Sierpniowe Rocznice – Powstanie Warszawskie

W przeddzień obchodów kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego ktoś udostępnił na fejsbuku zdjęcie zasłużonej łączniczki z opisem jej dokonań. Pod tym materiałem ktoś inny zamieścił obrzydliwy i wulgarny komentarz. Ktoś inny odpowiedział mu podobnymi w formie i treści słowami, których nie warto cytować . Dodałem tylko link do piosenki : Dziś idę walczyć mamo https://www.youtube.com/watch?v=sqlPPQM2f7M
Dodałem też swój komentarz: Bez komentarza, bo zbędny…  Czytaj dalej

Święty Krzysztofie prowadź, święty Rafale wspomagaj…

Św.Krzysztof protect usOd dłuższego już czasu wyruszając w podróż samochodem  wypowiadamy te słowa w nadziei na pozyskanie wsparcia  ze strony świętych patronów wszystkich kierowców i podróżnych. W naszym samochodzie na stałe pozostaje zatknięty za obudowę lusterka obrazek św. Krzysztofa ze stosowną modlitwą  dla kierowców. Zawsze gdy w naszym kościele dokonuje się święcenia pojazdów mechanicznych podjeżdżam ze swoją starą bryką w przekonaniu, że nigdy dość modlitwy, bo strzeżonego…Sw-krzysztof-006 Mamy w rodzinie jeszcze jeden wizerunek św. Krzysztofa w postaci medalionu jaki przywiozłem z Hameryki w prezencie dla żony. On też zawsze podróżuje z nami zawieszony w cudnym miejscu i przez dekolt obserwuje drogę. Jakoś tak się składa, że poza drobnymi zadrapaniami karoserii udaje się nam jeździć kilkoma już kolejnymi samochodami bez wypadków i to ponad 40 lat. Oby tak dalej, prawda? Życzmy sobie tego wszyscy. Nie tylko kierowcy ale i piesi, którzy przecież również mają swój znaczący udział w statystykach wypadków drogowych.

Zastanawiając się nad tematem i treścią tego posta postanowiłem sprawdzić dlaczego św. Krzysztof  jest patronem kierowców. Znalazłem m.in. takie informacje:
Św. Krzysztof jest patronem siedzib ludzkich i grodów, a także chrześcijańskiej młodzieży, farbiarzy, introligatorów, modniarek. Ale najbardziej znany jest jako patron wszystkich związanych z podróżowaniem – kierowców, pielgrzymów, flisaków, marynarzy, przewoźników, tragarzy, turystów i żeglarzy. W dzień jego liturgicznego wspomnienia, 25 lipca (ewentualnie w niedzielę najbliższą tej dacie), poświęca się pojazdy mechaniczne.

Wiedziałem o św. Krzysztofie, że jest patronem kierowców, ale zaskoczeniem dla mnie było dość szerokie grono innych podopiecznych. Warto zapamiętać zwłaszcza to sformułowanie: patron wszystkich związanych z podróżowaniem, w tym pielgrzymów i turystów. W wymienionym źródle czytam ponadto: Opowieść o św. Krzysztofie kojarzy się z magicznym urokiem, jaki zawsze w umysłach ludzi wiązał się z przekraczaniem wody, przechodzeniem „na drugą stronę” – mostu, brodu, rzeki. Przejście przez wodę to odwieczny symbol wielkiej przemiany w życiu (chrztu), podjęcia ważnych decyzji, rozpoczęcia nowego etapu w życiu, także symbol… śmierci. W każdej takiej ciężkiej próbie warto mieć przy sobie opiekuna o nadludzkiej mocy – i stąd pewnie wzięła się popularność św. Krzysztofa. Może ze względu na motyw podróży na drugą stronę rzeki, czy podróży w ogóle, kult tego świętego wyznawali wszyscy, którzy poruszali się w przeróżny sposób. To, że św. Krzysztof  bezpiecznie przenosił innych na drugi brzeg, spowodowało, że stał się szczególnym orędownikiem wszystkich proszących o bezpieczeństwo, nie tylko w podróży. Zgodnie z dawnymi wierzeniami, kto spojrzy rankiem na wizerunek św. Krzysztofa, będzie bezpieczny aż do wieczora. Dlatego dawniej malowano jego postać przy wejściach do kościołów, na basztach miejskich, na feretronach i sztandarach, także na wielu kamienicach przy ruchliwych ulicach – takie kamienice w średniowieczu nazywano „Krzysztoforami”. W wielu samochodach i na motocyklach kierowcy mają przyczepiony wizerunek św. Krzysztofa. http://dziennikparafialny.pl/2014/dlaczego-sw-krzysztof-jest-patronem-kierowcow/

