Wiedza ekonomiczna potrzebna jak… chleb

Obserwując bieżącą politykę nie mogę powstrzymać się od jej komentowania, a później od komentowania komentarzy, które pojawiają się pod moimi przemyśleniami. Bywa, że powstają z tej wymiany zdań całkiem sensowne opinie i diagnozy jakie powinny być udostępniane szerszemu ogółowi czytelników, choćby dla upowszechniania wiedzy ekonomicznej i obiektywnie zdroworozsądkowego widzenia świata. Czytaj dalej

Szkło Kontaktowe – dla wielu jedyny kontakt ze światem polityki

Przy okazji obchodzonego wczoraj szumnie jubileuszu 10-lecia Szkła kontaktowego nachodziły mnie różne refleksje przemieszane z własnymi wspomnieniami. Audycja jakich wiele już pamiętam jeszcze dwa lata temu zajmowała mnie tak, jak cały program telewizyjny. Oglądam go „plecami” bo tak siedzę przy komputerze, a więc wizja w zasadzie dla mnie nie istnieje. Wystarczy fonia, a to co słyszę i tak zależy od upodobań mojej małżonki, która trzyma w ręku pilota. Gdy już obejrzy to, co ją szczególnie interesuje, to przełącza kanał odbioru na TVN 24, a tam co? Czytaj dalej

Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie…

Ileż to memów wklejają codziennie moi fejsbukowi znajomi na temat przyjaźni, a zwłaszcza tej prawdziwej przyjaźni, aż po grób. Zwykle, tak przez przekorę opatruję je komentarzem będącym czyjąś tam sentencją i wtedy całość wygląda tak:
Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, a w biedzie przyjaciół poznajemy siebie…
Tak się jakoś składa, że po tym uzupełnieniu urywają się komentarze typu: Prawda, pełna zgoda, tak jest i nastaje cisza. Nie wiem dlaczego… Czytaj dalej

