Dotrwaliśmy do końca starego roku…

Wszyscy teraz robimy jakiś rozrachunek z losem lub dopiero zabieramy się do przemyślenia tego wszystkiego, co nas spotkało w minionym roku. Możemy sobie całą tę historię pogrupować na zdarzenia korzystne i niekorzystne, chciane i nie, zapracowane własnym odpowiedzialnym i nieodpowiedzialnym działaniem albo jego zaniechaniem, no i na te absolutnie losowe. Jak kto sobie chce i lubi. Czytaj dalej

Jak życzyć? Szczerze i z szerokim gestem…

   Przypomniałem Państwu w ostatnim czasie swoje teksty pisane z okazji świąt w minionych latach jak i świeże przemyślenia z ostatnich dni. W ostatnim z nich noszącym tytuł: Kwestia życzeń świątecznych zastanawiałem się nad tym jak przeżyć święta, gdy wśród ludzi wspólnie świętujących istnieją zadawnione żale i urazy, gdy nie ma tam miłości. Czytaj dalej

Kwestia życzeń świątecznych

Kilka dni temu napotkałem na Fejsbuku udostępnionego przez kogoś tzw. mema mówiącego o tym, że nadszedł czas nieszczerych życzeń, spotkań z ludźmi których się nie znosi i coś tam jeszcze równie niemiłego. Początkowo spojrzałem na to bez emocji myśląc sobie: – Ot, mamy kogoś, kto nie lubi świąt, albo nie lubi, tak na bieżąco żyć w zgodzie z innymi i dlatego święta są dla niego dość męczące. No bo jak tu nagle zasiąść z wszystkimi do wigilijnego stołu, przełamywać się opłatkiem, składać sobie życzenia podczas gdy w sercu mrok, zadawnione żale, obraza? Czytaj dalej

O tempora, o mores…

Często spotykałem ten zwrot w wypowiedziach różnych ludzi wyrażających swoje oburzenie wobec realiów obecnego życia i panujących w nim coraz bardziej drapieżnych zasad. Słowa te brzmią uczenie, zwłaszcza gdy się je wypowiada w oryginale. Któż dzisiaj zna łacinę w takim stopniu, aby się nią swobodnie posługiwać? Wielu ludzi uważa jednak, że wypada znać parę łacińskich zwrotów, aby zrozumieć każdy tekst i kontekst, a nawet celnie się nimi posłużyć w gronie ludzi hołdujących tym samym zasadom. Czytaj dalej

13 grudnia 1981 – wspomnienie

Wszyscy, którzy mieli wtedy kilka lat pamiętają, że nie było w tym dniu (13 stycznia) poranka dla dzieci w TV. Ekrany śnieżyły i wszyscy uważali, że telewizory się popsuły. Dopiero po paru godzinach zaczęto nadawać komunikaty Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego czytane przez samego generała. Czytaj dalej

Aleksandra, po Ksawerym z precyzyjną regularnością nawiedza nasz kraj

Od kilku dni słyszymy złowrogie zapowiedzi nadchodzącego z zachodu orkanu Aleksandra (czy jest żeńska forma nazwy tego wiatru?). Z materiałów filmowych prezentowanych w telewizji też wieje…  grozą. Zastanowiła mnie ta niezwykła regularność nawiedzania niemal całej Europy przez to groźne zjawisko atmosferyczne. W ubiegłym roku niemal z godzinową dokładnością odwiedzał nas Ksawery, a teraz pojawia się również nieproszona Aleksandra. Co to ma znaczyć? Czyżby tam na górze uznano, że z taką właśnie cyklicznością z jaką odbywają się u nas marsze wolności trzeba przewietrzać nasze strony, aby wywiać z głów różne idee i pomysły, aby oczyścić mocno stęchłą  atmosferę i wprowadzić trochę świeżego powietrza? Kierunek z jakiego Oleńka nadchodzi też jest dość symboliczny, bo na zachodzie, pod wpływem którego jesteśmy, też jest potrzebne podobne sprzątanie. Gdy przypomniałem sobie o tej cykliczności, to postanowiłem sprawdzić co pisałem przed rokiem. Pozwolą Państwo że przypomnę fragmenty? http://tatulowe.blog.onet.pl/2013/12/08/tak-wialo-ze-wywialo/
Tak wiało, że wywiało… 8 grudnia 2013