Nie wiedziałem zbyt wiele o św. Rafale, ale wujek Google podpowiedział mi to co poniżej: Św. Rafał Archanioł ukazuje dobroć Opatrzności. Pobożność ludowa widzi w nim prawzór Anioła Stróża. Jest czczony jako patron aptekarzy, chorych, lekarzy, emigrantów, pielgrzymów, podróżujących, uciekinierów, wędrowców i żeglarzy. – To mnie uspokoiło, bo przecież każdy ma Anioła Stróża i może mu powierzyć swoje bezpieczeństwo w podróży, czy tylko w zwyczajnym przemieszczaniu się. Mamy więc sytuację,  w której zawierzenie się dwóm wspomnianym  patronom przez wszystkich uczestników ruchu drogowego może przynieść tak pożądany spokój ducha i bezpieczeństwo. Dlaczego zatem jesteśmy rekordzistami Europy w ilości wypadków śmiertelnych w ruchu drogowym?
 Kochasz? Uważaj na pieszych. To mogą być Twoi najbliżsi… Znacie tę akcję medialną prowadzoną przy udziale telewizji dla podniesienia bezpieczeństwa na drogach? Kierowca – pieszy jedno serce. Tu również jest sporo do czytania i do przemyśleń. Już wstępniak do artykułu na temat tej akcji daje nam przedsmak zawartości artykułu:
   Niebezpieczne zachowania oraz brak empatii i wzajemnego szacunku to codzienność na polskich drogach. Czy prowadzący pojazdy zachowywaliby się podobnie, gdyby przy pasach stali ich bliscy. Dalej jest jeszcze ciekawiej: …Wciąż pokutuje ograniczone poczucie współodpowiedzialności wszystkich użytkowników dróg za bezpieczeństwo. Do tego należy dodać negatywne nastawienie Polaków do innych uczestników ruchu. Obrzucanie się wyzwiskami, wymachiwanie rękoma, trąbienie czy liczne przekleństwa, to tylko niektóre z negatywnych zachowań, które zdecydowanie nie sprzyjają porozumieniu. Sytuacji nie poprawia także wzajemne przekonanie o swojej wyższości i próba podkreślenia dominacji względem pozostałych użytkowników dróg. …W badaniu opinii,( Badanie opinii publicznej przeprowadzone w czerwcu 2015 roku przez TNS Polska metodą wywiadów telefonicznych (CATI) na reprezentatywnej próbie 500 kierowców i 500 pieszych w wieku 18 lat i więcej.) zarówno kierowcy (88%), jak i piesi (90%) deklarowali, że są w takim samym stopniu odpowiedzialni za bezpieczeństwo na drodze. Ponadto, 85% badanych z obu grup było zdania, że kierowca zawsze powinien ustępować pieszemu na przejściu. Co niepokojące, mimo tej zgodności, kierowcy mają nie lada problem z poprawnym zachowywaniem w stosunku do przechodniów. Aż 76% z nich nie zatrzymuje się, kiedy pieszy oczekuje na przy przejściu. Eksperyment społeczny pokazał, że zmienia się to w zależności od tego, kto czeka przy pasach. Kierowcy najczęściej przepuszczali grupę młodzieży (ponad 55% przypadków) oraz kobietę z dzieckiem w wózku (ponad 53%). Znacznie mniej, bo 40% kierujących pojazdami ustępowało osobom starszym i młodym kobietom (ponad 38%… Jednak naszym zdaniem, porozumienie na drodze jest możliwe i warto pracować nad wzajemnym nastawieniem obu grup. Dlatego również w tym roku, w ramach kampanii społecznej „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym”, nie rezygnujemy z silnego wpływu osób kochanych przez kierowców i zachęcamy do dialogu na temat bezpieczeństwa pieszych… http://pomoctomoc.pzu.pl/temat/bezpieczenstwo/kierowca-pieszy-jedno-serce?utm_source=facebook&utm_medium=post&utm_content=swdstart22072015&utm_campaign=july
PS.
Bohater dzisiejszego dnia poseł Lipiec przyłapany na przekroczeniu dozwolonej prędkości został obdarowany przez redaktora lokalnej kieleckiej gazety Echo Dnia obrazkiem z podobizną św. Krzysztofa. Bardzo był wdzięczny za podarunek i serdecznie za niego dziękował. Podzielił się obrazkami ze sporą grupą notabli, która mu towarzyszyła .  http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20150724%2FPOWIAT0104%2F150729450
Miejmy nadzieję, że już więcej nie wykroczy przeciwko przepisom ruchu drogowego, a za jego przykładem pójdą inni.

