Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień

Obchodzimy dziś kolejne święto, które przybyło do nas przed kilku laty wraz z Walentynkami, czy Haloween wprost z zachodu. W dniu 21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości.  Czy przyjęło się to święto wśród Polaków? Czy choć na trochę zmieniło nasze nastawienie do innych ludzi? Postanowiłem postawić to pytanie, abyśmy wspólnie dokonali zbiorowej refleksji nad naszą ŻYCZLIWOŚCIĄ.
Ja uważam, że wszyscy mamy jakieś dziedziczone, systemowe obciążenie pochodzące z zamierzchłych czasów, przypieczętowane mrocznym okresem PRL-u. Kto sam na sobie doświadczył tamtego okresu, ten wie co znaczył DONOS. Wiemy też jak był podpisywany taki donos. Dla najmłodszych podam przykład takiego dziełka: Uprzejmie donoszę, że pana żona ma kochanka. Życzliwy.  Takich donosów było całe mnóstwo. Życzliwy mogło więc oznaczać zupełnie coś innego niż określał to słownik języka polskiego. Z tamtych czasów pochodzi również obiegowa dykteryjka objaśniająca czym się różni Polak od Amerykanina. Amerykanin witając się obdarza spotkanego wystudiowanym uśmiechem i zadaje retoryczne dla nas pytanie:
– Jak się masz? Jak leci?
To pytanie jest retoryczne tylko dlatego, że nie upoważnia pytanego do wyjeżdżania z żalami typu:
– Tu mnie boli, tam mnie strzyka, jestem chory, biedny, ludzie ( rodzina-żona-dzieci) mnie nie doceniają itd. Tak robi Polak. Amerykanie mają wypracowaną obiegową odpowiedź:
– Jest OK. Mam się dobrze, a Ty? Po tym miłym wstępie łatwo im rozmawiać, otwierać się na siebie, mówić sobie miłe słowa, prawić komplementy i te komplementy w sposób miły przyjmować. Kończąc rozmowę, nawet w sklepie, czy banku usłyszymy okraszone miłym uśmiechem:
– Miłego dnia, do zobaczenia itp. grzecznościowe zwroty.
   Znamy to jeśli nie z autopsji, to choćby z filmów. Jak zatem wyglądamy na tle innych?
W kontaktach z obcymi jesteśmy nieufni. We wszystkim podejrzewamy podstęp i jakieś ukryte drugie dno. Nie lubimy doceniać czyjejś urody, modnego ubioru, pięknej wypowiedzi, świetnego smaku podanych przez panią domu potraw, czegokolwiek. Z trudem przychodzi nam powiedzenie miłego słowa przechodniowi, ekspedientce, urzędnikowi. To działa zresztą w obydwie strony. W naszej powszechnej świadomości, czy może w podświadomości właśnie, pokutują ukryte gdzieś głęboko lęki i jakieś kompleksy wyrażane często w postawie:
Nie muszą cię lubić. Niech cię szanują!, albo Jeśli nie będą się ciebie bać, to się będą z ciebie śmiać! 
Osiągamy więc te wzorce zachowań strosząc nadęte i obrażone miny. No i mamy czego chcieliśmy. Inni usztywniają się w kontaktach z nami lub postępują wg. tej samej szkoły. Przemiany jakie zaszły w Polsce wraz z upadkiem PRL-u wiele zmieniły na lepsze we wzajemnym traktowaniu się współpracowników, przechodniów i innych ludzi. Szczególnie młodzi ludzie ochoczo zaakceptowali zmiany promieniujące od nowych zakładów pracy stawiających na budowanie zespołów i tzw. ładu korporacyjnego. To co zastali w pracy przeniosło się z czasem i na inne dziedziny życia. Jest już lepiej, ale…
   Wszyscy lubimy spotykać ludzi, którzy są serdeczni, uprzejmi i mili. Wiemy o tym, że gdyby było więcej uśmiechów na ulicach wtedy wszystkim lżej by się żyło. Często bowiem jest tak, że miłe spotkanie i uśmiech obcej osoby może zmienić cały nasz dzień. Poczucie humoru i umiejętne zarządzanie kącikami ust ma same dobre strony. Terapeuci zapewniają, że nawet wymuszony uśmiech działa. Daje sygnał do wytwarzania endorfin i serotoniny ? magicznych substancji zwanych hormonami szczęścia, które dodają pewności siebie i skutecznie poprawiają nastrój. Jeśli więc nawet wymuszony uśmiech pomaga to może warto nawet w wymuszony sposób o ten uśmiech zabiegać mówiąc sobie – nie tylko w Dniu Życzliwości, ale również we wszystkie dni roku – miłe słowa? Czy potrafimy docenić wartość motta Jolanty Rudolph i zastosować to w życiu? Powiedziała ona co następuje: Powiedz mi parę kłamstw, że jestem piękna, dobra, czuła. Powiedz, a będę! 
   Jak się zabierzemy do tego od razu i z całą determinacją, to może z czasem wytworzymy samonapędzający się mechanizm, który zmieni naszą siermiężność w tym względzie. Jeśli tego nie zrobimy to zostaniemy wśród smutasów i frustratów niczym dinozaury, które muszą wyginąć – powiedział ktoś inny.
Na dzisiejsze święto polecam zatem hasło, którego początek jest tytułem posta. Brzmi ono: Miej życzliwość w swej naturze, bo życzliwi żyją dłużej! Niech mają z tego korzyść wszyscy korzystający z mojej życzliwości, a ja też na tym skorzystam – nieprawdaż? 
Oto jeszcze kilka sentencji jakie wybrałem z myślą o Święcie Życzliwości.
W dwa miesiące możesz zdobyć więcej przyjaciół interesując się innymi ludźmi niż w ciągu dwóch lat usiłując zainteresować ich sobą. Dale Cornegie
Kiedy się śmiejesz cały świat się śmieje z tobą. Kiedy płaczesz, płaczesz sam.
-Dziękuję nic nie kosztuje, a jest niezłym środkiem płatniczym.
– Mały uśmiech zmienia wielki świat.
– Uśmiech bogaci obdarzonego nie zubożając dającego.
–  Kto się nie śmieje ten się nie dowie, że śmiech to zdrowie.
Zobaczmy jak to działa: https://www.youtube.com/watch?v=vr3x_RRJdd4#t=11 Miłego Dnia Życzliwości życzę.

