Moje deja vu

Kto ma konto na Fejsbuku, ten wie, że ta wspaniała instytucja bardzo dba o swoich klientów i dlatego przypomina nam niektóre materiały udostępniane przed rokiem, dwoma, trzema itd. Korzystam chętnie z tej usługi udostępniając ponownie niektóre zdjęcia, sentencje, czy posty z tego bloga jeśli tylko nadal wydają mi się atrakcyjne i ciekawe. Tak było 11 marca, kiedy przypomniano mi tekst z bloga pt: Mężczyźni są w cenie, napisany przed dwoma laty.   Czytając przypomniałem sobie to wszystko, co nurtowało mnie wtedy na tyle, że o tym napisałem. Ponieważ dotyczyło to groźnej sytuacji rozgrywającej się wtedy na Ukrainie , to postanowiłem nie udostępniać tego tekstu ponownie, jako że temat zeszedł z pierwszych stron  gazet i mimo, że niczego tam nie rozwiązano, to mamy przecież współczesne lęki zajmujące dzisiaj pierwsze strony  gazet. Myślałem jednak nad treścią tamtego przeżywania  odczuwając swoiste Déjà vu –  fr.już widziane) – odczucie, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliweCzy na pewno niemożliwe? Zapraszam państwa do prześledzenia wspólnie ze mną fragmentów tamtego tekstu w poszukiwaniu przypadków adekwatności tamtych słów do obecnej sytuacji. Oto fragmenty obrazujące ówczesne moje niepokoje:

   Na czas świąt Teściowych, Kobiet i Mężczyzn odszedłem od wypowiadania się na tematy polityczne i społeczne poświęcając uwagę propagowaniu zwyczaju świętowania każdej okazji mogącej zbliżyć do siebie ludzi różniących się wiekiem, płcią, czy pozycją osiągniętą w swoich mikrokosmosach. Temat i teksty mu poświecone już są w archiwum i mamy z tym spokój do następnego marca. Innych problemów pchających się drzwiami i oknami do naszych domów nie da się odsunąć od siebie. Włączysz radio, telewizor, komputer, czy sięgniesz po gazetę, a tam … (Tu sięgamy do wspomnień sprzed dwóch lat)
(…) Spotkasz się ze znajomymi, czy z rodzonym szwagrem i zamiast mówić o wiośnie, przylaszczkach, krokusach, przylotach ptaków, to okazuje się, że nie znajdziecie wystarczająco zajmujących tematów, aby nie przedyskutować zagrożeń płynących ze …
(tu sięgamy…)
(…) Jesteśmy cząstką wielkiej układanki zarówno jako państwo członkowskie Unii Europejskiej jak i ważny członek NATO. Liczymy na pomoc ze strony tych organizacji, bo z wielką ofiarnością staraliśmy się na takie traktowanie zasłużyć podejmując się udziału w różnych misjach, w których zaangażowane były siły państw sprzymierzonych. Było to przedmiotem szerokiej krytyki opozycji politycznej zarzucającej rządzącym  rozrzutnictwo sił i środków, szafowanie życiem ludzkim, ściąganie na nasz kraj niebezpieczeństwa odwetu ze strony terroryzmu światowego. Faktem jest jednak, że w tym czasie wypracowaliśmy sobie pozycję niezawodnego sojusznika i partnera, dokonaliśmy modernizacji naszych sil zbrojnych, a na misjach wojskowych przeszkoliliśmy tysiące ludzi, którzy „powąchali prochu” i nauczyli się warunków współczesnego pola walki i to w walce, a nie w sali wykładowej. To są nasze realne korzyści i wkład w nasze bezpieczeństwo…
(…)  Od lat prowadzona polityka uświadamiania partnerów Unii o naszym punkcie widzenia na Rosję, na jej politykę uzależniania odbiorców gazu i ropy naftowej od dobrego sprawowania się względem nich, nareszcie przynosi efekty. Zrozumieli. Poczuli się teraz troszeczkę tak, jak my czuliśmy się od zawsze. „Co będzie jak nam zakręcą kurek?” – to pytanie zaczęło funkcjonować nie tylko u nas. Poczułem się wspaniale, gdy nasz premier zwrócił uwagę takiej potędze jak Niemcy na to, że ich bilans energetyczny nie jest wystarczająco zdywersyfikowany. Jeszcze bardziej się ucieszyłem słysząc jak znacznie zmalało nasze krajowe uzależnienie od źródeł energii z Rosji. Bardzo mnie cieszy niezmienne stanowisko naszych władz w sprawie budowania klimatu solidarności w rozwiązywaniu problemów państw członków Unii– jednego z filarów, na której zbudowano Unię Europejską. To są wszystko być może małe, ale istotne elementy naszego wkładu w bezpieczeństwo Polski w bezpiecznej Europie. To mnie trochę uspokajało bo myślałem, że gdyby w razie zagrożenia wojną przyszło nam powiedzieć partnerom z Unii : SPRAWDZAM, to  otrzymalibyśmy skuteczną pomoc, a nie skończyłoby się owo sprawdzanie tym samym,  co nam przyniosły niegdysiejsze pakty zawarte z Anglią i Francją w 1939 roku…
(…) Póki co, jest tak, jak każdy z nas widzi. Sytuacja jest dynamiczna i zmienia się z godziny na godzinę. Śledzimy ją wszyscy z niepokojem, bo tak właśnie zaczynały się wszelkie poważne konflikty. Ktoś nie wytrzyma i rozpocznie, a potem już uruchomionej lawiny nie da się zatrzymać…
(…) Sami nic nie znaczymy w naszym nieszczęsnym położeniu geopolitycznym. Musimy współpracować nawet z potencjalnym wrogiem, nie mówiąc już o faktycznych sojusznikach. A na tym polu – póki co – było całkiem nieźle…
   Tak było dwa lata temu. W minionym czasie zaszły jednak u nas tak wielkie zmiany, że już nic nie wydaje się takie samo jak wtedy. Z wyjątkiem naszej sytuacji geopolitycznej. Naszej potęgi gospodarczej i militarnej, którą mamy zamiar dopiero budować. Nadal musimy liczyć na tych samych partnerów i dawać im poczucie, że myślimy tak samo, że nadal mamy te same priorytety i właściwie realizujemy nasza polską rację stanu i będziemy solidarni we wzajemnym wspomaganiu się w realizowaniu bezpieczeństwa narodowego i europejskiego i światowego.
Czy nadal tak jest? Tego już nie jestem pewny…