Pomagamy innym pomagać

Popołudniowy program Jedynki Polskiego Radia podjął dzisiaj temat wrażliwości Polaków na wszelkie apele o pomoc. Najbardziej skutecznym nośnikiem tych apeli jest telewizja, bo tylko ona jest w stanie przykuć naszą uwagę słowem i obrazem oraz wstrząsnąć nami na tyle skutecznie, abyśmy w geście solidarności sięgnęli do kieszeni i skutecznie wsparli różne cele. Czytaj dalej

Migracja była, jest i będzie, tak w Polsce jak i wszędzie

Każdy, kto nawet nie interesuje się polityką, nie czyta gazet, a w telewizji ogląda tylko seriale wie, że rząd Polski zgodził się przyjąć 2000 imigrantów, którzy sforsowali przeszkody naturalne i dotarli do Włoch i Grecji, aby tam szukać rozwiązania swoich kłopotów. Znamy już pierwsze reakcje naszych polityków, zwłaszcza tych niechętnych inicjatywie rządu i samemu rządowi. Te reakcje zderzają się z pełnymi refleksji wypowiedziami trzeźwo myślących  ludzi dostrzegających tak proste zestawienie jak 2ooo uchodźców przybywających do naszego kraju z liczbą 20 000 000 Polaków – też emigrantów żyjących poza granicami Polski w całym świecie. Nie wiem, czy ten rachunek przyniesie jakieś otrzeźwienie zwłaszcza ludziom mieniącym się katolikami i namiętnie wykorzystującym swoje zapatrywania religijne w kampanii wyborczej. „Gość w dom – Bóg w dom” – powiadają, ale tych biedaków dalej odsyłają…
Przypomnę naukę kościoła o jakiej pisałem z okazji Dnia Migranta i Uchodźcy przed trzema laty. Mamy innego urzędującego Papieża, ale poprzednik i autor cytowanego orędzia wciąż żyje i zapewne poglądów nie zmienił…

Dzień Migranta i Uchodźcy

Dzisiaj będąc w kościele na niedzielnej mszy św. usłyszałem o jeszcze jednym obchodzonym dniu. To właśnie dzisiaj, 15 stycznia, kościół obchodzi Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z omówienia idei tego święta wynika, że… dzień ten jest pomyślany jako „okazja dla pobudzenia wspólnot chrześcijańskich do odpowiedzialności wobec braci migrantów oraz do obowiązku współdziałania w rozwiązywaniu ich różnorakich problemów”.
To dobrze, że kościół zajmuje się rodakami na emigracji, bo to jest wciąż ogromna liczba ludzi decydujących się na rozstanie z rodziną po to, aby załatwić jakieś tam życiowe sprawy. Trudy emigracji przeżywa nie tylko ok. 1,5 mln naszych emigrantów, ale również ich rodziny martwiące się o los bliskich. Modlitwy w ich intencjach są więc jak najbardziej na miejscu. I to nie tylko u nas w kraju, ale może przede wszystkim w krajach gdzie nasi migranci przebywają. Tam kościoły z językiem polskim są nie tylko domami modlitwy, bo wokół nich gromadzi się często lokalna Polonia, świadcząc sobie pomoc w różnych, choćby adaptacyjnych problemach. Chyba wszyscy wiedzą co to jest Jackowo, czy Władysławowo w Chicago, czy inne takie miejsca w europejskich współczesnych centrach emigracji.