PS. Powyższy tekst napisałem w 2009 r. i zamieściłem na moim blogu. Dzisiaj dopiero przeczytałem go ponownie i zamiast pisać coś nowego z okazji Dnia Życzliwości postanowiłem zamieścić go tu bez zmian. Spodziewam się, że czytelnicy potwierdzą mój osąd sytuacji. Ja uważam, że miniony rok zamiast spodziewanej poprawy przyniósł znaczne pogorszenie relacji międzyludzkich  w Polsce. Dorośli bardzo często patrzą nieufnie na tych co to im się powiodło. Szczerze nienawidzą tych, co to mają inne poglądy polityczne, czy też odmienne zapatrywanie na życie. Młodzi buntują się na starszych za to, że nie akceptują ich inności w zachowaniach, czy upodobaniach, a stosują stereotypowe a z gruntu fałszywe  oceny typu: – Chodzi w bluzie z kapturem? –  wiadomo dresiarz, łobuz, zadymiarz.  Czy ja zbytnio generalizuję?  A może wypowiecie się na ten temat?

19 uwag do wpisu “Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień

  1. No niestety, nasza życzliwość się ogranicza do oceniania cudzych wypowiedzi/zdjęć/filmów etc. Oczywiście za pomocą adekwatnego słownictwa w stylu k**/Ch**/ gruba/świnia/paskudna etc.etc. Ale prawda jest też taka, że nie potrafimy na życzliwość reagować. Kiedy we wtorek wychodziłam (jako ostatnia pacjentka tego dnia) od lekarza, mówię „Dziękuję, do widzenia, miłego wieczoru” (było po 18). Lekarz był tak zdziwiony, że prychnął, pokręcił głową z uśmiechem i dopiero kiedy zamykałam za sobą drzwi gabinetu usłyszałam „dziękuję” 🙂 Co ciekawsze, powtarzam ten zwrot od zawsze 🙂

