Problem w ocenie męskości mężczyzn

Przeczytałem ostatnio dwa artykuły będące faktycznie wywiadami z ludźmi, którzy powinni wiedzieć co mówią, bo ich nazwiska, to znana światowa marka w dziedzinach które reprezentują. Jednym z nich jest prof. Philip Zimbardo amerykański psycholog wypowiadający się w wywiadzie dla Newsweeka, tytuł: Leniwi mężczyźni i zaradne kobiety: https://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/leniwi-mezczyzni-i-zaradne-kobiety-wywiad-prof-zimbardo-newsweekpl/0l67k0s
Drugim jest prof. Krzysztof L. Krzystyniak – biochemik, toksykolog i immunolog wypowiadający się dla tygodnika Przegląd w wywiadzie: Czy grozi nam „Seksmisja”:https://www.tygodnikprzeglad.pl/czy-grozi-nam-seksmisja-rozmowa-prof-krzysztofem-l-krzystyniakiem/
Treści zawarte w obydwu wywiadach zasługują na upowszechnienie i dlatego je tu przywołuję. Nie będę się wdawał w ich interpretację, ale wskażę tylko na istniejący problem w ocenie męskości ilustrując go przykładem z Facebooka. Sprowokowany takim stawianiem sprawy postanowiłem dodać swoje trzy grosze opatrując ją komentarzem:
Ja: – Słaba płeć, więc czemu się dziwić?  Pierwszy komentarz pojawił się już po chwili.
– Mam Na Imię Ek: – Chyba Pan !
Ja: –  Średnia życia mężczyzn jest niższa o 8-9 lat od średniej życia kobiet
Wojtek Zon: – prawda
Mam Na Imię Ek: –  Właśnie ” średnia „, wiec nie można oceniać jednakowo wszystkich…
Ja: – ·Racja, nie wolno generalizować, tak jak to zrobił autor sentencji, ale polecam do przeczytania to: http://nauka.newsweek.pl/leniwi-mezczyzni-i-zaradne-kobiety-wywiad-prof-zimbardo-newsweek-pl,artykuly,345565,1.html
Zainicjowany przeze mnie wątek będzie się rozwijał, bo liczę na szersze zainteresowanie się płci przeciwnej, w imieniu której ktoś tak, a nie inaczej sformułował tę złotą myśl. O ciekawych wpisach będę informował w ramach dyskusji –  jaka mam nadzieję i tu się tu wywiąże.

Miłego weekendu życzę.

32 uwagi do wpisu “Problem w ocenie męskości mężczyzn

  1. ~miral59 pisze:

    Dość trudno ustosunkować się do tematu, który poruszyłeś. Tym bardziej, że nie jest to właściwie jeden temat, a kilka. Nie rozumiem pojęcia „pantoflarz”. Zmienia się ono dość szybko. Mój teść był kiedyś oburzony, że mój małżonek wycierał tyłek naszej córce, bo ja byłam zajęta w kuchni. Musiałabym umyć tłuste ręce, zrobić co trzeba i znowu te ręce dokładnie myć. A moje szczęście ślubne siedziało przecież bez zajęcia. Teść stwierdził, że to zajęcia dla matki, a nie ojca. Nie mogłam zrozumieć dlaczego?!!! Czy nie jest to nasze wspólne dziecko? I czy opieka ojcowska powinna ograniczać się tylko do zabawy z dzieckiem? Małżonek bez słowa poszedł do łazienki i zrobił co trzeba. Czy to znaczy, że jest pantoflarzem? Wyręczył żonę w niemiłym zajęciu…
    A mój brat, który od ponad 20 lat gotuje w domu obiady? Czy też jest pantoflarzem? On wracał z pracy po 14 (zaczynał o 6 rano). Jego żona mająca własny zakład jubilerski zaczynała znacznie później, ale też i wracała do domu późno. Czy brat miał siedzieć w domu głodny i czekać aż żona wróci z pracy i coś ugotuje? To na którą ten obiad by był? A to ona miała codziennie świeżo ugotowany obiadek. Czyli co? Brat pantoflarz? Obraziłby się za takie stwierdzenie. To właśnie między innymi o tym mówi nauka gender, tak krytykowana w Polsce. O zmianie mentalności i ról kobiecych i męskich w codziennym życiu. Może jak w średniowieczu kobiety (szczególnie z wyższych sfer) nigdy nie pracowały, to jedynym wyjściem dla nich, było wyjście za mąż. Miały wtedy odpowiedni status i utrzymanie. A w zamian zajmowały się dziećmi i domem. Samotna kobieta się nie liczyła… Czasy się zmieniły i coraz częściej typowo męskie zawody i role przejmują kobiety. Są (jak to stwierdził Kneź na poprzednim wątku) wielozadaniowe. I dzięki temu coraz bardziej niezależne…
    Gdy ponad 30 lat temu, koleżanka mojej mamy nie mogła zajść w ciążę i porobiła wszystkie badania, lekarz poprosił, żeby jej mąż się zgłosił. Może z nim coś jest nie tak, bo ona jest w porządku. Małżonek spuścił jej manto za samo podejrzenie, że mógłby się nie sprawdzać jako mężczyzna… A przecież możliwości rozrodcze to nie to samo co sprawność seksualna… Tylko jak to niektórym wytłumaczyć…