14 uwag do wpisu “Moje deja vu

  1. „Umiesz liczyć? Licz na siebie”. Tak było, jest i długo pozostanie. Owszem, przed wiekami bywało inaczej. Jak w praktyce wygląda dotrzymywanie umów, paktów pokazał rok 1939. Jak jest w gospodarce międzynarodowej pokazują dzisiejsze czasy. Sentymentów nie ma. Rolę wasali mamy „obcykaną”. Sami zdziałać niewiele możemy. Ci, na których możemy liczyć, nawet razem to jeszcze nie to. Możliwe, że w lipcu coś się w tej materii poprawi, więksi dadzą gwarancję. W gospodarce dalej jednak będą podchody. Trzeba w dyplomacji wielkich umiejętności, trzeba zgody, trzeba wspólnie myśleć o kraju. Niby wszyscy myślą, ale czy zawsze uczciwie? Ci, dla których sprawy kraju są na drugim miejscu powinni zniknąć z życia politycznego. No i pamiętajmy co o sąsiadach mówił kiedyś polski minister spraw zagranicznych, słowa aktualne do dziś. Nasza sytuacja więcej niż trudna, chciałoby się powiedzieć:”Boże w Tobie nadzieja”. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    • Mówiąc o lipcu masz chyba na myśli szczyt NATO – prawda?
      Wiążemy z tym nadzieję na wzmocnienie naszego regionu wojskami NATO, a przecież sami mamy wojska NATO, bo jesteśmy członkiem tego paktu. Słychać z góry, że nasze wojsko to nie wojsko, a uzbrojenia to w ogóle nie mamy, a Rosja swymi wojskami w ciągu 2 dni może stanąć w Warszawie.
      Przerażająca jest ta perspektywa. O tych niepokojach piszę porównując tekst sprzed dwóch lat z dzisiejszymi warunkami. Nie mamy pieniędzy, własnego przemysłu zbrojeniowego, a tupiemy nóżką jak ten Koreańczyk północny. Miraże „Międzymorza”, które może zapewnić nam mocarstwową pozycję, to też pomysł z epoki Jagiellonów. Relacje z Unią to tez zachowania typu „Zjeść ciastko i mieć ciastko”.
      Skłócimy się z całą Europą, a wsparcie z Węgier nie zapewni nam tego co wynika do przynależności do wspólnoty.
      Dlatego się martwię… Może na zapas, ale ja tak już mam

