Migracja była, jest i będzie, tak w Polsce jak i wszędzie

Każdy, kto nawet nie interesuje się polityką, nie czyta gazet, a w telewizji ogląda tylko seriale wie, że rząd Polski zgodził się przyjąć 2000 imigrantów, którzy sforsowali przeszkody naturalne i dotarli do Włoch i Grecji, aby tam szukać rozwiązania swoich kłopotów. Znamy już pierwsze reakcje naszych polityków, zwłaszcza tych niechętnych inicjatywie rządu i samemu rządowi. Te reakcje zderzają się z pełnymi refleksji wypowiedziami trzeźwo myślących  ludzi dostrzegających tak proste zestawienie jak 2ooo uchodźców przybywających do naszego kraju z liczbą 20 000 000 Polaków – też emigrantów żyjących poza granicami Polski w całym świecie. Nie wiem, czy ten rachunek przyniesie jakieś otrzeźwienie zwłaszcza ludziom mieniącym się katolikami i namiętnie wykorzystującym swoje zapatrywania religijne w kampanii wyborczej. „Gość w dom – Bóg w dom” – powiadają, ale tych biedaków dalej odsyłają…
Przypomnę naukę kościoła o jakiej pisałem z okazji Dnia Migranta i Uchodźcy przed trzema laty. Mamy innego urzędującego Papieża, ale poprzednik i autor cytowanego orędzia wciąż żyje i zapewne poglądów nie zmienił…

Dzień Migranta i Uchodźcy

Dzisiaj będąc w kościele na niedzielnej mszy św. usłyszałem o jeszcze jednym obchodzonym dniu. To właśnie dzisiaj, 15 stycznia, kościół obchodzi Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z omówienia idei tego święta wynika, że… dzień ten jest pomyślany jako „okazja dla pobudzenia wspólnot chrześcijańskich do odpowiedzialności wobec braci migrantów oraz do obowiązku współdziałania w rozwiązywaniu ich różnorakich problemów”.
To dobrze, że kościół zajmuje się rodakami na emigracji, bo to jest wciąż ogromna liczba ludzi decydujących się na rozstanie z rodziną po to, aby załatwić jakieś tam życiowe sprawy. Trudy emigracji przeżywa nie tylko ok. 1,5 mln naszych emigrantów, ale również ich rodziny martwiące się o los bliskich. Modlitwy w ich intencjach są więc jak najbardziej na miejscu. I to nie tylko u nas w kraju, ale może przede wszystkim w krajach gdzie nasi migranci przebywają. Tam kościoły z językiem polskim są nie tylko domami modlitwy, bo wokół nich gromadzi się często lokalna Polonia, świadcząc sobie pomoc w różnych, choćby adaptacyjnych problemach. Chyba wszyscy wiedzą co to jest Jackowo, czy Władysławowo w Chicago, czy inne takie miejsca w europejskich współczesnych centrach emigracji.

Gdy słyszę o emigracji, to moje myśli zawsze wędrują do owych…”różnorakich problemów” jakie stanęły na mojej drodze, gdy sam byłem w takiej sytuacji. Byłem migrantem, a ściślej emigrantem w Polsce, a równocześnie imigrantem w USA, gdy w 1984 r wyjechałem do USA na pół roku( na tyle przyznawano wizę turystyczną). Niestety, jak się tam okazało, po połowie roku poszukiwań jakiejkolwiek pracy wciąż nie miałem żadnych pieniędzy, a więc nie miałem z czym wracać. Już pisałem na tym blogu o rozterkach jakie w oddaleniu od rodziny musiałem przeżywać. Przerobiłem na własnej skórze różne zawirowania i dobrze wiem ile przykrości i upokorzeń musi przeżyć niemal każdy pracujący u pracodawców – swojaków. Tam na obczyźnie okazywało się na ogół, że to Polak właśnie, znający jako-tako język i zasady funkcjonowania na tamtejszym rynku pracy, bywał znacznie gorszym pracodawcą niż obywatele kraju, w którym przebywamy. Obecne kierunki migracji od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej uległy zupełnej przebudowie. Dzisiaj wyjeżdżający za pracą na ogół mają w kieszeni kontrakty, ich praca jest legalna, mają ubezpieczenie i zasiłki socjalne. W tym obszarze naszym emigrantom jest coraz lepiej. Pozostaje jednak do uwzględnienia wiele innych zagrożeń czyhających na obczyźnie. Papież Benedykt XVI przypomniał o tych zagrożeniach w swoim orędziu na ten dzień podkreślając, że: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x50354/oredzie-na-swiatowy-dzien-migranta-i-uchodzcy/ „… Ludzie poszukują lepszych warunków życia lub uciekają przed groźbą prześladowań, wojen, przemocy, głodu i klęsk żywiołowych. To doprowadziło „do nie mającego precedensu wymieszania osób i narodów, rodząc nowe problemy z punktu widzenia nie tylko ludzkiego, ale także etycznego, religijnego i duchowego”.
Przypomniał przy okazji o obowiązku jaki spoczywa na wspólnotach chrześcijańskich, które powinny szczególną troską otoczyć pracujących migrantów oraz ich rodziny poprzez modlitwę, solidarność i chrześcijańską miłość, a także wprowadzanie nowych programów politycznych, ekonomicznych i społecznych, które będą sprzyjały poszanowaniu godności każdej osoby ludzkiej, ochronie rodziny, będą zapewniały godziwe mieszkanie, pracę i opiekę. Natomiast kapłani, zakonnicy i zakonnice, świeccy, powinni pomagać migrantom w przezwyciężaniu trudności integracyjnych…”