    Polubienie

    • Mam nadzieję, że on też to przeżył i teraz cytuje innym jako oryginalne zdarzenie. W świecie lekarzy dzieją się różne rzeczy. Ten sam lekarz przyjmujący prywatnie wstaje przy wejściu pacjenta, zaprasza aby usiadł, uśmiecha się i jest pod każdym względem OK, a w przychodni…szkoda gadać, bo pewnie sama tego doświadczasz.
      Pozdrawiam świątecznie

      Polubienie

  2. Nie otrzymałem w życiu żadnego donosu. Samemu też pisać mi się nie chciało. Na tyle ile potrafię staram się być życzliwym. Może czasem się udaje. A tak ogólnie to z życzliwością aż tak dobrze nie jest. Inaczej się zachowujemy gdy występujemy, nazwę „służbowo”, inaczej gdy prywatnie. Przykłady? Tylko się rozejrzyj, gdy za free inaczej niż gdy za kasę. Prawda? Może to nie nagminnie, ale jednak. Dalej mówię o życzliwości.
    Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    • Ja też nie otrzymałem donosu natomiast na mnie donoszono i to dość często. Przyjeżdżały kontrole, które twierdziły, że donosów anonimowych się nie sprawdza, ale sprawdzały, a gdy się nie potwierdziły, to bywało, że dostawałem takie paszkwile do przeczytania. Stąd wiem jak były podpisywane.
      Pozdrawiam również – świątecznie

      Polubienie

  3. Smutne że aż trzeba ustanowić taki dzień. Bo dla mnie pozdrowienie i życzliwość to oczywista oczywistość w życiu codziennym. Dlatego sama najczęściej także spotykam ludzi sympatycznych i życzliwych. (no prawie zawsze hehe) Pozdrawiam

    Polubienie

  4. ~Marek Jan pisze:

    Życzliwość powinna być standardem, uśmiech również, ale w naszym kraju te standardy nie obowiązują.

    Są na tym świecie kraje,gdzie o życzliwość i uśmiech jest dużo łatwiej niż w naszej ojczyźnie i to niekoniecznie są to jedynie kraje bogatego Zachodu.

    Ja zawsze jestem pod wrażeniem życzliwości Amerykanów i nieraz im zazdroszczę tego luzu, jaki mają nawet w trudnych sytuacjach życiowych.

    Amerykanin jak mu nie wyszło, to bierze natrysk i zaczyna od początku, Polak zwykle się wiesza…

    Polubienie

    • Ja też mam podobne zdanie, tak o Amerykanach, gdzie spędziłem parę lat – jak i o Polakach..
      W tekście napisałem, że to się powoli zmienia i pozostanę przy tej tezie.
      Serdecznie Cię pozdrawiam

      Polubienie

  5. ~miral59 pisze:

    Nie powinniśmy generalizować. Wśród Amerykanów też są wredoty, nie tylko wśród Polaków 😀
    Serdeczność w przyjmowaniu obcych też jest tu zależna od regionu. W sumie w niewielu stanach byłam, tylko tych ościennych. Indiana, Michigan, Wisconsin, Iowa i na granicy Missouri. I w tych stanach ludzie są na ogół życzliwi. Ale rozmawiałam z Amerykanką, Marilyn. Ona ładnych kilka lat jeździła jako kierowca tira. Po całych Stanach. Jak opowiadała, w takim Teksasie, czy Arizonie, czy na Zachodnim Wybrzeżu, ludzie nie są aż tak życzliwi jak na wschodzie. Nie bardzo wiem nawet dlaczego…
    Często z małżonkiem jeździmy na wycieczki. Takie jednodniowe. Na trasach spotykamy innych ludzi. Większość mijamy z uśmiechem i radosnym powitaniem. Ale niektórzy odwracają wzrok i nawet jeśli powitamy ich głośno i wyraźnie, nie odpowiadają, albo coś tylko burkną pod nosem.
    Nie wszyscy Amerykanie są takimi luzakami, jakby się wydawało. Mówi o tym ilość strzelanin na ulicach, czy ilości samobójstw. W Polsce mówi się tylko o tych większych, czy po prostu bardziej „rozdmuchanych” zabójstwach. Ale jak się tutaj włączy telewizor, to nie ma praktycznie dnia bez strzelaniny czy zabitych. To chyba raczej nie z tej życzliwości, ani z luzactwa…
    Może faktycznie, tych życzliwych jest więcej, ale dużo jest też zawistników. Owszem, uśmiechnie się „służbowym uśmiechem nr.33”, ale potrafi zrobić świństwo (z tym uśmiechem).
    Pamiętam, jak taką Sandy zostawił mąż, z trójką dzieci. Poszedł do innej kobiety. Sandy była załamana, tym bardziej, że spadło to na nią jak grom z jasnego nieba. Była w depresji 3 lata. Miała „przyjaciółki”, które jej współczuły i wspierały. Ale gdy spotkała wdowca, który się w niej zakochał i postanowili się pobrać, „przyjaciółki” się na nią obraziły. Próbowały jej wytłumaczyć, że przede wszystkim powinna zająć się dziećmi, a nie nowym facetem. Tak jakby jedno drugiemu przeszkadzało. Od kilku lat Sandy jest szczęśliwą mężatką. Jej drugi mąż niemal nosi ją na rękach. Dzieci dorosły i się rozpierzchły. Każde z nich ma swoje życie. Ale Sandy nie jest już sama… Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że mając taką osobę, bardzo w życiu nieszczęśliwą, mogły przez porównanie czuć się szczęśliwsze. No bo Sandy jest biedna, a ja to mam dobrze. Gdy i Sandy ma dobrze, nie ma już osoby do porównania, żeby poczuć się lepszym…
    Czy nie na podobnej zasadzie działa to w Polsce?

    Polubienie

  6. ~miral59 pisze:

    Muszę też przyznać, że po kilkuletnim pobycie w USA, gdy wróciłam do Polski na urlop, miałam parę „wpadek”. Raz, że jak ten głupek uśmiechałam się do ludzi w autobusie komunikacji miejskiej i doczekałam się, że jakiś facet pomyślał, że chcę go poderwać. A nawet mi to przez myśl nie przeszło… Mam męża i nie szukam nowych wrażeń!!! To jeszcze w sklepie, jak ten baran patrzyłam na kasjerkę, czekając aż mi te zakupy zapakuje, a ona patrzyła na mnie i czekała kiedy to wszystko zabiorę z taśmy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że jestem w Polsce. Kupiłam dodatkowo reklamówki i się spakowałam… Tutaj życzliwość w sklepie i pakowanie wliczone jest w cenę…
    Inna prawda, że Polacy w polskich sklepach są paskudnymi klientami. Czepiają się kasjerek (i nie tylko) o byle co. Chcą mieć wszystko oddzielnie zapakowane, tak jakby hermetycznie zamknięta ryba mogła się pogryźć z hermetycznie zamkniętą wędliną. Kiedyś w Polsce, wszystko wrzucało się do jednej siatki i też było dobrze…
    Nie tak dawno kupowałam mięsko na obiady. Zwykle robimy zakupy raz w tygodniu, bo oboje pracujemy i nie mamy czasu na codzienne sprawunki. Ekspedientka ważyła mi wybrane produkty, wybierała to, co najbardziej by mi pasowało. Oczywiście sobie (w międzyczasie) wesoło gwarzyłyśmy. Jakaś kobitka rozdarła japę na ekspedientkę, że tu sobie pogaduje i żartuje, a ona śpieszy się do pracy. Powiedziałam jej, że w takim razie nie trzeba było tak długo spać i wyjść do tej pracy wcześniej, skoro się miało w planach zakupy. A ja chcę być tak właśnie obsłużona i jeszcze swoich zakupów i wyborów nie skończyłam. Na mięsnym stoisku obsługuje zawsze więcej niż jedna osoba. Ktoś inny zajął się tą pyskatą. Ale muszę przyznać, że zrobiło mi się przykro. Bo czy taka ekspedientka to nie człowiek? Przecież nie stała oparta o ladę, żeby ze mną pogadać!!! To co komu to szkodzi? Gdyby ta pyskata powiedziała grzecznie i uprzejmie, że jak dla niej jest późno i czy nie mogłabym jej przepuścić, żeby kupiła te parę rzeczy, to nie miałabym nic przeciw temu. Nie pracuję w soboty i na ogół mam na tyle czasu, że mogłabym przerwać to swoje kupowanie… Ale nie wtedy, gdy ktoś w chamski sposób domaga się nie wiadomo czego!!!
    To chyba nie jest przykład na życzliwość… Przepraszam…

