Święto Świętej Rodziny i proza życia rodziny ludzkiej

Skończyły się święta, ale nie świętowanie. Mamy co świętować bowiem dzisiejsza niedziela jest Świętem Świętej Rodziny, a więc także odnosi się do tej zwyczajnej ludzkiej rodziny, w jakiej żyjemy. Z tej okazji w kościołach odczytano list Episkopatu Polski  na Niedzielę Świętej Rodziny. http://diecezja.waw.pl/4508   Czytamy w nim m.in. takie słowa:
Młodzi ludzie pytani o ideał szczęścia, niezmiennie odpowiadają, że chcieliby zawrzeć małżeństwo i założyć szczęśliwą rodzinę. Niestety, jak możemy to zaobserwować, z różnych powodów część z nich nie spełnia swoich marzeń, uciekając przed odpowiedzialnością.   Synod, odnosząc się do tej rzeczywistości, wskazał, że źródłem takich decyzji jest często lęk przed przyszłością, wyrażający się w niechęci do podejmowania stałych zobowiązań. Potrzeba więc świadectwa radosnych i świętych małżeństw, dzięki któremu ludzie młodzi, ale także i małżonkowie przeżywający kryzysy uwierzą w miłość…
Słuchałem treści tego listu i zastanawiałem się nad tym na ile sytuacja rodzin uległa zmianie i czy ewentualne zmiany idą w kierunku postulowanym przez  hierarchów kościoła katolickiego. Pisałem o tym przed sześcioma laty . Tytuł tamtej notki brzmiał następująco: Święto Rodziny, czy podzwonne dla niej?
Pomyślałem, że warto ponownie udostępnić tamten tekst, aby na jego tle ocenić zmiany. Oto on:

Słuchając od wczesnych godzin rannych Familijnej Jedynki Polskiego Radia dowiedziałem się wielu ciekawych informacji na temat dzisiejszego święta. Zaproszeni do redakcji goście opowiadali o swoim stosunku do problemów, z jakimi boryka się współczesna rodzina. Jest tych problemów tak wiele, że rodzina wyraźnie przegrywa tę walkę. Jeśli przegrywa rodzina to przecież klęskę ponosi całe społeczeństwo, a zjawisko stałego osłabiania się tej najmniejszej komórki społecznej jest wielkim zagrożeniem dla ładu społecznego niemal wszystkich państw europejskich. Dzisiaj, gdy mamy w duchowym dorobku wszelkie rozważania, jakie poczyniliśmy podczas minionych świąt, warto zastanowić się nad kondycją polskich rodzin.
Dane statystyczne są alarmujące:
–  ponad 80 proc. naszego społeczeństwa twierdzi, że rodzina jest najważniejszą wartością w życiu współczesnego człowieka. W tej grupie badanych 96 proc. stanowili ludzie głęboko wierzący, a niewierzący 73 proc.
– 95 proc. Polaków mówi o sobie jako o ludziach rodzinnych lub raczej rodzinnych.
– 92 proc. ludzi uważa, że rodzina jest niezbędnym warunkiem szczęścia.
– 75 proc. Polaków uważa, że nie ważne jaka jest rodzina, byle była, bo samotność jest najgorsza.
Brzmi to wspaniale, prawda?
Niestety, następne informacje burzą ten obraz. Wygłaszanie powyższych opinii nie jest w stanie zmienić faktu, że aż 33 proc. małżeństw w Polsce rozpada się. Szybko gonimy czołówkę europejskich krajów przodujących w tym względzie. Ten sam wskaźnik dla Belgii wynosi aż 73 proc., dla Wielkiej Brytanii 55 proc., a dla całej Europy 50 proc. Danych o liczbie konkubinatów w cytowanym artykule nie podano, ale znalazła się tam informacja o tym, że jedynie 41 proc. Polaków uważa, że osoby żyjące w konkubinacie powinny jednak zawrzeć małżeństwo.
Madryt – stolica Hiszpanii, niegdyś pierwszej Córy Kościoła, stał się niegdyś  miejscem spotkania rodzin głównie na skutek apelu tamtejszych hierarchów Kościoła katolickiego zaniepokojonych stanem hiszpańskich rodzin, które po wprowadzeniu do ustawodawstwa możliwości ustanawiania tzw. ekspresowych rozwodów rozpadają się w niespotykanym wcześniej tempie. Czy to w czymś pomogło?
Nie ulega wątpliwości, że trwałość rodzin ulega wyraźnemu osłabieniu i jest to jakoś skorelowane z postępem cywilizacyjnym, migracją ludności do miast i innych państw, zachodzącą głównie na tle ekonomicznym. Osłabieniu podlegają również wzorce postępowania względem partnera życiowego, czy podejścia do wspólnego dorobku małżonków, w tym do dzieci, które płacą najwyższą cenę za błędy rodziców zasilając szeregi nowej grupy społecznej zwanej euro sierotami.
Przeraża treść szmatławej, tzw. kolorowej prasy ekscytującej się skandalami z życia celebrytów, czy też treść oglądanych powszechnie seriali, w których aż się roi się od przykładów zdrady, rozchodzenia się par, czy pogoni za nowymi partnerami. Nie jest ważne przy tym, czy ten partner jest w związku małżeńskim. Ważna jest miłość. Wierzymy, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz – tak wypowiedziało się 50 proc. Polaków. Jeśli więc wydaje się nam, że właśnie nam się to przydarza, to nie wolno zważać na nic. Rwać! Bo może ostatni raz nam się to przytrafia? Rozbijanie czyjejś rodziny nie przeszkadza nam w marzeniu o własnym szczęściu? Czy to jest w stylu M jak miłość czy może N jak nieodpowiedzialność?
W tych samych badaniach społecznych aż 84 proc. respondentów powiedziało, że zdrada małżeńska zawsze jest złem i nie może być niczym usprawiedliwiona.
Jedynie 4 proc. Polaków żyje samotne jako rozwiedzieni. Wynika z tego, że zakładane są nowe rodziny, które… oby były trwałe.
Dzieci z takich związków dziwnym trafem zakładają również tak nietrwałe związki, jak ich rodzice. Czy przerysowuję problem zrzucając winę za wszelkie zło, na błędy w doborze partnerów życiowych?
Czy macie jakieś inne wytłumaczenie dla opisywanego zjawiska?

