Ciche więzi

W ubiegłym tygodniu spotkałem w saloniku prasowym znajomą, z którą spotykam się w podobnych na ogół sytuacjach jedynie kilka razy w roku. Powitania są jednak bardzo serdeczne, tak jak i rozmowa, w której zawsze poruszamy m.in. temat mojego bloga. Tak było i tym razem:
– O witaj, dawno cię nie widziałam. Jak żyjecie? Tu, w Bogorii, czy może u córki? A zdrowie jak?
Po wymianie pytań i wzajemnym udzieleniu sobie odpowiedzi pada to tradycyjne pytanie:
– A tatulowe opowieści nadal piszesz? Ja nie mam komputera, ale moja Magda regularnie je czyta i gdy rozmawiamy przez telefon, to często zahaczamy o ten temat.
Podobne rozmowy przydarzają mi się częściej przynosząc miłe – chyba dla każdego blogera – doświadczenie. Dowiaduję się na przykład, że brat mojej kuzynki, to… czyta wszystko, co tylko gdzieś napiszesz i w ten sposób jest tu z nami, mimo, że tak naprawdę, to nie był tu już kilkanaście lat. Czyta tatulowe i to, co napiszesz na stronie parafialnej i na fejsbuku…
Inny kuzyn mieszkający od lat w USA przy każdej rozmowie związanej ze składaniem sobie życzeń świątecznych, czy imieninowych podkreśla ten właśnie walor mojej aktywności blogowej oraz tej realizowanej w mediach społecznościowych. Podobne sygnały dochodzą mnie również z kraju, ale wszystkie mają tę samą cechę. Docierają do mnie innym kanałem niż komentarz na blogu lub choćby na czacie fejsbuka. Rozumiem i szanuję takie podejście do sprawy i nie piszę tego w formie wyrzutu, czy pretensji, ale potrzeby przesłania komunikatu: Jeśli zajrzycie do bloga to przeczytacie, to co Wam chcę powiedzieć…
Cieszę się z tego, że mogę komuś przybliżyć sprawy dotyczące naszej małej Ojczyzny, bo wiem jak się tęskni za swoimi stronami. Sam przez wiele lat byłem poza domem i naszą Bogorią i to w czasach, gdy nie było komputerów, aparatów fotograficznych, możliwości kontaktów międzyludzkich. Teraz, gdy takie możliwości istnieją, to staram się o zachowanie atrakcyjności publikowanych tu i ówdzie zdjęć tak z punktu widzenia odbiorców miejscowych jak i właśnie tych ludzi, którzy żyją w oddaleniu. Nasze otoczenie stale się zmienia i pięknieje. Pokazywanie tego zapewne tak samo Was raduje jak i mnie, a więc dzieląc radość mnożymy ją, nieprawdaż?
Pozdrawiam moich cichych czytelników i życzę spełnienia marzeń w zakresie fizycznych odwiedzin naszych stron, a tymczasem zechciejcie przyjąć wiosenne i ciepłe pozdrowienia.

29 uwag do wpisu “Ciche więzi

  1. Każda, nawet najdrobniejsza informacja dla tych, tam hen jest istotna. Oczywiście jedni bardziej, drudzy mniej to wszystko co u nas się dzieje przeżywają. Szukają wszelkich możliwości by je zdobyć. Tym bardziej, gdy mają to wszystko „od swojego”. Tęsknota robi swoje. Owocnego pisania życzę, ku radości Ich i nas. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  2. ~Kneź pisze:

    Ciekawy aspekt pisania bloga. 🙂
    Ja dopóki tu nie zajrzałem, nie miałem pojęcia ze jest takie miejsce jak Bogoria. Nazwa piękna i okolica również, bo przejeżdżaliśmy rodzinnie. I my tam jeszcze wrócimy! 😀

    Polubienie

  3. Pisanie bloga przynosi i pozytywne i negatywne niestety rekacje w rodzinie. Bo tak ciężko przeżyć krytykę a już opisaną w internecie, to w ogóle. I ciężko przeżyć że ktoś pisze, choćby był najbardziej anonimowy. Chwała Bogu, że się częściej słucha komplementów 🙂

    Polubienie

    • Zgadzam się z Tobą Agni. Moja rodzina ( poza mężem i dziećmi) również bardzo powściągliwie podchodzi do mojego bloga. Kilka najbliższych osób obdarowałam adresem, prosiłam o komentarz nawet nie ten, zamieszczony pod artykułem, chociażby w rozmowie. Piszę już prawie pół roku, nikt nie wspomina nawet jednym słowem o przeczytanym wpisie. Tylko jedna bratanica telefonicznie wyraziła swoje przychylne zdanie, o tym co zamieszczam na blogu. Tym bardziej, biorąc milczenie rodziny pod uwagę, dziękuję czytelnikom i gościom mojego bloga, że są ze mną.
      Pozdrawiam Agni:)
      Może zajrzysz? Zapraszam.
      szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl./