Warto więc wiedzieć, że gdziekolwiek jesteśmy, to wśród chrześcijan powinniśmy się czuć jak w rodzinie, która przecież niejedno przeżywa i daje sobie radę. Czy jednak sięgamy po wsparcie wśród współbraci w wierze? To wiedzą najlepiej ludzie, którzy taką przygodę mają już za sobą lub aktualnie przebywają za granicą.
Zaglądam dość często do działu listów pisanych do tygodnika „Angora”. Wiele z nich jest pisanych przez emigrantów właśnie. Znajdziemy tam zarówno pozytywne jak i negatywne opisy doświadczeń naszych ziomków. Ponieważ wiele złych doświadczeń wynika jednak z naszych własnych win i zaniedbań, postanowiłem zacytować na zakończenie fragment listu Łucji Jurys, która po powrocie z 20 letniego pobytu w Kanadzie, już na emeryturę w Polsce napisała takie słowa: (Angora nr 1 z 8.01.2012)      …Mówiąc o moim losie emigranta, podkreślam, że kraju, do którego się jedzie nie wolno traktować jak wroga!!! Jest to trudne, bo jesteśmy często tam niezrealizowani zawodowo, rozbici rodzinnie i pełni wątpliwości w wyborach życiowych. Ale to trzeba przełamać. A najlepiej zrobić to swoja pracą. Czyli dać coś temu krajowi, a nie tylko brać. To brzmi może gazetowo, ale my Polacy, nie powinniśmy być tak roszczeniowi w obcym kraju, powinniśmy natomiast mniej pić ze smutku, mniej narzekać i więcej się uśmiechać. Moje dzieci są tam szczęśliwe, choć bardzo kochają także Polskę. Ja tu jestem szczęśliwa, ale lubię też Kanadę i zawsze traktuję ją jak drugą ojczyznę. Życzę wszystkim sfrustrowanym rodakom zdrowia do ciężkiej pracy tam, także daleko, a po pracy jak najmniej zapijania smutków. Chwile zadowolenia przychodzą dopiero po pewnym czasie, a obcy kraj staje się przyjazny. A potem to już się obcina kupony od podjętych decyzji…
    Nie chcę prowokować ataku myślących inaczej, ale wydaje mi się, że ta pani wie o czym pisze. Pomagajmy sobie wszyscy,  ale wpierw pomóżmy również sami sobie, co? Z badań Głównego Urzędu Statystycznego z października 2011 r. wynika, że czasowo za granicą przebywało w 2010 r. prawie dwa miliony Polaków. Liczbę migrantów w całym świecie szacuje się na ponad 200 mln.

…Kończąc przypomnę jeszcze pojęcie „Emigracja wewnętrzna” , które było modne w końcówce epoki PRL-u. Nawet w klapie marynarek nosiło się „oporniki” mające coś zademonstrować. Czy dzisiaj istnieje emigracja wewnętrzna?
Pytanie kieruję zwłaszcza do zwolenników PiS i całej prawicy, którzy od 8 lat przebywają na emigracji wewnętrznej i z poszerzania jej szeregów uczynili swoje narzędzie walki politycznej o powrót do władzy. Jak wygrają, to obecny obóz władzy uda się … gdzie? Na emigrację wewnętrzną? Oby tylko…