38 uwag do wpisu “Święto Świętej Rodziny i proza życia rodziny ludzkiej

  1. Także uważam, że rodzina jest najważniejsza, ale nikt nie uczy odpowiedzialności za dom i dzieci. Prawo także kościelne sprzyja rozwiązywaniu małżeństw. Wszyscy znajomi mają unieważnienie kościelnych ślubów. Za pieniądze kupić można wszystko.O małżeństwie, seksie, codziennym pokonywaniu trudności nie mówi się ani na religii, ani w szkole. Nieodpowiedzialność to bardzo właściwe słowo na tę sytuację.

    Polubione przez 1 osoba

    • Najlepszą nauką jest przykład, bo… „Słowa uczą ,a przykłady pociągają” – jak głosi stara edukacyjna maksyma.
      Nie jest przypadkiem statystycznie udowodniona prawidłowość nietrwałości związków z rodzin, które też się rozpadały.

      Polubione przez 1 osoba

  2. ~Dreptak Zenon pisze:

    Ja niczego nie muszę w tym względzie udowadniać – piątka dzieci mówi za siebie i za nas. Jednak rodzina trwała nie dzięki państwu czy Kościołowi, ale obok i czasami wbrew nim. I nie mam zamiaru kolejny raz rozważać, jak bardzo „zasłużył się” Kościół w tym, żebyśmy problemów mieli więcej. List Episkopatu odbieram jako dosyć niestosowny i dzielący ludzi, na dodatek nie bardzo na temat. Zamiast fanzolenia (za przeproszeniem) o genderach, gejach i zapłodnieniach, niech może zajrzą szanowni biskupi do własnego ogródka i walna się we własne piersi. Oto moja córka została poproszona o zostanie matką chrzestną dziecka przyjaciółki – rola zaszczytna i wbrew pozorom wcale nie poślednia. Rodzice dziecka żyją bez ślubu, bo…. biedni jak myszy kościelne. Ojciec inwalida, na rencinie, o pracę trudno. Matka na umowie śmieciowej. Oni nawet by chcieli ślub wziąć, ale jak im ksiądz zaśpiewał ile powinni „co łaska” zapłacić, to im wyszło ze to ich dwumiesięczny dochód!!! Jednak dziecko chcieli ochrzcić. I tu okazuje się, że i z tym nasz Kościół ma problem – za 1500 zł to i owszem, ale taniej nie. Tak powiedział ich, jakże szlachetny proboszcz. Całe szczęście gdzieś dzisiaj wybył, a wikary aż taki pazerny nie był – wziął tylko 100 zł. Kilka razy byłem na takim kazaniu, że nie wiedziałem, odwrócić się i wyjść, czy może pójść i powiedzieć:
    – Grzeszysz klecho głosząc takie rzeczy od ołtarza!
    I popatrz, nic nie powiedziałem – czy to by coś dało? Przecież oni już tam całkiem chwilami nie wiedzą na jakim świecie żyją i co głoszą!!!
    No dobrze, to ja, w końcu wariat i sceptyk, ale popatrz na innych – taki Dudi (też ojciec wielodzietny), człowiek gołębiego serca i cierpliwości, a wiary głębokiej i szczerej – też nie wytrzymuje.
    Przepraszam, że mi się tak ulało, ale dobrze wiesz, że raczej nie należę do tych jątrzących.

