. tła:

…Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze Internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7. O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo, że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność…

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa ekspertka. Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

– Przydługie – prawda?
– Menconce – jak padał pewien Gazda, który jak sobie siedzioł przed chałupą, to casem tylko sobie siedzioł, a casem jednak siedzioł i myśloł. Bo podobnie do ks. Józefa Tischnera rozum uwozoł za coś najważniejszego:

 

23 uwagi do wpisu “Takie będą nasze rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie…

  1. Ja tutaj występuję jako były uczeń, który w sumie przez 18.5 roku pobierał nauki. Ja znowu swoje. Uczyć podstaw, później rozszerzyć nieco horyzonty, na koniec zając się szczegółami. Orłów koncentrować i ich szlifować. Do tego potrzeba przede wszystkich prawdziwych, kompetentnych nauczycieli. Takich z powołania, z wiedzą, umiejętnościami. Rugować tych co nie chcą i nie potrafią. W mojej ocenie programy to wtórna sprawa. Obie strony procesu nauczania powinny chcieć, jedni nauczać, drudzy się uczyć. Tak ja właśnie o tym myślę. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    • Mało które dziecko tak spontanicznie chce się uczyć i do tego jeszcze tego, co narzuca szkoła. Spora tu rola rodziców. Nie tylko u nas w Polsce. Dlatego cytowałem te 11 zasad z USA. Zapewne wiesz jak cenią sobie polską szkołę emigranci z USA. Wciąż słyszałem oceny, że nasza zawodówka dostarcza więcej wiedzy niż ich High shool

      Polubienie

  2. Strzał w dziesiątkę.
    Chyba zbyt troszczono się, „aby nie obrazić ucznia”, na dalekim miejscu stawiając „aby go nauczyć”. Poziom drastycznie spada, autorytet nauczycieli również. Bo czym nauczyciel może zaimponować ? Nic mu nie wolno. Ósmoklasiści mieli poważny problem z tabliczką mnożenia. Pisałam kiedyś o pracownicy, studentce III roku Politechniki. To, że robiła potworne błędy, myslałam: ścisły umysł. Ale gdy zleciłam jej wyliczenie zużycia paliwa w samochodach służbowych, patrzyła na mnie, jak na kosmitę. Podpowiedziałam: prosty układ równań. Też nic z tego nie zrozumiała. Studia skończyła.
    Inny pracownik studiował zaocznie. Świadectwo maturalne – średnia ocen :2. Ciężko kumaty. I co ? Nie dosyć, że skończył studia, to zrobił doktorat. Niestety, bez pracy. czemu sie nie dziwię. Wyższe wykształcenie zdewaluowało się od lat. Poszliśmy na ilość. A jakość nie nadążyła, niestety. Z wielką szkodą dla nas wszystkich. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    • Witaj

      Jako mama, która przeszła przez kilka etapów edukacji swojego syna niestety muszę stwierdzić, że nie tylko poziom nauczania się obniżył, ale też sposób traktowania i podejście do ucznia. W dzisiejszych czasach dzieciaki są zupełnie inne niż dawniej, dlatego potrzebna jest chęć poznania ucznia i jeśli sytuacja tego wymaga indywidualnego podejścia. Nie ma zrozumienia ze strony grona pedagogicznego chociaż powinni oni posiadać konkretne zaplecze edukacyjno – wychowawcze. Niestety mieliśmy kilka przykrych sytuacji ze strony nauczycieli wobec syna, nad którymi do tej pory nie umiem przejść do porządku dziennego. Wydaje mi się, że nauczyciele posiadający pewne wykształcenie i przygotowanie zawodowe powinni dawać dzieciakom jak najlepszy przykład dobrego zachowania i umiejętności edukacyjne oraz zapewnienie uzdolnionym uczniom odpowiedniego przygotowania i pokierowania by mogło dalej w odpowiedni sposób wzbogacać swoją wiedzę i zainteresowania w danym kierunku. Często odnoszę takie wrażenie, że większość nauczycieli dostało ten zawód i możliwość kształcenia przyszłego pokolenia za karę. Niektórzy patrzą tylko żeby za przeproszeniem odbębnić te swoje godziny i tyle. Zero zaangażowania. Ja przepraszam jeśli zabrzmiało to jak generalizowanie, ale niestety takie niekorzystne są moje obserwacje, chociaż bardzo bym chciała by było inaczej i bym się myliła.