28 uwag do wpisu “Migracja była, jest i będzie, tak w Polsce jak i wszędzie

    • — no właśnie też czytałam ten artykuł… nie jeden pewnie powie; przecież co innego emigracja zarobkowa a co innego uchodźcy polityczni… no tak, ale jak wiadomo Polacy nie tylko za pracą opuszczali kraj… weźmy lata 50-60-70 minionego stulecia… // wymądrzać się nie będę w tej kwestii, bo znam tylko te czasy z opowiadań ludzi, którzy w tych latach żyli i jeszcze pamięć ich nie zawodzi //
      — pozdrawiam

      Polubienie

      • Tu się przyklejam, bo niedawno u znajomej na blogu napisałem, że inną jest emigracja zarobkowa, inną polityczna. Podobnie pisze ~alik. Jedni emigrują za chlebem, drudzy po prostu ratują życie. Nie wdaję się w polemikę, bo wielu rzeczy o problemie nie wiem. Problem jest poważny i złożony. Nie tylko o życie ludzi na tą chwilę idzie. Każda narodowość ma soje cechy. Niektóre są trudne do współżycia. Jedni leniwi, drudzy zadziorni. Dookoła widzimy co się dzieje. By nie filozofować powiem tak, jestem za tym by pomagać, niekoniecznie u siebie. A problemów gospodarczych i politycznych nie rozwiązuje się poprzez emigrację. Dzięki, pozdrawiam. 🙂

        Polubienie

      • Jestem całym sercem za pomaganiem ludziom z Afryki i Azji, którzy niczym nie zawinili, a cierpią niewyobrażalną biedę i strach o to, czy jeszcze jutro będą wśród żywych. Nie jestem, podobnie jak Note Jedrek, za przyjmowaniem ich do naszego kraju i w ogóle przez kraje Europy. Dlaczego? Ten proces nigdy się nie skończy. To, że przyjmiemy 2000 ludzi nie rozwiąże problemu. Zawsze będą pokrzywdzeni i tacy, którzy za wszelką cenę będą chcieli opuścić kraj. Cały świat powinien pomagać, ale w ich miejscu zamieszkania. To wydaje mi się sprawiedliwe i bardziej ludzkie. Dlaczego kilka tysięcy ludzi ma dostać azyl? Być bezpiecznymi. A co z resztą, tymi co zostaną i cierpią tak samo jak ci, którym świat pomoże?
        Nie jest to rozwiązanie sprawiedliwe.
        Pozdrawiam Tatulu:)

        Polubienie

      • Syria leży w regionie gdzie znaczne wpływu zdobyła ISIS. Trochę światła na sprawę Syrii rzuca choćby ten materiał:
        http://www.prawica.net/41629
        Tam od zawsze wrzało, a teraz zrodziła się nowa siła, która chce podbić i nawrócić na islam cały świat niewiernych. Kto ich pokona? Czy broniąc jednych trzeba koniecznie zabijać drugich?
        Jak przywrócić ład w Syrii aby ludność nie uciekała przed ISIS? To są trudne pytania. Przydałby się żandarm, który żelazną ręką zaprowadziłby ład i stosowanie prawa. Nie mamy takiego żandarma i.. nie chcemy go mieć.
        Naprawdę widzisz Elżbieto możliwość pomagania uciekinierom tam na miejscu?

        Polubienie

  1. Brak pokory i pycha (tylko ja mam rację, poglądy innych się nie liczą), powoduje, że katolik w Polsce kojarzy się bardzo źle, a nawet tożsamy z ciasnotą umysłową. Swój udział mają posłowie mieszający z błotem ludzi mających inne zdanie. Inna religia, inny kolor skóry już budzi sprzeciw. Twierdzę, że niewiele zrobiliśmy, aby hasło Polska dla Polaków zmieniło znaczenie i stało się Polską dla wszystkich, którzy tu zechcą mieszkać .By pojęcie emigracja wewnętrzna nikomu nie było znane. Ten post służy właśnie temu.