      Polubienie

  4. Jesteśmy czytani, jesteśmy. Ja też wiem, że ziomale mnie czytają, choć jak i u Ciebie tatulu nie pozostawiają po sobie śladu. To miłe, że ktoś się chociaż przyzna, że wchodzi. Mam to wówczas jakiś sens. Druga sprawa, to nie daliśmy się zamknąć w czterech ścianach i z blogami wychodzimy do ludzi. Nie zardzewieliśmy, a jesteśmy ciekawi świata. 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  5. Cieszą więzi z tymi małymi Ojczyznami. To są takie małe forumowiska z informacjami o aktualnościach danej miejscowości.Każdy może zajrzeć i zobaczyć wszelkie nowości. Mnożone radości czynią każdą miejscowość jeszcze atrakcyjniejszą. A wiosną nawet senne miasteczka budzą się do życia.

    Polubienie

    • To co zaczęło się w czasach PRL i nazywało się awansem społecznym teraz jest przekleństwem małych miast. Kto mógł, ten wyjeżdżał do szkół, a potem pozostawał w miastach. Tych dużych, dających szansę na pracę i ambitny rozwój. W małych mieścinach jak i we wsiach pozostawili duże nadmetraż i samotnych rodziców przeżywających syndrom opuszczonego gniazda. Ten model przyjął się na trwałe i nadal obowiązuje. Mamy w miastach „Słoiki”, które już nie są tam skąd wyszli, ale jeszcze nie są „stąd” dokąd przywędrowali. Dużo takich . Na ogół sporo ich to kosztuje. Kto zawinił? Kto może to naprawić?

      Polubienie

  6. Bloguję od 10 lat, wpierw na onecie, później na salonie24, teraz na blogspocie. Blogi na szczęście zmieniły się, a ja też przy nich się zmieniłem.
    Ten wirtualny świat blogerów może być podbarwiany i kreowany, jednak to też kawałek życia.
    A Kieleckie doprawdy jest cudne, mówi Ci to rdzenny i zawzięty hanys! Bywałem w Twych stronach, Tatulu, z koncertami i bywałem przyjmowany niemal po królewsku. Co takiego łączy, wbrew stereotypowym banałom w tej kwestii, Kieleckie i Śląsk?!
    To co najważniejsze – silna tożsamość regionalna. Oby tak zostało, bo w starej Europie to standard.
    serdeczności

