Nie długość, nie grubość, a figlarność liczy się…

Pod wpływem blogowego wydarzenia jakim jest dla mnie osiągnięcie stanu licznika wynoszącego 1000 000 odsłon, czy jak ktoś woli wejść na stronę, przeżywałem trochę emocji z tym  związanych. Liczyłem na to, że któraś z moich opowieści zasłuży sobie na łaskawe potraktowanie redaktorów tego działu „tfuuuurczośći”i za jednym umieszczeniem  tekstu w zakładce Blogi na stronie Onet.pl  zawita tu kilka, kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy czytelników i w ten sposób spełni się wiele życzeń jakie w tej mierze otrzymywałem od ludzi chcących mi sprawić przyjemność. Niestety. Redaktorzy zauważają tatula i jego opowieści, gdyż w rankingach działu Społeczeństwo, gdzie mój blog jest publikowany obserwuję dość stabilną, dość wysoką i utrzymująca się niezmiennie od kilku miesięcy pozycję (15-20 miejsce) wśród blogów promowanych. W kategorii Top blogów zdarzyło mi się kilka poleceń moich tekstów na miejscach 1 do 10 , ale to wszystko nie przekłada się na poczytność. Nikt nie przegląda rankingów w takim celu, aby w nich wybrać sobie kogoś, kogo akurat w danym dniu polecają redaktorzy z Blog.pl , a więc ta droga promowania służy wyłącznie do nadmuchiwania ego autorów, którym akurat na tym zależy. Ruch w interesie robi się dopiero wtedy, gdy jakiś tekst polecą w danym dniu na pierwszej stronie Onet.pl. Wiem, bo miałem kilka takich promocji i liczbę zaliczonych wtedy odwiedzin można zobaczyć na samym dole mojej strony.
Przeglądając codziennie rano ruch na moich stronach internetowych, zauważyłem że na pierwszą stronę Onet.pl trafia co rano pięć  blogowych tekstów z czego TRZY -CZTERY dotyczy żarcia, a jeden do dwóch krąży wokół spraw społecznych i obyczajowych. Mam więc pecha, gdyż ani raz nie pisałem o żarciu, czym bardzo osłabiłem swoje szanse. Muszę chyba wziąć to pod uwagę. Zauważyłem też, że ważny jest sam tytuł, bo ten może przyciągnąć nawet ponad 100 000 czytelników. Ważna jest treść, która może się sprzedać jeśli trafi w zainteresowanie czytelników, czy może raczej czytelniczek blogów. Cóż jednak począć jeśli nie każdy potrafi tak pisać, aby zasłużyć na podobne zainteresowanie? Porzucić marzenia? Zrezygnować? Zmienić styl? Adresować treść do innej grupy wiekowej ?
Gdy tak sobie deliberuję nad moim sposobem widzenia tego rodzaju aktywności, to wydaje mi się, że aby znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania  muszę  sięgać do innych źródeł opinii niż te, jakie mogą się pojawić w komentarzach na blogu.
Z opowiadań przy stole – choć nie tylko – wiem, że od wieków toczona jest debata o możliwości osiągnięcia zadowolenia w życiu seksualnym, które zależy podobno od wielu czynników. Skoro jedno – blogowanie – jak i to drugie służy wyłącznie rozrywce, to pozwoliłem sobie wpisać do wyszukiwarki odpowiednio sformułowane pytanie i otrzymałem adres strony gdzie jedna z pań w odpowiedzi na pytania innej pani raczyła wyrazić swoją opinię w następujący sposób: Nie długość, nie grubość, a figlarność przyrodzenia daje maksimum zadowolenia :).”
Otóż to. Odpowiedź nie za długa, nie za krótka i figlarna przy okazji.
Chciałem napisać o tym krótko, a wyszło tak średnio – jak na moje standardy.  Chciałem ograniczyć objętość rezygnując z wielowątkowości, ale… Chciałem być figlarnym i to chyba też wyszło tak średnio. Chciałem nadać temu ciekawy i intrygujący tytuł, aby przyciągnąć oko, ale … proszę ocenić jak to wyszło i śledzić losy tej opowieści  bo ja wciąż mam nadzieję , że ci, którzy kwalifikują blogi do rankingów czytają nie tylko treść ale i komentarze.