      Pozdrawiam

      Polubienie

      • Tatul pisze:

        Reforma szkolnictwa, to również weryfikacja zatrudnionych tam kadr. O tym akurat mało się mówi, ale PiS pokazał jakie kryteria doborub są najważniejsze. Wkrótce się dowiemy

        Polubienie

  3. Niestety ciężko jest o dobrego nauczyciela, by umiejętnie i sumiennie przekazał wiedzę, zachęcił tematem, a szkoda, bo jest na prawdę sporo takich dzieciaków i młodzieży, którzy są uzdolnieni i chłoną wiedzę jak gąbka. Mój syn poszedł teraz na studia zaoczne i miał taką cichą nadzieję, że czegoś ciekawego się dowie, nauczy. Niestety jest zawiedziony, bo wykładowcy się nie wysilają tylko przedstawiają prezentację na laptopie lub czytają z internetu i tyle. Po prostu totalna kpina tym bardziej, że takie studia kosztują, a tak na prawdę jak się młodzi sami nie nauczą i nie wezmą korepetycji, to nie mają szans na zaliczenia. To się oczywiście tyczy nie tylko szkół wyższych. Dzieciaki uzdolnione by się wybić, by coś osiągnąć muszą już od szkoły podstawowej chodzić na korepetycje i dodatkowe zajęcia. Nasz syn był uznany w szkole za uzdolnione i inteligentne dziecko. Pani wychowawczyni coś tam napomknęła, że powinien iść specjalnym programem dla wybitnie uzdolnionych dzieci i w sumie na tym się skończyło. Syn poszedł do jak się potem okazało słabego gimnazjum i tam się popsuł i rozleniwił. No cóż błędu edukacyjnego już nie poprawimy. Mamy nauczkę i pewne z tym związane doświadczenie, ale czasu nie cofniemy i teraz tylko wspieramy syna by się. zmobilizował i nie rezygnował ze studiów.
    Szkoła podstawowa, do której chodził syn ma wysoki poziom nauczania i myślę, że gdyby w niej został i nie poszedł do gimnazjum, na pewno byłby lepiej zdyscyplinowany i miałby większe ambicje.

    Jestem jak najbardziej za likwidacja gimnazjów, bo one wprowadzają tylko w świat dzieci niepotrzebny zamęt. Nowa szkoła, nowi nauczyciele i koledzy to zbyt duże obciążenie emocjonalne, mieszanina dzieciaków z różnych środowisk i miejsc jest przyczyną wielu konfliktów między uczniami i w relacji uczeń, a nauczyciel. Często dzieci nieświadomie tak jak mój syn trafiały z lepszej szkoły do gorszej. Niby jest możliwość przeniesienia dziecka, ale tak na prawdę nie wiadomo, czy nie trafi się z deszczu pod rynnę i wiąże się to z kolejnym stresem dla dziecka.

    Polubienie

  4. Ja mam dwa spostrzeżenia, może trzy.
    Pierwsze jest takie, że brakuje nauczycieli z pasją, którzy nie będą chcieli odfajkować swojej roboty, ale zaciekawić uczniów, przekazać im wiedzę w ciekawy sposób.
    Drugie to fakt, że uczniowie dzisiejsi, to nie to co kiedyś. Nic ich nie interesuje, nie mają szacunku do starszych ani do siebie nawzajem, a słowa takie jak ambicje czy aspiracje są dla większości obce.
    A spostrzeżenie nr trzy to fakt, że jedna władza, to jeden program a następna to następny. Każda zmiana sprawia, że tworzą nam się pokolenia niedouków i durniów, mówiąc dosadniej. A o tym, że planuje się uczyć historii pomijając/przekręcając historię, nawet nie będę wspominać.

    Polubienie

  5. Jak dla mnie, to likwidacja gimnazjów jest zbędna. Pamiętajmy, że to wszystko idzie z naszych pieniędzy, bo ktoś musi pokryć koszty. Znikające gimnazjum to znikający państwowy zakład pracy co się wiąże z wypłatami dla wszystkich pracowników tzw. odchodnego. Ale trzeba patrzeć pozytywnie na przyszłość. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  6. ~gordyjka pisze:

    Witaj Tatulu :o) Jak widzisz skorzystałam z zaproszenia…;o) Mam taką dziwną zasadę w życiu, że staram się brać wszystko „na rozum”, a nie „na wiarę”…Amerykanie od zawsze bardzo cenili sobie „samozadowolenie”, może klimat temu sprzyja…;o) Ich „najwyższe”, „najlepsze”, „najszybsze” jest wręcz wpisane do tradycji…
    Moje Dzieciaki jeździły na obozy harcerskie, szorowały kotły piaskiem, myły się w jeziorze, i przeżyły pod namiotami trąby powietrzne…Mają się nieźle…A wakacje „z trąbą” uznają za najbardziej udane…
    Pierworodny rzucił studia na prestiżowej Uczelni, bo praktyka, którą znał (wyrastał między Praktykami), miała się nijak do teorii, którą musiał bezcelowo wykuwać na pamięć…Przez trzy lata „walczył z wiatrakami” i odpuścił…Teraz pracuje (mimo braku dyplomu) i robi to co umie, i co lubi…Edukacja ma rozwijać zainteresowania, ma rozwijać inwencję…Tak jak napisałeś…Kiedyś nam zazdroszczono poziomu wykształcenia…Wszystko mija…;o)

