Prawdę mów, bo powiem ci prawdę o tym, co myślę o kłamcach…

Mój blogowy znajomy podjął ciekawy, bo stary jak ludzkość temat kłamstwa.
http://notejedrek.blog.pl/2015/03/24/klamac-czy-tez-nie-co-lepiej/
Zapraszam do zapoznania się z tokiem myślenia zawartym w jego tekście i do rozmowy na ten temat. Ja już wypowiedziałem się w komentarzu zamieszczonym pod tym tekstem.

Oto treść tego komentarza:
Kto mówi prawdę, w prawdzie ma obronę – Sofokles (495–406 p.n.e.)
Dość dawno to było, a przetrwało do współczesności, gdyż zachęca do mówienia prawdy. Nadal jest kontrowersyjne, bo spróbuj prawdą walczyć z satrapą, tyranem, bandziorem, który przy okazji jest twoim mężem, szefem, kimś od kogo w jakimś sensie zależy twój los…

„Historia często zapomina, czy to Kain zabił Abla, czy Abel Kaina”… 
Historię piszą zwycięzcy, bo tylko taka się przebije, a powtarzana z uporem stanie się wersją obowiązującą. Znajdą się tacy, którzy w obronie pójdą walczyć do upadłego. Dla wygody nazywa się to tworzeniem mitu założycielskiego, na bazie którego nowi przywódcy będą budować jakieś miraże. Znajdą słuchaczy, a nawet wyznawców. Kłamczuchy na taaaaakąąą skalę nie muszą patrzeć sobie w oczy przy goleniu, bo znajdą kogoś kto ich ogoli. Baśń o nagim królu zbudowana została na kłamstwie i trwała do czasu… aż ktoś zdradził, bo powiedział prawdę.

Temat wieloznaczny. Podobno natura po to wyposażyła nas w dwoje uszu i tylko jedne usta abyśmy dali przewagę słuchaniu. W obrębie tych narządów jest jeszcze mózg, abyśmy pomyśleli zanim coś powiemy. Cytowany tu przykład dyplomaty wyraźnie wskazuje na to, że warto nawet dwa razy pomyśleć zanim… nic się nie powie.
Mamy permanentną kampanię wyborczą do europarlamentu, do parlamentu krajowego, wreszcie prezydencką, a w niej pojawi się sporo bardzo różnych kandydatów, którzy będą właśnie teraz korzystać z mediów, aby nas przekonać do prawdy jaką głoszą i zadać kłam fałszywym tezom głoszonym przez konkurencję.

Zwróćmy ponadto uwagę na to, że wszyscy jak jeden mąż trudzą się i w razie wygranej nie spoczną w dążeniu do tego, aby Polskę zbawić, aby zrobić nam wszystkim dobrze. Nawet tym z przeciwnego obozu.

Dzień dobry, czy mam doliczyć torebkę?

Byłem w Biedronce. Po skompletowaniu tego, co mi było potrzebne podszedłem do kasy. Zauważyłem Przy kasie nową twarz i usłyszałem tradycyjne już pozdrowienie zawarte w tytule: Dzień dobry, czy mam doliczyć torebkę? Pytanie poparte było miłym i szczerym uśmiechem. Odpowiedziałem : Czytaj dalej

Ciche więzi

W ubiegłym tygodniu spotkałem w saloniku prasowym znajomą, z którą spotykam się w podobnych na ogół sytuacjach jedynie kilka razy w roku. Powitania są jednak bardzo serdeczne, tak jak i rozmowa, w której zawsze poruszamy m.in. temat mojego bloga. Tak było i tym razem:
– O witaj, dawno cię nie widziałam. Jak żyjecie? Tu, w Bogorii, czy może u córki? A zdrowie jak?
Po wymianie pytań i wzajemnym udzieleniu sobie odpowiedzi pada to tradycyjne pytanie:
– A tatulowe opowieści nadal piszesz? Ja nie mam komputera, ale moja Magda regularnie je czyta i gdy rozmawiamy przez telefon, to często zahaczamy o ten temat.
Podobne rozmowy przydarzają mi się częściej przynosząc miłe – chyba dla każdego blogera – doświadczenie. Dowiaduję się na przykład, że brat mojej kuzynki, to… czyta wszystko, co tylko gdzieś napiszesz i w ten sposób jest tu z nami, mimo, że tak naprawdę, to nie był tu już kilkanaście lat. Czyta tatulowe i to, co napiszesz na stronie parafialnej i na fejsbuku…
Inny kuzyn mieszkający od lat w USA przy każdej rozmowie związanej ze składaniem sobie życzeń świątecznych, czy imieninowych podkreśla ten właśnie walor mojej aktywności blogowej oraz tej realizowanej w mediach społecznościowych. Podobne sygnały dochodzą mnie również z kraju, ale wszystkie mają tę samą cechę. Docierają do mnie innym kanałem niż komentarz na blogu lub choćby na czacie fejsbuka. Rozumiem i szanuję takie podejście do sprawy i nie piszę tego w formie wyrzutu, czy pretensji, ale potrzeby przesłania komunikatu: Jeśli zajrzycie do bloga to przeczytacie, to co Wam chcę powiedzieć…
Cieszę się z tego, że mogę komuś przybliżyć sprawy dotyczące naszej małej Ojczyzny, bo wiem jak się tęskni za swoimi stronami. Sam przez wiele lat byłem poza domem i naszą Bogorią i to w czasach, gdy nie było komputerów, aparatów fotograficznych, możliwości kontaktów międzyludzkich. Teraz, gdy takie możliwości istnieją, to staram się o zachowanie atrakcyjności publikowanych tu i ówdzie zdjęć tak z punktu widzenia odbiorców miejscowych jak i właśnie tych ludzi, którzy żyją w oddaleniu. Nasze otoczenie stale się zmienia i pięknieje. Pokazywanie tego zapewne tak samo Was raduje jak i mnie, a więc dzieląc radość mnożymy ją, nieprawdaż?
Pozdrawiam moich cichych czytelników i życzę spełnienia marzeń w zakresie fizycznych odwiedzin naszych stron, a tymczasem zechciejcie przyjąć wiosenne i ciepłe pozdrowienia.

