Chicago. Moje spotkania z ludźmi

Dzisiaj spróbuję opowiedzieć o spotkaniach z ludźmi, które z różnych względów zapadły mi w pamięć. Myślę, że warto utrwalić tamte przeżycia zanim zdominują je wrażenia z następnych spotkań z innymi ludźmi. Pierwsze z nich dotyczyło uroczystości, na którą przyjechaliśmy, a właściwie to przyjęcia zorganizowanego wspólnie przez nasze dzieci i zaprzyjaźnioną z nimi rodzinę górali. Ponieważ kultywują tradycje rodzinnych stron, to zarówno w kościele jak i na przyjęciu dla rodzin występowali w strojach ludowych.    Kulminacją wieczoru był występ góralskiej kapeli, o której wiedziałem tylko tyle, że … – Może wpadną pograć i pośpiwać. Gdy wpadli, zagrali i zaśpiwali, to mój sąsiad przy stole przerwał interesującą dla mnie rozmowę o ekonomii i polityce i poszedł ich nagrywać z bliska. Więcej nie wrócił na swoje miejsce obok mnie. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i sobie pogadamy. W dalszej części wieczoru  zostaliśmy przedstawieni protoplaście rodu, panu Czesławowi i jego żonie. Odtąd mieliśmy już stałe towarzystwo i jak się okazało wiele tematów do obgadania. Zaczęło się od tego skąd pochodzimy, na jak długo przyjechaliśmy, czym żyjemy i tak powoli doszliśmy do tematu zdrowie. Opowiadałem o swoich i  naszych obawach jakie opadły nas przed decyzją o locie, a mój rozmówca słuchał, kiwał ze zrozumieniem  głową, aż wreszcie przejął inicjatywę komunikując mi to słowami:
No to teroz jo wom opowim o swoim zdrowiuzapowiedział
   No i opowiedział, o sercu, które sporo przetrzymało, a działa tylko dzięki sprawnym rękom kardiochirurgów i kilku sprężynkom oraz bypassom jakie mu wszczepili w dwóch operacjach, które przeżył. Opowiedział o zakazach i ograniczeniach żywieniowych jakie nakazali mu lekarze jak i o tym na ile słucha się tych wszystkich poleceń. Opowiedział o obecnym swoim życiu zorganizowanym na nowo na przedmieściach miasta gdzie mając odpowiednie warunki założyli sobie  z żoną małe gospodarstwo, w którym nie tylko ptactwo domowe, ale nawet „owiecki majom”. Słuchałem, słuchałem i trochę mu zazdrościłem tego podejścia do sielskości życia jakie znał w dzieciństwie i do jakiej tu powrócił. Fantazja go nie opuszcza. Jeszcze zatańczył, jeszcze wzniósł toast  przy okazji dzielenia świątecznych tortów i nie stosował się do zaleceń żywieniowych lekarzy, czym budził sprzeciw siedzącej obok i mającej na wszystko baczenie żony. Napominała go delikatnie, a on uśmiechał się i robił swoje.

Miałem też inny temat do obgadania z panem Czesławem. Chciałem wydobyć od niego tajemnicę wychowania dzieci i wnuków, bo to co zaobserwowałem w czasie tygodnia naszej znajomości, to wydawało się trudne do uwierzenia. Wszyscy pomagali w przygotowaniach, w dekorowaniu sali, znoszeniu napojów i całego wyposażenia niezbędnego na przyjęciu. Słowo matki, czy ojca było spełniane bez ociągania. U nikogo nie widziałem telefonów, czy innych sprzętów zwykle przyklejonych do rąk nastolatków. Zapytałem więc jak to się robi, aby wychować odpowiednio swoje dzieci, i aby te potrafiły przekazać przyswojone w domu zasady swoim dzieciom.
Okazało się, że … Nie ma na to cudownej  recepty. Trzeba żyć po bożemu, tak aby każdy wiedział co do niego należy, trzeba zachować karność i dyscyplinę – powiedział i ciągnął dalej:
Ja nie biłem swoich dzieci. Jak w szkole chłopaki dokuczali głośną rozmową i jak wezwali tam żonę, to ona, jak to ona pogadała, pokrzyczała i dalej było to samo. Wtedy nauczycielka wezwała mnie – opowiadał pan Czesław. Poszedłem, wysłuchałem tego co miała do powiedzenia i tam przy tej pani palnąłem go w gębę. Narobiła rwetesu, że się tak nie robi, że tak nie wolno, to ja zabrałem się i wyszedłem. Nigdy więcej nie mieliśmy z nim problemów i nigdy więcej go nie uderzyłem. Wszyscy wiedzieli jak wolno postępować, a czego robić nie wolno. I to jest cała tajemnica z chowaniem dzieci – zakończył temat mój rozmówca…
Tam na przyjęciu poznałem niemal wszystkie dzieci, ich  małżonków i wnuki pana Czesława. Wszyscy doskonale sobie tu radzą, a oprócz swojej działalności biznesowej działają na niwie społecznej, choćby w Fundacji Kultury Tatrzańskiej „TATRA”.
Nie wiem czy jeszcze zetkną się tu nasze drogi, ale sporo się tu nauczyłem i dlatego chcę to utrwalić. Życie jest proste… Jak sznurek w kieszeni

