Nadawanie symboli i przypisywanie znaczeń

Kiedy rankiem odpaliłem komputer, to pierwszą informacją jaką dostrzegłem na fejsbuku była fotografia lustra w starej ( a nawet bardzo starej) ramie stojącej wprost na podłodze. W lustrze odbijało się wnętrze jakiegoś pomieszczenia urządzonego w stylu tego lustra. Zdjęcie pochodziło ze strony promującej „piękno czystej formy” zwłaszcza w mieszkaniach i ogrodach. Pomyślałem sobie… Oto  widoczek pochodzący wprost z naszego rodzinnego domu. Dopisałem więc pod zdjęciem następujący komentarz:  – Moja córka wyjeżdżając na obczyznę zabrała ze sobą stare lustro w podobnie starej ramie. „Jak spojrzę w nie, to zobaczę swoich dziadków, którzy się w nim przeglądali…” – powiedziała. Staraliśmy się jakoś  zrealizować jej marzenie i zapakować lustro w taki sposób, aby wytrzymało podróż w walizce spoczywającej w luku bagażowym samolotu. Udało się częściowo, bo narożnik lustra uległ odłamaniu, ale jednak znalazło się w mieszkaniu córki i spełnia tam rolę cennej pamiątki. Jak na sprzęt już bardzo leciwy lustro posiada już jakieś zamglenia wynikające ze starzenia się powłok odbijających światło, ale tak musi już być. Do przeglądania się służy inne lustro.
My podobnie podchodzimy do tego, co ostało się po przodkach i z wielkim pietyzmem obchodzimy się z rodzinnymi pamiątkami. Mamy lustro w podobnej ramie, któremu wymieniłem jednak samo szkło pozostawiając ramę. W kuchni mamy okrągły rozkładany stół po rodzicach, podłogę z desek i kuchnię węglową z tzw. kapą, która w okresie jesienno-zimowym nadal służy nam do ogrzewania pomieszczenia i gotowania, mimo że mamy centralne ogrzewanie i kuchnię gazową. Nad naszym łóżkiem wisi obraz Matki Bożej w podobnie nadgryzionej zębem czasu ramie, ale na jej odwrocie jest wyryta nożem data 1882. Nadajemy temu obrazowi podobne znaczenie jak to, które córka nadała lustrzanej pamiątce. Konserwator pracujący w miejscowym kościele przeprowadzający przed rokiem na nasze zlecenie konserwację obrazu  stwierdził, że nie jest on dziełem sztuki, ale skoro ma on dla nas wartość sentymentalną, to dobrze zrobiliśmy poddając go konserwacji, bo to był już najwyższy czas. Tak jest ze wszystkimi pamiątkami. Wymaga to wielu zabiegów, bo czas robi swoje, ale nie pozbywamy się jeszcze tego, co odziedziczyliśmy po przodkach. Tak już pozostanie do końca naszych dni, a ktoś, kto tu kiedyś po nas wkroczy zrobi to, co uważa za stosowne.

Różne są mody, trendy i wzorce według których kształtujemy swoje otoczenie , ale my uważamy, że zachowując pamiątki z przeszłości  tego domu zachowujemy również pamięć o naszych przodkach i nadal żyjemy wspólnie w rodzinie wielopokoleniowej, jak drzewiej bywało.

14 uwag do wpisu “Nadawanie symboli i przypisywanie znaczeń

  1. ~Jo. pisze:

    Przypomina mi to historię zegara. Zegar był siostry mojej Babci. Siostra uciekając przed powojenną zawieruchą do Ameryki, zostawiła go Babci na przechowanie. Wisiał latami, nawet kiedy przestał chodzić. Potem zabrał go mój ojciec i rzucony gdzieś na strychu popadł w ruinę. Zegar, nie ojciec 🙂
    Trzy lata temu wychodziła za mąż moja siostra, która przez całe dzieciństwo truła Babci o ten zegar, na co Babcia zawsze odpowiadała: To jest zegar Izy, ją pytaj. Babcia umarła ćwierć wieku temu. Iza – z dziesięć. W Stanach. Nie wyobrażałam sobie innego prezentu ślubnego. Zabraliśmy zegar ojcu, odrestaurowaliśmy i zawieźliśmy mojej siostrze. Wisi u niej w salonie. We Włoszech 🙂

    Polubienie

  2. To ciekawe, że mimo zasadniczych różnic mamy tyle wspólnego w kwestiach sentymentalno rodzinnych? „Mój” zegar też stał się bohaterem postu:
    http://anzai.blog.onet.pl/2015/06/18/wspomnienia-o-zegarkach-mojego-zycia/
    mimo, iż największym skarbem rodzinnym jest stary zydelek, na którym od ponad 200 lat przysiadala moja rodzina. Także mam stare kryształowe tremo stojące, jest już prawie nie do użytku, bo niczego nie odbija. I chociaż istnieją warsztaty, które bez żadnego problemu nakładają świeżą warstwę odblaskową, to przecież … TO lustro nie jest do przeglądania. 😉 🙂
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Pamiątki po moich rodzicach zostały w domu rodzinnym. Pamiętam starą maszynę Singera, kołowrotek do przędzenia i inne przedmioty. W swoim domu mam tylko pamiątkowe zdjęcia i wspomnienia z dzieciństwa i lat młodości. To największy skarb jaki posiadam. Często odwołuję się do dni spędzonych u boku rodziców, pod ich opieką. W chwilach trudnych jest to moją opoką. Ciekawe, że trudności pokonuję wracając myślami do tamtych miejsc i dni. Czy to jest regułą, czy mało nas tak czuje? Nie umiem powiedzieć. Pamiątki po przodkach, to część naszych korzeni, a przecież ważne byśmy nigdy nie zapomnieli, skąd pochodzimy, gdzie są pochowane szczątki doczesne naszych bliskich.
    Pozdrawiam Tatulu serdecznie.

    Polubienie

    • Ja to rozumiem, chociaż sam osiadłem w domu rodzinnym żony i jestem kontynuatorem tego wszystkiego, co napełniało ten dom życiem. Pod Twoimi słowami mogłaby się podpisać moja córka, którą tu wspominam. Mam to szczęście, że zabierała stąd również rzeczy, które będą się kojarzyć ze mną i z nami – jej rodzicami….
      Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.