Posiadanie osobistej marki staje się wymogiem czasu

Moje wewnętrzne JAW życzeniach noworocznych zamieszczonych na moim blogu przez zaprzyjaźnioną blogerkę znalazłem coś, co chyba wszystkim blogerom zaprząta uwagę. Zawierało się to w słowach:  Życzę …wiele inspiracji, zaangażowanych komentatorów, dalszego rozmawiania na blogu, zdrowia i siły do pisania postów oraz ciepłych klimatów. Wszystkiego najlepszego i samego dobrego w prywatnym i blogowym życiu.

Miłe życzenia, prawda? Od razu wiedziałem, że nadawca wie czego życzyć blogerowi, zwłaszcza gdy w miarę regularnie czyta moje posty i obserwuje tzw. czytelnię. Odpowiadając na te życzenia napisałem: – Dziękuję  za tak sformułowane życzenia. Mam nadzieję, że przynajmniej kilku czytelników zostanie przez Ciebie zmobilizowanych do komentowania i w ten sposób spełni się sympatyczne życzenie. Dalszych sukcesów w blogosferze życzę i dużo satysfakcji jaka tą drogą może na Ciebie spłynąć. Powodzenia na każdym polu
Niestety, nikt nowy się już nie pojawił, a ja zacząłem zastanawiać się dlaczego z popularnością bloga jest tak jak jest. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to wspomnienie wysłuchanego w czasie przerwy świątecznej wykładu na temat budowania osobistej marki. Moja marka o nazwie Tatul ma już wystarczająco długą historię aby odpowiedzieć na pytanie, czy ma wartość przyciągającą czytelników, czy raczej osiągnęła szczyt swoich możliwości. Z wykładu dowiedziałem się jakie warunki trzeba spełnić aby budowana marka spełniała pokładane w niej nadzieje. Dotyczy to choćby tych wstępnych pytań:
…Kiedy zabierasz się za świadome budowanie marki osobistej, musisz sobie odpowiedzieć na trzy pytania:
– Kim jestem?
– W czym jestem dobry?
– Dlaczego akurat ja?
– Czy w tym co robię jestem wiarygodny?
Odpowiedziałem sobie na pierwsze pytanie. Jestem nauczycielem, ekonomistą, mężem, ojcem (stąd Tatul), dziadkiem, obywatelem, rolnikiem, piekarzem, majster-klepką i czymś tam jeszcze.
Na drugie pytanie, mając wątpliwości co do obiektywnej oceny odwołałbym się do opinii byłych uczniów, którzy na fejsbuku mimo upływu czasu wciąż dają mi odczuć jak to ze mną i z naszymi relacjami bywało.
Trzecie pytanie wciąż stanowi dla mnie zagwozdkę, ale skoro w internetowej przestrzeni istnieję już ósmy rok, to uważam, że jakoś, w miarę pozytywnie  się tam zapisałem.
W czwartym pytaniu opieram się na opiniach byłych uczniów(choćby tu: LINK ) oraz znajomych i czytelników bloga.

