Życie dopisało nam jeszcze jeden roczek do rachunku

Wczoraj obchodziliśmy kolejną rocznicę zawarcia małżeństwa. Dzień 5 czerwca 1971 r. był tak samo upalny, ale jednak bardzo odmienny od wczorajszego. Wtedy nie tylko było gorąco, ale wszyscy byliśmy ogarnięci gorączką przygotowań do wesela organizowanego w domu, a nie tak jak dzisiaj w pałacach. Nie było służby na zapleczu, nie było też kateringu, nie zatrudniano kelnerów, czy innych bardzo potrzebnych w takich razach ludzi. Zatrudniało się kucharkę, a ktoś z rodziny pomagał jej we wszystkim, łącznie z podawaniem do stołu i sprzątaniem zbędnych nakryć, zmywaniem. Gorączkę czerwcowej nocy poprzedzał co najmniej tydzień przygotowań, a drugie tyle schodziło z  przywróceniem do poprzedniego stanu domostwa, przez które przeszedł tajfun. Czytaj dalej