Pani premier zastosowała taktykę „rozpoznanie walką” i wygrała

Po ledwie co zażegnanym kryzysie chyba nikt nie ma wątpliwości, że była to wojna. Nie wiemy jaką mogła mieć skalę, a tym bardziej nie można już oszacować jakie mogła przynieść skutki, ale była to już wstępna faza frontalnej wojny, czy może rewolucji? – Jak kto woli. Strony tej wojny też pozwoliły się dokładnie zdefiniować. Można również określić cele ku jakim zmierzała strona społeczna, a do jakiej opozycja, która jak nigdy była jednomyślna i jak nigdy solidaryzująca się z głównymi siłami protestu. Wiadomo przecież, że nic tak nie łączy jak wspólna walka i nic tak nie dzieli jak władza. Skąd wziąłem to pojęcie użyte w tytule? Zapraszam do wspólnego ze mną rozpoznania sprawy. Zaglądnijmy do Internetu, a znajdziemy tam hasło: Rozpoznanie walką (ang. reconnaissance in force) – rodzaj natarcia, a także sposób przeprowadzenia rozpoznania taktycznego przez wydzielone siły i środki na formacje nieprzyjaciela znajdującego się w bezpośredniej styczności z wojskami własnymi, co ma na celu zdobycie najbardziej wiarygodnych informacji. Jego celem może być zmuszenie przeciwnika do ujawnienia ugrupowania i potencjału bojowego, zamiarów jego wojsk, zmuszając go do reagowania na prowadzone natarcie. Ten rodzaj natarcia powinien zmusić przeciwnika do ujawnienia rzeczywistych pozycji lub punktów oporu, systemu zapór ogniowych. Ma ono na celu również zdobycie dokumentów, nowych typów uzbrojenia i sprzętu oraz wzięcie jeńców. Rozpoznanie walką prowadzi się w czasie przygotowywania działań lub w trakcie ich trwania, gdy zdobycie pożądanych informacji innymi sposobami jest niemożliwe. Po wykonanym zadaniu, siły prowadzące rozpoznanie walką mogą blokować przeciwnika, atakować lub wycofać się zgodnie z otrzymanym zadaniem (sic) http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozpoznanie_walk%C4%85
W innym miejscu spotkałem takie wypowiedzi: Rozpoznanie bojem W skrócie, tak jak ja to rozumiem, rozpoznanie bojem polegało na tym, że wysyłano jednostkę (pluton, kompanie, batalion – zależy od poziomu operacyjnego), która nawiązywała kontakt bojowy z n-plem i walczyła jakiś czas, identyfikując gniazda oporu, stanowiska ckm-ów, działa itp. a potem się wycofywała. W ten sposób jednostki atakujące jako następne miały dokładnie rozpoznany system obrony n-pla. Praktyka stosowana niezwykle często i przez wszystkie armie biorące udział w wojnie.
W dyskusji zabrał głos student:
-U mnie na uczelni rozpoznanie bojem (taktyka używana przez około 10-20 % studentów) polega na pójściu na egzamin kompletnie nieprzygotowanym (ew. jakieś małe ściągawki) no i spisaniu pytań z ewentualnie pilnym rozglądaniem się po kolegach, gdyż statystycznie ok. 30-40 % pytań powtarza się na drugim terminie. Pozdrawiam