Woda, wody, wodzie, z wodą…

22 marca w miejsce Dnia Wiosny i paru jeszcze innych dni wkracza Dzień Wody. Moje radio „Jedynka” od rana draży temat, który w reżyserskim założeniu brzmi następująco: : Mamy dramatyczny deficyt wody! Nasze zasoby wody w przeliczeniu na osobę są porównywalne z możliwościami pustynnego Egiptu, a prognozy są niepokojące. Czy Państwu zdarza się myśleć o czymś tak banalnym jak woda? Czy potrafimy ją oszczędzać? Czytaj dalej

Marek Kamiński wyruszył na 3 biegun

Marek Kamiński już wyruszył na trzeci biegun – zaczynam jakąś rozmowę.
Kamiński, Kamiński… Czy to ten wygolony na łyso, złotousty polityk, co to go Miśkiem nazywają, a może ten smutny facet, co był kiedyś szefem ABW? – Nie, to dotyczy Marka Kamińskiego, tego podróżnika, który zdobywał bieguny ziemi i nie tylko… Aha, to już wiem który. To co on teraz zdobywa? Czytaj dalej

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…Warto znaleźć własną odpowiedź na nie.
Rodzice, dzieci, a zwłaszcza nauczyciele zamarli słuchając pochodzących z podsłuchu odgłosów pochodzących z zajęć lekcyjnych z najmłodszymi z uczniów, bo tzw. zerówkowiczami. Nauczycielka też była młoda i widocznie dopiero poszukiwała skutecznych metod wychowawczych, a czyniła to na własna rękę, bez konsultacji z bardziej doświadczonymi nauczycielami, z kimś z nadzoru pedagogicznego z dyrekcji, czy wreszcie z rodzicami. Czytaj dalej

Jestem za in vivo

Kampania wyborcza nabiera tempa. Kandydaci jeżdżą po kraju, a nawet poza jego granicami, gdzie również są potencjalni wyborcy i głoszą i kuszą i obiecują, jak zawsze to czynili wszyscy kandydaci we wszystkich kampaniach – nie tylko w naszym kraju. Krystalizuję się jednak główne tematy mogące być osią sporu i wyboru. Muszą być wystarczająco wyraźne, aby pod ich wpływem mogła się dokonać polaryzacja poglądów społeczeństwa i przystąpienie do jednego z obozów, czyli do tych „co za”, ze wskazaniem na wspólnego wroga, który nie przypadkowo znalazł się w obozie tych „co przeciw”. Czytaj dalej

Gdy posłanka szła do wojska…

Czytam, czytam i oczy przecieram dziwiąc się takiemu jednoznacznemu zaangażowaniu we wzmocnienie obronności kraju kobiety, która dała się poznać z zupełnie innej strony niż karni na ogół żołnierze. Kobieta, której dotąd nikt nie potrafi poskromić – nie wyłączając jej samej, zapragnęła się przeszkolić wojskowo. Oto co czytamy we Wproście – jak to się potocznie mówi:
Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, w lutym napisała na Facebooku, że chce przejść szkolenie wojskowe w razie zagrożenia Polski.
„Chcę dać przykład młodszym. Zresztą, jak się zgłoszę, to chyba mnie nie wyrzucą. W czasie zagrożenia państwa każdy może się przydać”
– pisała. Czytaj dalej