    Polubienie

  7. ~miral59 pisze:

    I jeszcze jedno. Co do zmian w Polsce…
    Nie wiem na ile się zmieniło, bo od 9 lat w Polsce nie byłam. Ale z tego co opowiadał mi brat (i nie tylko) na szlakach turystycznych zaczyna być tak jak tutaj. Ludzie mijając się, uśmiechają się do siebie i pozdrawiają. I uważam to za pozytywny objaw. Taki uśmiech nic nie kosztuje. Pozdrowienie też. Nie da się tego nadużyć. A wydaje mi się, że zawsze przyjemniej takie uśmiechy wymieniać. Nawet w pochmurny dzień zawita do nas słoneczko!!!
    Miłego dnia życzę.

    Polubienie

  8. ~miral59 pisze:

    Przypomniało mi się coś jeszcze… Dwa lata temu była u mnie internetowa koleżanka. Zaprosiłam ją, bo chciała poznać choć trochę ten kraj. Nawet się dobrze nie znałyśmy… Ale nie o to tu chodzi. Codziennie po pracy zabierałam ją na różne wycieczki po Chicagoland. Któregoś dnia wybrałyśmy się na Sears Tower. Jeden z najwyższych budynków, który ma taras widokowy na 103 piętrze. Nienawidzę jeżdżenia po Downtown swoim samochodem, także pojechałyśmy kolejką. Co prawda musiałyśmy trochę od podejść na piechotę, ale żadnej z nas to nie przeszkadzało. Niedaleko tego Sears Tower koleżanka zatrzymała się przed skrzyżowaniem, żeby coś tam „obcykać” (zrobiła tutaj przez ten miesiąc pobytu kilka tysięcy zdjęć). Stałam przed skrzyżowaniem jak ta sierota i czekałam na nią. Podszedł do mnie jakiś młody mężczyzna i zapytał czy nie mógłby mi w czymś pomóc. Myślał, że zabłądziłam. Podziękowałam mu grzecznie i z uśmiechem. Pokazałam Majeczkę i powiedziałam, że czekam na swoją koleżankę, a do Sears Tower, gdzie się udajemy, mamy już blisko. Przeprosił, również z uśmiechem, że mnie zaczepił i poszedł sobie. Muszę przyznać, że zrobiło mi się miło. Nie byłam już szarym pionkiem w tym tłumie, który przewalał się ulicą, ale kimś, kto został dostrzeżony. Moja bezradność była widoczna, chociaż nie w tym kontekście…
    I jeszcze jedno. Gdy pod koniec lat 90, moja mama przyleciała do mnie w odwiedziny po raz pierwszy, też ją zabierałam na różne wycieczki. Na trasach ludzie się pozdrawiają. Mama patrzyła na mnie z podziwem i w końcu powiedziała, że ja to jednak jestem obrotna. Znam tylu ludzi, których tu spotykamy. Starałam się wytłumaczyć, że ja ich nie znam!!! A mama na to, że jak to? Nie znam, a się z nimi witam z tak szerokim uśmiechem i oni się tak miło uśmiechają?!!! Niemożliwe, żebyśmy się nie znali…