Oto mamy sytuację, z którą niczym z potężnym wrzodem nie można było dalej czekać. Nie pomagała maść ichtiolowa, czy też domowe metody leczenia. Potrzebny był chirurg. Pacjent był jednak niezwykle uparty. Nie chciał iść do lekarza. Nie chciał podjąć ryzyka, bo … tyle operacji się nie udaje…Niech się to jakoś samo rozwiąże. Przekonywanie, rozmowy, przekupywanie nic nie dawały, bo z kim tu rozmawiać?. Z władzami Kompanii Węglowej? Z górnikami? A może ze związkami zawodowymi, których jest tam ok. 160?  O rozmowach z opozycją nie ma co marzyć skoro oni… będą otwierać wszystko, co rząd zlikwiduje i pchają w ogromne wydatki… Konieczne było podjęcie radykalnych rozwiązań i te zostały podjęte. Zaczęto od czego? Od rozpoznania walką… Czego się rząd dowiedział zanim podpisał porozumienie? Myślę, że teraz już wie bardzo wiele. Zwłaszcza o  „Przeciwniku” i jego zapleczu, o jego determinacji i sile własnej i o rozmiarach wsparcia społecznego ze strony innych zakładów, służb, central związkowych, partii politycznych z własną włącznie no i całego rozbitego i podzielonego ustawiczną walką społeczeństwa. Co mogła zrobić pani premier? Ano zobaczmy co na ten temat mówi najmądrzejsza z ksiąg. Pismo Święte:

…Albo który król, mając wyruszyć, by wydać bitwę innemu królowi, nie usiądzie najpierw, aby się zastanowić, czy może z dziesięcioma tysiącami wyjść naprzeciw temu, który z dwudziestu tysiącami idzie do niego? Jeśli nie, to jak długo tamten jest jeszcze daleko, wysyła posłów, prosząc o warunki pokoju. Król przeciwko królowi z podobnymi siłami przychodzi na bitwę, ale jeśli spostrzeże, że może mu nie wystarczyć wojska, wysyła posłów i prosi o warunki pokoju. Łk 14, 25-33:

Rozważany teraz problem, czy rząd wygrał, czy przegrał jest tu drugorzędny. Wygrali ludzie węgla, wygrał Śląsk, wygrał też rząd. Kto zatem przegrał??? Po odpowiedź odsyłam do wiersza Marii Konopnickiej, który jest dobrze znany, ale warto przypomnieć istotną jego część.Tytuł:  A jak poszedł Król 
A jak poszedł król na wojnę,
Grały jemu surmy zbrojne,
Grały jemu surmy złote
Na zwycięstwo, na ochotę…

…A na wojnie świszczą kule,
Lud się wali jako snopy,
A najdzielniej biją króle,
A najgęściej giną chłopy…

Podkreśliłem tylko kluczowe wiersze. Król już wygrał, bo uspokoił, po oddalił konflikt, bo…Związkowcy wygrali, bo obronili miejsca pracy, bo… Myślę jednak, że za ten kryzys zapłacimy wszyscy, jako podatnicy, jako konsumenci węgla, czy energii z niego wytwarzanej, ale chyba nie było innej rady. Ważne, że chirurg wziął wreszcie skalpel i przeciął ten bolesny wrzód. Pamiętajmy jednak i o tym, że takich wrzodów jest jeszcze dużo. Trzeba się zatem cieszyć z tego, że znalazła się siła zdolna poprowadzić trudnego pacjenta do właściwego lekarza.