    Polubienie

    • Witaj Andrzeju – Art Klater. To prawda, że świat blogowy jest kreacją i podbarwianą na wszelkie sposoby projekcją marzeń, a nie odzwierciedlaniem rzeczywistości. Sami sobie narzucamy rożne zasady autocenzury i piszemy trochę pod czytelnika. Trudno jednak wymagać „prawdy prawdzistej”, bo ta z natury swej może być bardzo subiektywna i naruszać jeśli nie czyjeś dobra, to sprawiać niemiłe uczucie, że ktoś mnie poucza, ocenia, wystawia na osąd lub wręcz publiczy. Takich blogów się nie odwiedza i już.
      Z drugiej strony jednak udaje się przemycić jakieś treści z lokalnych klimatów, które mogą zainteresować innych.
      Ja tu piszę nie tylko o blogu, ale też o Nk, Fb, i innych miejscach gdzie zamieszczam informacje i zdjęcia również o znaczeniu sentymentalnym.
      Wciąż mam nadzieję, że treścią tej notki sprowokuję kogoś z tych milczących.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  7. Domyślam się (a poniekąd i trochę zazdraszczam:)jaką Ci to, Tatulu, musiało sprawić przyjemność:) Za sposobnością, z punktu spomniałem tego, com już i na Kneziowisku pisał: że odważenie się na komentarz bywa dla wielu ludzi zbyt trudne, czy ciężkie… Brak elementu pośredniego dla poczucia czyjejś obecności. Idzie mi o to, że siedząc gdzie przy piwku, w saloniku prasowym czy gdziekolwiek indziej, ale w jakiej grupie, rozmawiasz może z jedną, może z dwoma lub trzema osobami, ale pozostali są i ich obecność odczuwasz… Widzisz potaknięcia, czy grymasy niechęci… one nie są ubierane w słowa, ale mniej więcej odczuwasz, co ci ludzie, nibyż milczący, o sprawie omawianej sądzą… W internecie tego nie masz, tu wszystko jest zerojedynkowe: zostawiłeś komentarz, to jak jedynka w zapisie cyfrowym; nie zostawiłeś – zero ! Brak tego pośredniego jakiegoś znaku, nie wymagającego od razu rozpisywania się, tego cyfrowego skinienia głową, czy choćby i grymasu niechęci… Może się tego kiedyś, jakoś dopracujemy…
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    • Witam Waszmość, witam i o zdrowie pytam…
      Miłe są oznaki uznania, a choćby i akceptacji niejakiej dla tego, co z własnej i nieprzymuszonej woli robimy dla … No dla kogo piszemy? Dla siebie – mówią najczęściej blogerzy, ale tak zwyczajnie, to każdy z nas sam sobie musi odpowiedzieć na to pytanie. Ja, na starcie bloga, we wstępie napisałem, że piszę dla córek i nie tylko dla nich… Tak traktowałem blogowanie przez kilka lat. Od roku wprowadziłem obecny dopisek pochodzący z wypowiedzi jednego z moich byłych uczniów, bo uznałem, że trafnie zakwalifikował te moje opowieści. Obecnie przypadkowy czytelnik przeczyta zatem moją już prośbę” „Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył…”
      Nikt się nie wypowiedział na ten temat i nie wiem czy ktoś się tak tu poczuł. Dla mnie jest to jednak pewna deklaracja woli. Chcę opowiadać komuś, kto chce słuchać tego ,co mam do opowiedzenia. Nigdy nie podnosiłem tego tematu w samodzielnej notce, ale dlaczego by nie zapytać przy okazji naszej rozmowy?
      Trzymam się tej konwencji. Coś usłyszałem, coś przeczytałem , zapytałem wujka Google, czy cioci Wiki i w formie felietonu próbuję to powiedzieć stawiając znacznie więcej pytań niż odpowiedzi.
      Tak realnie biorąc, to nie liczę na odzew tych ‚Cichych”, no bo dlaczego mieliby łamać swoje zasady? Pewnie będą nadal milczeć, ale może ta kwestia zachęci do rozmowy piszących i wszyscy na tym skorzystamy?
      Pozdrawiam i kłaniam…

      Polubienie

  8. Myślę, że to miłe dowiedzieć się, że ta cisza to także czytające oczy 😀 Rzadko się odzywam a teraz zostawiam ślad, że jestem i czytam 🙂 Rozumiem świetnie Twoją miłość Tatulu do swojej miejscowości, bo i ja taką samą odczuwam do mojej. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    • Missjonash, dziękuję za te słowa. Ja akurat jestem z tych, co to pojeździli po świecie aby wrócić do miejsca „Skąd nasz ród”. Nawet jak namawiali mnie do przyjęcia obowiązków prezesa upadającej spółdzielni, to zgodziłem się głównie z tego powodu. Budowałem „Szklane domy” do czasu aż rzeczywistość mnie pokonała. Odszedłem do innej pracy ale pozostałem na miejscu.
      U Ciebie widzę ten sam rodzaj więzi. Było to widoczne w kampanii samorządowej.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  9. Lubię tu zaglądać i zostawiać kilka słów komentarza na poruszane tematy w Twoich artykułach, Tatul. Zachęcają do refleksji, a otwarte problemy prowokują do dyskusji. Podobnie jak Ty mam sentyment do małych miejscowości. Mieszkałam długo na wsi, a szkołę średnią miałam w niedalekim miasteczku. Dawniej zaspanym i jakby zatrzymanym w czasie. Od pewnego czasu, odwiedzając rodzinę, widzę duże zmiany na korzyść. Oborniki pięknieją w szybkim tempie, a władze starają się, by mieszkańcy nie opuszczali miasta w pogoni za lepszą pracą. Dawne fabryki pracują całą parą, a w miejsce upadłych zakładów powstały nowe. Można tam całkiem ciekawie żyć.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Polubienie

    • Jak miło czytać Elżbieto. Piszesz o swojej małej Ojczyźnie pozytywnie, a to rzadkość w tych czasach. Popierałem oficjalnie i otwarcie burmistrza w pobliskim mieście powiatowym w ostatnich wyborach samorządowych i doczekałem się tego, że „napadli ” mnie na forum lokalnej gazety jego przeciwnicy, że to nie mój interes, że nie zapewnił miejsc pracy dla młodych, że miasto nie ma żadnych perspektyw itd..
      Faktem jest, że nie ma tu inwestorów i mimo, że są stworzone bardzo korzystne warunki w postaci specjalnej strefy ekonomicznej to nowych miejsc pracy jak na lekarstwo.
      Może i tu kiedyś zawitają inwestorzy?