RODACY, skończyły się igrzyska, nastał czas spokojnej pracy…

Doczekaliśmy się wyborów. Poznaliśmy wstępne wprawdzie, ale wyraziście zakreślone wyniki. Teraz już wiemy co się stało, a właściwie, to każdy z nas wie swoje, bo nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika opinii zagorzałych przeciwników morderczej walki wyborczej. Byliśmy świadkami słodkiego tryumfu wielu zwycięzców, jak i gorzkiej porażki niewielu. Jeszcze wypadnie nam trochę poczekać na ostateczne wyniki i ten czas wykorzystać na analizę liczb, wskaźników, diagramów, słupków i całej niezwykle rozbudowanej statystyki. Czytaj dalej

Wiem, a jeśli nie wiem, to się zapytam…

Jutro cisza – wyborcza. Aż się boję czy wytrzymam bez słodkich obietnic, bez pikantnych szczegółów dotyczących życia liderów partii, działaczy, bez oceny ich programów i szans wyborczych. Na cały ten zamęt spuszczamy kurtynę milczenia i żyjemy tak, jak lubimy. Jeszcze tylko sam akt wyborczy i nerwowe oczekiwanie na wyniki. Czy wskutek naszego obywatelskiego aktu głosowania zatriumfuje  nadzieja na lepsze jutro, czy raczej wzmocnią się obawy o niepewną przyszłość?  Dzisiaj jeszcze słucham wystąpień liderów kończących kampanię wyborczą i komentarzy ekspertów, którym dziennikarze dają szansę wykazania się zmysłem prorokowania na temat realiów powyborczej Polski. Dzisiaj rano strona temyśli.pl udostępniła na fejsbuku mema o treści: Jeśli czegoś nie wiesz, to się zapytaj i nie pajacuj. Spodobało mi się to przesłanie, zwłaszcza, że udostępniono je w tak ważnym okresie. Ogromna rzesza wyborców, zwłaszcza pochodzących z tzw. twardego elektoratu doskonale wie czego chce i absolutnie wierzy w czystość intencji i kompetencje  swoich idoli. Oni też wiedzą czego chcą ich wyborcy i tylko to im powtarzają przez całe lata permanentnej walki o to, co w niedzielę znajdzie (jak mniemają) pozytywne dla nich rozstrzygnięcie. Zastanawiając się nad tym dlaczego ten niewinny tekst mema znalazł prawie 7 tysięcy polubień i 1300 udostępnień skomentowałem go następującymi słowami: Wujek Google wszystko wie i ci odpowie. Dla wzmocnienia przekazu dodałem innego mema o treści:  To żaden wstyd przyznać się, że nie zna się odpowiedzi na  wszystkie pytania… To żadna ujma pokazać, że popełnia się błędy… Głupotą jest udawać, że wie się wszystko
    Zauważyłem, że w ciągu godziny mój wpis zyskał kilkadziesiąt polubień i to mnie zaintrygowało. Na pytanie Magdaleny : – A co jeżeli dotychczasowe pytania zostają bez odpowiedzi? Odpowiedziałem: – To jest jeszcze ciocia Wiki. Po chwili dodałem jeszcze fragment „Filozofii po góralsku ks. prof. Józefa Tischnera z dopiskiem: To na wypadek gdyby w/w sposoby zawiodły

Rozum JT.
Przyznam się, że liczyłem na interesującą wymianę zdań choćby wokół czekających nas wyborów, ale nie doczekałem się. Liczba polubień wpisu o wujku Google przekroczyła już setkę i nadal rośnie, a ta o rozumie nie otrzymała ani jednego. Widocznie wartość tych tekstów jest tak różna, że to wszystko wyjaśnia. Upewniłem się, że mam rację gdy obejrzałem nowy odcinek filmu „Matura to bzdura”, który dzisiaj pokazano aby zilustrować sytuację świadomości przedwyborczej młodych Polaków. Zapraszam: http://onet.tv/k/wyluzuj/matura-to-bzdura-wybory-parlamentarne/hbgesl?utm_source=onetsg_fb_direct&utm_medium=onetsg_fb_info&utm_campaign=onetsg_fb

Była debata? Jaka debata? Kto wygrał? – Beata!