Wszyscy przeżyliśmy zimowy test pod nazwą Orkan Ksawery. Tak służby utrzymania ruchu jak i drogowcy, a już na pewno użytkownicy dróg raczej go oblali. Srogi był to sprawdzian, a że mało kto go zdał z zadowalającym wynikiem, to świadczy tylko o tym, że nie uczymy się na własnych błędach jak również lekceważymy doświadczenia innych. Orkan zaatakował kilka dni wcześniej niemal całą Europę zachodnią. Były więc doniesienia medialne, były ostrzeżenia IMiGW niemal w każdej prognozie pogody i mogliśmy się lepiej przygotować. Służby drogowe były przygotowane do zimy więc nic nie powinno ich zaskoczyć, bo w grudniu śnieg nie jest nadzwyczajnym zdarzeniem. Służby ratownicze chyba najlepiej zdały swój test jeśli zważyć, że na dzień wyciszania się wiatru – jak usłyszałem w Jedynce PR, było ponad 10 tys. zgłoszeń. Urocza Pani Wicepremier, co pół godziny otrzymywała szczegółowy raport o stanie bezpieczeństwa i reagowała poprzez Rządowe i Wojewódzkie Centra Reagowania Kryzysowego. Jak wypadnie podsumowanie rozmiaru szkód i sprawności akcji ratowniczej? Wkrótce się dowiemy. Czy ten raport obejmie również ocenę naszej obywatelskiej wiedzy na temat zagrożeń i sposobu postępowania w razie wystąpienia konkretnego zagrożenia? Kto dzisiaj tego uczy? Wprawdzie w szkole już od podstawówki, poprzez gimnazjum, aż po liceum dzieci i młodzież mają wprawdzie przedmiot Edukacja dla Bezpieczeństwa, ale w wymiarze ograniczonym do 1 lekcji w cyklu kształcenia, co jest zaledwie liźnięciem tematu. A że pragmatyczna młodzież nie traktuje poważnie przedmiotów niematuralnych więc efekty kształcenia są raczej mierne. Na studiach już tego nie uczą, a w dorosłym życiu? Jedynie na jakichś szkoleniach w zakładach pracy – o ile ktoś pracuje w jakiejś szanującej się korporacji. A pozostali…? Coś tam się wie, prawda? Gdy jednak tak silnie wieje, to może wywiać  z głowy słabo utrwaloną wiedzę, prawda? Zajrzałem do Internetu. Pod hasłem: Zarządzanie kryzysowe znalazłem Mały poradnik. Tam wyszukałem odpowiedni rozdział i przytoczyłem treść instrukcji postępowania na wypadek burzy śnieżnej. Jeśli ktoś jest zainteresowany takim tematem,  to zapraszam do przeczytania całego cytowanego tekstu jak i dyskusji jaka się pod nim wywiązała. Tym razem postanowiłem przytoczyć treść instrukcji dotyczącej zapowiadanego dla nas w najbliższym czasie zjawiska orkanu:

SILNE WIATRY – Przed wystąpieniem zagrożenia:

– Zabezpiecz swoje mieszkanie /dom/:
– zamknij okna, zabezpiecz rynny i inne części budynku
– upewnij się czy konstrukcja dachu jest mocno przytwierdzona do konstrukcji budynku
– zabezpiecz lampy i inne urządzenia, które mogą ulec zniszczeniu
– usuń z parapetów i balkonów przedmioty, które mogą zagrażać przechodniom
– Zapewnij sobie odpowiednią ilość źródeł światła, jak: latarki elektryczne /baterie do latarek i odbiorników radiowych/, świece, lampy naftowe wraz z zapasem nafty.
– Przygotuj rzeczy, które mogą być przydatne w czasie ewakuacji tj. dokumenty, odzież, żywność, wartościowe rzeczy.
– Nie parkuj pojazdów w pobliżu drzew, słupów i trakcji elektrycznych.
W czasie trwania zagrożenia:
– Nie wychodź z domu, jeśli nie musisz.
– Włącz radio lub telewizor w celu śledzenia informacji meteorologicznych i informacji o sytuacji.
– Postępuj według wskazań określonych w komunikatach.
– W przypadku ogłoszenia komunikatu o ewakuacji, weź ze sobą tylko podręczny bagaż – najpotrzebniejsze rzeczy.
– Opuszczając mieszkanie wyłącz energię elektryczną i gaz, zamknij dopływ wody, wygaś ogień w piecach oraz zabezpiecz dom i zabudowania gospodarcze przed złodziejami.O WSZYSTKICH ZDARZENIACH MAJĄCYCH ISTOTNE ZNACZENIE DLA BEZPIECZEŃSTWA LUDZI INFORMUJ:

* policję * służby dyżurne Straży Pożarnej * pogotowie energetyczne * pogotowie gazowe

Pozwoliłem sobie podkreślić pogrubioną czcionką najważniejsze z zaleceń.