Gdy słyszę o emigracji, to moje myśli zawsze wędrują do owych…”różnorakich problemów” jakie stanęły na mojej drodze, gdy sam byłem w takiej sytuacji. Byłem migrantem, a ściślej emigrantem w Polsce, a równocześnie imigrantem w USA, gdy w 1984 r wyjechałem do USA na pół roku( na tyle przyznawano wizę turystyczną). Niestety, jak się tam okazało, po połowie roku poszukiwań jakiejkolwiek pracy wciąż nie miałem żadnych pieniędzy, a więc nie miałem z czym wracać. Już pisałem na tym blogu o rozterkach jakie w oddaleniu od rodziny musiałem przeżywać. Przerobiłem na własnej skórze różne zawirowania i dobrze wiem ile przykrości i upokorzeń musi przeżyć niemal każdy pracujący u pracodawców – swojaków. Tam na obczyźnie okazywało się na ogół, że to Polak właśnie, znający jako-tako język i zasady funkcjonowania na tamtejszym rynku pracy, bywał znacznie gorszym pracodawcą niż obywatele kraju, w którym przebywamy. Obecne kierunki migracji od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej uległy zupełnej przebudowie. Dzisiaj wyjeżdżający za pracą na ogół mają w kieszeni kontrakty, ich praca jest legalna, mają ubezpieczenie i zasiłki socjalne. W tym obszarze naszym emigrantom jest coraz lepiej. Pozostaje jednak do uwzględnienia wiele innych zagrożeń czyhających na obczyźnie. Papież Benedykt XVI przypomniał o tych zagrożeniach w swoim orędziu na ten dzień podkreślając, że: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x50354/oredzie-na-swiatowy-dzien-migranta-i-uchodzcy/ „… Ludzie poszukują lepszych warunków życia lub uciekają przed groźbą prześladowań, wojen, przemocy, głodu i klęsk żywiołowych. To doprowadziło „do nie mającego precedensu wymieszania osób i narodów, rodząc nowe problemy z punktu widzenia nie tylko ludzkiego, ale także etycznego, religijnego i duchowego”.
Przypomniał przy okazji o obowiązku jaki spoczywa na wspólnotach chrześcijańskich, które powinny szczególną troską otoczyć pracujących migrantów oraz ich rodziny poprzez modlitwę, solidarność i chrześcijańską miłość, a także wprowadzanie nowych programów politycznych, ekonomicznych i społecznych, które będą sprzyjały poszanowaniu godności każdej osoby ludzkiej, ochronie rodziny, będą zapewniały godziwe mieszkanie, pracę i opiekę. Natomiast kapłani, zakonnicy i zakonnice, świeccy, powinni pomagać migrantom w przezwyciężaniu trudności integracyjnych…”

Warto więc wiedzieć, że gdziekolwiek jesteśmy, to wśród chrześcijan powinniśmy się czuć jak w rodzinie, która przecież niejedno przeżywa i daje sobie radę. Czy jednak sięgamy po wsparcie wśród współbraci w wierze? To wiedzą najlepiej ludzie, którzy taką przygodę mają już za sobą lub aktualnie przebywają za granicą.
Zaglądam dość często do działu listów pisanych do tygodnika „Angora”. Wiele z nich jest pisanych przez emigrantów właśnie. Znajdziemy tam zarówno pozytywne jak i negatywne opisy doświadczeń naszych ziomków. Ponieważ wiele złych doświadczeń wynika jednak z naszych własnych win i zaniedbań, postanowiłem zacytować na zakończenie fragment listu Łucji Jurys, która po powrocie z 20 letniego pobytu w Kanadzie, już na emeryturę w Polsce napisała takie słowa: (Angora nr 1 z 8.01.2012)      …Mówiąc o moim losie emigranta, podkreślam, że kraju, do którego się jedzie nie wolno traktować jak wroga!!! Jest to trudne, bo jesteśmy często tam niezrealizowani zawodowo, rozbici rodzinnie i pełni wątpliwości w wyborach życiowych. Ale to trzeba przełamać. A najlepiej zrobić to swoja pracą. Czyli dać coś temu krajowi, a nie tylko brać. To brzmi może gazetowo, ale my Polacy, nie powinniśmy być tak roszczeniowi w obcym kraju, powinniśmy natomiast mniej pić ze smutku, mniej narzekać i więcej się uśmiechać. Moje dzieci są tam szczęśliwe, choć bardzo kochają także Polskę. Ja tu jestem szczęśliwa, ale lubię też Kanadę i zawsze traktuję ją jak drugą ojczyznę. Życzę wszystkim sfrustrowanym rodakom zdrowia do ciężkiej pracy tam, także daleko, a po pracy jak najmniej zapijania smutków. Chwile zadowolenia przychodzą dopiero po pewnym czasie, a obcy kraj staje się przyjazny. A potem to już się obcina kupony od podjętych decyzji…
    Nie chcę prowokować ataku myślących inaczej, ale wydaje mi się, że ta pani wie o czym pisze. Pomagajmy sobie wszyscy,  ale wpierw pomóżmy również sami sobie, co? Z badań Głównego Urzędu Statystycznego z października 2011 r. wynika, że czasowo za granicą przebywało w 2010 r. prawie dwa miliony Polaków. Liczbę migrantów w całym świecie szacuje się na ponad 200 mln.

