Kamienie milowe – dzieciństwo

Sięgając w głąb swego dzieciństwa, docieram najdalej do 5 roku życia bo właśnie wtedy rodzice zapisali do szkoły mojego brata. Ja, będąc od niego młodszy o 2 lata, nie mogłem zaakceptować takiej wielkiej niesprawiedliwości, jaka mnie dotknęła: – On może chodzić do szkoły, a ja to nie? Z takim problemem musiała sobie radzić moja Mama. Cierpiałem strasznie, a uspokojenie znalazłem taplając się w wodzie deszczowej, wypełniającej wielką beczkę stojącą na podwórku naszego domu. Cierpienie było wielkie, to i taplanie trwało na tyle długo, że skończyło się bólem fizycznym wynikającym z zapalenia stawów, jakiego się, przy okazji, nabawiłem. Nie odpuściłem bratu tej przewagi. Mama wykorzystała stan emocjonalny, w jaki się wprowadziłem, ucząc mnie tego samego, czego uczył się brat. Moje zaawansowanie w wiedzy szkolnej wkrótce było wykorzystywane w motywowaniu brata do nauki na moim przykładzie. „- Patrz, on nie chodzi jeszcze do szkoły, a czyta nie gorzej od ciebie”, mówiła Mama do brata, a ja czułem się dowartościowany. Przy okazji podpowiem zwolennikom wczesnego edukowania dzieci w zakresie czytania i pisania, że to się w moim przypadku nie sprawdziło. Gdy już poszedłem do szkoły, to nie musiałem się niczego uczyć, bo umiałem wszystko na zapas. Zapas jednak szybko się skończył i Mamę wezwała do szkoły moja pani, aby zwrócić jej uwagę na narastający problem. Bawiłem się w tym czasie przed szkołą puszczając z górki, z prądem wody płynącej ulicą jakieś pudełka po zapałkach – niczym statki. Miałem wtedy wielki żal do mojej pani o to skarżenie, bo… sami wiecie jak się to dla mnie skończyło.

Kompleks starszego brata prześladował mnie do końca okresu przebywania w domu rodzinnym. Rywalizowałem z nim o wszystko, co było wtedy ważne dla takiego ambitnego faceta jak ja. W dzieciństwie najdotkliwsze było dla mnie noszenie ubrań, z których brat wyrósł. No bo jak można bez poczucia krzywdy znosić taki fakt, że on dostawał nowe rzeczy, a ja zdzierałem ubiory z niego? Mało tego, że były zbyt duże na mnie, to jeszcze często łatane lub przerabiane na nowe przez tzw. „nicowanie”. – Co to takiego, spytacie? Nicowanie, to rozprucie ubrania wzdłuż szwów i ponowne zszycie jego elementów na lewą stronę, która zwykle różniła się wyglądem od strony prawej. Szczytem wszystkiego było dla mnie jednak noszenie koszul z brata, w których obszarpane i przetarte brzegi kołnierzyka były na nowo przeszywane – z tym jednak urozmaiceniem, że rogi kołnierzyka wychodziły z tej operacji zaokrąglone. Złościłem się i wykrzykiwałem zbuntowany, że: – Nie będę nosił dziewczęcych bluzek!!! Dzisiaj może to dziwić wszystkich, ale moja Mama robiła to, aby maksymalnie oszczędzać – wiadomo: potrzeba wykończenia domu i powojenna bieda, czyniły swoje! Mama dorabiała sobie w tym czasie jako krawcowa, jednak z pojawianiem się sklepów, a w nich gotowej odzieży zamówienia na jej usługi były coraz rzadsze. Bieda zaglądała coraz częściej do naszego domu i pozostawała na dłużej. Tato również tracił klientów w swoim zawodzie szewca. Jego warsztat szewski i taboret ze skórzanym siedziskiem to niezapomniany „mebel” w naszym dwuizbowym mieszkaniu. Pracował przy nas, w kuchni, która była dziennym miejscem przebywania dla całej naszej czwórki. Dzięki temu moja wiedza o szewstwie mimo, że obserwowana oczyma dziecka, pozostaje całkiem spora. Pamiętam zapach skór, tych na wierzchy butów, tzw. bukatów i tych na spody – grubych i twardych kruponów ze skór świńskich. Pamiętam zapach klejów wykonywanych samodzielnie z rozpuszczania „czegoś tam w czymś tam”. Pamiętam drewniane kopyta szewskie – formę, na której kształtowało się wierzch buta uwzględniający kształt stopy, a nawet nagniotki, czy tzw. haluksy. Pracując nad butem szewc dociągał taki but do kolan, aby go unieruchomić przy pomocy pocięgla – czyli skórzanego pasa napiętego pomiędzy kolanem, a stopą szewca. Fascynujące były narzędzia leżące zawsze na warsztacie. Nóż szewski i młotek służyły nie tylko do szewstwa. Szydła i szpilorka, używał Tato do wykonywania dziurek – odpowiednio w wierzchach – dla zszywania ręcznego dratwą i w spodach, czyli zelówkach – dla wbijania w nie szpilek szewskich – takich gwoździków drewnianych o grubości zapałki. Dratwa to mocna, lniana nitka przesycona woskiem pszczelim dla impregnacji przed wilgocią i zakończona szczeciną pochodzącą ze skóry dzika. Skręcało się taki włos okrywowy szczeciny z nitką w jedną całość, dzięki temu, że zakończona była swoistym pędzelkiem ułatwiającym to zespolenie. Pocięgiel odgrywał w domu jeszcze inną rolę. Mocny, skórzany pas, dostępny na wyciągnięcie ojcowskiej ręki, był ważnym argumentem dyscyplinującym, używanym stosownie do potrzeb. Działał wychowawczo przez sam fakt, że był i mógł być użyty…