    Polubienie

    • Już nadrobiliśmy poziom wykształcenia i wskaźników tzw. skolaryzacji bardzo skoczyła w górę. Szkoda tylko, że odbyło się to kosztem poziomu kształcenia. Każdy kto zaczynał studia ten miał szansę na zdobycie „kwitu na inteligencję” . Doskonale zastępującego dyplom zwłaszcza paniusiom, które nie musiały pracować, a mogły się okazać dyplomem potwierdzającym posiadanie wyższego wykształcenia. Wystarczyła umiejętność postępowania wg.formuły: Kopiuj – wklej, czytaj Ctrl A+ Ctrl V i magistra będziesz miał.
      To będzie się zmieniać, bo wstyd posiadania najlepszych uczelni na poziomie 500 miejsca w rankingach światowych staje się dotkliwym balastem wizerunkowym.
      Wreszcie coś drgnie w szkoleniu zawodowym

      Polubienie

  7. ~Marek Jan pisze:

    Ideologizacja szkoły to zdaje się być cel obecnej władzy, oby jak najkrócej władającej.
    W kręgach opozycji mówi się o tym, że młodzież wiejska najbardziej ucierpi na likwidacji gimnazjów, bo poziom szkół wiejskich jest jaki jest ( nauczycieli zresztą na ogół też ) więc zamiast wyrównywania szans, będą pogłębiane różnice w poziomie wykształcenia między wsią a miastem.

    Tylko czekać jak młodzież będzie musiała wkuwać na pamięć myśli „zwykłego posła” Kaczyńskiego a może się wprowadzi rodzaj „czerwonych książeczek” ( na wzór myśli Mao), gdzie myśli owej „krynicy mądrości” będą skrupulatnie spisane a młodzież szkolna będzie to wkuwała na pamięć i recytowała przy każdej okazji, na wzór niektórych lizusów będących posłami czy urzędnikami PiSu?

    Polubienie

    • Musimy to przeżyć aby doświadczyć istoty postulowanych zmian w naszej edukacji. Nie sądzę aby dało się wtłoczyć młodzież, studentów, nauczycieli, a przede wszystkim rodziców w ramy ideolo rodem z XIX wieku.
      Nie z nami takie numery.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  8. Sama pisałam o zasadach Gatesa i jestem nie tylko za powieszeniem za powieszeniem listy 11 zasad w szkole, ale wręczeniem również rodzicom, ponieważ nadopiekuńczy rodzice chronią zbyt długo swe dzieci przed wysiłkiem. Potem te dzieci będą okupować kozetki psychologów.
    Od szkoły wymagam, by uczyła samodzielnego myślenia, kojarzenia faktów, umiejętności uzasadniania racji, szanowania poglądów innych itp. Tymczasem dostaje się informacje stąd – dotąd i trzeba je opanować pamięciowo.Brr. Nie ma co się szczycić, że w pamięciowej informacji jesteśmy w czołówce, kiedy wystarczy patrzeć gołym okiem, jacy mądrzy jesteśmy.
    Zasyłam serdeczności.

    Polubienie

    • Te 11 zasad sformułowanych przez Charles J. Sykes , a nie Gatesa http://poradnikpsychologiczny.com/?p=1536 są adresowane do rodziców. Lata lecą, a niewątpliwy wstrząs społeczny jaki nimi wywołano nie przyniósł zmiany w podejściu do sposobów kształcenia. Obecny prezydent USA jak i Polski, a wkrótce pewnie i Francji są beneficjentami systemów edukacyjnych, bo potrafili zrobić użytek z postaw obywatelskich swoich wyborców. Nie będą więc zainteresowani zmianami. Po co zmieniać coś, co działa coraz sprawniej dając głosy i władzę. Kto ma dziś perspektywę rządzenia sięgającą poza granice kadencji?
      Tylko rodzicom powinno na tym zależeć.

      Polubienie

  9. ~Antoni Relski pisze:

    Niestety Pan Prezydent podpisał. I złudne okazały się nadziej w małżonce nomem omen nauczycielce.
    Nie mam dzieci w wieku szkolnym ale wcale nie jestem od tego bardzie spokojny
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • Tatul pisze:

      Ja myślę podobnie chociaż już nie nie uczę. Wnuki są w USA i w Polsce, a więc w obydwu przytaczanych modelach edukacyjnych.
      Opinie pojedynczych ludzi mało znaczą, niestety

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.