    Polubienie

    • ~tatul pisze:

      Ja też nie uznaję tego anarchicznego podziału ról. Wiadomo,że biologiczne role są nieodwracalne, ale cała reszta???
      Rola mężczyzny w prokreacji jest nie do zastąpienia i może dlatego warto zwrócić uwagę na przyczyny pogarszające wartość rozrodczą ich komórek. Na tle perspektywy roku 2050 bardzo wyraźna się staje potrzeba wspomagania natury w dostarczeniu zdrowego i sprawnego plemnika do komórki jajowej.
      Na drogim biegunie, pod rozwagę należy wziąć to co powiedział prof Zimbardo, aby nie odgrzewać starego przeboju „Gdzie te chłopy…”

      Polubienie

  2. ~miral59 pisze:

    Inny problem – in vitro. Dla wielu par jedyna nadzieja na posiadanie własnego dziecka. Nie wiem o co jest ten cały krzyk i zakazy. Wymyślanie jakichś bruzd, czy innych bzdetów, aby tylko postraszyć prostaczków też nie ma sensu. Odmowa chrztu, czy pierwszej komunii dziecka z in vitro też do mądrych nie należy. To nie jest manekin, czy sztuczny człowiek!!! To taki sam homo sapiens jak każdy inny. Tylko niedoedukowani głupole wymyślają takie bzdury. Nie wiem czy pamiętacie nasze polskie, gdańskie pięcioraczki. Jakaż Polska była z nich dumna!!! A przecież to też dzieci z in vitro 😀 Tylko nikt się nie przyznał do tych eksperymentów… Urodziły się i kropka. Dostali pomoc od państwa i słusznie…
    Nie mówi się tego głośno, bo nie jest to popularne i niezgodne z doktryną kościelną, która jest obowiązującą. Ale każda kobieta w ciągu swojego życia poroniła kilkanaście razy. Nawet o tym nie wiedząc. Często zdarza się, że zapłodnione jajeczko nie jest w stanie się „zagnieździć” w macicy. A przynajmniej nie na tyle, by przy menstruacji się utrzymać… W sali kraju są to miliony istnień…
    A to co wyczytałam ostatnio w polskiej gazecie? Organizacje przykościelne wyprawiają pogrzeby embrionom, które zostały poronione. I to w różnym stadium rozwoju. Za kremację takich „zwłok” płaci się 1000 zł. Czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na dzieci, które się urodziły i żyją? Ile z nich nie dojada i żyje w tragicznych warunkach… O tym lepiej milczeć i udawać, że nie ma problemu… Najważniejsze są poronione embriony. A co w tym wszystkim jest najgorsze, to to, że kasę na to wykładają gminy, czyli składają się wszyscy płacący podatki. Czy to jest słuszne? Bo skoro ja się nie zgadzam na takie praktyki, to dlaczego moje podatki mają na to iść?