Aby oddać atmosferę naszego domu, muszę wspomnieć jeszcze rolę „kołchoźnika”. Był to owoc tzw. radiofonizacji wsi polskiej. Kołchoźnik, to zwyczajny głośnik wg. dzisiejszej nomenklatury, z którego płynął do nas program I Polskiego Radia. Był jedynym łącznikiem ze światem. Mam jeszcze zachowany taki głośnik – ku pamięci. Program radiowy był to sposób na indoktrynację społeczeństwa i przekonywania do utrwalanego właśnie, jedynie słusznego systemu społeczno-politycznego, zwanego socjalizmem. Można było go jednak wyłączyć, gdy przynudzał. Polityki słuchali nasi ojcowie z „Radia Londyn” , albo „Wolnej Europy”. Sąsiada zadenuncjowanego przez jakiegoś gorliwego ORMO-wca, aresztowano i dość długo przetrzymywano w areszcie. Kto nie miał radia, dopytywał się o nowinki u tych, co go mieli. Wszystko szeptem, w sprawdzonym towarzystwie znanych osób. Ja wyróżnić chciałem jednak kulturotwórczą i edukacyjną rolę tego przedsięwzięcia. Informacja, muzyka, słuchowiska radiowe to nieocenione moim zdaniem elementy rozbudzania ciekawości świata i kształtowania nawyków korzystania z mediów, dla odciętych od świata Polaków. U nas w domu ten sprzęt był włączony niemal bez przerwy, bo ” i od wroga można się uczyć”.

Pamiętam żałobę po śmieci J.W. Stalina w 1953 roku. Program radiowy – muzyka żałobna i wywiady z ludźmi, autentycznie płaczącymi po stracie Wielkiego Stalina. Na deskach stodoły sąsiada, wypisany przy użyciu szablonu i czarnej farby napis, przetrwał wiele lat. Brzmiał on następująco: „Zmarł Wielki Stalin. Jego nauka żyje i zwycięża”.

A w naszym życiu zaczęła się „nowa” epoka! Dzisiaj wiemy, że odejście wielkiego nauczyciela sporo zmieniło w naszej rzeczywistości, ale wtedy jeszcze nikt tego nie wiedział.

 

27 uwag do wpisu “Kamienie milowe – dzieciństwo

  1. ~Agnieszka pisze:

    Tak trzymać Wujku. Twój blog czytam się jak najciekawszą książkę. To jest historia tak odległa, a tak mi bliska i myślę że nie tylko. Jest to źródło informacji dla mnie o tych, których kocham i którzy są mi bliscy(szczególnie wspomnienia z Twojego dzieciństwa).Myślę, że i Ola jak podrośnie zagłębi się w lekturę aby moc poznać choć we wspomnieniach swoich pradziadków i swoich wujko-dziadków i ich dzieciństwo i młodość. Pozdrawiam Agnieszka.