Sumując powyższe ustalenia uznałem, że w żadnej z dziedzin nie jestem ekspertem i nawet mi przez głowę nie przeszło ubieganie się o taką klasyfikację wśród ludzi blogosfery. Ot, trzymam się kryterium zawartym w nagłówku bloga i snuję te swoje opowieści o tym co mnie intryguje, a także inspiruje do zabrania głosu.
Przeglądając to, co na temat budowy marki zamieszcza wujek Google znalazłem wiele ofert szkoleń w zakresie budowy marki w której umieszczono zachęty typu:
…Najlepsze przykłady silnych marek osobistych. Znajdziesz tutaj ludzi różnych narodowości, branż, osobowości i pasji. Łączy ich jedno – świadomie chcą wpływać na świat i robią to doskonale dzięki swojej marce osobistej. Sporą część przykładów stanowią nasze własne projekty z polskimi przedsiębiorcami i liderami w swoich kategoriach. Na pewno znajdziesz tutaj sporo inspiracji dla siebie…
…Co zrobić, żeby działać tak jak liderzy w swojej kategorii? Popatrz na nich, sprawdź co robią, ale nigdy nie kopiuj ich stylu działania. Znajdź swoją własną drogę i indywidualny sposób na skorzystanie z danego modelu…
Jak na razie ze szkoleń nie korzystam, chociaż kto wie czy nie trzeba tego przemyśleć gdyż po odwiedzeniu wielu stron zajmujących się budowaniem własnej marki w mediach natrafiłem na bardzo ciekawy tekst: Narcystyczna hi(p)steria : LINK – do przeczytania którego serdecznie zapraszam.
Autor deklarujący przestrzeganie zasady samego Einsteina: ”Tak prosto, jak to tylko możliwe. Ale nie prościej” objaśnia fenomen naszego zachowania się w mediach i nie tylko tam. Oto fragment na zachętę:
    Proponuję małą retrospekcję. Ile razy w ciągu ostatniej doby zrobiłeś coś tylko dlatego, żeby zaimponować komuś, kogo tak naprawdę nawet nie lubisz? Choćby na Facebooku, gdzie masowo chwalimy się rzeczywistymi i wyimaginowanymi osiągnięciami. Bo co to w końcu za zasługa przyrządzić tartę na kolację lub przebiec parę kilometrów (Endomondo się kłania). Odpowiem za Ciebie – żadna. A wyjść na spacer lub na plażę? Zrobić zdjęcie kotu, a jeszcze lepiej znaleźć je gdzieś w sieci? To nawet więcej niż nic – po prostu wstyd się czymś takim chwalić. A jednak to robimy. I co więcej – klikamy i lajkujemy bzdury innych ludzi. Czy naprawdę imponuje nam ich tarta lub głupie zdjęcie z wakacji? Nie, ale klikamy w „like” przy tych pierdołach w długim cyklu wzajemności. Ja polubię czyjegoś kota, a ktoś mój tatuaż. Oboje poczujemy się docenieni. Oczywiście fałszywie, ale… nikt nie będzie wnikał na tyle głęboko, aby zdać sobie z tego faktu sprawę. Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, dlaczego to robisz? Prawdopodobnie nie, bo wtedy musiałbyś się spotkać z poczuciem własnej pustki, a może nawet ze stojącym za nim poczuciem beznadziei. A może nawet czasem doświadczasz tego stanu? Kiedy cała ta maska własnej zajebistości opada i dochodzi do Ciebie bolesna prawda, że to tylko pozory. Wcale nie jesteś tak wspaniały, jak chciałbyś być i jak przedstawiasz się innym. Praktycznie każdy narcystyczny człowiek ma takie chwile dekompensacji. Ale zawsze potem przychodzi nowy lajk, nowa sukienka lub nowe „wspaniałe” osiągnięcie, a wtedy fałszywe „ja” znowu zostaje wzmocnione.
Czy napisałem „narcystyczny”? Wygląda zatem na to, że odkryłem karty – takie właśnie jest nasze społeczeństwo, szczególnie młode pokolenie. W powszechnym mniemaniu narcyz to człowiek zarozumiały i samolubny. Nie jest to jednak cała prawda. Narcyz może być czarujący, a nawet miły i życzliwy. Esencją tego zaburzenia nie jest tylko egoizm, ale posiadanie tzw. fałszywego self, czyli powierzchownej, udawanej tożsamości. Oczywiście narcyz nie zdaje sobie sprawy z własnej sztuczności i to, co w istocie jest fałszywe, nazywa sednem samego siebie. Maska tak bardzo przyrasta do twarzy, że zapomina się o jej istnieniu. Człowiek naprawdę czuje się szczęśliwy, kiedy dostaje lajki pod wrzuconą fotografią, bo podziw jest paliwem dla wspomnianego fałszywego self – sztucznego “ja”…
   Dalej jest równie ciekawie. Przekonujemy się co do prawdziwości obiegowego stwierdzenia mówiącego o tym, że : „Jak cię nie ma w mediach społecznościowych, to nie istniejesz”. Szczególnie jaskrawo daje się to zaobserwować na Facebooku, gdzie jestem szczególnie aktywnym uczestnikiem społeczności. Wszyscy coś grają i świadomie lub nie, to jednak kreują swój wizerunek, aby zrealizować jakieś realne, czy wydumane cele. Znam wielu ludzi, którzy z pogardą wypowiadają się o tej zabawie i zarzekają się, że ich świadomie realizowana zasada brzmi: Ani słowa o sobie w Internecie. Nie mają pretensji do tego aby zaistnieć, a później jakoś sensownie kreować swój wizerunek i markę. Są wolni.
Ci, którzy tam już są muszą coś z tym zrobić, aby lepiej wykorzystać szansę jaką przestrzeń internetowa daje każdemu.