    Polubienie

    • ~Marek Jan pisze:

      Rzeczywiście problem in vitro zakrawa na jakąś paranoję, zwłaszcza stygmatyzacja dzieci tak poczętych jakimiś „bruzdami” na czole itp.
      Niektórzy nadgorliwcy z kręgów przykościelnych usiłują nawet wzbudzać u dzieci poczętych in vitro poczucie winy, wmawiając im, ilu to twych braciszków i siostrzyczek kosztowało twoje życie.

      To jakaś totalna paranoja i groteska, zarazem godna tych pomysłów z pochówkami embrionów.

      Z tego co widać hierarchia nie zamierza się z tego jakoś otrząsnąć tylko dalej brnie w te absurdy, posiłkując się jakimiś autorytetami o wątpliwej wartości naukowej.

      Tylko czekam jak jakiś kościelny mędrzec w stylu ajatollaha Terlikowskiego orzeknie, że dzieci tak poczęte nie mają duszy ( wszak Bóg w grzechu uczestniczyć nie może) i są skazane na wieczne potępienie ( wraz z ich rodzicami, rzecz prosta, jako sprawcami owego grzechu).

      Polubienie

  3. ~miral59 pisze:

    Nie wyczerpałam tematu, ale jest już u mnie późno i czas mi iść spać. Tak w zasadzie to temat-rzeka. I na pewno są na ten temat różne zdania i opinie… Każdy ma prawo do swoich… tylko źle się dzieje, gdy zdanie mniejszości ma decydujący wpływ na prawo…
    Pozdrawiam cieplutko 😀

    Polubienie

  4. Podział obowiązków w gospodarstwie domowym moim zdanie wcale nie świadczy, że mężczyzna jest pantoflarzem, a wręcz odwrotnie. Pomijając tę kwestię uważam jednak, że dzisiejsi młodzi mężczyźni są słabsi psychicznie i taką głową rodziny w domu jest kobieta. Przez ciągłą walkę z przeciwnościami zrobiłyśmy się „twarde”, stawiamy czoło wszystkim przeciwnościom losu i nie załamujemy rąk, tylko idziemy do przodu. Ktoś musi! Nie biorę tu pod uwagę czynników genetycznych i środowiskowych, bo te mają też duże znaczenie. Pozdrawiam

    Polubienie

    • ~miral59 pisze:

      Mężczyźni zawsze byli słabsi psychicznie i nie jest to żadną nowiną. Kobiety są pod tym względem silniejsze. Jakaś równowaga w przyrodzie być musi. Za to męskie mięśnie są trochę inaczej zbudowane i są fizycznie od nas dużo silniejsi. Oczywiście są silne fizycznie kobiety i silni psychicznie mężczyźni. Nie da się tego generalizować…
      Wydaje nam się, że dopiero ostatnio kobiety zaczęły pokazywać co potrafią i że się zmieniły… ale to nie do końca jest tak… Bardzo wolno zmienia się ogólnospołeczne myślenie i dlatego kobiety poczuły wiatr w żaglach. To co kiedyś było nie do pomyślenia, teraz jest normą. Niewiele kobiet decyduje się na pozostanie w domu, coraz częściej to mężczyźni zajmują się dziećmi i domem. Kobieta więcej zarabia i jeśli ma dobrą pracę, szkoda by ją straciła.

      Polubienie

  5. ~miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to czy ktoś może mi wytłumaczyć, czym się właściwie ta męskość objawia? Jakie cechy (tak właściwie) powinien mieć 100% mężczyzna? Bo z tego co zauważyłam, to każda kobieta ma swój ideał mężczyzny i te ideały znacznie różnią się od siebie. Tak jak się różnią kobiety między sobą. Czy jest jakaś ogólna definicja męskości? Czy to kolejny temat z serii abstrakcji stosowanej 😀

    Polubienie

      • ~miral59 pisze:

        Nie podjęłabym się tego formułowania, bo uważam, że takowa nie istnieje… i chociaż często mówi się o męskości, to jest jakby rozmowa o UFO.

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Być może definicja męskości jest trudna do sprecyzowania, natomiast definicja kobiecości jest prosta, przynajmniej górale tak uważają:

        „Baby to są takie same chłopy jak my, ino innej płci i głupsze…”

        Polubienie

      • Pierwsza część definicji jest do zaakceptowania, a druga???
        Może w czasach, gdy formułowano taką sentencję również i nasze panie obowiązywała pochodząca z Niemiec norma 3xK , stąd panie były nieco w tyle za swoimi mężami.
        Teraz odsetek kształcących się pań mówi sam za siebie.