    Polubione przez 1 osoba

    • ~Tatul pisze:

      Dziękuję Agnieszko. Wsłuchuję się w te pierwsze komentarze aby poprawiac,uzupełniac wątki, pisac dla jakiegoś celu. Ty wskazujesz mi kolejny cel. Pisac ku pamięci potomnych. W przygotowaniu jest post, w którym dołączy do nas dwóch, Twoja Mama a nasza siostra Ania. Polecam się więc łaskawej ocenie całej rodzinki.

      Polubienie

  2. ~siostra pisze:

    Hej braciszku!!! gratuluję bloga i pomysłu o sposobie pisania.Czytam „Tatulowe opowieści” z łezką w oku i dziękuję za wspomnienia o naszym rodzinnym domu widziane Twoim okiem,może będzie jakaś niespodzianka i dowiem się czegośco utkwiło w twoich wspomnieniach,a do których jeszcze pamięć moja nie sięga. Wszystko opisujesz pięknie,po mistrzowsku dając czytelnikom namiastkę tamtych czasów widzianych okiem małego dziecka. Dziękuję Ci za tatulowe opowieści.Teraz Tyjesteś seniorem opisywanej rodzinyi taką niteczką łącząca obecne chwile z wspomnieniami z dzieciństwa.Nikt do tej pory nie napisał choćby pamiętnika ,a tyle rożnych wydarzeń z czasem blednie i zaciera się w pamięci . Gratuluję pomysłu i życzę natchnienia na ciąg dalszy, gdyż czekam na niego z zapartym tchem. siostraPs. popatrz jeszcze raz na chłopczka którego Mamusia trzyma na rękach, byłeś prawie w wieku Tomika i czy dostrzegłeś uderzjące podobieństwo Dziadzia Cześia i wnuka Tomika?/?

    Polubione przez 1 osoba

  3. ~Tatul pisze:

    Siostrzyczko – dziękuję za łaskawą ocenę i słowa wsparcia. Jak mogłaś przeczytac na blogu, cały pomysł pisania swojego bloga, pochodzi od Małgosi, która uznała,że moje bajanie można puścic na szersze wody. Stało się.Podjąłem próbe i nasłuchuję reakcji. Jeśli te moje wspomnienia miałyby służyc upamiętnianiu naszej młodości, to widzę i dla Ciebie znaczącą rolę w uzupełnianiu szczegółami moich kolejnych postów. Będę więc wypatrywał kolejnych Twoich komentarzy. Pozdrawiam. Cz

    Polubienie

    • m_kot@autograf.pl pisze:

      No czad zupełny i rodzinny. Aga z Ciocia mnie ubiegły w zachwytach. Dotąd moje wypytywania nie wpłynęły tak dobrze na Tatulową pamięć jak własna strona… Zamiast pisać swoje – czytam Tatulowe. Jak fajnie. Tomik jest podobny do Tatula, wszak obydwaj to Czesławy

      Polubienie

  4. ~sg pisze:

    Skorzystam z okazji i dodam swoje wspomnienie:Ciocia Mania, siostra mojej mamy Anny:skromna, pracowita, życzliwa, pogodna, chętna do rozmowy i słuchania.To Ciocia słuchała kołchoźnika podczas różnych czynności dnia codziennego a na stole w kuchni często leżała książka, czytała i potrafiła nią zainteresować. Piękny głos w parafialnym chórze.Pamiętam wspaniałe bułki z jagodami, którymi częstowała i Ciocia i Wujek siostrzenice przyjeżdżające do domu na wakacje.Dobrze było usiąść na ławce, na rynku przed domem i porozmawiać z Ciocią.Gdzie te czasy?

    Polubione przez 1 osoba

  5. ~Tatul pisze:

    Witaj Stasieńko. Dziękuję za bardzo sympatyczny komentarz. Pragnę poinformowac, że mojej Mamie zamierzam poświęcic wkrótce specjalne opowiadanie . Serdecznie pozdrawiam. Cz.