Reklamy

31 uwag do wpisu “Posiadanie osobistej marki staje się wymogiem czasu

  1. Czytając o tym wrzucaniu zdjęć kota na Facebooka przyszło mi do głowy, że autor wspomnianego tekstu nie wziął pod uwagę jednej rzeczy. Otóż, kto powiedział, że na fejsa trzeba wrzucać jakieś niesamowite rzeczy? Jak wsadziłeś sobie węża do ust i nagrali cię, to jest ekstra i warte „lajka”, ale jak już twój puchaty ulubieniec utuli się na twoich kolanach i mruczy w zachwycie to zademonstrowanie tego jest do kitu? Dlaczego? Przecież na facebooku są miliony wielbicieli kotów (nawet wśród znajomych naszych) i stąd się właśnie biorą lajki pod zdjęciami dzieci, plaży, własnoręcznie zrobionego ciasta i tym podobnych.

    Polubienie

    • Marka to coś więcej niż bezrefleksyjne dodawanie wszystkiego co w danej chwili nas zainteresuje, rozśmieszy czy w inny sposób nam się spodoba. Marka producenta, czy produktu to duża wartość pomnażająca majątek jej właściciela.
      Zachęcam do przeczytania całego artykułu ukrytego pod linkiem.

      Polubienie

  2. ~Ewelina pisze:

    Ja myślę, że autorowi chodzi o informowanie znajomych na fejsie o niemalże każdej czynności z naszego życia np. stoję przed wejściem do budynku bo zapomniałam karty, oczywiście do tego jest fotka ze smutną miną. Kogo to obchodzi!? jednak kogoś obchodzi bo ku mojemu zdziwieniu zaraz oojawiło się mnóstwo lajków i komentarzy. Nie rozumiem fenomenu tej bzdurnej informacji oraz tak ogromnego zainteresowania.

    Polubienie

  3. ~Dreptak Zenon pisze:

    Chociaż parę lat plączę się po sieci, to jakoś budowanie marki zajmuje mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. To jak z „pijarem” i wiarygodnością – budowanie marki na pozie, a raczej pozerstwie i uznawanie tego za wartość jest głupie, żeby nie powiedzieć głupawe. Portale społecznościowe mogą być jakąś namiastką interakcji, czy życia towarzyskiego, ale dla mnie to tylko rodzaj komunikatora – inni używają to i ja musiałem – inaczej trudno było pogadać. Stąd większość mojej aktywności jest absolutnie prywatna. Zmienia mi się nastrój, albo znudziła mi się dotychczasowa kreacja to zmieniam nick. Nie mam nic do powiedzenia to nic nie mówię. Mam ochotę coś przekazać, bodaj interesujący plik muzyczny, albo dowcip – przekazuję. Niczego nie oczekuję i niczego nie wymagam. Jestem. Te wszystkie teorie dotyczące kreacji wizerunku i wyrabiania marki dotyczą tych, którzy chcą na sieci zarobić. Niektórym się udaje. Jednak naśladowanie tego całego chłamu, bo to w większości jest chłam, sensu większego i wartości nie ma.

    Polubienie

    • Otóż ja się tylko zastanawiam Zenonie. Już jesteśmy, już nas rozpoznali,a więc mają nas w różnych bazach. Tego cofnąć się nie da, ale przemyśleć kolejne odsłony warto, zwłaszcza gdy dotyczy to młodych.
      A propos zarabiania, to wczoraj trafiłem na Fb na artykuł dotyczącej młodej Polki mieszkającej w Anglii, której blog modowy zliczono do złotej pięćdziesiątki tego typu przedsięwzięć.. W kraju też mamy dużo takich przykładów. Są ludzie mający talent w promowaniu siebie i swoich umiejętności i zarabiają.
      Mnie, nas to nie dotyczy. Komunikujemy się i to wszystko

      Polubienie

      • ~Dreptak Zenon pisze:

        Sądząc z miszmaszu, jaki mnie czasami dopada, to jestem trudny do sprofilowania. Nie radzi sobie ze mną ani facebook, ani youtube, ani nawet google, tym bardziej, że używam zamiennie różnych kont, w tym np. czasami swojej córki, a podstawowe mam wspólne ze Starszą. Pamiętam kilka lat temu (chyba z 10?) zasadnicze i poważne dyskusje na temat „wyrabiania nicka” i jego stałości, że to niby takie strasznie ważne – wszyscy tacy poważni, tylko Dreptak szałaput zmiennonickowy – w zależności od nastroju!!! 😀
        I to się u mnie generalnie nie zmieniło – a czy mówią do mnie Dyszczu, Dreptaku, Agencie, Kneziu, czy wreszcie Starszy, to przecież wszystko jedno. Kto chce ten wie do kogo mówi, kogo nie obchodzę, temu jest to absolutnie obojętne.
        Trochę się dziwie Tatulu, że jeszcze Cię ciągnie do tego podłego konkursu. Daj spokój, szkoda czasu na coś takiego. To nie jest już warte angażowania innych, chyba że masz naprawdę ważny powód.

        Polubienie

      • Zenonie, nawet nie wiedziałem, że tylu już imion używałeś. Co do konkursu blogów, to nie mam zamiaru zgłaszać bloga do konkursu. Wspomniałem tylko o nim, bo sporo ludzi zabiega o popularyzację swoich blogów a jeszcze więcej jest tym zawiedzionych

        Polubienie

  4. No to prawie zrozumiałem. Ci co mają podstawy i chcą, markę mogą budować, o nią zabiegać. Są też drudzy, którzy będąc jak wszyscy ludźmi wolnymi piszą sobie ot tak dla własnej przyjemności. Jeżeli ktoś zechce się w danym temacie wypowiedzieć to myślę, że dla autora postu jest to miłe. Tak jest ze mną. Czerpię wiele od innych, tylko dla siebie, dla poprawy mojego zasobu wiedzy, dla własnej przyjemności. Spożytkować i uporządkować niestety tego nie potrafię. Do tego trzeba mieć predyspozycje. Ty je masz. Nie wystawię Ci oceny bo nie umiem. Jakąś część z Twoich wywodów rozumiem, czytając komentarze twierdzę, że inni więcej. Przepraszam za to moje bajdurzenie, marki tym sobie nie wyrobię, życzę dalszych sukcesów i pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  5. Markowi ludzie? To ten towar lepszego gatunku. Lepsi? tylko w czym?
    Swoją markę medialną mają najczęściej celebryci, ludzie młodzi, piękni i bogaci. Wiem, że czasem ludzie przesadzają na FB wstawiając przeróżne zdjęcia, reklamy, czy cytaty, ale może ten co wystawia zdjęcia swojego psa lub kota, ceni swojego czworonożnego przyjaciela i chce podzielić się ze światem swoim szczęściem? Świadczy to o tej osobie, że jest wrażliwa i kocha zwierzęta.
    Mi nie zależy na wyrabianiu sobie marki, bo i tak wiem, że ten tytuł jest nie dla mnie. Wolę, by inni cenili mnie za to jaka jestem, za moją szczerość, wrażliwość, a nie za lansowanie się i udowadnianie wszystkim, jaka to ja jestem trendi, cool.

    Drugim takim wyrobieniem sobie marki, może być też to, jak nas postrzegają inni, czyli charakter, nad którym pracujemy najczęściej przez całe swoje życie.

    Polubienie

  6. Zirytowałem Cię Gabuniu?
    Wykłady o jakich piszę rozpoczynają się z reguły od ostrzeżeń o bezpieczeństwie w internecie. Coś, co tam umieszczamy pozostaje tam na zawsze. Mamy oczywiście prawo robić wszystko co nam się podoba. Pisać też, ale wykładowcy podają przykłady jaki to może mieć wpływ na karierę, zdobywanie odpowiadającej nam pracy, a nawet na życiowe decyzje. Stąd wynika podpowiedź, aby przemyśleć każdą swoja inicjatywę i postępować rozważnie.
    Cu, którzy za nic nie chcą wejść do wirtualnego świata zarzucają tym ,co tam weszli tak brzydkie cechy jak narcyzm, nadmiernie rozbuchane ego i kto wie co jeszcze. Chciałem na to wskazać zdjęciem jakie umieściłem u góry.
    Temat rzeka. Licze na dyskusję

