Kobiety walczące i solidarne

Jestem z tym blogiem w nowym miejscu już od prawie 2 miesięcy. Wielu nowych czytelników przeszukuje archiwum tego bloga i wcale nie komentują napotkanych tekstów. Sam wiem, że mają różną wartość merytoryczną i nie zawsze skłaniają do zabrania głosu. Ponieważ udostępniam nowe posty na Facebooku to mam tę radość że codziennie przypominają mi teksty sprzed roku, dwóch, trzech… Dzisiaj przypomnieli tekst z 4 lutego 2015 roku. Ponieważ nie uzyskałem odpowiedzi na postawione w nim pytania, to ośmielę się udostępnić go ponownie, w nadziei że może tym razem…

Zauważyłem, że dość często zaczynam swoje opowieści od zdania nawiązującego do audycji nadawanych przez moje radio, czyli program I Polskiego Radia, które w jakiś sposób mnie poruszyły, czy nasunęły warte skomentowania refleksje. Tak było również i wczoraj. Cały dzień, tak w domu jak i w aucie słuchałem Jedynki, która rozpoczęła obchody 90-lecia powstania tej rozgłośni. Przy okazji świętowania nadawano wiele bardzo ważnych dla słuchaczy rozmów z przedstawicielami obecnych władz, z ludźmi wspominającymi początki jak i takimi, którzy wskazywali na zmiany jakie mają nastąpić przyszłości, a nawet z Prezydentem RP, który objął honorowy patronat nad obchodami. Przez cały dzień do redakcji napływały gratulacje i słowa uznania za robotę jaką publiczne radio włożyło i nadal wkłada w kształtowanie opinii, gustów, poglądów, lub po prostu za wytchnienie jakie niesie wiernym słuchaczom. Cóż można powiedzieć na komentarz typu:
Jesteście moim dzień dobry i moim dobranoc, i za to wam z serca dziękuję… Tylko można podziękować i podkreślić jak ważna jest taka wypowiedź. Tak też zrobiła pani redaktor i wszystkim było miło. Ja, przy tej okazji chciałem również podziękować mojej Jedyneczce, bo utożsamiam się z powyższą wypowiedzią, a mogę dodać, że tak właśnie ze mną jest odkąd tylko pamiętam, czyli kopę lat.
Wracając do inspiracyjnej roli tego przekaziora chciałem wskazać na wczorajszą wieczorną audycję poświęconą dyskusji nad okolicznościami powstania i pierwszymi wrażeniami zanotowanymi po obejrzeniu nowego polskiego filmu pt.  Solidarność według kobiet. Nie mogłem odejść bez wysłuchania tej audycji do końca, a później jeszcze sprawdzenia w Internecie tego, co o filmie piszą elektroniczne media. Znalazłem nawet stronę: https://www.facebook.com/SolidarnoscWedlugKobiet?fref=nf którą polecę Państwu zamiast pisania moich relacji z jej przeglądania. Wielokrotnie już kontestowane były efekty tamtej rewolucji i to zarówno w aspekcie tego, czy obecny stan jest tym ,o co walczyli ludzie tamtej 10 milionowej Solidarności, jak i pod kątem tego, kto został beneficjentem nowego rozdania, a kto nie załapał się do tramwaju z napisem wolna Polska. Wczoraj dowiedziałem się, że najbardziej „pokrzywdzone” w dostępie do „TORTU” były właśnie kobiety, i to legło u podstaw inicjatywy filmowego pokazania tej niesprawiedliwości dziejowej. Kobiety, które stanowiły ponad połowę związkowców, a w niepoliczonej przez nikogo liczbie stały murem za swoimi mężami, czy narzeczonymi w ostatecznym rachunku zostały pominięte w składach osobowych przedstawicielstw różnych grup zasiadających przy Okrągłym Stole. Było ich trochę przy tzw. podstolikach, ale to było takie ozdabiające uzupełnienie, jak kwiatek do kożucha.
Film będzie bardzo ciekawym uzupełnieniem oficjalnej historii tamtego czasu. Być może stanie się swoistą kroplą przyszłej rwącej rzeki jaką przyniosłoby naświetlenie wszystkich przemilczanych dotąd, babskich aspektów tamtej walki? Pierwsze kroki już poczyniła Danuta Wałęsowa pisząc wspomnieniową książkę o historii życia przy boku wodza. Czy go odbrązowiła obrazem swojego życia przy nim? To każdy sam oceni. Wódz dotkliwie to odczuł i chyba długo żywił do autorki znaczące pretensje. http://www.fakt.pl/polityka/lech-walesa-przejal-sie-choroba-zony-bo-przestraszyl-sie-ze-ja-straci,artykuly,520534.html
Nie ona jedna była skazana na życie przy działaczu związkowym, czy niepodległościowym. Wciąż mamy szansę dowiedzieć się jak to z nimi było. Na kartce z kalendarza pod datą 2 stycznia znalazłem informację o rocznicy urodzin Grażyny Kuroń, bardziej znanej jako Gaja, Gajka jak nazywał ją mąż Jacek. Na tej samej stronie zamieszczono jeszcze cytat z wypowiedzi Seweryna Blumsztaina:
…Ten najbardziej oblężony przez milicję dom w Warszawie był jednocześnie miejscem, gdzie trochę mniej się bałeś. A ten dom to była Gajka. Na odwrocie informacyjnie bo ile można zmieścić na kartce, a nawet na dwóch kartkach z kalendarza?  Tytuł notatki GAJA. A dalej czytamy… W 2003 r. ukazała się książka Amerykanki Shany Penn „Podziemie kobiet”, opisująca ważną, lecz niedocenianą rolę kobiet w podziemnej „Solidarności”. Siłą rzeczy bohaterka tej książki nie mogła już stać się Gaja Kuroń, którą przez pierwsze półrocze stanu wojennego więziły władze, a później toczyła śmiertelna choroba. Została wspomniana jako „niedościgły wzór wśród żon opozycjonistów”. Żona Jacka Kuronia, matka Macieja, była jedną z najważniejszych postaci opozycji… Formalnie Gaja nie była nawet członkiem Komitetu Obrony Robotników. Jej funkcja publiczna to: żona Jacka Kuronia, była nią przez 23 z 42 lat które były jej dane. Pierwsze z 6 lat małżeństwa wypełniły studia, macierzyństwo, obiecujący debiut naukowy. Z 17 pozostałych Lat – 7 naznaczyło więzienie męża. 10 lat to ciągłe jego aresztowania na 48 godzin, podsłuch w domu, rewizje, policyjne szykany i bandyckie napaści, niepokój…
Jakie może być życie przy walczącym mężu oraz skąd brała siły do znoszenia takiej udręki można się dowiedzieć choćby z książki zawierającej osobistą korespondencję pomiędzy tymi osobami. Oto link do obszernego omówienia jej zawartości: http://wpolityce.pl/kultura/214998-osobista-korespondencja-jacka-kuronia-i-jego-zony-wydana-w-formie-ksiazkowej Ja wynotowałem kilka charakterystycznych dla tej pary wypowiedz Jacka i przyjaciół domu:
Kiedy zaczyna się miłość, to przylatuje anioł, którego nikt nie widzi oprócz tych, co się kochają. Ja czułem tego anioła, ale nie miałem odwagi powiedzieć, że to miłość  –  powiedział Jacek.
   Brat Jacka, Andrzej, nieco przewrotnie tłumaczy fakt, że… Kuroniowie przez całe wspólne życie zawsze zachowywali się wobec siebie tak, jakby przeżywali miodowy miesiąc – nie mieli czasu znudzić się sobą, bo z 27 lat wspólnego życia, w sumie około dziewięciu Jacek Kuroń spędził w więzieniu. Po raz pierwszy trafił tam w 1965 r. – za „List do Partii” z wyrokiem trzech lat, z czego odsiedział dwa lata i dwa miesiące. Po Marcu 1968 roku dostał wyrok trzy i pół roku, za Solidarność – trzy lata. Między wyrokami często zatrzymywano go na czterdzieści osiem godzin.
Zostałaś stworzona na żonę kryminalisty – gratulował Gai Jacek w jednym z listów. W czasie, gdy on siedział w więzieniach, ona próbowała go zastąpić w działalności opozycyjnej. Utrzymywała kontakty, przekazywała informacje, spotykała się z dziennikarzami, z wielką cierpliwością znosiła nieustanną inwigilację całej rodziny.
– Przez całą chorobę żony Jacek siedział w więzieniu. Regularnie wymieniali listy, Grażyna starała się nie martwić męża swoim zdrowiem, przedstawiała chorobę jako stan przejściowy, podkreślała, jak wspaniałą opieką otaczają ją przyjaciele. W liście z 21 listopada 1982 roku Kuroń pisał:
– Ale przede wszystkim, to Ciebie kocham. Tego nie sposób opisać ani nawet nazwać, to jest ze mną w każdym momencie, w każdym oddechu i wtedy, kiedy robi się mroczno, bo bywa mroczno, i wtedy, a nawet przede wszystkim wtedy, kiedy słonecznie. Bo dzięki Tobie słońce tu świeci także w pochmurne dni. Pa – Ja.
Tego listu Gaja już jednak nie przeczytała. Grażyna zmarła 22 listopada 1982 roku. Jacek dowiedział się prawdy na dzień przed śmiercią żony, wtedy też dopiero dostał przepustkę z więzienia, aby ją zobaczyć. Nie pozwolono mu spędzić nocy w szpitalu. Obstawa zabrała go do łódzkiego więzienia.
…Leżałem na koju i modliłem się. Czułem, jak ciężko Gajce oddychać, i prosiłem Pana Boga, żebym mógł oddychać za nią. I Bóg mnie wysłuchał. Czułem to, starałem się łapać jak najwięcej powietrza, ale było coraz gorzej i gorzej. A potem wszystko przestało mnie boleć. I to była godzina, w której moja Gajka umarła… Wspominał w książce „Spoko, czyli kwadratura koła”.