 

15 uwag do wpisu “Chicago. Moje spotkania z ludźmi

  1. Bo górale to górale. Nadzwyczaj rodzinni, patrioci, głębokiej wiary. Może w tym tkwi Ich wielkość. Do Boga i ludzi, zaradni, pracowici. Do tańca i do różańca. Klapsy też dawali. Skąd ja to wiem? W szkole średniej, w internacie było wielu z Podhala. A góralki jakie ładne? Musiało Ci to zostać w pamięci, tym bardziej, że to tam hen. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    • Nie było to moje pierwsze spotkanie z ludźmi wywodzącymi się z Górali. Od czasów szkolnych, kiedy bywałem w Zakopanem na obozach szkolnych połknąłem bakcyla i odtąd ich kultura, muzyka, śpiew wciąż mnie pociągają. Pamiętam z tamtych czasów występ kapeli Bartusia Obrochty na stadionie pod skocznią. W drodze powrotnej na naszą kwaterę próbowaliśmy naśladować kroczki wykonywane w tańcu przez artystów.
      Tu chciałem pokazać sylwetkę człowieka z gór na wybitnie nizinnym terenie Chicago.
      Serdecznie pozdrawiam

      Polubienie

    • ~Marek Jan pisze:

      E tam, nie wiem skąd ten sentyment do górali rodem z baśni i folkloru. Życie na co dzień nie dowodzi tego, by górale byli czymś szczególnym czy osobliwym, a na pewno nie ma powodów do tego by „nizinni” mieli wobec nich jakieś kompleksy. A pijaństwo u nich nie mniejsze niż u reszty narodu, powierzchowna i obrzędowa religijność na porządku dziennym a chytrością na „dutki” chyba nizinnych przewyższają.
      Fakt,że głód i dziadownia jaka od zawsze panowała na Podhalu, wielu z nich wygnała za Wielką Wodę gdzie porośli w piórka.
      Słowem ludzie jak ludzie i dobrzy i źli i tacy sobie, jak wszędzie.
      Ich pewna jakby narodowa odrębność nawet Niemców za okupacji „uwiodła” stąd pomysł owego nieszczęsnego Goralenvolku, który oparto na tym, że górale jakoby wywodzą się od narodu niemieckiego.

      Czym to skutkowało?
      Ano tym:
      W czerwcu 1940 na Podhalu został przeprowadzony spis ludności, wykorzystany również do agitacji na rzecz Goralenvolku. Przynależność do Goralenvolku zadeklarowało ok. 18% ludności (aczkolwiek statystyki podawane przez historyków różnią się), przyjmując góralskie karty rozpoznawcze z literą „G”. I tak na przykład niebieską kenkartę z literą „G” w Zakopanem przyjęło 23% mieszkańców, w Nowym Targu 33% mieszkańców, a w Szczawnicy 92% mieszkańców. Kart góralskich wydano
      27 000 – 30 000 (na ogólną liczbę 150 tys. kart), co stanowi jeden z największych odsetków Volksdeutschów na terenach Generalnego Gubernatorstwa.
      Więc z tym patriotyzmem i polskością wyssaną z mlekiem góralskich matek, też bym nie przesadzał.
      Pozdrowienia z gór MJ

      Polubienie

      • Nie znałem tego aspektu historii. Myślę, że w porównaniu z mazurami, kaszubami, ślązakami, a więc społecznościami wyraźnie odróżniającymi się kulturą i tradycją od ogółu Polaków, to nie byłoby większych różnic w reakcjach na politykę Niemców stosowaną wobec ludności z podbitych terytoriów. Cała reszta teź miałaby się czego wstydzić.
        „Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono…” Te słowa okazują się trafne i w tym względzie. Dobrze, że nie mamy takich prób więcej. Możemy śmiało rozwijać mit Polaka patrioty, wojaka, bojownika o wolnośc naszą i waszą i wiele innych „walorów”
        Pozdrawiam smutno

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Owszem karmienie się narodową mitologią jest w naszym narodzie powszechne a zagłuszanie lub pomijanie milczeniem zdarzeń niewygodnych, czy wręcz haniebnych jest na porządku dziennym. To szerszy temat.

        Historycy, którzy odważą się owe mity obalać zwykle są oblewani kubłami pomyj przez różnej maści katolicko – narodowych świętoszków, zwykle do cna zakłamanych.

        Przykładem takiego historyka był prof. Janusz Tazbir niedawno zmarły, który był specjalistą od obalania narodowej mitomanii i megalomanii Polaków, w imię prawdy historycznej, jaką głosił.
        A paskudnych kart w naszej historii nie brakuje od zarania dziejów.
        No ale cóż, kłóciłoby się to z uporczywie rozpowszechnianym mitem Polaka męczennika i gorliwego patrioty, wiecznie przez wszystkich gnębionego.
        Okazuje się jednak, że gdy tylko mieliśmy po temu okazję, gnębiliśmy innych z równym okrucieństwem i bezwzględnością.