        Polubienie

  6. ~miral59 pisze:

    Przypomniała mi się rozmowa dwóch matek. Jedna mówi: „Ależ moja córka znalazła świetnego męża!!! Pomaga jej przy dzieciach, sprząta gotuje, pierze. Dosłownie nosi ją na rękach!!!”
    Druga tylko westchnęła ciężko i mówi: „Pani córka ma dobrze, ale mój syn znalazł taką zyzę, że sam musi gotować, sprzątać, prać i jeszcze pomaga jej przy dzieciach!!! Kogo on sobie znalazł?!!!”
    Czyli nasza ocena męskości i układów w małżeństwie zależy od nas samych. Od naszych przyzwyczajeń, tradycji rodzinnej, czy w reszcie spojrzenia… z każdej strony jakoś to inaczej wygląda…

    Polubienie

  7. ~miral59 pisze:

    Przypomniało mi się jak wiele lat temu spotkałam szwagierkę swojej koleżanki. Poskarżyła mi się, że ta moja koleżanka jest jakaś dziwna. Robi wielki raban, że mąż jej włomotał na boki, a to przecież jest normalne. Ona (ta szwagierka) ma dobrego męża, a też jak coś zrobi nie tak, to dostaje łomot i nikomu się nie skarży. Oczy miałam jak spodki i powiedziałam jej, że nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż mnie uderzył. To nie jest normalne!!! Z kolei ona się zdziwiła, ale już nic nie powiedziała. Widocznie doszła do wniosku, że ze mnie taka sama wariatka… Czyli dla niektórych, prawdziwy mężczyzna musi od czasu do czasu poturbować swoją partnerkę… To ich zdaniem przejaw męskości…

    Polubienie

  8. ~miral59 pisze:

    Jak tak patrzę, to jestem głównym dyskutantem na temat… Czyli praktycznie prowadzę monolog… Czyżby nikt nie miał nic do powiedzenia na tak popularny temat?

    Polubienie

    • Popełniłem chyba błąd wskazując na linki zamiast omówić treść przytoczonych wywiadów. Dlatego ci, którzy nie lubią czytać nawet nie wiedzą o co mi chodzi.
      Inną sprawą jest nastawienie typu mojego dyskutanta z przytoczonego dialogu. Na moje „Słaba płeć” odpowiedział — „chyba pan”

      Polubienie

    • ~MariaR pisze:

      Temat może i popularny, bo tak naprawdę dotyczy zarówno mężczyzn jak i paradoksalnie kobiet 🙂 , ale też dość trudny bo przeogromny.
      Napis na fotografii ,jak się wydaje stoi w lekkiej sprzeczności z polecanym przez Tatula artykułem o „seksmisji”. Jeśli mężczyzn już jest niewielu, to jak pokazują badania za niedługo i „samców” nie będzie już tak wielu. Skoro więc ani mężczyzna ani samiec, to kim więc będzie ta druga (obok kobiet) płeć?

      A tak bardziej serio, skłaniam się do Twojej Miral tezy, że obecnie w naszej kulturze, dopiero odpowiednio dobrana para kobieta-mężczyzna, zdolna do wypełnienia biologicznej i społecznej roli rodziny, spełniona w swoich wzajemnych oczekiwaniach, może być wyznacznikiem „męskości” i „kobiecości” tworzących ją osób. Dla tego konkretnego związku! A nie jakiś narzucony z zewnątrz wzorzec.