    Polubienie

  6. Piękne są Twoje wspomnienia z dziecinnych lat.A słowo- Matka- wszędzie jest z dużej litery, na znak szacunku do niej- cudownie! A w edukacji do dziś nie mogą pojąć, że są różne sposoby na zdolnych uczniów, że powinno się indywidualnie podchodzić do dziecka i można było dać zdolnego ucznia do drugiej klasy? Cóż…A mój Tato też słuchał „Wolnej Europy”…
    Miłą atmosferę w rodzinie wyczuwa się cały czas w Twoich opowieściach.Widać w nich troskę. szacunek i miłość. Chętnie posłucham dalszych wspomnień

    Polubienie

    • Tym razem ja, spoza SAGI. Nic nie dodam, jeno to, że Wasze gniazdo rodzinne szeroko jest w okolicy znane. Podobnie jak inne rody w piękniejącej Waszej miejscowości. Czas sposobić się na prawa miejskie. Myślę, że gdy o Mamie ~Tatul pisze, to nic nadzwyczajnego. On teraz jest takim wobec swoich. Czy o rodzicach można inaczej? Dzieciństwo moje w pewnym stopniu jest podobne. Byłem jednym z pierwszych, który kopę temu edukację zaczynał od 6 – tego roku życia. Żaden geniusz, po prostu przyszedł na świat mój brat. Coś ze mną trzeba było zrobić, no to mnie posłali do szkoły odległej od domu … może 40 m. Byłem wolnym słuchaczem, od nowego roku szkolnego od nowa do pierwszej klasy. No to ja w bek … zaprowadzili mnie do drugiej. Podobno byłem niezły. I takim sposobem … nie mam świadectwa z 1 kl. szkoły podstawowej. Proszę, ale o tym sza ! Jeszcze ktoś, gdzieś o tym doniesie i zabiorą mi to co później zdobyłem. To wszystko tytułem nawiązania do dzieciństwa autora postu. Pozdrawiam Ciebie uwielbiany belfrze, Twoje gniazdo i Waszą stolicę. Wszak ode mnie do Was to tylko o rzut beretem. I szykuj się na Boeinga 787 Dreamlinera, może polecimy razem? 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Miły jesteś Andrzeju. Podobne czasy mieliśmy na starcie, to i dzieciństwo przeżywaliśmy w podobnych warunkach. Teraz są to tylko zamierzchłe opowieści. Nasze dzieciństwo z dzieciństwem współczesnych ma tylko tyle wspólnego ile daje porównanie cyferek określających wiek.
        A przy tak miłej ocenie mojego nauczycielstwa pozwolę sobie zapytać, czy może rozmawiałeś z moimi byłymi uczniami?

        Polubienie

    • Dziękuję za tak miłe słowa.
      Zwróć uwagę na daty komentarzy. Poprawiałem edytorsko tekst z 2008 roku i jakimś cudem poszedł pod dzisiejszą datą.
      Cieszę się , tego że nadal są to atrakcyjne opowieści.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  7. Bardzo miło czyta się takie wspominki, nawet jeśli się nie jest ich częścią. To jednak wciąż jakiś fragment historii, dla mnie jednak niedostępnej, ponieważ ja już jestem urodzona rok przed okrągłym stołem, a i tego i co po tym nie bardzo pamiętam 🙂 Tak więc proszę o więcej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  8. Zgaga pisze:

    Witaj! Przypomniała mi się opowieść mamy mojej przyjaciółki a propos śmierci ,,Słoneczka”. Była wtedy studentką. Po akademiku chodził jakiś nawiedzony komunista-student i zapisywał, kto płakał, a kto nie. Ci, którzy nie płakali, mieli potem kłopoty, z wydaleniami ze studiów włącznie.