 

Konsultacje społeczne na poziomie bloga

Pisać, nie pisać…  – skonsultować warto…
Wystartował doroczny konkurs na bloga roku. Już dają się zauważyć pierwsze informacje o dokonanych zgłoszeniach. Każdemu wolno kochać … myśl o sławie, o wzroście popularności, o szybciej kręcących się licznikach wejść do bloga jak i o innych pojmowanych już indywidualnie kryteriach opłacalności tego przedsięwzięcia.  Czytaj dalej

Oportunizm, to zarzut, czy tylko objaśnienie rzeczywistości?

Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, kiedy szukałem objaśnień dla nowych pojęć w dostępnych słownikach, to słowo konformista, czy oportunista kojarzyło mi się jednoznacznie źle. Wiedziałem już o tym, że warto, chociaż nie łatwo być nonkonformistą, czy też ogólnie rzecz biorąc człowiekiem okazującym wszędzie i wobec wszelkich wyzwań stałą i niezłomną postawę charakteryzującą się poszanowaniem uznawanych zasad i wartości. Dzisiaj myślę już inaczej, bo w życiu obserwowałem wiele różnych postaw u innych, a i sam bywałem w sytuacjach, w których nie popisałem się nonkonformizmem. Ulegałem wobec sytuacji, oczekiwań otoczenia, czy w interesie konkretnych ludzi, bo gdybym powiedział: Nie, bo nie! to obie strony wiele mogłyby stracić. Co by komu przyszło z mojej nieustępliwości? Życie uczy… Czytaj dalej

Przewidywanie przyszłości nie jest trudne…

Ostatnie wydarzenia do jakich doszło we Francji zrobiły wielkie wrażenie na mediach, a poprzez nie również i na nas wszystkich. Już chyba wszyscy snujemy przypuszczenia na temat co dalej będzie z Europą, a że tu już raczej nie ma granic, to obawy i strach przenoszą się na wszystkich Europejczyków, tak starej, jak i nowej daty. Wina leży oczywiście po stronie tzw. starej Europy, która chcąc zapewnić sobie tanią siłę roboczą i konsumentów nakręcających popyt dopuściła do tego, że dla przykładu taką Francję zasiedla dzisiaj 7 mln wyznawców Mahometa, a w sąsiednich państwach nie jest inaczej. Imigranci nie integrują się ze społeczeństwem i zachowując wszystkie swoje odrębności kulturowe i religijne stali się siłą, której chyba jeszcze się nie doceniało. Próby rozwiązywania narastających problemów poprzez forowanie polityki multi kulti zawiodły skoro: …W połowie października 2010 roku kanclerz Niemiec, Angela Merkel na spotkaniu z młodymi działaczami CDU stwierdziła, że polityka multikulti poniosła kompletną klęskę. Kanclerz Niemiec powiedziała, że w praktyce teoria społeczeństwa wielokulturowego nie sprawdziła się. Dotyczyć to ma szczególnie mniejszości muzułmańskiej. Również Horst Seehofer, lider bawarskiej CSU, powiedział, że imigranci z krajów arabskich i Turcji nie chcą się integrować. Mulikulti nie żyje – stwierdził Seehofer[3]. Szacuje się, że co czwarte morderstwo i co trzeci gwałt popełnia w Niemczech cudzoziemiec. Niemiecka policja boi się wjeżdżać do niektórych dzielnic w kraju zamieszkanych przez imigrantów[4]. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielokulturowo%C5%9B%C4%87
To dotyczy naszych sąsiadów, a w innych krajach jest może lepiej?
Mówimy Europa, a co to w istocie oznacza? Czy to jest jeden organizm potrafiący poradzić sobie z tego typu wyzwaniami jakie teraz się nam tłuką gdzieś w tyle głowy? Europa to zlepek różnych państw, które troszcząc się o swoje partykularne interesy odpuszczają sobie problemy, przed którymi już stają inni. Nie ma jednej władzy ustawodawczej, a tym bardziej wykonawczej. Nie ma wspólnej polityki zagranicznej i obronnej. Ba, nawet nie ma zintegrowanego działania wywiadów i służb specjalnych, które mają zapewnić nam bezpieczeństwo. Jeśli do tego uwzględni się wpływy kapitału międzynarodowego, który kieruje się zupełnie innymi kryteriami, to skóra na grzbiecie jeszcze bardziej cierpnie na myśli o przyszłości naszej i naszych dzieci.
W czasach słusznie minionych słyszało się dużo kawałów o działającym w stolicy republiki ZSRR Armenii Radiu Erewań. Z tego co zapamiętałem  warte przypomnienia w tym miejscu jest pytanie zadane przez jednego ze słuchaczy:
– Czy można przewidzieć przyszłość? – zapytał. Radio Erewań odpowiedziało:
-Tak, przyszłość dokładnie znamy, gorzej z przeszłością, bo ta wciąż się zmienia.
Pomyślmy przy tym, że działo się to w ogromnym państwie jakim było ówczesne ZSRR i pod panowaniem władzy absolutnie jednolitej, a nawet dyktatorskiej. Oni znali przyszłość, a i tak się pomylili. Stąd zresztą termin: – W czasach słusznie minionych…