        Polubienie

  2. Takie kontakty wzbogacają doświadczenia, pomagają zrozumieć rozmaite postawy i stosunek do różnych spraw życia. Jak to dobrze, że miałeś możliwość spotkania ciekawego człowieka. Pewnie nie jest mu lekko żyć na obczyźnie i w dodatku w nizinnym terenie.
    Serdeczności zasyłam.

    Polubienie

    • To między innymi mnie poruszyło w nim.Nie mógł żyć w swoich gorach, to sobie ich namiastkę stworzył tutaj. W tym wieku i stanie zdrowia lepiej, że jest płasko.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  3. ~Brzoza pisze:

    Mam duzy sentyment do gorali – dzieki moim uczniom. Graja na skrzypcach ( nawet w czasie egzaminu maturalnego z geografii), ubieraja stroje goralskie na mature ( nie jest to obowiazkowe, ale sami zapytali czy moga sie tak ubrac – wiec dlaczego nie ?), znaja gware I chetnie wyjezdzaja na wakacje w polskie gory. Rodziny sa dosc liczne. Najczesciej starsze dzieci opiekuja sie mlodszymi i nie jest to problemem. Nie doznalam od gorali zadnej przykrosci, za to duzo radosci, zrozumienia i chwil, ktore zapamietam na zawsze. Bo ktoz mogl wymyslec- jak nie oni- ze prezentem dla mnie,ktory bardzo mnie wzruszy bedzie …ofiarowana za mnie i moja rodzine Msza sw. w Rzymie ? Ciekawie sie czyta Pana ” Spotkania z ludzmi”. Czekamy na jeszcze wiecej. Pozdrawiam !

    Polubienie

    • ~Marek Jan pisze:

      Słowem istna Cepelia. A górale to ludzie jak inni, z krwi i kości, ze wszystkimi wadami i zaletami jakie ludzie posiadają. Chyba wokół żadnej innej „podnacji” nie narosło tyle mitów, legend i nieraz ewidentnych bzdur, ile ich mamy w stosunku do górali. A trzeba też pamiętać, że górale to nie tylko Podhale ale i Beskid Sądecki z „czarnymi góralami” i Beskid Żywiecki itd. Wszyscy są góralami, ale się różnią gwarą strojem i muzykowaniem.
      I to wom godom jo gorol spod Makowa Podhalańskiego.

      Polubienie

    • Ja pisałem wprawdzie o jednej osobie i jego rodzinie ale im dlużej z nimi obcuję tym większe mam uznanie dla ich wspólnego dorobku, zaangażowania społecznego i osobistych wartości jakie wyznają i stosują w życiu. Na to wlaśnie chciałem zwrócić uwagę.
      W czasie długiego tu weekendu byłem w królestwie pana Czesława. Widziałem jego świat jaki sobie tu urzadził. Widziałem wreszcie barany pasące się swobodnie na obszernym zadrzewionym częściowo terenie, świnkę chrumkającą sobie w zagrodzie i kurki na wybiegu. Nawet rasy tych kór tak dobrane aby przypominaly Polskie. Wydaje mi się, że coraz więcej wiem o tym rodzie i w niczym nie przesadziłem pisząc ten tekst.
      Pozdrawiam Brzozo przyjaźnie szumiąca wciąż mlodymi listkami

      Polubienie

  4. Fajnie jest spotkać się z góralami i pogadać, pośpiewa, zatańczyć. Utrwalać te tradycje pielęgnowane od pokoleń.
    Pomimo różnych trudów życia trzeba też znaleźć czas na żarty, zabawę i wesele.
    hej!

    Polubienie

  5. Lubię poznawać różnych ludzi, od każdego mogę się czegoś innego i całkiem nowego dowiedzieć. Bardzo ciekawie opowiadasz swoje spotkania z ludźmi, choćby z panem Czesławem. Miło jest znaleźć swój wspólny temat i język zwłaszcza tak daleko poza granicami kraju.
    Nie znam osobiście żadnego górala, ale wiele słyszałam, że są to ludzie temperamentni bardzo i wybuchowi. Na weselach z udziałem górali często dochodzi do bójek. Potrafią ponoć być zawzięci i mściwi. Kto wie jaki byłby pan Czesław i jego rodzina, gdyby cały czas zamieszkiwali swoje polskie wyżynne tereny.

    Pozdrawiam

    Polubienie

  6. Góral nigdy nie zapomni o swoich ukochanych Tatrach. Podobnie, za górami tęsknią mieszkańcy okolic Krakowa. Moi rodzice pochodzili z Nowosądeckiego, nigdy nie udało im się wyzbyć tęsknoty za miejscem urodzenia, dzieciństwa i młodości. Przypuszczam, że podobnie działo i dzieje się z panem Czesławem, którego spotkałeś Tatulu za wielką wodą.
    Pozdrawiam Tatulu serdecznie:)

    Polubienie

  7. Masz rację Elżbieto, Urządzenie sobie tu, na nizinach i na obcej ziemi kawałka świata na upodobany i uświęcony tradycją wzór jest tego dowodem.
    Oby zdrowie mu dopisywało i jak najdłużej żył w kontakcie z naturą.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.