    Polubione przez 1 osoba

  9. ~miral59 pisze:

    Moja córka była ciekawa świata i ciągle nas pytała: „Jaka to literka?” Mówiliśmy jej i sama nie wiem kiedy nauczyła się czytać. Do zerówki szła czytając bez problemu, nawet trudniejsze słowa, których nie rozumiała. Z synem, czyli jej bratem, bawiła się w szkołę, gdy tylko do niej poszła. Nie przeszkadzaliśmy w tych zabawach, a szkoda…
    Dzieci lubiły też grać w komputer. Ulubioną ich zabawą była gra we flagi państwowe. Na ekranie pokazywała się flaga i trzeba było napisać jakiego państwa. Można było korzystać z podpowiedzi, ale za każdą traciło się punkty. Można też było wybrać różne opcje. To znaczy, wybrać sobie kontynent z którego chciałoby się zgadywać te flagi. Najtrudniejszy poziom, to były flagi z całego świata… Po kilku miesiącach, dzieci doszły do takiej wprawy, że znały wszystkie flagi świata. Dochodziły do 100%. Dlaczego to opisuję? Bo gdy mój syn poszedł do zerówki i pani zrobiła im taką zgadywankę… Poprosiła, żeby podały państwa na kolejne literki. Gdy doszli do „D”, dzieci wymieniły Danię i na tym skończyła się ich wiedza. Mój syn trzymał paluszki w górze nadal. A gdy pani zapytała co jeszcze chciałby dodać, mój syn wstał i powiedział „Dżibuti”. Pani miała oczy jak spodki, bo nie słyszała o takim państwie. Zapytała więc, czy na pewno jest takie państwo. Syn wytłumaczył jej więc, że jest to afrykańskie państwo, ze stolicą o tej samej nazwie, podał nawet liczbę ludności i zapytał, czy narysować flagę… Po tym incydencie, pani wezwała nas do szkoły i powiedziała, że nasz syn jest za mądry na zerówkę i powinien iść od razu do pierwszej klasy. Jak nie do drugiej… Nie zgodziłam się. Może i wiadomości miał na wyższym poziomie, ale emocjonalnie nie dojrzał do „starszej” klasy. Potrafił w trakcie zajęć spakować swój tornister i wyjść z klasy. A gdy pani zapytała go co robi, to jej powiedział, ze idzie do domu, bo się nudzi… Ciężko mu było wysiedzieć na lekcjach, a w starszych klasach inaczej już to wygląda.

    Polubione przez 2 ludzi

    • ~tatul pisze:

      Bardzo dziękuję za ten przykład z własnego życia. Teraz są odmienne teorie w zakresie nauki czytania małych dzieci, ale obserwując swoja 6-letnią wnusię widzę, że ona sama chce się uczyć i robi to coraz bardziej skutecznie

      Polubienie

      • ~miral59 pisze:

        Tylko moim skromnym zdaniem, takie wcześniejsze nauczanie, skraca dzieciom dzieciństwo. Wielu rodziców oczekuje, że ich pociecha będzie dorosła w pięć minut i jeśli pójdzie wcześniej do szkoły, to szybciej będzie mądrzejsza. A to nie jest tak. Dzieciństwo ma swoje prawa, a szkolne rygory negatywnie odbijają się na psychice dziecka. Wiem, że teraz jest tendencja, żeby dziecko idące do zerówki umiało już czytać… Przepraszam, ale to jest moim zdaniem głupie. Jedno się nauczy, drugie nie i już na starcie, na samym początku nauczania, wyrabia się w dziecku poczucie mniejszej jego wartości. Bo większość już umie, a ja nie…

        Polubione przez 1 osoba

  10. ~miral59 pisze:

    U mojej babci, na wsi też wisiał taki głośnik. Może dlatego, że mieszkałam niedaleko rosyjskiej granicy, dorośli nazywali to „toczka”. Pamiętam, że moja prababcia zawsze dziwiła się, jak do takiego małego pudełeczka weszła cała orkiestra…
    Dziadek (ojciec ojca) słuchał radia „Wolna Europa”. To była tajemnica. Nam dzieciom, nie wolno było o tym mówić nikomu… Dziadek za działalność w AK w czasie wojny odsiedział we Wronkach, ciężkim więzieniu, 6 lat. Uczyliśmy się dwóch historii. Tej w szkole i tej w domu. Słuchaliśmy o ataku wojsk radzieckich na Polskę, o wysyłce Polaków na Syberię. W tym babci z trójką dzieci (z moim ojcem włącznie). O podróży w „bydlęcym ” wagonie i o ciężkich warunkach bytowych pod Tomskiem. To było coś innego, niż nauka w szkole. A gdy dziadek usłyszał o „bandytach z AK”, mało coś go nie trafiło. Wytłumaczył nam różnicę między tymi, którzy w konspiracji walczyli o wolną Polskę, a tymi, którzy po wojnie mordowali niewinną ludność. „Wyzwolicielskie wojska radzieckie” też dopuszczały się wielu zbrodni, ale o tym nie wolno było mówić…
    Odejścia Stalina nie pamiętam. Urodziłam się później…