    Polubienie

    • Przyłączam się do Zenona i Ultry. Kościół (jako instytucja), jego hierarchowie, ,,książęta Kościoła”, traci autorytet, przez swoje skostnienie, hipokryzję, pazerność i oderwanie od rzeczywistości. Wiernym plecie takie bzdury, że czasem rumienimy się słuchając ich. Lud ciemny trzymać w ryzach. Nie wiem czy ogólnie wiadomo, że najwięcej krzywdy kobietom, od zarania dziejów, wyrządził Kościół chrześcijański. To ta instytucja nauczyła ludzkość brzydzić się ciałem, cielesnością.
      Kolędowanie u nas też w wielkim pośpiechu. W ubiegłym roku ksiądz był w moim domu kilka minut.
      Pozdrawiam:)

      Polubienie

  3. Podzielam zdanie Szanownego Zenona. Mam i ja swoje podobne smutne spostrzeżenia. Księża rodzin parafialnych nie odwiedzają, chyba że po pieniądze za kolędę, taka jest prawda. Z ambony rzadko słychać o życiu we dwoje, księża zbyt odeszli od rzeczywistych problemów współczesnych rodzin.

    Polubienie

    • ~MariaR pisze:

      Chyba muszę jednak zaprotestować przeciw tej kolędzie. Z tą prawdą jest widać tak, że każdy ma swoją.
      Ani nie ma przymusu przyjmować księdza „po kolędzie” jak się nie chce, ani też dawać „koperty” (jak się nie chce). W końcu ksiądz ani siłą nie wchodzi do domów „rodzin parafialnych”, ani też „po wejściu” do domu nie szuka portfeli gospodarzy i nie wyciąga z nich pieniędzy. Lub też czeka niecierpliwie, aż gospodarze sami się domyślą. Przynajmniej u nas tak się nigdy księża nie zachowywali.
      Często bywa też tak, że księża nie przyjmują ofiary w domu, ale proszą, żeby dać na tacę (jeśli ktoś chce).
      Jest faktem, że to ksiądz wyznacza termin wizyty, jeśli jednak ten termin „nie pasuje”, to wystarczy zgłosić i umówić inny.
      Można też u nas zaprosić księdza w dowolnym czasie np. na herbatę lub obiad, albo też z innej okazji i jeśli to nie koliduje z jego sprawami, to z takiego zaproszenia jest gotów (podobno chętnie) skorzystać. I nic nie wiem, żeby to się wiązało z jakimiś „opłatami” .
      I może właśnie taka wizyta po kolędzie powinna być okazją do powiedzenia księdzu wprost tego, co boli „w Kościele” np. o tych opłatach albo polityce?

      Polubienie

      • Mnie nie gorszy składanie ofiary na kościół przy okazji wizyty duszpasterskiej. U nas 31 będzie msza podsumowująca miniony rok, w czasie której usłyszymy sprawozdanie o przychodach i wydatkach, o stanie tzw. „kasy” . Nie zauważyłem, aby na tych dorocznych mszach panował jakiś specjalny tłok.
        Nie tylko” kolęda” jest okazją do zbierania pieniędzy. W każdą niedziele słyszymy w ogłoszeniach informacje o ofiarach na kościół. Ofiarodawcy są najczęściej anonimowi

        Polubione przez 1 osoba

  4. Podniosłem aktualny temat ze względu na znaczenie RODZINY . Mieliśmy Synod poświęcony tej sprawie, jest list Episkopatu, a nawet partia rządząca utworzyła ministerstwo d/s rodziny i czegoś tam więcej.
    Księżmi się nie zajmuję. W moim polu widzenia jest dobrze i na tej linii.
    Rodzina ludzka słabnie i rola księży jest tu bez znaczenia. Mogą apelować, modlić się, nawoływać, a od tego niewiele się zmieni.
    Diagnoza zjawiska też jest znana, więc dlaczego jest tak, jak jest?

    Polubienie

  5. Może znowu będzie coś nie tak ale się wypowiem.Bo moim zdaniem pojęcie rodziny się zmienia.Bo te paczworkowe rodziny są też rodzinami. Bo wnuczę które zostało przy eks synowej dalej będzie moim wnusiem.Nikt nikogo nie uczy odpowiedzialności za drugiego człowieka.Szkoła nie bo szkoła nie jest od tego – szkoła ma przekazywać wiedzę .O kościele wolę sie nie wypowiadac. To my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za następne pokolenia, to my mamy wpoić naszym dzieciom tę odpowiedzianoścCZasy zrobiły sie takie bardziej egoistyczne.Dzieci -w wypadku rozbitej rodziny mają często traumę ale trzeba się zastanowić czy aby – w wypadku utrzymania się danej rodziny nie miałoby innej traumy..Bywaja rodziny bardzo złozone &4 babcue ,tyleż dziadków, dwie mamusie ,dwa tatusie – i jesli tylko jest to jakoś kulturalnie i w miarę rozsądnie rozwiązywane – da się . I to już sie robi wielka rodzina,
    Kiedyś było trudniej się rozejść ale problemy w tej nierozwiązanej rodzinie były takie same a powiedziałabym o tyle gorsze bo żyło się w związku w zasadzie na pokaz a w środku przeżywało traume. Która też odbijała się na dzieciach – nieprawdaż?
    Pojęcie rodziny jest szerokie – to nie tylko małżeństwo z dziećmi. Jedni potrafią przez to przejśc razem przez całe swoje życie – inni nie. Ważne ,żeby nie zapominali o swoich dzieciach i rodzicach – bez względu na to ,czy zmieniają partnera czy nie,
    Kiedyś tak samo zdradzali się ,były różne rodzinne tregedie i nie jestem taka pewna czy az tak bardzo dobre to było.Zycie bez rozwodu z człowiekiem ,który robi to czy tamto….A celebryci i przed wojna się rozwodzili