      Polubienie

  2. Zauważmy, że ludzie chcą spokoju, pragną pracować i wychowywać swoje dzieci. To na górze toczą wojny, wzbudzają strach i niepewność, motają i kręcą. A my na to zezwalamy, ponieważ nie można prawnie usunąć głupich, niekompetentnych i żądnych władzy partyjnych. Odkąd żyję, partie rządzą i nic w tej materii nie zmieniło się, rządzą beznadziejnie. Zwykły człowiek może wyłączać tv, ponieważ nie można już słuchać, a przecież nie o to chodzi. Nie tak miało być.

    Polubienie

  3. „divide et impera” – dziel o rządź – to wynalazek z czasów Cesarstwa Rzymskiego, która sprawdziła się przez wieki i nie ma potrzeby szukać innych.W powstałych obozach stosuje się zasadę „oblężonej twierdzy” równie starego sposobu na utrzymywanie dyscypliny wewnętrznej i podległości. To się sprawdza więc dlaczego by z tego nie korzystać.
    Boję się, że nasz wizerunek jako pewnego członka Unii i NATO to już historia

    Polubienie

  4. ~Marek Jan pisze:

    Żadna z rządzących do tej pory ekip nie zepsuła tak wizerunku Polski za granicą jak ci „geniusze” i polityczni „wizjonerzy” spod znaku PiS.

    Chodzi tutaj nie tylko o rozpętaną przez nich nagonkę na Trybunał Konstytucyjny, którą Komisja Wenecka i politycy Zachodu ocenili tak, jak na to zasługuje, ale też o ostatnie wypowiedzi medialne niejakiego Macierewicza, który plecie co mu ślina na język przyniesie a jego zastępca, niejaki Kownacki, który nie tylko bredzi jak potłuczony, ale do tego ma jakiś rodzaj szaleństwa w oczach, jest jednym z dowodów na to, jaka „genialną” kadrą pożal się Boże specjalistów dysponuje PiS, odpowiadającą za kluczowy resort obrony.

    Na Kremlu zapewne już odkorkowali szampana i piją za zdrowie Jaśnie Pana Prezesa i jego wiernych poddanych.

    Polubienie

  5. ~Jak pisze:

    Moim zdaniem sytuacja Polski jest zła i szybko się pogarsza i nawet nie tyle że względu na to, co się dzieje u nas, co na bardziej zewnętrzne czynniki. NATO bez USA to lipa. Stany wycofują się z Europy coraz bardziej zostawiając porządek na kontynencie Niemcom. Nie zostaną tutaj że względu na Polskę. Zresztą czasy kiedy Polska miała ważne miejsce w amerykańskim pomyśle na Europejskich dawno minęły. Niemcy mówia o solidarności europejskiej dopóki jest to im na rękę, a jak ową solidarność ich uwiera to po prostu robią swoje nie oglądając się na nikogo. Niemcy z Rosja albo walczą, albo całkiem niezle się dogaduja. Kryzys ukraiński pokazał, że tak naprawdę nikt nikomu zaszkodzić nie chce i po kilku miesiącach manifestacyjnego oburzania się wszystko wraca na stare tory. A Polska? Militarną siłą żadna. Teraz nikt nie kwestionuje potrzeby inwestowania w armię, ale armii się nie zbuduje w rok czy nawet pięć. Wcześniej dogmatem było krojenie armii, bo jakby co to NATO… Zresztą kto mądry wierzył w zagrożenie w Europie, w EU w XXI wieku? Znowu się pomału robi o jedną Polskę za dużo. Kraj duży z własnymi interesami, ambicjami, tożsamością, ale bez żadnych mocnych kart. Kto nas będzie bronił? Francuzi, Hiszpanie czy Niemcy? ONZ? To czy bedziemy sie z nimi klocic czy nie nie zmieni tego, ze w razie czego nikt nie przysle tutaj x tysiecy zolnierzy, aby walczyc z jedna z silniejszych armii swiata – zakladajac zagrozenie ze strony Rosni. Niemcom tak naprawdę na rękę byłoby zamieszanie na wschodzie Polski. Rosyjskie ambicje raczej nie siegaja Odry, a ewentualnie terenow, które raczej Niemców nigdy nie interesowały. W sam raz aby w razie czego „obronić” zachód Polski.Nie twierdzę, że Niemcy w to mierzą, ale jak się trafi okazją nie będą się zastanawiać. To nie Polska, gdzie wizję zmieniają się co wybory. Są to tereny, które zawsze uważali za swoją strefę wpływów. Wystarczy zobaczyć gdzie Niemcy dzisiaj inwestują. Biedna ta naszą Polska.
    Pocieszajace jest, że kiedyś Pan Bóg posprzata ten ludzki bałagan, a wtedy nie będzie miało znaczenia czy przetrzymalismy Rosjan, czy zaprowadzilismy taki czy inny system, czy… Będzie się tylko liczyło czy Ty / Ja pelnilismy Jego wolę. Każdy z osobna.
    Pozdrawiam i przepraszam za pisownie. Klikam z telefonu, co z automatu wstawia mi słowa.

    Polubienie

    • Witam serdecznie i dziękuję za tak obszerny komentarz pisany w trudnych warunkach.
      Cieszę się z tego, że poruszyłem jak się okazuje istotny temat naszego bezpieczeństwa.
      Przeklęta geopolityka wynikająca z naszego położenia kształtowała naszą historię na przestrzeni całych naszych dziejów. Jak dotąd nie wynaleziono na to skutecznego lekarstwa. Okresy prosperity, to jednak był wynik zawierania korzystnych sojuszy, a nie odcinania się od sąsiadów i przyjmowania postawy „nasza chata z kraja”. Rosja i Niemcy zrobią to, co im najbardziej odpowiada. Francja i W. Brytania są zbyt daleko. USA potrzebują poprawnych relacji z Rosją jako sojusznikiem do rozgrywek w Azji Mniejszej, na Bliskim Wschodzie i chyba najbardziej przy ewentualnej rozgrywce z Chinami. My jesteśmy jak zawsze strefą wpływu choćby ze względu na tzw. przedpole, które coraz bardziej traci na znaczeniu przy rakietach i lotnictwie strategicznym.
      Kampania wyborcza w USA już od paru kadencji rozgrywana jest przy mocno akcentowanej potrzebie zajęcia się swoimi sprawami i zaprzestaniu odgrywania roli „Żandarma świata”. Później okazuje się, że jednak nie i na tym jakoś tam korzysta Europa, której nie stać na własną Armię, a decyzyjność tak istotna w sprawach wojny nijak nie może wyjść z poziomu uznawanego za śmieszny.
      Podtrzymuję wyrażona w tekście opinię. Przyjaciół szukajmy wśród sąsiadów, a wrogów trzymajmy daleko od naszych granic.
      Przy okazji zapytam: – Jak Pan trafił na ten blog?

      Polubienie

  6. Zgadzam się na 100 % z wypowiedzią Ultra. Ludzie pragną spokoju i ciszy. Chcą normalnie pracować, wychowywać dzieci , a nawet spokojnie …chorować. A czasem się nie da!

    Nawet wiosna się buntuje i oszukuje nas jak co roku. Szpaki sobie pogwizdują, a chmury śniegiem częstują .

    Polubienie

  7. ~Jak pisze:

    Przeczytałem gdzieś wywiad z siostra Chmielewską, potem zagladnalem na jej bloga, zaś z jej bloga tutaj. Pewnie nie jest to moja ostatnia wizyta tutaj, bo spokojne i z dystansem jest to blogowanie.