Wiele lat temu wpadła mi w ręce książka Paula Kennedyego Mocarstwa świata, narodziny, rozkwit, upadek. Przeczytałem ją we fragmentach niestety, ale z ogromnym zaciekawieniem. Pamiętam zwłaszcza tę część, która dotyczyła podboju terenów przyległych do Morza Śródziemnego przez Arabów. Wikipedia pod hasłem Arabskie panowanie w Hiszpanii zawiera opis zaczynający się słowami: W ciągu bardzo krótkiego czasu Arabowie opanowali olbrzymie terytoria. Po śmierci Mahometa wyruszyli na podbój świata. Podczas wojennych kampanii zniszczyli perskie imperium Sasanidów, zdobyli Syrię, Palestynę i Egipt. Pół wieku później padła bizantyjska Kartagina. Następnie uległy im plemiona berberyjskie. Od śmierci Mahometa (632 r.) do 711 r. muzułmanie zdołali dotrzeć aż do brzegów Indusu… Według arabskich źródeł pomysł przeniesienia „świętej wojny” na Półwysep Iberyjski podsunął islamskim dowódcom władający Ceutą wizygocki książę Julian. Przyczyną nienawiści Juliana do Roderyka (króla Wizygotów) miał być gwałt dokonany przez króla na jego córce. Julian wiedział o toczącej się w Hiszpanii wojnie domowej i ogólnym kryzysie państwa, rządzonego przez Wizygotów… http://pl.wikipedia.org/wiki/Arabskie_panowanie_w_Hiszpanii
   Bliżej nas, ale z podobnego kierunku zagrażało nam przez stulecia Imperium Osmańskie. Obroniliśmy się przed nim sami pomagając również innym, gdyż bitwa stoczona 12 września 1683 r. pod Wiedniem pomiędzy wojskami pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego, a armią Imperium Osmańskiego pod wodzą wezyra Kara Mustafy zakończyła się klęską Osmanów. Od tej pory przeszli oni do defensywy i przestali stanowić zagrożenie dla chrześcijańskiej części Europy. Na podobnych zasadach, w 1920 roku daliśmy sobie radę wobec czerwonego zagrożenia płynącego z ZSRR nie tylko dla Polski, ale i dla Europy całej. Czy przy kolejnym zagrożeniu też damy sobie radę?Rejon Azji Mniejszej i kraje Afryki płn. są już zdominowane przez islamistów, a rewolucja arabska przecież nie wygasła. Jej bojownikom przychodzi teraz przeskoczyć do krajów europejskich tego regionu. Płyną więc łodzie z nielegalnymi imigrantami do portu Lampedusa we Włoszech, a już legalnie do krajów regionu przyjeżdżają członkowie rodzin zamieszkałych tam obywateli . Wśród nich łatwo mogą się ukryć nowi bojownicy zasilając „śpiochów” już tam przebywających. W końcu terroryzm to nie jakieś chuligańsko-przestępcze zjawisko tylko inna forma prowadzonej wojny, a każdy akt terroru na skalę WTC w Nowym Jorku, zamachu w Hiszpanii, czy w W. Brytanii czyni wielkie spustoszenie w naszym zbiorowym poczuciu bezpieczeństwa i to może przyjąć niewyobrażalne dzisiaj formy przeciwdziałań. Propagandyści radzieccy, mówiąc ustami spikera radia Erewań, nie mieli problemów z przewidywaniem przyszłości, a mieli je z oceną przeszłości. Ciekawe czy dzisiejsi propagandyści w UE będą działać podobnie? Wnioski z przeszłości same się nasuwają. Podboje były możliwe dzięki nie tylko wojowniczym ludom i genialnym ich przywódcom, ale może głównie przez skłócenie i słabość krajów nieudolnie rządzonych i przez to jakby wystawiających się na atak. Czy takie wnioski podsuwa ktoś dzisiejszym rządom działającym w niezmiernie zadłużonych państwach, które kupują spokój społeczny zadłużając jeszcze bardziej przyszłe pokolenia? Wśród moich sentencji mam na tę okazję taką perełkę: Z historii narodów możemy się nauczyć tego, że narody niczego się nie nauczyły z historii . Hegel