Kto żyw bierze dzisiaj udział w debacie na temat wczorajszej debaty. Pytania wokół tego, co to właściwie było i kto wygrał zawarłem w tytule. Odpowiedzi zależą od tego kto odpowiada. Nie pierwszy raz w polskiej polityce punkt widzenia tak dokładnie zależy od punktu siedzenia. Pod wypowiedzią pana Błaszczaka może podpisać się każda ze stron pod warunkiem, że zamiennie użyje imienia Ewa lub Beata. Czytaj dalej

Biedni nasi frankowicze

Wszyscy znamy gorzką lekcję nauki jaką otrzymały od wolnego rynku na którym króluje kapitalizm, nasi amatorzy łatwych zysków z inwestowania na rynku nieruchomości pieniędzmi pochodzącymi z kredytu nominowanego we frankach szwajcarskich. Protestów było dużo, nagłośnienie dzięki mediom, zwłaszcza o prawicowym nastawieniu też było ogromne. Nasz obecny prezydent, jeszcze jako Prezydent elekt głosił, że… popiera żądania frankowiczów dotyczące przewalutowania kredytów po kursie z dnia podpisania umów. Takie rozwiązanie wymaga dokapitalizowania banków przez ich właścicieli. To nie stanie się samo z siebie bez szeroko zakrojonej ofensywy na arenie międzynarodowej, bowiem kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego, to nie polska wewnętrzna sprawa, a kwestia wiarygodności i uczciwości systemu finansowego UE i strefy euro. http://wpolityce.pl/gospodarka/254908-kredyty-we-frankach-to-nie-wewnetrzna-sprawa-polski-lecz-kwestia-wiarygodnosci-unii-europejskiej W tej sprawie sporo się działo i nadal się dzieje pod naciskiem zainteresowanych wciąż wspieranych przez polityków PiS i innych partii opozycyjnych. Oto Wiceprezes tej partii, a zarazem wysoko postawiony funkcjonariusz Unii Europejskiej  Ryszard Czarnecki pisze na swoim blogu co następuje: KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) nie bierze też pod uwagę ryzyka zmiany otoczenia prawnego, choć przecież wielokrotnie zabierała w tej sprawie głos szacując „straty” sektora bankowego w przypadku ustawowego „przewalutowania” kredytów po kursie złoty/frank z dnia podpisania umów. Czyżby KNF lekceważył zapowiedzi urzędującego Prezydenta? Dziś tj. 10 października 2015r. o godzinie 14-tej w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu rozpocznie się manifestacja, która następnie przemaszeruje Nowym Światem i Placem Trzech Krzyży pod Sejm RP. Niemoc instytucji Państwa Polskiego, które powinny chronić obywateli, należy natychmiast przerwać, a problem „kredytów we frankach” powinien jak najszybciej zostać ustawowo uregulowany.  Całość tekstu: http://ryszardczarnecki.blog.onet.pl/tag/frankowicze/ Sejm zdążył już coś w tej sprawie uchwalić, sektor bankowy zdążył przedstawić koszty  takiego posunięcia oceniając je na kwotę ok. 20 mld. zł. Jest to  suma będąca rocznym zyskiem całego sektora bankowego, na co trudno im się zgodzić. U progu zmiany warty przy państwowym sterze mamy więc stan rzeczy, który powiększy nasze obywatelskie zobowiązania, bo przecież wiadomo,  że banki aby to pokryć muszą powiększyć swoje oprocentowania kredytów i podnieść wysokość prowizji przerzucając ten ciężar  na nas, swoich klientów. My, obywatele demokratycznego państwa prawa, kochający sprawiedliwość i solidaryzujący się z pokrzywdzonymi chcielibyśmy przychylić nieba i wyrównać krzywdy wszystkim, którzy głośno się o to upominają… Rolnikom, sadownikom, mundurowcom,” Dziadom Kultury”, nauczycielom, górnikom, pielęgniarkom i wszystkim innym, którym źle. Nie zapominamy też o tych, którzy w ciszy znoszą swoje męki i ból istnienia jak choćby głodujące dzieci, bezdomni… Państwo powinno, ale państwo to nie my, to ONI… Tak się jakoś złożyło, że ostatnio poprzez Fejsbuk natrafiłem na udostępniony przez jedno z mediów Chicago artykuł dotyczący właścicieli nieruchomości w Ameryce, którzy nabyli te nieruchomości w złym momencie. Poprzez dobrze opisany mechanizm tworzenia tzw. bańki popytowej na domy, doprowadzono tam do kryzysu na światową skalę, której