Nie wiemy jeszcze jak silne będzie tym razem uderzenie wiatru. Na dzisiaj czyli na 12 grudnia mamy dla całego kraju zagrożenie I stopnia silnym wiatrem, a jedynie w dwóch południowo – zachodnich województwach to zagrożenie oceniono na II stopień. Najgroźniejsze zagrożenie III stopnia jeszcze nie jest w Polsce prognozowane – przynajmniej do godz. 7 rano 13 grudnia. Do czasu wyruszenia zapowiadanego Marszu Wolności, czyli do godz. 13-tej należy postąpić jak w cytowanej wyżej instrukcji, czyli:
– Włącz radio lub telewizor w celu śledzenia informacji meteorologicznych i informacji o sytuacji.
– Postępuj według wskazań określonych w komunikatach
Ubiegłoroczny tekst kończyłem następującymi słowami:
– Czy usłuchamy i dostosujemy się do tego co napisali w poradnikach? Aby chronić się przed wiatrem warto nosić odpowiednie ubranie oraz koniecznie założyć czapeczkę. Może wtedy lepiej zniesiemy chłód, a przy okazji ochronimy się przed wywiewaniem z główki tego, co warto zachować w naszej świadomości.
„Bezpieczeństwo nie jest darem niebios, ani jakiejkolwiek władzy. Nasze bezpieczeństwo zależy od nas samych”– Takie hasło zawiesiłem kiedyś w „swojej” sali PO w Ekonomiku gdzie pracowałem przez ostatnie 20 lat . Wisiało sobie spokojnie na tablicy poświęconej bezpieczeństwu właśnie. Tablica nazywała się: „Strzeżonego…”Ileż osób przewinęło się przez te salę przez te wszystkie lata??? Czy pamiętają?

 

Nie zawsze jest tak źle, jak się spodziewamy

Wczoraj miałem od dawna umówioną wizytę lekarską. Nie, nie prywatną, a taką z ubezpieczenia. Wybierając się przewidywałem dłuższe oczekiwanie i dlatego przeglądnąłem półki z książkami, aby znaleźć coś interesującego, a przede wszystkim w formacie  pocket book – jak to nazywali Amerykanie. Znalazłem taką, przymierzyłem do kieszeni marynarki i w drogę. Dotarłem na pół godziny przed godziną rozpoczęcia pracy dojeżdżającego z dość daleka lekarza. Usadowiłem się tak, aby mieć światło dzienne za sobą i zabrałem się do wstępnych oględzin mojej lektury. Trudna i specjalistyczna treść, a do tego pisana drobniutką czcionką na papierze z lat 70-tych, bo wtedy była wydana. Sąsiadka obok zaglądała do torebki, w której miała  włączony tablet, a więc należała do współczesnych nie tylko w upodobaniach , ale i metrykalnie. Z czasem zaczęli nadchodzić kolejni pacjenci podejmując próbę pozycjonowania. Czytaj dalej

Trzeba być kimś, aby być sobą…

Obserwując obrazkową wymianę poglądów na fejsbuku zauważyłem, że ktoś udostępnia przeróżne „gotowce”, a inni je udostępniają kwitując swoje zainteresowanie ”lajkami”. Pogłębione komentarze bywają prawdziwą rzadkością. Często komentuję takie memy, motta, czy sentencje obserwując tok rozmowy do jakiej często świadomie prowokuję. Coraz bardziej podoba mi się taka zabawa. Czytaj dalej

Dziadek Mróz i Adaś sporo nas wszystkich nauczył…

Droga - Dokąd idzie siama  pustą drogąJuż kilka dni żyjemy śledzeniem przypadku Adasia, który nieświadom tego, co robi szedł sobie w siną dal i ta siność odbiła się groźnie na jego życiu. W piżamce i boso poszedł w mroczną i mroźną noc i tak sobie wędrował do czasu aż upadł i jego los zależał już tylko od szczęśliwego przypadku. Wiemy, że miał to szczęście, aby dać się znaleźć dzielnemu policjantowi, miał też szczęście do niezwykle sprawnie działającego pogotowia, do niezwykle profesjonalnie działającego zespołu lekarskiego w szpitalu gdzie go zawieziono. Dzisiaj wiemy, że proces ratowania Adasia i jego dotychczasowe rezultaty, to jeden wielki cud. Adaś walczył wespół z lekarzami i zwyciężył. Żyje, a nawet ma się coraz lepiej, a prowadzący leczenie profesor Janusz Skalski nie wyklucza tego, że chłopiec spędzi święta w rodzinie. On przecież narodził się ponownie i  zasłużył sobie na to, aby na swoje imieniny Adama (24.12), a do tego w Wigilię Bożego Narodzenia być już w domu rodzinnym.
Wszyscy to znamy i przeżywamy jak mrożącą krew w żyłach przygodę. Jesteśmy zaangażowani uczuciowo w tę rodzinną tragedię, a współczując rodzinie chłopca chłoniemy przy okazji wiedzę na temat tego typu zagrożeń i stosowanych w takich razach procedur ratowniczych. Przy każdym serwisie informacyjnym przynoszącym nowiny z frontu walki o życie Adasia dowiadujemy się czegoś więcej. Cieszymy się tym przykładem, bo przecież kochamy dzieci. Podziwiamy kolejny wyczyn naszej służby zdrowia, o którym na pewno będzie głośno, nie tylko w świecie medycznym. To wszystko prawda, ale prawdą też jest drugi biegun naszej rzeczywistości. Oto czytam w bieżących doniesieniach:

Według policyjnych danych od października 2014r.  z powodu wychłodzenia zmarły już 23 osoby. Tylko w sobotę (29 listopada) zamarzło pięć osób. Nie bądźmy obojętni na los tych, którzy nie mają się gdzie schronić bądź przebywają w nieogrzewanych pomieszczeniach. https://msw.gov.pl/pl/aktualnosci/12652,Pierwsze-ofiary-mrozow.html

Jak widać nie każdy miał szczęście u przygodnie spotkanych ludzi, wśród  personelu służby zdrowia, no i tam „u Góry”. Na blogu Siostry Małgorzaty Chmielewskiej –  przełożonej Wspólnoty Chleb Życia w Polsce, która powołała i prowadzi już kilka domów opieki przeczytałem dzisiaj takie słowa: „Ja już się stąd nie ruszę” stwierdził pan Stanisław, mieszkający od jakiegoś czasu w naszym domu w Jankowicach. Starszy, schorowany, samotny. Przysłany do nas na zimę przez pomoc społeczną z obawy, że z powodu nieporadności może zamarznąć w swoim domku. Nie on jeden, zresztą. To znaczy, że czuje się bezpiecznie. Dla kolejnych panów i pań miejsc u nas już niestety nie ma. Warszawa – w tym magistraccy urzędnicy – dwoją się i troją, żeby „upchnąć kolanami” ludzi w istniejących schroniskach. Otwierają nowe, ale cosik się opóźnia, jak to w życiu.  U nas się już więcej nie da, zwłaszcza chorych, nawet młotem pneumatycznym, nie tylko kolanami. Byle do wiosny.
Dużo dobrego dla ludzi zagrożonych podobnym losem czynią miejscowe władze gminne oferując im pomoc materialną, darmowe posiłki, ale …”licho nie śpi, albo śpi licho”- jak powiadają niektórzy. W każdej niemal miejscowości można wyliczyć po kilka osób należących do kręgu ryzyka. Jak oni przetrwają ten szczególnie trudny dla nich czas? Nie dalej jak wczoraj wieczorem, gdy wchodziłem do sklepu na spóźnione zakupy, to mijałem się w drzwiach z jednym z takich osobników. Kurtka podszyta wiatrem, czapa zasłaniająca niemal całą twarz, przy nosie kropla chronicznego kataru, głos mało zrozumiały, ale jednak potrafił określić swoje potrzeby i nabyć potrzebny mu (chyba najbardziej) produkt z grupy rozgrzewających. Nie znam jego losu, ale w takim przypadku działa słuszna skądinąd zasada:  „No news, is a good news”. On pewnie mógłby opowiedzieć niejedną historię z życia ludzi zagrożonych wychłodzeniem, bo przeżył już wiele zim, a w ich czasie wiele dni i nocy z temperaturą nawet do – 30 stopni Celsjusza. Takie temperatury jak obecne, kształtujące się w pobliżu zera, to tylko przedsmak zimy. Kiedy uczyłem przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, a w jej programie poświęcałem wiele miejsca właśnie wychłodzeniom i odmrożeniom, to kładłem nacisk na objawy wychłodzenia, które mogą okazać się zgubne dla ludzi zagrożonych z powodu braku dostatecznej wiedzy, jak i z tego powodu, że przygodni ludzie nie spieszą z pomocą, bo wiadomo… ot, pijak, siedzi na ławce jak siedział codziennie … Tymczasem jak czytam w dostępnych każdemu źródłach: Gdy temperatura ciała obniża się, to objawy się nasilają. Łagodne objawy (34–35 °C) (osoba wciąż jest w stanie sobie pomóc): uczucie marznięcia, zimne ręce i stopy, drżenie mięśni, osłabienie ramion i nóg, zawroty głowy, dezorientacja i niepokój.
Umiarkowane objawy (30–34 °C) (osoba nie jest w stanie sobie pomóc): wzmocnione objawy takie jak powyżej, a ponadto: ból z zimna, brak wrażliwości na bodźce, skurcze mięśni, utrata poczucia czasu i zachowania energii, apatyczne zachowanie i zaburzenia świadomości. Hipotermia wpływa na zdolność właściwej oceny sytuacji. Łatwo przeoczyć moment, kiedy tracimy orientację i wtedy musimy liczyć na inne osoby, które mogą zauważyć nasze irracjonalne zachowania i spowolnione reakcje. Jeżeli oziębianie postępuje dalej, dezorientacja przechodzi w zobojętnienie, szczególnie niebezpieczne, ponieważ ofiara przestaje interesować się własnym losem. Nie czując już chłodu, a odczuwając zmęczenie i senność łatwo popaść w drzemkę i spać wiecznym snem szczęśliwego, który wyzbył się nałogów, niedostatków, poniżenia, odrzucenia i …