    Polubienie

  7. Tak, faktycznie zgodzę się z Tobą, co do wstawiania informacji na swój temat w internecie. Trzeba być bardzo ostrożnym, bo mogą one zostać wykorzystane przeciwko nam przez osoby trzecie lub równie dobrze mogą zostać źle odczytane. Trzeba uważać na to co się wstawia i pisze zwłaszcza na portalach społecznościowych, by ludzie nie odebrali nas zupełnie inaczej, niż jacy jesteśmy na prawdę. Wiele osób np. na portalach randkowych pisze totalną nieprawdę, wstawiając nie swoje zdjęcia, by ulepszyć swoją osobę i szybciej znaleźć partnera, ale czy znajomość budowana od początku na kłamstwach będzie udana? To jest takie wyrobienie sobie marki narcystycznej, bo myśli się o sobie wyłącznie, a nie o drugim człowieku, by być wobec niego w porządku.

    Faktycznie Temat rzeka. Być może namieszałam w tym swoim pisaniu, ale trudno jest czasem uchwycić swoje myśli i szybko i sprawnie je zapisać 🙂

    Polubienie

  8. Od fb trzymam się z daleka. Mnie osobiście nie za bardzo zależy na budowaniu sobie marki. Pisże dla siebie .kariery nie zrobię już. Myśle ,że te całe kursyi szkolenia o budowaniu marki ,ten cały szajsbuk dotyczy ludzi aktywnych zawodowo,chcący jakas kariere zrobic itp.itd.
    Mnie nie zależy ale jestem w stanie zrozumieć ludzi którzy mają jakies większe ambicje .
    I swoją drogą – dopóki byłam taka bardziej anonimowa w sieci może gorzej było z polszczyzna ale byłam śmielsza. Teraz nie jestem anonimem ale …
    Pozdrawiam w Nowym Roku

    Polubienie

    • Mamy podobne dylematy. Ja też nie myślę o zarabianiu blogiem czy choćby wygrania w swojej kategorii konkursu na „Blog Roku”, który własnie będzie startował. Mimo tego zabieram głos w tej sprawie, gdyż widzę co się dzieje na „szajsbuku” – jak wyraziście to nazwałaś.
      „kowalem swego losu każdy bywa sam…”

      Polubienie

  9. To prawda, że trzeba przemyśleć co się wstawia na portale społecznościowe. Moi uczniowie (którzy raczej mnie nie blokują, bo nie lecę z każdą dziwną notatką do dyrekcji) wstawiają wiele zastanawiających mnie zdjęć i postów, które w budowaniu marki np. rzetelnego i odpowiedzialnego człowieka im nie pomogą. A przy obecnej modzie na hejtowanie, czują że lecą z nurtem. Hejtują nawet siebie, np. wstawiają swoje najgorsze ujęcia, jakieś powykrzywiane twarze i pod tym podpisy typu: „Jestem X, zawsze chętny.” Oczywiście rozmawiam z nimi na ten temat… Ale oni mi tłumaczą, że to super zabawa i żebym się nie martwiła. Zresztą, moi znajomi też wstawiają często cuda niewidy.

    A co do całego posta, to mnie najbardziej zastanawia jak to jest z tym prawdziwym i fałszywym ja. Do jakiego stopnia się kreuję, a ile jest we mnie prawdziwej mnie. Bardzo staram się na blogu pisać szczerze i bez (hehe, to chyba niemożliwe) nadmiernego kreowania. I muszę przyznać, że pisząc szczerze, często czuję się nago i bezbronnie. Ale przecież w pisaniu chodzi o prawdę. Inaczej to nie miałoby sensu.

    Czasem też nachodzi mnie refleksja, że piszę i piszę i nie wiadomo dla kogo, bo przecież mało kto to czyta. I wtedy chciałabym sobie wyrobić markę i opanować jakieś techniki docierania do większej ilości osób. Bo po co pisać, jak nie czytają? Dla siebie? Nie, dla siebie to ja myślę. A co napisane, powinno też być przeczytane.