skutki ponoszą do dzisiaj zwyczajni obywatele. Kupili sobie domy w kredycie hipotecznym, ale po cenach znacznie przekraczających faktyczną wartość rynkową tamtejszych domów. Korekta cen jaką wywołało i obnażyło załamanie rynku, uświadomiła milionom ludzi fakt, że wprawdzie mają wymarzone domy, ale zamiast zaplanowanego zysku z tytułu stałego wzrostu cen mają nagle ogromne straty, bo realna wartość ich domów po paru latach spłat sięga nagle połowy, czy 2/3 wartości zaciągniętego kredytu. Próba ucieczki z tej pułapki nie wchodziła w grę, bo nadmiar podaży domów wywołał dalszy spadek cen, a kredyty trzeba jednak spłacać do zaciągniętej wysokości. Tu już pora oddać głos tamtejszemu doradcy finansowemu: http://www.polishweeklychicago.com/modyfikacja-shortsale-zadluzenie/  „Minęło już prawie 8 lat od szczytu cenowego na nieruchomości, a wielu  “właścicieli” domów, czy mieszkań nie potrafi się pozbierać, bo stale ma większą pożyczkę do spłacenia niż realna wartość domu. I nieraz przychodziło do głowy: “Po co ja to płacę, jaki to ma sens?” W czasie tych 8 lat jedni zaciskali zęby i spłacali, inni próbowali poprawić sobie sytuację przez “cudowną” modyfikację pożyczki, inni pozbywali się “garba” w postaci nadmiernego zadłużenia w jeszcze inny sposób. „…  Pokaźna grupa właścicieli domów spróbowała tzw. MODYFIKACJI pożyczki, która pozwalała przez 5 lat płacić trochę mniej, ale między innymi kosztem wydłużenia czasu spłaty pożyczki do 40 czy nawet 50 lat i obniżenia oprocentowania na ten 5-letni okres. Po tym okresie procenty zwykle rosną do góry przez kolejne 3 lata, spłaty są coraz to większe, a wartość domu stale jest niższa niż wartość pożyczki. Czyli na tej “cudownej modyfikacji” pożyczki zarobił tylko bank. Płacił “biedny” właściciel przez 5 lat “mortgage”, a tu stale “do tyłu” i okres spłaty się wydłużył ”
Ameryka daje takie samo prawo bankom i pożyczkobiorcom, dlatego zarządzający bankami za wszelką cenę chcą uniknąć rozwiązania dla nich najmniej korzystnego (SHORT SALE), ale jeśli nie mają wyjścia to się zgadzają. Co to takiego ten SHORT SALE? – pyta doradca i od razu odpowiada: „To po prostu sprzedaż domu przez właściciela za zgodą banku po realnej cenie, która nie ma nic wspólnego z ceną, za którą kupiło się kiedyś dom czy mieszkanie. I co najważniejsze, w momencie sprzedaży są przebaczane wszystkie długi związane z nieruchomością (pożyczka i koszta sprzedaży, koszta agentów, adwokatów, zaległe podatki za dom i zaległości w płaceniu). Bank zabiera wszystkie pozostałe pieniądze, ale właściciel wychodzi “na czysto”, czasami jeszcze bank daje do $ 3000 na przeprowadzkę. Dodatkowo w okresie sprzedaży na short sale (około 1 rok, czasami dłużej) właściciel mieszka praktycznie za darmo nie spłacając pożyczki i podatków za dom. Może to się wydawać czasami zbyt kolorowe lub niemożliwe, ale w takiej sytuacji bank praktycznie nie ma lepszego wyjścia (wszystko inne będzie kosztować bank więcej). Dlatego właściciele banków będą mamić właścicieli domów różnego rodzaju modyfikacjami czy podobnymi, aby to stale zarabiał bank kosztem klienta… „
Autor  w końcówce tekstu zaprasza do kontaktu osobistego w celu skorzystania z pomocy w rozwiązaniu problemu.
Tu zwracam uwagę na fakt, że sprzedaż short sale przecina gordyjski węzeł zadłużenia, ale nie ma tam słowa o mieszkaniu zastępczym. To już jest inny problem i trzeba się z nim uporać w oparciu o inne przepisy.
Przytaczam te dwa sposoby rozwiązania problemów ludzkich, w które tam i tu wpędziły ludzi zachłanne  jak zawsze banki, wspierane przecież  przez państwo.
Często powołujemy się na przykłady z zewnątrz, z krajów starych demokracji i przy okazji o niebo bogatszych od nas. Porównajmy więc te fakty i spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie dokąd prowadzą nas populistyczne często i obliczone na wygranie wyborów posunięcia pretendentów do władzy. Zapraszam do rozmowy.