    Polubienie

  2. Od urodzenia mieszkam w tym samym miejscu a ty na Śląsku całe moje wcześniejsze pokolenia. Ale widzę tych którzy tu po 1945 roku do nas przybyli. Różnie to potem wyglądało. Niełatwo i jednym i drugim w takiej sytuacji i pomimo tego że tyle czasu juz upłynęło tą obcość tych przyjezdnych obyczajowo i kulturowo dalej się odczuwa…Więc co dopiero kiedy przybędą tu ludzie z Aftyki i Azji..Pozdrawiam serdecznie-;))

    Polubienie

  3. ~Kneź pisze:

    Wielu katolików, chociaż to deklarują, nawet trudno chrześcijanami nazwać, co z przykrością stwierdzam słuchając ich lub obserwując. Ich rozumienie dobra, miłości, łaski, czy świadectwa to jakaś karykatura wiary i etyki. Z przykrością trzeba powiedzieć, że to zasługa także i naszych duszpasterzy, którzy też bywają żenujący. To wszystko ludzkie, ale odrzucanie drugiego człowieka ludzkie nie jest. Że on czarny albo śniady i mówi w niezrozumiałym języku to cierpi inaczej, czuje odmiennie i żyć u nas nie ma prawa? Toż bliźni jest! A nawet gdy wiary innej, toż przecież na pewno jest jednym z ludów Księgi! W tamtym regionie innych w zasadzie nie ma.
    Generalnie gdy się obserwuje naszą historię, to zachodzi zadziwiająca korelacja z wielonarodowością i wielokulturowością w naszym kraju – w czasach gdy one były bardzo pospolite następował rozwój i powodzenie. Gdy zanikały, kraj podupadał i ubożał. Wtedy zaś budziły się dodatkowe demony i upiory wspomagane przez obcych „życzliwych”, spoza granic. Wtedy to nie tylko ci „inni” z kraju emigrowali – bywało tak źle, że tu żyć się nie dawało.
    A dlaczego teraz taka wielka fala emigracji? No przecież nie z tego olbrzymiego dobrobytu i perspektyw godziwego życia! A że dobrze nie jest to chyba tez te protesty przeciwko imigrantom świadczą, bo w tej naszej jakże niepewnej sytuacji ludzie jakoś nie garna się do obcego.
    I to świadczy nie tylko o naszym chrześcijańskim wyjałowieniu, ale też chyba i o kryzysie społeczeństwa?
    Późno już to i nieskładnie mi coś idzie, ale może z rana będzie lepiej? 🙂

    Polubienie

    • ~malgosiaK pisze:

      Polecam ksiazke Ryszarda Kapuscinskiego pt: ” Ten inny”
      Bardzo madre wyklady dotyczace roznych aspektow „innosci”. Wnikliwa analiza naszych zachowan , obaw, stereotypow. Lepiej niz Kapuscinki nie napisze , wiec odsylam do ksiazeczki.Jest tam miedzy innymi potwierdzenie slow Knezia. Kapuscinski twierdzi ze bardzo malo ludzi wyrusza na poznanie swiata z wlasnej i niewymuszonej woli. Czlowiek jest istota osiadla i do emigracji zmusza go albo wojna albo sytuacja ekonomiczna albo …jedno i drugie.
      Ludzie nie garna sie do obcego bo po pierwsze nie sa jego ciekawi a ciekawosc jest podstawa i zrodlem wszelkich spotkan.
      Po drugie obcy jako nieznany jest zagrozeniem dla naszej zyciowej rownowagi. ( jesli zalozymy ze istnieje cos takiego jak ” rownowaga zyciowa ” 🙂 Boimy sie bo jak wiekszosc smiertelnikow czujemy ze spotkanie z kims innym moze wywolac w naszym zyciu nieodwracalne zmiany. A zmiany sa dla wielu zapowiedzia niebezpieczenstwa.Konfrontacja z inna kultura , sposobem myslenia wywoluje w nas niepokoj.
      Nie bede sie tu dluzej madrzyc , lepiej siegnijcie po ksiazke . Dla mnie to rewelacja szczegolnie dlatego ze jak zwykle Kapuscinski nie ocenia ,nie wydaje sadow .Opisuje fakty. Kapuscinski nie wysmiewa naszych strachow przed obcymi . Tlumaczy nam tylko mechanike i zrodlo takich zachowan. I zostawia wybor; albo jestesmy ” ciekawi swiata” i mimo zagrozen wyjdziemy na spotkanie drugiego albo nie jestesmy ciekawi i ….bedziemy mieli ten wymarzony swiety spokoj .Napisalam o zagrozeniu bo jestem swiadoma ze nie kazdy obcy jest przyjazny , nie kazdy ma pokojowe zamiary. Ale coz…. bez podjecia takiego ryzyka nie mamy szansy na SPOTKANIE.