…Kończąc przypomnę jeszcze pojęcie „Emigracja wewnętrzna” , które było modne w końcówce epoki PRL-u. Nawet w klapie marynarek nosiło się „oporniki” mające coś zademonstrować. Czy dzisiaj istnieje emigracja wewnętrzna?
Pytanie kieruję zwłaszcza do zwolenników PiS i całej prawicy, którzy od 8 lat przebywają na emigracji wewnętrznej i z poszerzania jej szeregów uczynili swoje narzędzie walki politycznej o powrót do władzy. Jak wygrają, to obecny obóz władzy uda się … gdzie? Na emigrację wewnętrzną? Oby tylko…

Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku…

11057840_847710118646108_6028790906729120939_n
Mędrzec wschodu Lao Tsy wiedział co mówi skoro przez wieki różnych doświadczeń ludzkości nie zweryfikowano jego słów. Ważna jest decyzja, odpowiednie przygotowanie i zrobienie pierwszego kroku, a później tych następnych niezliczonych kroków.
Wyruszył 13 marca br. Przemierzył 4ooo kilometrów i właśnie dociera do celu. Wkroczy do Santiago de Compostela 13 lipca. Przed 4 miesiącami pisałem o tej wyprawie , a dzisiaj chciałem przypomnieć tamten tekst : Oto on:
Marek Kamiński wyruszył na 3 biegun
17 marca 2015
Marek Kamiński już wyruszył na trzeci biegun – zaczynam rozmowę ze znajomymi. Kamiński, Kamiński… Czy to ten wygolony na łyso, złotousty polityk, co to go Miśkiem nazywają, a może ten smutny facet, co był kiedyś szefem ABW? – Nie, to dotyczy Marka Kamińskiego, tego podróżnika, który zdobywał bieguny ziemi i nie tylko… Aha, to już wiem który. To co on teraz zdobywa?
Tak mniej więcej wyglądał początek rozmowy, w której chciałem opowiedzieć o zasłyszanej w grudniu, tuż przed świętami nowinie. Marek Kamiński był wtedy gościem Grzegorza Miecugowa w nocnej audycji TVN 24 pt. Inny punkt widzenia: http://www.tvn24.pl/inny-punkt-widzenia,37,m/marek-kaminski,501012.html#autoplay  Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o jego planie na podróż życia, w czasie której będzie poszukiwał trzeciego bieguna leżącego na trasie pielgrzymki pomiędzy biegunem rozumu – Kaliningrad ( dawniej Królewiec) – skąd wyruszy spod grobu jednego z największych filozofów Immanuela Kanta do bieguna wiary, czyli do Santiago de Compostela, gdzie jest grób świętego Jakuba. Ten trzeci biegun jest w nim samym. To jego będzie szukał przemierzając pieszo 4000 kilometrów odwiecznego pielgrzymiego szlaku… http://tatulowe.blog.onet.pl/2015/03/17/marek-kaminski-wyruszyl-na-3-biegun/
Spodziewałem się tego, że z trasy będą nadawane jakieś relacje , ale przeliczyłem się, bo tylko raz natrafiłem na informację o tej wyprawie i to w TVN24 wkrótce po jej rozpoczęciu. Kolejną informację zwiastującą finisz i zakończenie wyprawy napotkałem przed paroma dniami. Oto link do filmu: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1906,marek-kaminski-opuscilem-strefe-rozumu.html

Przeszedł, dał radę przezwyciężyć zarówno swoje słabości, jak i przeciwności losu. Podziwiam jego kolejny wyczyn i teraz będę czekał na autorskie podsumowania spisane, czy też opowiedziane przed kamerami przez Marka Kamińskiego jak i przez jego krytyków i komentatorów

Czytajmy dzieciom i uczmy się wraz z nimi

Przed rokiem niespełna napisałem  tu opowieść o czytaniu Mojej wnusi Marysi wierszy pana Brzechwy. Sprawa dotyczyła  wielce pouczającego wiersza „Opowiadał dzięcioł sowie”.  Oto tamten takst: http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/08/26/czytajac-dziecku-codziennie-sami-wiele-mozemy-sie-nauczyc/

Tym razem Marysia wybrała sobie z tej samej książki „Brzechwa dzieciom” nie mniej pouczający wiersz „Szelmostwa Lisa Witalisa” Znacie? Słyszę  jednogłośnie skandowane:… – Znamy!!! Mimo to posłuchajcie. Czytaj dalej

Rozmowa, to nie tylko słowa…

Obchodzone w lipcu kolejne rocznice blogowania zawsze były dla mnie okazją do podsumowań, ale i do zadawania pytań o ocenę zakresu tematycznego, przejrzystości i przystępności tworzonych tekstów. Wszystko po to, aby się doskonalić w rozmowie jaką prowadzi każdy blogujący z gronem ludzi, którzy z jakichś względów odwiedzają jego stronę. Czytelnicy bywali na ogół życzliwi i dlatego zawsze efektem takich rozmów były ważne dla mnie wnioski i życzliwe podpowiedzi, za które serdecznie dziękuję. Czytaj dalej