 

Cham zostanie chamem, na wieki wieków… Amen

Kiedy zauważyłem  na fejsbuku hasło „Każdy cham zostanie sam” udostępniony przez stronę temyśli.pl, to pomyślałem, że autor słusznie prawi, pod jednym wszak warunkiem: Wszyscy musieli by się od niego odwrócić zanim zdoła nam dokuczyć, czy choćby zniesmaczyć nas swoim chamskim postępowaniem. Wiemy jednak, że tak nie jest. Dajemy się jednak nabrać zbytnio ufając swojemu pierwszemu wrażeniu, lub dostajemy go w pakiecie z rodziną, której się nie wybiera, z grupą przyjaciół, wśród których hasają  również chamy dokuczając właśnie nam, z tak wymarzoną pracą, z kolegami w klasie, a nawet nauczycielem w szkole lub na studiach. Czy zatem jest szansa na to, że cham  zostanie sam? Czytaj dalej

Nadawanie symboli i przypisywanie znaczeń

Kiedy rankiem odpaliłem komputer, to pierwszą informacją jaką dostrzegłem na fejsbuku była fotografia lustra w starej ( a nawet bardzo starej) ramie stojącej wprost na podłodze. W lustrze odbijało się wnętrze jakiegoś pomieszczenia urządzonego w stylu tego lustra. Zdjęcie pochodziło ze strony promującej „piękno czystej formy” zwłaszcza w mieszkaniach i ogrodach. Pomyślałem sobie… Oto  widoczek pochodzący wprost z naszego rodzinnego domu. Dopisałem więc pod zdjęciem następujący komentarz:  – Moja córka wyjeżdżając na obczyznę zabrała ze sobą stare lustro w podobnie starej ramie. „Jak spojrzę w nie, to zobaczę swoich dziadków, którzy się w nim przeglądali…” – powiedziała. Czytaj dalej

Pogadać, ale z kim i o czym?