    Polubione przez 2 ludzi

    • ~tatul pisze:

      Mamy więc podobne wspomnienia związane ze słuchaniem „bojcorza . Uczono nas podwójnej historii i trwało to aż po czasy poprzedzające nieco słuszny upadek najlepszego z systemów, systemu sprawiedliwości społecznej.
      Ja doceniam zmiany jakie zaszły, a wspomnienia jakie publikuję traktuję jako sentymentalny powrót do zamierzchłej i nieznanej dzisiejszym młodym przeszłości

      Polubione przez 1 osoba

      • ~miral59 pisze:

        Możemy też dodać, że często to co się tym młodym mówi, jest wypaczone. Nie wszystko w minionym systemie było aż tak bardzo złe. Nie wszyscy ludzie byli źli, a powiedziałabym nawet, że byli lepsi. Pracę miał każdy, nawet ten, który nie chciał. Nie mówię, że to było dobre, ale przynajmniej ludzie nie czuli się zagrożeni w swojej pracy i nie było takiego „wyścigu szczurów” jak teraz. Jakoś ta atmosfera w pracy była przyjazna. Jeden drugiemu pomagał i wspierał. Mało tego. Ludzie mieszkający w blokach znali się i spotykali na różnych imprezach. Ludzie niby się aż tak bardzo nie zmienili, ale… W nowych blokach nie zna się współmieszkańców nawet z tej samej klatki schodowej, w pracy jeden na drugiego patrzy wilkiem… Czy to tak ma wyglądać ta demokracja? System się zmienił na gorsze, czy ludzie?

        Polubienie

  11. ~miral59 pisze:

    Z mojego domu pamiętam książki. Dziadek miał co prawda tylko przedwojenną maturę, ale jak na tamte czasy, to było dużo. Ojciec był prawnikiem, mama dietetyczką. Może mama trochę mniej czytała (nie miała aż tyle czasu), ale ojciec i dziadek… do tej pory widzę ich z książką w ręku. Uczyli nas nie tylko miłości do książek, ale i ich poszanowania. Dziadek miał swoją bibliotekę. Mnóstwo książek, kupowanych z miłością. U nas książki nie walały się po kątach (jak to tutaj często widzę), miały pełen szacunek. Może te 5 lat Syberii i tęsknota za krajem, wyzwoliły w moim ojcu miłość do ojczystego języka. Pod tym względem był pedantem. Potrafił przyłożyć nam zdrowo przez łepetynę, za nieprawidłowo postawiony akcent w wyrazie, czy za błędy ortograficzne. Przez zadek do rozumu… Może to nie jest dobra metoda wychowawcza, ale kiedyś działała… W sumie… swoim dzieciom też starałam się wpoić zasady poprawnej polszczyzny(chociaż nie przez zadek). I jest nie do pomyślenia, żeby „Afryka”, „Ameryka”, czy „matematyka” powiedziały nieprawidłowo… A jak zauważyłam, w polskiej telewizji zdarza się to nagminnie…

    Polubione przez 2 ludzi

      • ~miral59 pisze:

        Dziękuję. Dziadek był dumny ze swojej wnusi. Byłam jego ulubienicą. Może dlatego, że w dużym stopniu odziedziczyłam charakterek po nim. Też był uparciuchem i bojowo nastawiony, gdy ktoś próbował naruszyć jego prywatność. Mając już ponad 80 lat, pogonił kiedyś z siekierą jednego takiego młokosa, który próbował dziadka oszukać. A przecież dziadek miał anielskie serce i każdemu potrzebującemu pomógł. Nie znosił jednak fałszu i obłudy… Mam to po nim 😀

        Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.