      Polubienie

      • Ja też tak sądzę. Ideału trzeba szukać w swoim partnerze, co poprzez tzw. docieranie się jest do osiągnięcia – przy dobrej woli oczywiście. Nie ma i nigdy nie będzie uniwersalnej miary dla oceny człowieka pod kątem spełniania wymogów tzw. Ideału. I tak jest dobrze.
        Sentencja jaką przytoczyłem jest wyraźnie seksistowska. Przytoczone wywiady miały wskazać na rysujący się ogromny problem społeczny, który będzie coraz częściej wyciskał łzy naiwnym dziewczynom, które dokonując wyboru partnera życiowego nie zupełnie wiedzą jaki ma on być. I to nie w porównaniu z durnymi wzorcami świata celebrytów, ale w porównaniu z ich oczekiwaniami i dla nich

        Polubienie

      • ~miral59 pisze:

        Wydaje mi się, że właśnie to szukanie ideału najbardziej w życiu przeszkadza. Dziewczyna/chłopak wymyśla sobie swój ideał partnera i potem oczekuje wypełnienia marzeń. A ideałów nie ma na tym świecie. Każdemu jakaś wada się trafi 😉
        Wybierając partnera na całe życie, nie miałam żadnego wzorca i nie wiedziałam jaki on powinien być. Kierowałam się instynktem i mnie nie zawiódł… Po prostu było nam ze sobą dobrze, rozumieliśmy się (a przynajmniej tak się nam wydawało) no i oczywiście kochaliśmy się. Po tych 35 latach bycia razem, jedynie zrozumienie się zmieniło. Wspólne przeżycia nauczyły nas prawdziwego zrozumienia…
        Mój mąż nie jest ideałem, ale mnie to nie przeszkadza. Ja też ideałem nie jestem…

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Nie w ideałach tkwi rzecz, bo jak wspomniano, ideałów ze świecą nie znajdziesz.
        Wzorce społeczno – kulturowe związków wzajemnych chyba też już poszły w kąt.
        Ja mam taki pogląd, że najtrwalsze związki to te, w których jedna ze stron jest siłą wiodącą a druga to akceptuje.

        Chyba w ten sposób najłatwiej jest się dogadać i znosić wzajemnie swe wady.

        Jeśli spotkają się dwie silne osobowości i będą usiłowały nad sobą wzajemnie dominować, wcześnie czy później ich związek się rozleci, bez względu na wyznawane zasady.

        Polubienie

      • ~MariaR pisze:

        Podoba mi się ten pogląd, że najtrwalsze są związki, gdy jedna ze stron jest s i ł ą i to w dodatku wiodącą, oczywiście, w rozumieniu, że to „ja” jestem tą siłą. 🙂
        Ciekawa jestem, jakie przymioty ciała i ducha musiałaby mieć kobieta, żebyś to Ty Marku Janie potulnie postawił się na pozycji tej strony podporządkowanej. 🙂

        Przypomniało mi się takie stare powiedzenie, jeszcze z czasów, kiedy nie było „gender” ani tylu rozwodów: „mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją” … i kręci tą głową, tak jak uważa za stosowne, byle robiła to umiejętnie 🙂
        Czyż nie jest tak, jak w znanej piosence „…tęgi chłop, co w ręce łamie sztaby, względem baby jest tak jak dziecko bardzo słaby”?

        Polubienie

      • ~miral59 pisze:

        Wydaje mi się Marku, że Twoje stwierdzenie opiera się na Twoim doświadczeniu. Ja mam inne. Oboje z mężem mamy dość silne osobowości i faktycznie na początku mieliśmy problemy z „docieraniem się”. Każde z nas chciało rządzić… Można się jednak jakoś dogadać, o ile chce się rozmawiać. My chcieliśmy…
        Nie chcę przez to powiedzieć, że teraz już jesteśmy idealnym związkiem bez żadnych spięć i problemów. Bo te zawsze się pojawią. A jeśli ludzie nigdy się nie sprzeczają, nie próbują forsować swojego zdania, to znaczy że coś w związku jest nie tak. Taka różnica zdań cementuje, a nie rozbija… Wszystko zależy od sposobu rozwiązywania takich spraw. Nic na siłę. Zawsze można się dogadać i ustalić wspólny mianownik.
        I nie chcę powiedzieć, że zawsze zdanie męża, czy moje musi być tym decydującym. To zależy… i to od wielu czynników.
        Od ponad 33 lat mieszkamy razem, czyli staż już spory. I muszę się przyznać, że nie żałuję swojego wyboru i nie zamieniłabym swojego męża na nikogo innego.