Już wiele razy spotkałem się z wyrażanym na różne sposoby ludzkim marzeniem o spotkaniu z kimś, z kim można sobie tak od serca pogadać. Zawsze w takich razach rozumiałam o co im chodzi i za jakimi rozmówcami tęsknią, gdyż sam doświadczałem takiej potrzeby. Zwłaszcza po dłuższym pobycie z ludźmi, z którymi zwyczajnie nie daje się pogadać, bo to oni gadają i to o tym, na czym najlepiej się znają, a więc o sobie, o swoich chorobach, nawykach, smakach, swoim sposobie bycia i swoim rozumienia świata, które nie dopuszcza innego spojrzenia… Czytaj dalej

Rok nie wyrok

Ewa Kopacz podsumowała dziś rok rządów Platformy Obywatelskiej – czytamy we wszystkich gazetach. Premier wylicza, co z ogłoszonego rok temu expose udało się zrealizować. – To był rok spełnionych obietnic – uznała Kopacz. – Jednej rzeczy osiągnąć się nie udało – opozycja nie podjęła ręki wyciągniętej do współpracy. Szkoda – mówiła…
Przed rokiem gdy spadła na nas wiadomość o awansie Donalda Tuska na prominentne stanowisko w Brukseli , a na panią Kopacz spadł  podobny awans w kraju, to wielu dziennikarzy starało się jej doradzać w temacie czym powinna się zająć. Pomysłów było sporo, myślę że proporcjonalnie do sympatii jaką sobie zaskarbiła dotychczasowym działaniem jako minister i Marszalek Sejmu. Ja również skomentowałem to na blogu taką oto propozycją: http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/09/15/pani-premier-nie-pyta-ale-zapewne-slucha/   Jedna rada ???:
Przeczytać  wszystkie rady,
a robić to, co zrobić się da,
ale tak do końca,
ale tak – do dna…
Nie miała bidula dobrego startu, bo przyjmowała ten urząd niczym gorący kartofel i jak się to mówi z dobrodziejstwem inwentarza, gdyż całą zapiekłą nienawiść do Tuska natychmiast przelano na nią. Przejmowała więc wszystko co tamten naobiecywał  i wszystkie problemy, które wewnątrz PO wykreował poprzednik. Złośliwi powiadają : Gdzie diabeł nie może tam kobietę pośle… No i posłał. Klimat tamtego czasu próbowałem oddać w kolejnym tekście z 3.10.2015 r., któremu nadałem tytuł: Nowy rząd. Krajobraz po bitwie, której nie było… Napisałem tam m.in.: Narobiło się co niemiara. Wróg publiczny no.1, który był dla wielu szansą istnienia bez walki sam zniknął z tej zabetonowanej od lat przestrzeni publicznej. „Sprawca wszelkiego zła, który zniszczył Polskę” nieoczekiwanie dostał premię za dobrą robotę przechodząc na bardzo intratne stanowisko w Unii. Teraz będzie niszczył Unię tworząc konkurencję dla świeżo wybranych  euro posłów. Mało tego, że uciekł, to jeszcze zabrał ze sobą sporą grupę zdolnych i sprytnych ludzi. Kto teraz będzie naprawiał to wszystko zło? Kto zrealizuje te wszystkie obietnice jakie Tusk dopiero co złożył? Na domiar złego prorokowany od dawna rozpad przebrzydłej platformy nie doszedł do skutku, bo pozostawiona na funkcji zastępcy przewodniczącego „baba z prowincjonalnego Szydłowca” nadzwyczaj dobrze sobie poradziła z szansą przed jaką stanęła. I masz babo placek, zamiast rozpadu PO(paprańców) zanosi się na konsolidację w obozie władzy. Jakby tego wszystkiego było za mało, to jeszcze śmiała pozabierać zabawki wszelkim oponentom i zmieścić je w swoim expose. Czym teraz będą kusić wyborców? To jest kradzież programu! http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/10/03/krajobraz-po-bitwie-ktorej-nie-bylo/