    Pozdrawiam serdecznie w Nowym Roku 🙂

    Polubienie

    • Oboje jesteśmy nauczycielami Olu. Ja już na bocznym torze, ale podobno nie przestałem nim być z chwilą odejścia ze szkoły.
      Internet jest narzędziem porozumiewania się i ono wciąż się doskonali pod potrzeby i pod wpływem młodych ludzi. Nauczyciel musi dzisiaj nadążać za uczniami również w tym obszarze. Najlepiej to robić wspólnie, a tu media społecznościowe dostarczają niepowtarzalnej okazji. Trzeba posługiwać się piktogramami, korzystać z sentencji i memów, używać przystępnego języka, być jednym z nich.
      Mam też podobne rozterki z tym, co nazywano w cytowanym materiale narcyzmem, chęcią przypodobania się, podejmowania próby nadążania za jakimiś wzorcami akceptowanego belfra…
      Uważam, że dla nauczyciela jest to dobra droga chociaż trudna bo nie da się zamknąć swojej aktywności wraz z dzwonkiem na przerwę po ostatniej prowadzonej w danym dniu lekcji.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

      • Tak, staram się nadążyć za uczniami. Dzięki internetowi mogę też ich lepiej poznać, bo dowiaduję się o ich pasjach, o których nie opowiadają w szkole. Wiem np. kto tańczy, kto robi świetne zdjęcia, kto maluje, a kto ma talent kulinarny. Bo wszystko to wrzucają na fb. I działa to w dwie strony, oni dowiadują się o mnie – z fb, z bloga i z facebookowej strony Paddington Podróżnik, na której umieszczam zdjęcia z moich wypraw. Czasem ma to bardzo zabawne skutki. Wiedzą, że uwielbiam jeździć do Włoch, więc jak zadaję im jakieś wypracowania o tematyce podróżniczej, to wszyscy piszą o Włoszech albo o Tajlandii i o włoskim bądź tajskim jedzeniu. Bo, jak sami mi powiedzieli, skoro ja to lubię to może i wypracowanie lepiej ocenię 😀 (Oczywiście wiadomo, że to tak nie działa). Poza tym mam pełno grup na fb dla poszczególnych klas i dzięki temu, mogę się z nimi kontaktować non-stop. Np. właśnie za chwilkę przypomnę mojej klasie na naszej grupie klasowej o zaliczce na wycieczkę 🙂

        Polubienie

      • Tak właśnie robiłem. Zakładałem swoim klasom konta na Naszej klasie i umieszczałem tam ich zdjęcia i komentarze. Opisując wydarzenia szkolne i poruszając niektóre tematy o znaczeniu światopoglądowym i wychowawczym na blogu zachęcałem do czytania. Podejmowałem jakiś temat na Fejsbuku aby wywołać dyskusję, a za ich zgodą uczestników tworzyłem kolejną notkę itd. itd.
        Przyjmowałem zaproszenia uczniów na Nk i Fb tworząc jakąś tam wirtualną społeczność o rozmiarach dużej szkoły średniej i tę zabawę prowadzę nadal.
        Przy okazji … jako pociechę w trapiącym Cię problemie likwidacji gimnazjów polecam tę opowieść: http://nettle-pokrzywa.blogspot.com/2013/09/pierscien-krola-salomona.html

        Wykorzystałem ją do napisania posta na blogu. Zobacz co z tego wyszło:
        http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/02/20/im-wiecej-ciebie-tym-mniej/

        Polubienie

  10. Może jestem zacofana, staroświecka, z innej epoki. Nie uznaję, nie popieram i nigdy nie jestem w stanie wystawiać swojej prywatności na żadnym portalu społecznościowym. Co więcej? Żadne z moich dzieci, dorosłych, nie ma konta i nie pokazuje swojego życia prywatnego szerokiej ,,publice”. Nie było nas na ,, Naszej klasie” i nie ma na innych portalach. Starsza córka ma stronę internetową swojej firmy i to wszystko.
    Jestem sobą, znam swoją wartość i nic ani nikt nie spowoduje żebym zaczęła udawać, być kimś innym, pozować, by przypodobać się szerszej rzeszy czytelników. Taka jestem, takie mam przemyślenia, sposoby własne na przyciągnięcie czytelników i nie zamierzam korzystać z poradników. Może to co napisałam brzmi mało skromnie, ale taka jest prawda. Nie chcę niczego zmieniać. A już na pewno nie chce się promować wykorzystując wszystkie możliwości jakie daje sieć. Miło, gdy nasze wpisy są czytane. Ale to temat, treść i sposób jej przedstawienia, powinien decydować o tym, że ktoś chce nas czytać, nic więcej nie musi zainteresować ewentualnego czytelnika, a na pewno nie sztuczna reklama czy promocja.