        Polubienie

  9. ~Marek Jan pisze:

    Jestem podobno ” samcem alfa”, tak mnie kiedyś moja kumpela nazwała, buzię miała dość niewyparzoną – to fakt – ale prawdę mówiąc nie za bardzo się do tego „bycia” poczuwam, cokolwiek by to pojęcie znaczyć nie miało.
    Raczej sobie dobrze radzę w trudnościach i nie wymiękam z byle powodu.
    Choć, jak wiadomo na każdą d… bat się znajdzie, więc nie ma takiego macho, który by nie wymiękł w sytuacjach, które go przerastają.
    A zatem łatwo nie jest, ale to też fakt, że raczej nie spotkałem kobiety, której bym się był skory podporządkować bez reszty.
    Oczywiście w detalach jak najbardziej, w końcu „kobieta to najlepszy przyjaciel człowieka” i myślę, że bez was trudno by się żyło na co dzień. ( wyłączając jędze, bejdule,bajczary, sekutnice, latawice, skąpiradła, dewotki, totalne nieudacznice, mazgajki z byle powodu, itp.)

    Polubienie

    • ~miral59 pisze:

      Ładna lista, Marku…
      Ale masz rację, że nawet najsilniejsze osobowości mają chwile załamania i potrzebują wsparcia. Mój małżonek do słabeuszy nie należy, ale jak po kilku miesiącach po kupieniu domu (oczywiście na raty) stracił pracę (zaczął się kryzys, a że w nowej pracy pracował ok. roku…), to załamał się kompletnie. Bo jak sobie poradzić z jednej tylko wypłaty przy takich obciążeniach finansowych? Poradziliśmy sobie, tylko kosztowało to więcej wysiłku. Gdy pierwszy szok mu minął, zawinął rękawy i wziął się do roboty. Ma teraz swoją firmę i nie musi bać się, że ktoś go zwolni… Najwyżej czasami ma drobne przestoje, ale to nie jest problem i nie powoduje u niego żadnych załamań…
      A co do Twojego powiedzenia (chociaż to cytat): „kobieta to najlepszy przyjaciel człowieka”, też masz rację. „Mężczyzna też człowiek…”

      Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Spostrzeżenie nr 1:

        Znam też takich „podporządkowanych” facetów ocierających się o ubezwłasnowolnienie.. To ciekawe, ale wcale nie tak rzadko zdarza się, że silna kobieta poślubia słabeusza. ( choć to podobno my lubimy „słabe kobietki” – być może aczkolwiek bez przesady).

        Gdy jednak miłosne uniesienia osłabną i rzeczywistość zaskrzeczy, płomienne uczucia owej twardzielki zamieniają się w mieszaninę litości i pogardy do fajtłapy, którego poślubiła, a który to nieudacznik całym swym jestestwem wręcz prowokuje, by mu przyprawić rogi cięższe od jego własnej głowy i to oczywiście też się nieraz zdarza.

        Spostrzeżenie nr 2:

        Faceci mizernej postury i wzrostu często maja rosłe kobiety zmuszone przez to, gdy idą w parze z karzełkiem, nosić płaskie obcasy, co czyni chód kobiety przyciężkawym i nieco kaczkowatym.( nawet tej zgrabnej).

        Mimo tych wyrzeczeń natury estetycznej, często ów facecik drobnej postury i tak sięga owej dorodnej damie jedynie do połowy głowy, co z kolei zmusza ja jeszcze do przygarbienia się.
        I tak facecik paraduje z dumnie uniesiona głową i zadartą brodą( czasami na nieco wyższych niż męskie obcasikach), a przy nim człapie jego połowica pochylona i usilnie starająca się być nie wyższa od swego macho.
        Takie pary pewnie niejednokrotnie są udane, ale jednoczesny widok obojga sprawia nieodparte wrażenie uciążliwości ich związku.

        Polubienie

      • I to wszystko jest wyrazem nieodpartej chęci dostosowania się do partnera. Ja znałem taką parę, która chodząc po mieście wybierała taką konfigurację, że on niższy szedł po chodniku, a ona wyższa po jezdni. Wszyscy wiedzieli o co chodzi

        Polubienie

      • ~MariaR pisze:

        Nie bardzo mi się podobają Marku Janie takie określenia „karzełek” czy „facecik” w odniesieniu do ludzi niskiego wzrostu. Niestety, nie wybierali sobie tego swojego wzrostu i pewnie woleli by być wyżsi. Tak jak być może Twój „słuszny” wzrost nie jest przecież Twoją zasługą.