Dużo piszę o Gai, gdyż jej i ich wspólna historia może każdego poruszyć do głębi. A jak się ją zestawi z tym, co zajmuje współczesnych polityków i ich współczesne żony,  to aż się marzy aby wróciły tamte wzorce zachowań, tamta ideowość, tamto poświęcenie, honor i parę innych jeszcze wartości, które jakby zniknęły z pola widzenia współczesnych. Co o nich napiszą im współcześni? Czy to będzie przyczynek do chluby?

16 uwag do wpisu “Kobiety walczące i solidarne

  1. Niczego nowego nie powiem. Zawsze z szacunkiem odnosiłem się do drugich, tym bardziej do kobiet. Nie potrzeba mi do tego żadnych świąt, rocznic. Moja mama była dla mnie wzorcem, Ona wyznaczała mi moje zachowanie. W pracy i poza pracą kobieta u mnie miała i ma należny szacunek. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  2. Film może zobaczę, albo choć o nim przeczytam, bo o tamtych czasach z racji wieku wiem niewiele… ALe muszę się też przyznać do ignorancji, bo chociaż to nasza historia to nigdy mnie nie ciągnęło żeby się z nią zaprzyjaźnić….

    Polubienie

    • Tak jest w większości przypadków. Głośne jest ograniczanie ilości godzin nauki historii oraz zmiany w programach nauczania. Tradycją stało się już to, że na historię najnowszą brakuje czasu.
      Tym bardziej cenne są takie inicjatywy jak ta z nowym filmem, bo prawda dotrze do szerokich mas.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  3. Tatul napisałeś bardzo potrzebny artykuł. Minęło dopiero kilkadziesiąt lat od tamtych wydarzeń, a my prawie nic nie pamiętamy. Z bohaterów mówi się tylko o PREZYDENCIE Wałęsie( media od czasu do czasu prezentują wypowiedzi, pana prezydenta, na bieżące tematy). Nikt nawet nie wspomni o tragicznie zmarłej, Annie Walentynowicz, działaczce Wolnych Związków Zawodowych, współzałożycielce NSZZ „Solidarność”.
    Joanna Duda-Gwiazda wraz z mężem należała także do znaczących postaci tamtych historycznie ważnych dni. Wielkie, ciche bohaterki, o których zapomniała Polska.
    Rodzina Kuroniów naznaczona tragediami. Gaja, Jacek, Maciej.
    Pozdrawiam tatul 🙂