Miejmy nadzieją na to, że tacy ludzie mający przecież jakieś rodziny, służby socjalne, służby porządkowe jednak unikną najgorszego, bo cuda się zdarzają. ale niezwykle rzadko.

Ktoś przegrał, aby wygrać mógł ktoś..

Poprzednią opowieść – tatulową opowieść, którą chciałbym, aby traktować jak opowieść … ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył – co jasno deklaruję w nagłówku bloga, niektórzy odebrali jak atak na ich kandydata. Stąd niektórzy hejterzy przenieśli się tu, aby znanymi sobie sposobami dokuczyć, przywalić tak, aby bolało. Osiągnęli to, czego chcieli. Mam nadzieję, że ja też osiągnąłem to, czego chciałem. Wsparłem jednego z rywali, ale również zaprosiłem tu ponad tysiąc odwiedzających, którzy – mam nadzieję zastanowili się nad tekstem i mogli bardziej świadomie oddać swój głos. Zaglądałem często na forum lokalnej gazety, aby obserwować toczącą się tam walkę na argumenty, a jeśli tych brakowało to i na chwyty z rodzaju czarnego PR. Kilka rozsądnych głosów przykryto chmurą argumentów, z których najważniejszy da się ująć  w słowach: Czas na zmiany ! No i dokonano tych zmian.

W dzisiejszych anonsach pokazano już nowe władze miasta i powiatu, nowe rady obydwu szczebli i zdjęcia z sesji, na których to się odbyło. Można popatrzeć na wyraz twarzy nowych i odchodzących włodarzy, na twarze urzędników, dla których również zaczyna się nieznane. W jednej z lokalnych gazet znalazłem słowa, które bardzo pasują do moich poglądów i dlatego zamiast silić się na oryginalność zacytuję:

Wybraliśmy samorządowe władze, obsadziliśmy stanowiska prezydentów, burmistrzów i wójtów. W radach zasiedli nowi radni i sejmikowi senatorowie. Czas, aby ich wyborcze obietnice przełożyły się na konkretne ustawy i zarządzenia, które zmienią na plus naszą codziennośćWyborcze wyniki w jednych miejscach przyniosły zaskakujące rezultaty, które spowodowały niemalże polityczne trzęsienie ziemi, w innych wyborcy dali po raz kolejny mandat zaufania dotychczasowym włodarzom. Krótko mówiąc, my wyborcy, nasz obowiązek obywatelski spełniliśmy. Jedni bardziej solidnie, dwukrotnie maszerując do urn wyborczych inni mniej lub wcalehttp://sandomierz.gosc.pl/doc/2267157.Plan-czteroletni

Wracając do mojego tytułu notki chciałem jeszcze dopowiedzieć, że: Ktoś przegrał, aby wygrać mógł ktoś, a kogo mam na myśli? Myślę o nas wszystkich. Słuchaliśmy programów pełnych ambitnych propozycji, nasi wybrańcy przerzucali się obietnicami, a my wybraliśmy te najlepsze z naszego punktu widzenia. Pamiętajmy o tym, że odchodzący chwalili się osiągnięciami utrwalając jakiś standard działań, licytowali się na obietnice podbijając stawkę bieżącej rozgrywki. Dzięki temu mamy nasz Plan Czteroletni – jak napisał w cytowanym artykule ks. Tomasz Lis. Wybraliśmy ludzi odpowiednich do realizacji tego planu, a teraz patrzmy naszym włodarzom na ręce, aby nie zmarnować dorobku ustępujących rad i podciągnąć nasze życiowe i żywotne sprawy na satysfakcjonujący nas poziom