    Wspomniałeś Tatulu o konkursie Blog Roku. Krytycznie odnoszę się do formuły tego konkursu. Nie ma znaczenia, jaką wartość ma tekst wystawiony do konkursu. O tym jak daleko zajdzie w rankingu decydują telefony, ich ilość. Namawia się więc całą rodzinę, znajomych, czytelników, by wysłali jak najwięcej sms-ów. Dalej przechodzi ten, który zmobilizował ludzi chętnych wysłać na niego kilka złotych, którzy (być może) nie wiedzą nawet o czym pisał. W ubiegłym roku córka wysłała mój tekst na konkurs. Dostałam 5 głosów, bo nikogo nie poprosiłam by mnie wsparł sms-em, nawet własnych dzieci. Tego rodzaju ,, wyścig” mi nie odpowiada.
    Pozdrawiam Tatulu serdecznie:)

    Polubienie

    • Witaj Elżbieto. Właśnie o takich nieprzejednanych osobach wspominałem w tekście. Każdy robi jak uważa, a powinien uważać jeśli to robi.
      Znam jedną blogerkę, która zawiesiła prowadzenie bloga, a poprzez stronę na Fb promuje działalność, którą prowadzi. Kilku moich byłych uczniów promuje swoje usługi właśnie poprzez Fejsbuk i mam nadzieję, że z dobrym skutkiem. Nie ma się co odżegnywać. To jest dla ludzi.
      Co do konkursu Blog Roku to w pełni się z Tobą zgadzam.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

      • Nie odżegnuję się zupełnie od obecności na FB. Wyłączam z tego typu aktywności zamieszczanie wszelkiego rodzaju informacji o charakterze prywatnym. Promowanie firmy, działalności zawodowej, jak najbardziej popieram. Pisałam w poprzednim komentarzu, że również moja starsza córka ma stronę internetową swojej firmy i konto firmowe na Fb.
        Pozdrawiam Tatulu:)

        Polubienie

  11. ~Antoni Relski pisze:

    A ja wolę porzucić te marketingowe zabiegi i uciec od tego na blog.
    Tak naturalnie. Nawet moje ostatnie okresowe zniechęcenia są także naturalne
    Pozdrawiam

    Polubienie

  12. Przymierzałam się kilka razy do odpowiedzi, ale zbyt krótko bloguję, by głos zabierać. Ponieważ temat dotyczy także i mnie, więc powiem, że marka Tatul jest nie tylko dobrze znana stałemu gronu, ale ma swoją wysoką wartość. Wiadomo, że to dobra marka i dotyczy uniwersalnych, a nawet ponadczasowych wartości. „Ja” wzmocnione w przypadku marki Tatul uzasadnione. I nic nie trzeba udowadniać, ani odpowiadać na żadne pytania. A życzenia jakby znajome…

    Polubienie

    • Czekałem na Twój komentarz Ultro, bo zaczerpnąłem inspiracji do ostatniej notki właśnie z życzeń blogera dla blogera jakie tu zamieściłaś. Cieszy mnie opinia jaką wydałaś o tym blogu, jako że poprzez komentarze również stanowisz jego istotną część.
      Temat trudny, ale rozmowa była jak zwykle merytoryczna i miła.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  13. Jeden z najlepiej zarabiających blogerów powiedział, by nie wierzyć, że na blogowaniu się zarabia. On zarabia na reklamach i to na tyle dużo, że przestał pracować, bo codziennie musi być na Fb i innych portalach. Pozdrawiam.

    Polubienie

  14. Portale społecznościowe zdecydowanie mogą pochłonąć i zatracić nie tylko poczucie czasu, ale i siebie. Dlatego dobrze się czasami od tego nawału informacji zdystansować i nie stresować „walką” o komentarze, czy lajki:)

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Witaj Olu.
      We wszystkim trzeba zachować umiar i jakieś sensowne granice. Parę dni temu jeden z moich młodych znajomych pochwalił się swoim rekordem. Przez siedem dni nie wychodził z Facebooka. Nie wiem jak się to udało, ale wiem, że przy dzisiejszym sprzęcie to nic trudnego. Trzeba czymś wypełnić pustkę…
      Podrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.