Jest tam również zamieszczony opis ówczesnej reakcji o. T. Rydzyka upatrującego przejęcie rządu przez samego szatana i sugerującego potrzebę wkroczenia egzorcystów do sejmu. Oto fragment jego wypowiedzi:
Nie wiem, czy ja mogę powiedzieć, że to jest rząd polski, czy to jest rząd w Polsce – mówił o. Rydzyk na antenie Radia Maryja, oceniając skład gabinetu Ewy Kopacz. – Polacy potrzebują kompetentnego rządu, a rząd Ewy Kopacz jest stary, skompromitowany podsłuchami i urozmaicony koleżeńskimi i partyjnymi roszadami – dodał. Nie wierzę, żeby aż taka słaba świadomość była, to jest już opętanie. To jest opętanie złem. Jeżeli ktoś działa tak dla pieniędzy, to jest typowy Judasz – mówił szef radia.
Ten klimat towarzyszył jej samej i całemu rządowi przez cały miniony rok niezwykle utrudniając , a nawet wykluczając tak potrzebną  komunikację społeczną . Myślę, że nawet opozycja – tak konsekwentnie prąca do władzy – nie zazdrościła pani premier klimatu jaki sama jej stworzyła.
Rok był trudny, to wszyscy pamiętamy. Pogarszające się relacje z Rosją i embargo na produkty rolne, spadek cen surowców i wynikające stąd problemy górnictwa i całego Śląska. Ciągłe zagrożenie strajkiem i roszczenia zgłaszane przez wiele grup zawodowych, a wreszcie narastający konflikt imigracyjny – to tylko niektóre z okoliczności, z którymi trzeba było się mierzyć.
Teraz mamy szczyt kampanii wyborczej sięgającej do coraz ostrzejszych form walki o dominację swoich racji i zawładnięcie umysłami wyborców, będących nie tylko fanami uczestników walki wyborczej, ale i ludzi dotychczas niezdecydowanych lub biernych. Cytowane na wstępie podsumowanie minionego roku ma tyle pozytywnych co i negatywnych komentarzy, ale nawet  prezydent przyznaje że „statystyki wprawdzie mówią, że jest wzrost, ale … Tu już jest gorzej, bo przywołuje się świadome kłamstwa i opinie nasuwające wątpliwości co do uczciwości GUS i innych państwowych instytucji – bo państwo mamy tylko teoretyczne, a faktycznie jest „kamieni kupa”- jak powiadają najbardziej zagorzali wrogowie.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że formy stosowanej walki zupełnie mnie powalają. Choćby w tym filmie: Pani kłamie https://www.facebook.com/397510800308630/videos/955246954535009/?pnref=story  – czy to jest normalna walka wyborcza?
Kroplę goryczy przelało zamieszczenie wczoraj na Fejsbuku zdjęcia z przygotowanego powitanie premier Kopacz we Wrocławiu. Grupka ludzi trzyma rozwinięty transparent: „ Za zdradę Narodu spotka cię kara zawiśniesz na sznurze ty k**wo stara” . Zdjęcie pochodzi ze strony Bóg Honor Ojczyzna. Napisałem pod nim komentarz :
– Boga przynajmniej w to nie mieszajcie. Odpowiedź pojawiła się natychmiast:
– nic tu nie wspomina o Bogu
– A  nazwa strony? – zapytałem
– A tam na tej stronie to wszystko jest – otrzymałem odpowiedź
– Nawet groźby karalne? – drążyłem dalej temat. Otrzymałem tylko emotikona ze skrzywionym wyrazem twarzy. To i tak łaskawie, że nie potraktowano mnie określeniem przygotowanym dla pani premier – pomyślałem.
Pani Premier swoje optymistyczne podsumowanie roku zakończyła marzeniem: Chciałaby za cztery lata znów się z nami spotkać i w podsumowaniu powiedzieć : To co obiecałam, to zrobiłam. Niby nic w tym dziwnego, że tak mówi przywódca partii rządzącej, ale czy to ma jakąś moc sprawczą?

Tego nie wiem, ale się dowiem i za miesiąc tu opowiem…