    Polubienie

    • Z tego co usłyszałem i przeczytałem na stronie internetowej, to akurat te panie i ich dzieło są przypomniane w tym filmie.
      A sympatię do Kuroniów podzielam – co chyba widać z lektury tekstu.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  4. grafficiarka.blog.pl pisze:

    Kolejny Twój świetnie przygotowany merytorycznie i pięknie napisany sercem tekst. Czytałam z uwagą, a pod koniec, jak pisałeś o Gajce – aż mi się łzy pokazały.
    Przyznaję, choć jestem kobietą, nigdy nie zastanowiłam się dłużej nad ich rolą w tamtych trudnych czasach. Faktycznie, Solidarność, Stan Wojenny – to jakoś z mężczyznami mi się kojarzy. Niby wie się, że gdzieś tam te kobiety przecież były ale jednak pozostają w cieniu. Wiem, że nie chodzi o to aby były na pierwszym planie ale warto wiedzieć o ich roli więcej.
    Dobrze, ze powstał taki wpis.
    I bardzo dobrze, że to właśnie Ty go napisałeś! Mężczyzna.

    Pozdrawiam. Duży szacunek.
    Marta

    Polubienie

    • To miłe co piszesz Martusiu. Mam nadzieję, że mężczyźni nie wezmą mi tego za złe. Wszyscy wiemy, że świat jest pełen żon popychających swoich mężów do sukcesu.
      Ja jestem za równymi szansami i wiele razy dawałem temu wyraz.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  5. Kobiety dają sobie radę. Mają swoją partię, coroczny Kongres Kobiet, jakieś manify , no i wywalczyły sobie parytet miejsc na listach wyborczych.
    Oglądam zwykle audycję Babilon w TVN24 i słucham radiowej audycji Sterniczki z udziałem reprezentujących poszczególne środowiska kobiet. Trochę jestem za, a trochę przeciw, ale uważam że mają swój mocny głos i przy stałym pressingu osiągną to, do czego zmierzają. Dzisiaj w sejmie głosowanie: http://www.tvn24.pl/konwencja-o-przeciwdzialaniu-przemocy-dyskusja-w-kropce-nad-i,512573,s.html
    Ciekawe jaki będzie wynik

    Polubienie

    • ~Marek Jan pisze:

      Uchwalono, uchwalono, choć pisowaci byli przeciw, jak się tego należało spodziewać. ( w obronie tzw. wartości w tym alergii na gender, jaką posiadają duchowni w naszym kraju).

      Mnie śmieszy ta magiczna wiara w moc przepisu, czy dowolnej ustawy.

      A jeszcze najbardziej mnie śmieszy paniczny strach kościelnych oficjeli, którzy są gotowi egzorcyzmy odprawiać i a kysz wołać z tego powodu.

      Chłop będzie nadal u nas
      „bił babe
      w miejsce słabe”,
      bo taka jest tradycja naszego wierzącego ludu, jako że,
      „kto baby i woza nie smaruje,
      temu oboje łeb zatrajkocą.”

      Dopóki nie nastąpią zmiany mentalnościowe i nie podniesie się poziom kultury ogólnonarodowej, będzie po staremu.

      Przepis niczego nie załatwi, zwłaszcza tak ogólnikowy.

      Raczej byłbym skory przyznać rację Ziobrze, by zaostrzyć sankcje w k.k. za gwałty i pijackie bijatyki w rodzinie, bo to lepiej i skuteczniej będzie oddziaływało na ” wyobraźnię ” skorych do wszczynania awantur domowych.
      Choć wiadomo idealne rozwiązanie to nie jest,
      ale lepsze cyco, niźli nico.

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.