    Polubienie

  6. Jestem osobą głęboko wierzącą dlatego boli mnie materialne podejście Kleru do wiernych i do Boga. Ja rozumiem, że księża muszą z czegoś żyć, ale to ich ciągłe wołanie o „co łaska”, czy horrendalny cennik za podstawowe sakramenty święte, które tak w zasadzie powinny być za darmo są nie do pojęcia przeze mnie. Społeczeństwo ma za złe kościołowi, że z butami włazi w ich życie, sumienie, dlatego ludzie odwracają się od kościoła, a co za tym idzie też od Boga, który nie ma z tym bałaganem nic wspólnego.

    Z tego co zaobserwowałam, to sporo związków mojego pokolenia przyjmowało sakrament małżeństwa. Rzadko gdzieś słyszało się o rozwodzie, a teraz coraz częściej się o tym słyszy. Obecnie przyszła taka moda z zachodu na luźne życie w związku, bo po co się starać i trwać przy sobie na dobre i na złe, jak można z byle powodu odwrócić się na pięcie i bez słów wyjaśnienia odejść w siną dal. Tak się teraz robi. Ludzie stali się wygodni, nie chcą naprawiać tego co się popsuło.
    Poddają się bez najmniejszej walki i idą po najniższej linii oporu. Smuci mnie to, bo jestem bardzo rodzinna. Najbliżsi są u mnie na pierwszym miejscu, a potem gdzieś tam ja na szarym końcu.

    Jeszcze jedna rzecz mi się nie spodobała w tym niedzielnym orędziu rodzinnym. Mianowicie, kościół zamyka drogę osobom, którym z jakichś powodów nie powiodło się w małżeństwie i postanowiły ułożyć sobie, czy dzieciom na nowo szczęśliwą rodzinę. Przyjmować eucharystię mogą rozwodnicy nie żyjący w żadnym związku, bądź żyjący w konkubinacie posiadający dzieci z tegoż właśnie związku, ale żyjący w całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej. Nie rozumiem co kościołowi do tego, przecież każdy ma swoje życie, wolną wolę i własne sumienie, którym się kieruje. Przypuszczam, że to też jest powodem powstawania coraz większej ilości luźnych związków, czy singli. Wcale mnie nie zdziwi fakt, gdy pary coraz częściej będą zawierać tylko ślub cywilny, by w razie niepowodzenia nie odpowiadać ciężkim grzechem przed Bogiem. O ile kościół można oszukać, to Boga się nie da.

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Witam Panią serdecznie.
      Widzę, że mamy podobne dylematy w rozumieniu i szanowaniu stanowiska władz kościelnych wobec rozwodów i wolnych związków.
      Stanowisko polskiego kościoła wobec tendencji do łagodzenia stanowiska wobec rozwodników jest nieprzejednane. Żadnych ustępstw.
      Trudna sprawa.

      Polubienie

  7. Dokładnie, trudna sprawa. Myślałam, że może coś w tej kwestii się zmieni, ale jednak kler jest niezłomny. Zapowiada to kryzys i upadek kościoła, bo współczesny świat, to związki luźne lub homoseksualne, a skoro tacy ludzie będą szykanowani i dyskryminowani przez księży to świątynie będą świecić pustkami i kto wtedy to wszystko utrzyma? Tak na prawdę do kościoła chodzą w większości starsze osoby, a jak ich braknie to co wtedy? Myślę, że kościół nie wziął tego pod uwagę.

    Polubienie

      • Tak wiem i przepraszam, że może trochę zeszłam z tematu, ale jakby się nad tym zastanowić, to kościół też jest winny, że młode pokolenia coraz częściej rezygnują z zakładania tej „świętej rodziny”, bo często napotykają na swej drodze ciągłe utrudnienia. Prawdziwa rodzina, to pewne wyrzeczenia, poświęcenie, odpowiedzialność, wzajemne kompromisy, trud w wychowaniu dzieci.