    Polubienie

    • Dziękuję za tak wiele przykładów z życia w odmiennych w stosunku do naszych warunkach. Wszędzie mieszkają ludzie i nie zawsze okazują swoje wewnętrzne oblicze.
      Ja też zauważyłem ten wytrenowany uśmiech No.33 i opisywałem to również na tym blogu. Mniej wylewni w okazywaniu uczuć są skandynawowie. Może to chłód atmosferyczny tak wpływa na chłód emocjonalny? Tego nie wiem.
      Jedno co przebija z Twoich opowieści, to fakt odwzajemniania. Zanane u nas „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie” działa na wszystkich kontynentach. Wszędzie też znajdzeimy, bez zbędnego szukania, ludzi złośliwych, a nawet złych i to też trzeba brać pod uwagę.
      Pozdrawiam juz tak poświątecznie, zwyczajnie

      Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Stereotypy skądś się biorą, choć oczywiście w każdym kraju można znaleźć przykłady na udowodnienie swych tez, choćby takiej, że Amerykanie to zgraja ćpunów, pełno tam uzbrojonych bandziorów strzelających z byle powodu a w miastach są ohydne i oślizłe od brudu zaułki, gdzie zdechłego psa szkoda.

        A Polacy to banda złodziei i bandytów drogowych itp. mających za nic przepisy prawa w dowolnej dziedzinie życia społecznego, zawistnych gburów, butnych i chamowatych prostaków, powszechnie nie znających obcych języków megalomanów i głupich zarówno przed szkodą jak i po szkodzie.

        Nie w tym rzecz, wszak chodzi tu o tzw, ogólną atmosferę życzliwości i to coś, z czym się spotykamy na co dzień w sklepie, tramwaju, przychodni czy na ulicy. A z tym jak wiadomo w Polsce najlepiej nie jest.

        O Skandynawach też się mówi, że są zimni jak śledzie z Morza Północnego. Istotnie, podchodzą na ogół do obcych z dużą rezerwą, jeśli jednak już kogoś zaakceptują, to nie ma lepszych od nich kumpli i kompanów do wesołej zabawy.
        To też pewnie stereotyp ale wiele mówiący o Skandynawach jako całości.

        Poza tym wiele o narodzie mówi jakość funkcjonowania państwa, gdzie od Skandynawów, Niemców czy Holendrów moglibyśmy się bardzo wiele nauczyć.
        Tylko się nam nie chce, bo nam nasza narodowa megalomania w tym nam wybitnie przeszkadza. A później potrafimy tylko na wszystko psioczyć i szukać winnych nie wiadomo gdzie, ale oczywiście nie u siebie.

        Polubienie

  9. ~Marek Jan pisze:

    „Jak Ci Polak nie zaszkodził, to już Ci pomógł”. I to Polacy o Polakach tak sądzą.

    Taka jest obiegowa opinia o Polakach za granicą nie tylko wśród polskiej emigracji. Z niczego nie powstała. Jesteśmy jedną z wredniejszych nacji w ocenie innych, zwłaszcza naszych sąsiadów.
    I to jest takie przykre ale czy nie zasłużone?
    Ostatnie warcholstwa polityczne Kaczyńskiego i jemu podobnych wichrzycieli też dorzucają swoje do ogólnego obrazu.
    A ten naród taki katolicki, taki rozmodlony, taki pełen wiary …

    Polubienie

  10. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Powyższy tekst napisałem w 2009 r. i zamieściłem na moim blogu. Dzisiaj dopiero przeczytałem go ponownie i zamiast pisać coś nowego z okazji Dnia Życzliwości postanowiłem zamieścić go tu bez zmian. Spodziewam się, że czytelnicy potwierdzą mój osąd sytuacji. Ja uważam, że miniony rok zamiast spodziewanej poprawy przyniósł znaczne pogorszenie relacji międzyludzkich  w Polsce. Dorośli bardzo często patrzą nieufnie na tych co to im się powiodło. Szczerze nienawidzą tych, co to mają inne poglądy polityczne, czy też odmienne zapatrywanie na życie. Młodzi buntują się na starszych za to, że nie akceptują ich inności w zachowaniach, czy upodobaniach, a stosują stereotypowe a z gruntu fałszywe  oceny typu:
    – Chodzi w bluzie z kapturem? –  wiadomo dresiarz, łobuz, zadymiarz.  Czy ja zbytnio generalizuję?  A może wypowiecie się na ten temat?

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.