    Polubienie

  8. Tatulu Drogi, te wojny przeciwnych obozów politycznych w Polsce rozlały się poza granice naszego państwa. Domagają się niektórzy, żeby spory dotyczące spraw wyłącznie naszych wewnętrznych, rozwiązywali znawcy, eksperci różnych unijnych instytucji. To napawa nas, Polaków, niesmakiem. Ta wściekła chęć udowodnienia, że rację mam ja, a nie mój przeciwnik, przeraża. Spory polityczne były, są i będą. Ale nadrzędną sprawą dla każdego obywatela, a przede wszystkim ludzi, którzy decydują o naszym kraju, powinno być dobro ojczyzny i jej mieszkańców oczywiście z uwzględnieniem różnych czynników zewnętrznych (UE, NATO). Tego nie bierze się pod uwagę, ani mądrego przysłowia ,,zgoda buduje niezgoda rujnuje”. Tylko udowodnić, ciągle udowodnić, ale komu? Przeciętny Polak pragnie spokojnie żyć, czuć się bezpiecznie w własnej ojczyźnie, chce uczciwie pracować, wychowywać dzieci. Tego oczekujemy od polityków i rządu. Tylko tyle. Czy kogoś to obchodzi, czy ktoś o tym myśli? A co mamy? Wojnę między przeciwnikami.
    Pozdrawiam Tatulu:)

    Polubienie

    • Tak i ja myślę. Tylko, że nie prawdą jest, że organizacje zewnętrzne będą zaprowadzać lub przywracać ład w naszym kraju. One co najwyżej sygnalizują niebezpieczne przekraczanie pewnych progów, co może owocować pójściem w kierunku autorytaryzmu i jakiejś formy dyktatury sprawowanej przez jedną opcję nad pozostałymi. Mieliśmy już takie władze i nikt nie chce ich powrotu.
      Na razie mamy słowo przeciw słowu.
      Jedni chcą zaprowadzać ład – dla dobra społeczeństwa oczywiście, a drudzy bronią starych rozwiązań – dla dobra społeczeństwa oczywiście. Każda ze stron stara się umocnić swoje wpływy, a władza ma ku temu znacznie większe możliwości. Dlatego zmonopolizowała wymiar sprawiedliwości, media publiczne, wymieniła całą elitę na swoich i robi wszystko, aby zmieniając kolejne dziedziny życia publicznego wszystkie te zdobycze umacniać. Są skuteczni. Mają większość. Ich zwolennicy im ufają, a przeciwnicy – wszyscy widzimy jak do tego podchodzą.
      Marzenia o tym aby:
      ” Przeciętny Polak mógł spokojnie żyć, czuć się bezpiecznie w własnej ojczyźnie, uczciwie pracować, wychowywać dzieci. ” musimy odłożyć na długo

      Polubienie

  9. Trudny temat Tatulu i przywołujący do dyskusji. Nasz rząd zamiast skupiać się na tym co dla nas obywateli jest najważniejsze, snuje coraz to nowsze intrygi, by mieć o czym debatować. Zamiast współpracować z UE i dążyć do poprawienia sytuacji w naszym kraju i polepszeniu standardu życia, oni myślą tylko, komu by tu podkopać dołek i pozbawić stołka na swoją korzyść. Ciekawa jestem kto broniłby tej naszej ojczyzny podczas wojny, bo póki co dużo ludzi emigruje w poszukiwaniu tego, czego nie jest w stanie zaoferować nam nasz azyl, nasza ostoja, nasz DOM.

    Póki co szykuje się dość duże zagrożenie dla Polski. Zbliżają się Światowe Dni Młodzieży i wiele granic zostanie otwartych dla Katolików. Pytanie tylko, czy nie zostanie to wykorzystane przeciwko nam, czy aby na pewno wszyscy, będą mieć takie same intencje, czyli wiara, miłość i modlitwa? Jak nasze służby wojskowe i rząd są przygotowane na to wydarzenie, które może być niebezpiecznym pretekstem zagłady naszego kraju? Wyznawcy Islamu będą mieli podanych na tacy wiele tysięcy ludzi różnych kultur, krajów, a może i religii, strach się bać.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.