      Nie wiem czy dosc jasno wyrazilam co chcialam wyrazic – jestem w pracy i pisze w czasie przerwy.:)

      Poruszyles bardzo ciekawy teamt Tatulu. Mam nadzieje ze dyskusja sie rozwinie.
      Serdecznie pozdrawiam
      Malgosia

      ps : przepraszam za literowki ,:)

      Polubienie

      • MałgosiuK – jestem wyznawcą mądrości sentencji głoszącej, że coś tam rozpoznaje się po pytaniach, a coś innego, ale równie cennego rozpoznaje się po odpowiedziach. Wiem że znasz autora i też przyznasz mu rację.
        Bardzo dziękuje za objaśnienie mechanizmów rzutujących na zachowania społeczne ludzi. Wskazaną książkę poszukam.
        Pozdrawiam serdecznie
        Miłego dnia

        Polubienie

  4. Gratulacje z powodu znalezienia się w rankingu blogów! Temat niezwykle potrzebny do dyskusji, choćby z tej racji, że 46% młodych pragnie wyjechać. Za normalną pracą i płacą za którą przeżyją i jeszcze odłożą, Tak zrobił mój siostrzeniec. Nie czuje się obco i nikt nie daje mu odczuć, że jest obcy. Tam zostanie, bo ma pracę i przyjaznych ludzi wokół. A jest to tylko małe miasteczko w Anglii. Pozdrowienia.

    Polubienie

    • Ja wyjeżdżałem nielegalnie i tak próbowałem pracować, aby coś zarobić i przywieźć do domu. Przeżyłem niezwykłą traumę – zwłaszcza gdy przez pół roku musiałem żyć kątem u znajomych i na ich koszt. Praca jaką w końcu znalazłem nie byłaby satysfakcjonująca dla większości dzisiejszych emigrantów zarobkowych.
      Nawet w tym obszarze zmieniło się bardzo dużo

      Polubienie

      • Właśnie siostrzeniec żałuje, że nie nauczył się wykładania kafelkami, bo po pracy w fabryce mógłby sobie dorobić. Tam jest zapotrzebowanie na pracę fizyczną.Pozdrawiam.

        Polubienie

      • Poradź kuzynowi, aby jako woluntariusz , za friko wybrał się z jakimś kafelkarzem na robotę i następną pracę wykona już sam.
        Nie święci garnki lepią.
        Ja na pierwszym spotkaniu z pracodawcą montowałem zamki do american door i zdałem egzamin

        Polubienie

  5. I mnie ongiś dopadła przymusowa emigracja za pracą i mieszkaniem. Wprawdzie bez opuszczania kraju, ale jednak – emigracja wewnętrzna. Wtedy to ze słowami; ” dla chleba, Panie, dla chleba, strony rodzinne opuścić trzeba”. Podzielam zdanie Uleczki ; „Niełatwo i jednym i drugim w takiej sytuacji i pomimo tego że tyle czasu juz upłynęło tą obcość tych przyjezdnych obyczajowo i kulturowo dalej się odczuwa…..” ODCZUWAM i to bardzo. Mieszkam tutaj już ponad 40 lat i niby wszystko jest OK; ale tylko niby. Antagonizmy narastają nie tylko przy walce o stołki [wybory]. Tu społeczeństwo jest podzielone na „chadziajów” [przyjezdnych] i „chanysów” -autochtonów czyli „swoich” i ten podział tkwi w mentalności [podświadomości] ludzkiej. Tego nie jest w stanie wyeliminować ani wiara [bowiem odczuwa się to także we wspólnotach parafialnych ] ani wymieszanie się rodzin [mieszane związki małżeńskie]. Swój to jest swój, nawet swój wróg [Kargul] jest lepszy od obcego, w którym nie wiadomo co siedzi. Najbardziej mnie zszokował incydent, gdy 6 letnia dziewczynka po wyborze na papieża Benedykta XVI powiedziała mi w obecności swej babci [omy]; „tera bydymy mieć „swojygo” papieża…” . Zapytałam dziecko; ” a jaka to różnica?” odrzekła rezolutnie; ” bo on jest Niemiec i umiy godać po niemiecku”. Oma się tą wypowiedzią wnuczki zestresowała gdyż przyszła do mego domu po bratki [za darmo] i obawiała się -czy po takiej wypowiedzi wnuczki nadal będę chciała jej te kwiatki dać, a potrzebował dużo [na groby] . Wniosek nasuwa się sam; w domu musiano przy dziecku nie tyle rozmawiać po niemiecku [jak śpiewał Rosiewicz] ale komentować wybór Benedykta XVI. To nie było w czasach PRL, lecz niedawno. Ile lat już minęło od czasu zakończenia wojny ? a te podziały na „swój” i „obcy” wciąż istnieją. Czy uda się zintegrować w społeczeństwie z przybyszami z innych krajów??? Daj Boże!