        Polubienie

      • A gotowości do poświęceń jakby brak -prawda?
        Jak zawsze, tak i tu nie można generalizować. Faktem jest że takie podejście ma charakter biznesowy. Samotna(na niby) matka ma łatwiejszy dostęp do wszelkiego sojalu.
        Milion dzieci nie może doczekać się świadczenia alimentacyjnego, co źle świadczy również o tych tatusiach z katolickich rodzin. Wiele dziewczyn łapie chłopaków na ciąże lub formalne małżeństwo ze zwykłego wyrachowania, aby żyć jak bluszczyk

        Polubienie

      • I dokładnie. Moja przyjaciółka mieszka w New York i mówiła mi, że tam się wszyscy fikcyjnie ponoć rozwodzą, by dostać mieszkanie socjalne, czy alimenty od państwa. Jak dla mnie żenada. Przecież w takim przypadku od rozpadu rodziny dzieli tylko jeden krok.
        Takich prawdziwych rodzin jest coraz mniej. Wielu widzi w tym tylko czysty zysk, a jak nie ma z tego nic, to po co się wysilać. Oj martwi mnie co to dalej będzie, czy stereotyp takiej normalnej rodziny przestanie istnieć?

        Polubienie

  8. Tatul-od dawna Cię czytam.Twoje teksty czasem mnie naprawdę poruszaja.
    Osobiście jestem ateistką u to co mówi kościól,czy księża szczególnie w Polskim Kosciele nie bardzo mnie obchodzi. Wyobrażam sobie jednak,że ludziom wierzącym robi się wielką krzywdę
    Człowiek może zapanowąć w imię wyższych wartości nad swoimi innymi uczuciami,pogodzić się z jakąs tragedią ,która mu się przydarzyła ale żaden człowiek nie umie się pogodzić z odrzuceniem.
    Osobiście nie wyobrażam sobie – jak pisze Gabunia 76 – bycia na ostatnim miejscu w rodzinie. Bo chyba rodzina nie na tym polega, – moim skromnym zdaniem. W rodzinie trzeba weile wad członków rodziny zaakceptować ale nie ma w niej miejsca na ostatnią osobę w szeregu. Wszyscy są równoprawni – od niemowlaka bo seniora rodu.I wszyscy są jednako ważni.I tylko – moim skromnym zdaniem taka postawa chroni tę rodzinę.
    I jeszcze – niegdyś kobiety raczej nie pracowały – to mąż byl jedynym żywicielem rodziny więc co by on nie wyprawiał trzeba to było znieść.
    Teraz kobiety świetnie sobie radzą bez jedynego żywiciela rodziny – okazuje się że niejednokrotnie lepiej niż mężczyżni na polu zawodowym.
    Co za tym idzie – skoro ja również jestem człowiekiem, potrafię zadbać o siebie i ew. dzieci to bardzo proszę – jestem partner a nie podwładna. I casem trudno się pogodzić panom z taką postawą. Panowie znowuż maja po czterdziestce trochę z osła trochę z lwa no lubią sobie żonę wymienić na młodszy model albo – jeszcze lepiej – mieć ten młodszy model na boku …I ten temat podejrzewam ,że nie za bardzo przez księzy jest poruszany. – jesłi chodzi o mężczyznę pewnie
    rozgrzeszenie by dostał – kobieta na pewno nie. Rodzina to jest bardzo skomplikowany organizm…Nie wszyscy się w tej rodzinie kochają, nie wszyscy za wszystkimi członkami rodziny stoją murem ,nie wszyscy sobie pomagają.W sumie jednak – jaka by nie była ta rodzina – dobrze jest miec mamę tatę babcię i dziadka.I pamiętać o nich bez wzgłędu na to czy jest się wierzącym czy nie….

    Polubienie

    • W zupełności się zgadzam z tym co piszesz. Rodzina to bardzo szeroko pojęte zagadnienie i myślę, że gdyby tak założyć czapkę niewitkę to zobaczylibyśmy, że w każdym domu wygląda to zupełnie inaczej. Pisząc, że jestem na szarym końcu, źle się wyraziłam. Przepraszam, mój błąd. Chodziło mi głównie o to, że moi najbliżsi, ich dobro i szczęście są najważniejsze dla mnie i często jak coś robię to z myślą o nich i dla nich.

      Polubienie

    • Miło wiedzieć o naszych kontaktach poprzez blog. Dobrze, że zdecydowałaś się( Przechodzimy na Ty?) skomentować. Przy okazji zapytam dlaczego nie mogę odwiedzić Twojego bloga z linku jaki jest w poczcie? Może podaj go w treści kolejnego wpisu to odwiedzę „Twój kawałek podłogi”.
      Co do meritum to zgadzam się z opinią, że mężczyźni przegrywają z kobietami walkę o model rodziny. Są (przeciętnie biorąc)lepiej wykształcone, lepiej zmotywowane do walki o swój model życia i zapewne dlatego znacznie dłużej żyją doskonale radząc sobie we wdowieństwie, czy po rozstaniach.
      Słaba płeć to mężczyźni – niestety. Wiele razy o tym pisałem

      Polubienie

      • być może teraz się uda…. kiedyś pytałeś Dagmarę czy jesteśmy bliżniaczkami. Niestety nie … a szkoda,bo chciałabym chociaż troszkę jej talentu posiadać…

        Polubienie

  9. Ja mam 3 lata stażu małżeńskiego, więc nie wiem, czy mam tu cos w tej kwestii do powiedzenia sensownego. Wiem z doświadczenia, że raz jest lepiej raz gorzej, miłość ewoluuje i po wygaśnięciu etapu bezinteresownego uwielbienia przychodzi moment na prawdziwą miłość – z akceptacją wad i pokojowym rozwiązywaniem konfliktów. Tego się ludzie w rodzinach muszą nauczyć, że (zgodnie z obrazkiem który widziałam ostatnio) to bez sensu coś wyrzucać, kiedy się popsuło. Dlaczego nasi dziadkowie przetrwali w małżeństwach 50, 60 lat? Bo to co popsute naprawiali, a nie wymieniali na nowe.