        I tak naprawdę nie w urodzie zewnętrznej jest rzecz cała, ale w „możliwościach” ducha.
        „Brzydka ona, brzydki on, a taka ładna miłość, aż nierealna wręcz. Tak jak by ich spowiła tęcza tęcz. I wszechobecna siła tchnęła najczystszy ton…” śpiewała kiedyś G. Łobaszewska https://www.youtube.com/watch?v=Wph7ROcnpCE
        Pozdrawiam

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Och, Mario nie przesadzaj, to pieszczotliwe określenie.
        W końcu miedzy koszykarkami ja też się czuję niewysoki, zwłaszcza jak włożą wysokie obcasy.
        Zauważ, że te „maleństwa” zwykle są bardzo ambitne i pragną się „odcisnąć’. Od Aleksandra Wielkiego ( złośliwi mówią, że był wzrostu siedzącego psa) po naszego prezia Kaczyńskiego…

        Polubienie

      • ~miral59 pisze:

        1. Też znam takie pary. Miałam koleżankę w pracy, która rządziła niepodzielnie w domu. Jej mąż tylko uszy po sobie kładł. Najwyżej czasami poskarżył się kolegom, albo nam (jak żona nie słyszała). Najpierw go żałowałam, potem przestałam. Widocznie to mu pasuje, skoro nie zdobędzie się nawet na cień protestu. Pamiętam jak przynosił zakupy do niej do pracy. Sprawdzała wszystko skrupulatnie i marudziła. To serek za mało spleśniały, to za bardzo. To kiełbasa za chuda, to za tłusta, to mięso nie takie, to … i tak w kółko, za każdym razem. Kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam, że ten jej mąż ma anielską cierpliwość, bo mój by gwizdną siatkami o ziemię i więcej na żadne zakupy nie poszedł. Nawet chleba czy mleka by nie kupił i już go słyszę jak mówi, że może znowu nie takie kupi…
        A druga taka para mieszka niedaleko od nas. Są po ślubie 40 lat i jak nam ostatnio ta żona mówiła, ma swojego męża dość, bo on żadnej decyzji sam nie podejmie i ona zawsze musi mu mówić co zrobić, czy co kupić… A kto go do tego przyzwyczaił? Jak się kogoś tresuje przez prawie 40 lat, to potem trudno jest zmienić przyzwyczajenia. Moim zdaniem, ta kobieta w ogóle go nie szanuje i jest z nim tylko przez wygodę i dla ludzi (bo wiadomo – co ludzie powiedzą). Ona pracuje w nocy (a właściwie od 17 do 1), on wstaje o 5, spory kawałek dojeżdża do pracy. Potrafiła obudzić go o 3 nad ranem, bo chciała sprawdzić, czy pamięta datę ich ślubu. Mój małżonek powiedział jej wtedy, że jego by obudziła tylko raz, potem nie miałaby odwagi…
        2. Nie muszę daleko szukać męża wyższego od swojej połowicy. Mój szwagier. Szwagierka jest od niego prawie o głowę wyższa i dwa razy szersza…
        A co do obcasów… nigdy ich nie nosiłam. Chociaż mój mąż jest ode mnie sporo wyższy i mogłabym nosić dowolnej wysokości. Całą młodość przelatałam w trampkach i nawet nie za bardzo umiem na tych obcasach chodzić. Podejrzewam, że mój chód na płaskim jest bardziej naturalny, niż na szpilkach… i nie zauważyłam, żeby był kaczkowaty 😉

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        Są kobiety, co nawet w worku i trampkach mają szyk i świetnie się ruszają, ale to raczej dość rzadkie zjawisko.
        Jednak przyodziewek urody dodaje ( lub ujmuje) zależy od gustu. Obcas też, raczej generalnie kobiecie szyku dodaje.
        Natomiast powszechnie używane leginsy raczej kobietom szyku nie dodają, zwłaszcza, że wymagają idealnych nóg. A jak z tym bywa, każdy widzi. Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.