    Polubienie

    • Masz rację Basiu. Ja to obserwuję w małych zapyziałych miasteczkach, których ludność się wymienia. Zawsze napływowi są traktowani jako inni. Nawet w drugim pokoleniu mówi się o nich jako tych nie naszych.
      Nie zmienia to problemu jakim jest otwarcie na obcość, na inność. Czy to tylko tolerancja?

      Polubienie

  6. Aisab trafnie zauważyła: to sześcioletnie dziecko podział na swoich i obcych wyniosło z domu. Nie ma co ukrywać, że brak tolerancji także otrzymali w spadku po rodzinnych dyskusjach. Pozdrawiam.

    Polubienie

  7. To się gładko o humanitaryzmie gada, chrześcijańskie cnoty przywołuje lub wytyka, a mało kto w całej tej kwestyi ma na względzie, że nas okcydentalne kraje przymuszają brać na siebie poniekąd konsekwencyje onych dawniejszej kolonialnej polityki… Tudzież insze kwestyje, że w takiej masie to upilnować będzie trudno każdego kukułczego jaja, jakiego nam tu jakie islamisty podrzucą… I że za lat parę tego humanitaryzmu przyjdzie nam na policję i wywiady płacić dwakroć tego, co dzisiaj. A że nasze urzędasy nawet nie wiedzą, z czym się mierzą, to przykład meczetu w Warszawie pokazuje dobitnie: dla muzułmanów ziemia, na której choć raz stanął meczet, jest ziemią świętą po wieki wieków. Nawet jeśli jakimś cudem oni się nie mnożyć poczną, a zanikać i meczet w ruinę popadnie, to choćby za trzysta lat w obronie tej ziemi, gdzie może kto będzie chciał jakiego gościńca poprowadzić, każdy muzułmanin stanie walczyć do ostatniego tchu, niepomny, że mu tam kiedyś przodków przyjęto gościnnie…
    Latami wykazuję przykład naszych tutejszych osiadłych Tatarów, co wiekami lojalności (wobec narodu, nie państwa, bo tego przecie przez lat wiele nie było) dowiedli, że można takie budować wielonarodowe Rzeczpospolite… Ale nie z muzułmanami dzisiejszymi i nie z dzisiejszymi Polakami…
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    • Smutno dzisiaj prawisz Wachmistrzu. Nie ci dzisiejsi muzułmanie i nie dzisiejsi Polacy… Ciekawe czy w odniesieniu do innych nacji też można tak to powiedzieć.
      Cóż, trzeba być asertywnym i wielkodusznym ale też trzeba być racjonalnym do bólu. Materiał porównawczy jest przebogaty, zwłaszcza w krajach, które mając przeszłość kolonialną dopuściły do rozwoju społeczeństwa multi-kulti i teraz mają sporo kłopotów, które wydają się nie mieć rozwiązania.
      POzdrawiam

      Polubienie

      • Szło mi o to, że dawniejszym obywatelom Rzeczypospolitej (bo nie powiem: Polakom) nie byli dziwni siedzący społem, podle siebie Żydowinowie, Ormianie, Niemcy, Rusini, Litwini, Tatarowie Lipkami zwani, nawet i Madziarzy czy Wołosi… Już może i więcej jakich kontrowersyj by religijne, niźli narodowościowe kwestyje czyniły, aleć i to dopiero za jezuitów rozpanoszeniem się… Owi umieliby przyjąć do ojczyzny i tysiące muzułmanów, byle owi lojalnemi byli względem państwa nowego, ale i muzułmani ócześni umieli za tą gościnę podziękować i odpłacić, nie kryjąc w sercach ciążącej nade wszystkim klątwy religijnego nakazu mordowania innowierców, bo nawet największa ówcześna muzułmańska potęga, Imperium Osmańskie, innowierców tolerowało i dozwalało cależ wygodnie żyć, byle lojalnie wobec Porty. To dopieroż za onego mocarstwa zesłabnięciem poczęli lokalni bejowie coraz i więcej na krześcijan nastawać, najwięcej pierwotkiem jednak dla łupieżniczej potrzeby…
        Kłaniam nisko:)

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.