    Polubienie

    • Agni, Ty wiesz jakiego związku oczekiwałaś i pod ten model go zawiązałaś i teraz kształtujesz. Życzę Ci szczęśliwego długiego życia w szczęśliwej rodzinie. Ścieżkę dojścia znasz, bo o niej napisałaś … Dziadkowie wskazują drogę

      Polubienie

    • Agni. Jestem mężatką prawie 40 lat i wciąż z tym samym człowiekiem chcę być i spędzać jak najwięcej czasu. Najburzliwsze były pierwsze lata wspólnego życia. Sprzeczka goniła sprzeczkę, a moja nadwrażliwość na każde słowo i gest męża, utrudniały nam życie. Czas pozwolił na zrozumienie błędów i analizę mojego ,,czepiania się” męża o każdy drobiazg. Na szczęście dość szybko zmieniłam się, a mąż przetrwał ten trudny czas. Żyjemy od wielu lat w harmonii i zgodzie i żaden drobiazg ani poważne sprawy nie są w stanie tego zachwiać. Jesteśmy razem, wspieramy się i uzupełniamy w każdej dziedzinie życia. Tej mądrości nabiera się z czasem, człowiek powolnieje, chce pracować nad sobą dla dobra związku. Słusznie piszesz, że dzisiaj byle drobiazg kończy się rozwodem. Co to za miłość, kiedy ludzie kochający stają się dotąd, stają się dla siebie największymi wrogami? Co więcej, wikłają w swoje brudne sprawy nawet nieletnie dzieci, krzywdząc je na całe życie.
      Pozdrawiam Agni i Tatulu:)

      Polubienie

  10. Bardzo szeroki temat, a t przede mną poświąteczne porządki i zaległości w pracy zawodowej. Niemniej nie wytrzymam bez komentarza.
    Myślę, że za dużo w nas dążenie do wygody, za dużo chęci zaspakajania własnych i tylko własnych potrzeb. Jesteśmy coraz bardziej skoncentrowani na sobie, niezdolni do rzeczywistej miłości, do zaangażowania i inwestowania w drugiego człowieka. Niezdolni do intymności, której wymaga związek małżeński i rodzina. Młodzi ludzie często nie wiedzą, kim są i do czego zmierzają, a świat podsuwa im mnóstwo możliwości. Pozornych często możliwości. Kusi. Małżeństwo jawi się im jako zamknięcia, rezygnacja z szans, które może się jeszcze pojawią. Boją się formalizacji związków, bo a nuż za chwilę pojawi się ktoś lepszy / lepsza. Po co zamykać sobie furtkę przed nosem?
    A z kolei ci w związkach małżeńskich zapominają, że nic nie mamy dane na zawsze, że trzeba w małżeństwo inwestować. Mieszkanie odświeżamy, kupujemy nowe meble, sprzątamy itd. W związek małżeński też trzeba inwestować, a to trud niemały, więc się nie chce, odkłada na później. I wyglądamy, w efekcie długoterminowych zaniedbań, jak zrujnowany dom, którego już nie warto remontować, bo bardziej opłaca się kupić nowy. Biorąc to, co napisałam, pod uwagę, kończę i idę inwestować. Udanego Nowego Roku Życzę.

    Polubienie

  11. ~Dreptak Zenon pisze:

    A gdyby tak zacząć od początku? A początek jest taki, że małżeństwo to jedyny sakrament, który małżonkowie udzielają sobie NAWZAJEM, a Kościół jest jedynie świadkiem. A w początkach chrześcijaństwa to już zupełnie zwierano je wg zasad i praw obowiązujących poza Kościołem.
    Zastanawiam się, czy Kościół nie nazbyt głęboko ingeruje w sferę nie całkiem do niego przynależną? Owszem, np. św. Paweł mówił o tym jak powinien w rodzinie zachowywać się duchowny (biskup!), żeby dawać świadectwo innym, ale przecież to jest w tej chwili bez większego znaczenia, bo wszak to Kościół sam siebie tego świadectwa pozbawił, likwidując możliwość zakładania rodziny poprzez celibat. Parafrazujac – co Bóg złączył, niech się nikt inny nie waży tykać, bo to nie jego dziedzina – biskup może jedynie zaświadczyć. Odnoszę wrażenie, że duchowieństwo nasze uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się (decydowania) również w sprawach ludzi do Kościoła nie należących, a tymczasem nie ma właściwości do tego, żeby ingerować w sprawy rodzin wierzących, szczególnie gdy przez źle pojętą moralność i fałszywą etykę odmawia nieodmawialnych praw swoim wiernym.