PS. – Czy marsz solidarności z udziałem przywódców państw mający przemaszerować ulicami Paryża jest skutecznym środkiem przeciwdziałania zagrożeniom?

 

Studniówka rządu p. Kopacz

W szkołach już trwają przygotowania do tradycyjnych studniówek. Tegoroczni abiturienci muszą zdobyć świadectwo dojrzałości towarzyskiej na 100 dni przed startem do egzaminu maturalnego, czyli do szansy uzyskania świadectwa dojrzałości intelektualnej. Tak się złożyło, że w podobnym czasie do swojej studniówki przygotowywał się rząd pani Kopacz. Podobieństwo dotyczy jedynie słownictwa, bo młodzi zaliczają ten sprawdzian na 100 dni przed egzaminem, a rząd na 100 dni po zdanym egzaminie kwalifikacyjnym. Jedni mają w zapasie jeszcze 100 dni na rzetelną pracę nad przygotowaniem się do egzaminu, a drudzy mają za sobą 100 dni rzetelnej – mam nadzieję pracy, która sama w sobie była egzaminem. Wczoraj jedynie ogłoszono wyniki tej oceny. Nie było poloneza tańczonego z niebywałą elegancją, nie było też tłumku rodziców patrzących maślanymi oczyma na swoje nagle wydoroślałe w wieczorowych kreacjach pociechy, a była gromada surowych egzekutorów. Jedni robili wszystko, aby wykazać jak beznadziejny rząd sprawuje władzę w Polsce, a drudzy bronili swojej opcji. Byli też ludzie tzw. środka próbujący ukazać dobre, a również i te złe strony, które mają często niezwykle długą historię i na pewno nie powstały w czasie 100 dni pracy pani Kopacz. Mam tu na myśli służbę zdrowia, górnictwo, kolejnictwo itd.
W czasie świątecznych rozmów przy stole zapytałem współbiesiadników – w przewadze 30 – 40- latków o kilka spraw, które mogły rzutować na ocenę rządu.Tak to leciało:
– Co sądzicie o obecnym rządzie? Ja dla przykładu nic nie słyszę o obecnej minister infrastruktury. Czy słyszeliście coś na jej temat? – zapytałem, ale zauważyłem poruszenie ramionami, przedłużającą się ciszę i wreszcie pytanie:
–  A o kogo pytamy?
– O taką panią prezes z PKP, która zastąpiła Bieńkowską – uściślam
A kto to jest Bieńkowska?
Nie znasz? Taka piękna blondynka, obecnie komisarz w Brukseli, dodaję, a widząc nadal objawy zwątpienia uzupełniam;
No ta, co kiedyś powiedziała: – Sorry, taki mamy klimat…
– A, ta pani, już wiem, ale niczego nie słyszałem.
Inni nie wykazali żadnego zainteresowania tematem i rozmowa przeszła na zwyczajne pogaduchy do jakich przywykliśmy przy takich okazjach. Kogo interesuje polityka? Kto bierze pod uwagę okoliczności i tzw. kuchnię polityki? Znacznie łatwiej jest ferować wyroki i oskarżenia. Posługiwać się półprawdami, czy zwyczajnie manipulować i takie oceny niczym kalkę upowszechniać wśród swoich wyznawców. Przykłady? Proszę bardzo..
Wczoraj w TV u Agaty Młynarskiej w „Świat się kręci” w sprawie restrukturyzacji kompanii węglowej.
– J. Pospieszalski oskarża p. Premier o nieprzemyślane podpisanie pakietu klimatycznego, który spowoduje, że będziemy zmuszeni obciążać cenę węgla karami za emisję CO 2 i w tym upatruje przyczyn braku opłacalności wydobycia.
– J. Paradowska próbuje wyjaśnić, że skutki pakietu klimatycznego będą odczuwalne po 2020 roku, a do tego czasu trzeba zrestrukturyzować nasz przemysł wydobywczy i energetykę, a tak w ogóle, to jak to się ma do ocenianych 100 dni p. Kopacz? – pyta. Wszystko w atmosferze kłótni, przy podniesionym głosie i z deklaracją, że może być jeszcze głośniej.
Wspominam tę pyskówkę tylko dlatego, że dzisiaj rano w radiowej Jedynce wysłuchałem rozmowy przenikliwego dziennikarza z wicepremierem gospodarki J. Piechocińskim. Dowiedziałem się np. tego, że wydobycie węgla w tej obecnie zagrożonej kompanii węglowej było opłacalne w czasie, gdy węgiel był po ponad 120 dol. za tonę, a teraz przy cenie rynkowej w granicach 60-70- dol. za tonę na składach zalegają ogromne hałdy węgla, który w dodatku jest nisko energetyczny i o dużej zawartości popiołu. Udział kosztów osobowych w strukturze kosztów wydobycia w tej właśnie kompanii przekracza 60 proc. a w takiej wzorcowej do porównań Bogdance (pomimo różnic geologicznych) ok. 38 procent. Mówiono i o innych aspektach tego problemu, z którymi nie poradził sobie żaden rząd pracujący po 1989 roku i to nie dlatego, że nie chciał, czy nie dostrzegał problemu. Nie dał rady w walce z obrońcami miejsc pracy i z opozycją. Teraz też wydaje się, że nie ma alternatywy, bo ta kompania węglowa wkrótce straci płynność finansową i najzwyczajniej zbankrutuje, bez możliwości restrukturyzacji i przemyślanego ratowania tego, co się da uratować. Czy to jest winą p. Kopacz, winą p.Tuska żeby nie sięgać dalej w głąb historii?
Jak kto chce psa uderzyć, to kij znajdzie – powiadali starzy ludzie i mieli rację.

Jak się bawić, to się bawić…

Mama i córkaDzisiaj chciałem zapytać Państwa o to, co sądzicie o takiej produkcji. Czy rozpowszechnianie tego typu dowcipów służy zabawie? Takiego mema o mamie spotkałem dzisiaj na fejsbuku. Mnie nie rozbawił, a wręcz odwrotnie wkurzył mnie swoim przesłaniem. Dlatego dodałem do niego swój autorski komentarz:

To jest matka, co się zowie… No, a jak się takie zowie? Może ktoś mi to podpowie?

Czekam na komentarze pod zdjęciem i tu, na blogu