      Polubienie

      • Moje rodzinne miasto, Oborniki Wielkopolskie, pięknieje z dnia na dzień. Burmistrzem jest młody, aktywny człowiek, który z pełnym oddaniem działa na rzecz miasta i okolicznych wsi.Mówi się, że prowincja żyje w zawieszeniu i marazmie. Mieszkańcy piją , bez pracy, obijają się po ulicach. Nie w moim mieście, gdzie ludzie nie muszą wyjeżdżać za pracą. Koncerty (nawet znanych artystów) są na porządku dziennym, a w 2014 Oborniki były gospodarzem dożynek. Wystarczy jeden człowiek, mądry i aktywny, a pozostali pójdą jego śladem. Jeszcze o rynku, centralnym miejscu miasta. Kiedy byłam licealistką odjeżdżałam stąd autobusem do domu. Teraz dworzec przeniesiono, a rynek cieszy oczy mieszkańców i przyjezdnych swoim niebywałym urokiem. Często zastanawiam się, dlaczego niektóre miasteczka dobrze sobie radzą po transformacji, a inne umierają, a ludzie przenoszą się do innych miejscowości?
        Pozdrawiam Tatul:)

        Polubienie

  10. W ramach projektu Kapitał Ludzki można we współpracy z bibliotekami, ze szkołami i mieszkańcami opracować historię, osobliwości przyrody, zabytki, zajęcia ludności, zwyczaje danej miejscowości i opisać je dla potomnych. Każdy region ma swoje zwyczaje, lokalne stroje, inną historię.Wymagają utrwalenia, pamięci.Nasze wnuki powinni znać dzieje ziemi, na której mieszkają.

    Polubienie

  11. Tak mi się zawsze marzyło aby powrócić do korzeni; do „ziemi skąd mój ród”. Ilekroć odwiedzałam Rodziców, to prześladowały mnie słowa piosenki; „powrócisz tu…”
    Gdy los cię rzuci gdzieś w daleki świat,
    Gdy zgubisz szczęście swe i poznasz życia smak,
    Zatęsknisz do rodzinnych stron
    I wrócisz tu, wrócisz, gdzie twój dom.
    No i marzyło mi się powrócić tam; stworzyć miejsca pracy; obudzić z uśpienia miejscową ludność; zatrzymać w pamięci potomnych tradycje, zwyczaje i zacieśnić więzi. Marzyło mi się…, lecz ilekroć o tym wspomniałam najbliższym uznawali mnie za wariatkę, że mam poronione pomysły, że bujam w obłokach…no i skutecznie zniechęcili;
    dziś pozostała mi już tylko w sercu tęsknota i nieustannie nurtujące pytanie – co ja tu robię? teraz już na wszystko za późno,bo podobno starych drzew się nie przesadza. Już nie przyjmę się, nie odnajdę się w rodzinnych stronach. A czego najbardziej mi tu brakuje? bliskości grobu MATKI.

    Polubienie

  12. Zaśpiewaj sobie Ładysza…
    Moja matko ja wiem…

    Uwaga:
    Nie wyłączaj nagrania bo to jest wiązanka piosenek o Matce

    Moja Matka nie dawała mi takich pamiątek, ale i tak pamiętam ten..
    … Drogi mi, trochę smutny Jej uśmiech…
    Dzisiaj są Jej Imieniny. Byłem na cmentarzu.
    Nie miałem owego ręcznika, aby go rozwinąć, ale i tak wróciło wszystko, co zapamiętałem

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Przypomnę pewien bardzo stary tekst literacki. Chyba Antoni Górecki (1787-1861) był ich autorem:
      Piękne wydanie
      Dzieł swoich wydanie zrobił Krzysztof wspaniałe,
      prawda znaczny na to wyłożył kapitał;
      Lecz mniemał, że wydatki już skończone całe…
      Jeszcze trzeba zapłacić, ażeby kto czytał…

      Polubienie

      • ~Jo. pisze:

        No to ja się tu pośmieję przez łzy… Prawda szczerozłota. I ból każdego niewydarzonego literata, któremu nadzieja zgasła wraz z informacją o braku sprzedaży egzemplarzy.
        Niezwykle trafnie powiedziane.
        Pozdrawiam i idę poczytać, co napisali ci, którym się sprzedaż udała 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.