    Polubienie

  12. ~Marek Jan pisze:

    Rodzina, podobnie jak demokracja ma swoje wady, ale póki co, niczego lepszego nie udało się wymyślić. Były wprawdzie kiedyś pomysły zbiorowych stadeł, gdzie wszyscy ze wszystkimi kopulowali a wszystkie dzieci były „nasze”, ale jakoś się nie to rozpowszechniło.

    Wyznaję zasadę, że im mniej Państwo miesza się do rodziny ( podobnie jak kościelni hierarchowie ze swoimi nieraz chorymi pomysłami) tym lepiej dla tejże rodziny.

    Rozdawnictwo kasy państwowej, jak choćby równo i każdemu po pięć stówek, uważam za szkodliwe społecznie.
    Rozdawnictwo czegokolwiek w tym w szczególności środków budżetowych zwykle przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

    Pytanie zasadnicze: ile z tych środków zostanie przepite, lub też zwyczajnie zmarnotrawione?
    Aktualne działania PiSu przypominają wrzucenie żebrakowi paru groszy do czapki, by uspokoić sumienie i odfajkować bezsensowną obietnicę wyborczą
    Jakie to przyniesie skutki w przyszłym budżecie, tego PiS nie wie, a wiedzieć powinien.
    Nie sądzę, by w jakikolwiek sposób tego rodzaju polityka „prorodzinna” odniosła jakikolwiek pozytywny i oczekiwany skutek.

    Przemiany obyczajowe, czy się to komuś podoba czy nie, dotarły i do nas. Może czeka nas nowa prawna definicja pojęcia rodziny i poszerzenie tego pojęcia również na sposoby bycia ze sobą, których hierarchia kościelna nie akceptuje.

    Tak się już stało i nadal dzieje w państwach lepiej od nas rozwiniętych. w których hierarchia nie ma zbyt wiele do powiedzenia.
    A może dlatego nie ma już nic do gadania, bo kiedyś gadali za dużo podobnie jak się to dzieje dzisiaj w Polsce.

    Polubienie

    • ~Dreptak Zenon pisze:

      Mnie te wszystkie programy „prorodzinne” już nie dotyczą, a z państwowej „pomocy” bardzo skorzystaliśmy jako rodzina, gdy wprowadzono bilet rodzinny i ulgę „prorodzinną”, ale to dopiero pod koniec, bo dzieci w międzyczasie dorosły. Generalnie jestem przeciw rozdawnictwu pieniędzy. To jest głównie okazja do powiększenia urzędniczych szeregów i utrwalania patologii. Natomiast jestem jak najbardziej za tym, żeby rozliczać podatek na wszystkich członków rodziny przy uwzględnieniu sensownej kwoty wolnej od podatku. Najbardziej prorodzinne jest zapewnienie możliwości pracy rodzinie i nieokradanie jej do gołej skóry z zarobionych pieniędzy.
      Z ciekawostek, to pamiętam uzasadnienie prof. Balcerowicza, dlaczego nie mnalezy wprowadzać ulgi na dzieci w postaci kwoty wolnej od podatku i wspólnego rozliczania się rodziny z dochodów. Otóż okazało się, że rodziny wielodzietne należały do tych NAJWYŻEJ ZARABIAJĄCYCH i uszczuplenie dochodów państwa byłoby zbyt duże. Wtedy nagle mnie olśniło, bo żeby dużo wydać, a przecież przy piątce dzieci (a takie wtedy uważano za wielodzietne) sama wyprawka szkolna we wrześniu sięgała prawie 4 tys zł, trzeba naprawdę tyle samo zarabiać. Sześć tysięcy na siedem osób, to nie jest to samo co sześć tysięcy na trzy osoby!!!
      Dla mnie nie jest problemem, że sąsiad ma więcej. Dla mnie problemem jest, gdy mi sąsiad od dzieciorobów wymyśla i oskarża o to, że mnie utrzymuje, co jest zwyczajnym łgarstwem. Że w tej chwili cała duża rodzina płaci na jego emeryturę to już go mało obchodzi.
      A największym problemem, że zamiast godziwego zajęcia w kraju, trzeba szukać byle jakiego granicą.

      Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Podwyższenie kwoty wolnej od podatku – dobry pomysł I NA PEWNO O WIELE BARDZIEJ PRORODZINNY NIŻ ROZDAWNICTWO, zwłaszcza, że w krajach rozwiniętych kwota ta jest wielokrotnie wyższa od naszej.
        Pytanie: tylko czy nas na to stać jako kraj na dorobku?
        Czy ktoś to rzetelnie policzył?
        Politykierzy mogą składać czcze obietnice bez ograniczeń, bo za nic nie odpowiadają, nawet za ewidentne szkody, jakie poczynią.
        Przykład Macierewicza – Skarb Państwa do tej pory wypłaca zasądzone odszkodowania za czystki w służbach informacyjnych, do których ten polityczny kabotyn gruntownie się przyczynił.
        Dlaczego nie buli tych odszkodowań z własnej kieszeni?
        Dlaczego my podatnicy mamy płacić za CYMBAŁA, który przyczynił się do ewidentnych szkód w naszym Państwie?
        W nagrodę został ministrem obrony i już zdążył spieprzyć nocnym najazdem jedną z agencji NATO. Co jeszcze nawyczynia, to tylko jeden Pan Bóg wie.

        Jest faktem, że pokolenie naszych rodziców czy dziadków wywodzi się zazwyczaj z rodzin wielodzietnych, a czasy w jakich te pokolenia żyły naprawdę były bardzo ciężkie: schyłek dziadostwa i bezrobocia w II RP, wojna, okupacja, bolszewicka -stalinowska komuna i powojenne dziadostwo o wiele gorsze niż kiedykolwiek bywało…
        To pokolenie ma naprawdę powody do narzekania na swój marny los, a dzieci w tych rodzinach jakoś się wychowały i wyszły na ludzi, bez żadnej „polityki prorodzinnej” szumnie nagłaśnianej przez politykierów.
        Czy problem niskiej dzietności nie jest przypadkiem problemem natury pozaekonomicznej i żadne pięć stów tego nie rozwiąże?

        To, że pracujemy za granicą, to żadne mecyje, bardzo wielu Brytyjczyków pracuje za granicą, wielu Amerykanów, Szwedów czy Niemców, oczywiście nie na zmywaku, tylko w swoich dobrze płatnych zawodach, zwykle technicznych.
        A my? No cóż na razie zmywak, ale jak dorośniemy, nauczymy się porządnie języków i wykształcimy, to może dorównamy tym nacjom, choć nie jestem tu raczej optymista zważywszy swarliwą i roszczeniową naturę Polaków. I do tego ta megalomania i poczucie bycia członkiem rzekomo „narodu wybranego”, który koniecznie musi czymś światu zaimponować.
        Tylko póki co budzimy w świecie swymi poczynaniami nie tylko zdumienie ale też poważny niepokój.

        Polubienie

  13. ~Dawid pisze:

    Zależy co kto rozumie przez słowo rodzina.
    Wchodzenie w związki małżeńskie nie jest koniecznością. Dla niektórych jest to jedynie przykra formalność.
    Bardzo katolicka Irlandia powiedziała TAK dla związków partnerskich. Ludzie w Polsce też tego pragną, niestety propaganda czarnej mafii (czyt. księży) robi swoje w tym, jeszcze w większości, ciemnym społeczeństwie.
    Nie ważna jaka rodzina, ważne że rodzina?
    Tak? Nie uwierzę do póki się sam nie przekonam. Podejrzewam, że dwóch mężczyzn i dzieci wzburzyliby tych hipokrytów i twierdziliby pewnie inaczej.
    Chociaż nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej tolerancyjne i na szczęście coraz szybciej się laicyzuje.
    W obliczu islamskiego marszu powinniśmy zakazać wszelakich publicznych praktyk wszystkim wyznawcom wszystkich religii. Wierzysz? Super, manifestuj sobie to we własnych czterech ścianach.
    Człowiekowi od zawsze bogowie potrzebni byli tylko dlatego, że nie potrafili sobie czegoś wytłumaczyć, bali się.

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Rzadko mnie odwiedzasz Dawidzie. Cieszę się zatem że wpadłeś, chociaż z odmiennym od moich poglądów komentarzem.
      Czy bierzesz pod uwagę taki fakt, że inwazja skrajnego islamu, który podobno agresywnym nie jest, odbywa się w imię Allaha .
      My jesteśmy coraz bardziej zlaicyzowanym krajem, a kraje zachodu jeszcze bardziej nas w tym wyprzedzają. My zamykamy kościoły, a oni budują meczety wszędzie dokąd udało im się dotrzeć. Wynik tej wojny łatwo przewidzieć

      Polubienie

  14. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Kolejne święta Bożego Narodzenia za nami. Ponownie przeżywaliśmy okoliczności związane z narodzinami Jezusa. Kto lubi śpiewać, czy tylko słuchać kolęd, ten przeżywa to w sposób zwielokrotniony.
    Dziś przeżywaliśmy w kościele Święto Świętej Rodziny. Homilie naświetlające tło owych narodzin wskazują na trudny los Maryi i Józefa, którzy stanowili przykład rodziny jakich dziś dużo. Uchodźcy, Maryja z Józefem tułający się w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca i dzisiaj mieliby pod górkę….
    Takie czasy. Kondycja rodzin wciąż jest daleka od stabilizacji socjalnej, finansowej, prawnej.
    Przybywa rozwodników i związków partnerskich, które łatwo się rozpadają.
    Co dzieje się z rodziną, którą wspierają władze?

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.