Jak we Włoszech, czy w Meksyku…

Już mija miesiąc jak odwiedziłem prastary, ale coraz piękniejszy Sandomierz. Tym razem byłem tam jako kierowca i w pewnym sensie reporter oraz dokumentalista działalności Legionu Maryi w naszej parafii. Okazją do spotkania legionistów w Katedrze Sandomierskiej była 35-ta rocznica powstania Legionu Maryi w Polsce. Uczestnicząc w tej uroczystości przy boku zaangażowanej w ten ruch żony robiłem jednocześnie zdjęcia, a więc poruszałem się dość swobodnie, aby znaleźć dobre światło, czy ciekawsze element scenografii. Byłem uczestnikiem, ale i chłodnym obserwatorem tego wszystkiego co się działo w katedrze jak i na ulicach miasta.
W notatce z tego spotkania zamieściłem między innymi takie słowa:
…Ze zgromadzonymi na modlitwie spotkał się bp Edward Frankowski. Podziękował przybyłym za okazywanie prawdziwie katolickiej postawy w zetknięciu się z różnymi zagrożeniami dla swobodnego wyznawania naszej wiary oraz za modlitwy wnoszone w tej intencji. Nawiązując do jubileuszu wspólnoty Legionu Maryi powiedział: ” Świętujemy 35-lecie Legionu Maryi na polskiej ziemi. Niech każdy legionista czuje się odpowiedzialny za to, co się wtedy rozpoczęło. Wszyscy poczujmy się odpowiedzialni za Kościół w naszej ojczyźnie. Bądźmy świadkami Chrystusa wszędzie tam gdzie przebywamy!” podkreślał bp E. Frankowski.
Wychodząc z katedry, uczestnicy spotkania uformowali się w procesyjny pochód i pod własnymi sztandarami, ze śpiewem przeszli ulicami miasta: Mariacką na Rynek i pod figurę Matki Bożej obok ratusza oraz ulicami Opatowską i Podwale, by spotkać się na nowo pod katedrą.
Szedłem w tym ewangelizacyjnym pochodzie jako jego uczestnik, a także w pewnym sensie jako reporter. Zapraszając do przeglądnięcia zdjęć umieszczonych pod wspomnianym tekstem  http://www.parafia-bogoria.pl/galeria-zdjec/category/268-sandomierz-2014-06-28.html , chciałem podzielić się z Państwem refleksją jaka mi się nieodparcie nasuwała. Gdy jeszcze byłem chłopakiem i mieszkałem w internacie w Bydgoszczy, to znałem niemal cały repertuar filmowy kilku kin, które tam odwiedzałem. Pamiętam z tamtego czasu  fragmenty filmów (niestety już bez tytułów, czy nazwisk twórców) i zwykle przywołuję je sobie jakimś wydarzeniem, w którym przychodzi mi uczestniczyć. Tu zadziałała analogia widoku kroczącej ulicami zabytkowego miasta niezbyt licznej procesji z katolickimi feretronami obserwowanej przez przechodniów. Takie sceny widziałem wielokrotnie zwłaszcza w filmach włoskich lub pochodzących z regionu Ameryki Południowej. Ludzie przystawali, aby przepuścić pochód, ale tylko niektórzy traktowali to jako wydarzenie religijne i mieli do tego jakiś uduchowiony stosunek. Większość traktowała to jako widowisko, jako jeszcze jedną ciekawostkę i atrakcję turystyczną. W ogródkach piwnych przycichała na ten czas muzyka, urywały się rozmowy, ludzie patrzyli z zaciekawieniem…”bo to jakaś egzotyka jest, no nie?”  Niektórzy robili zdjęcia, bo na nich taki pochód dobrze kontrastuje z widokiem pięknie odnowionych zabytkowych kamienic. Gdyby tak jeszcze udało się złapać w tle księdza Mateusza pędzącego na rowerze do kolejnej akcji, albo do pałacu biskupiego, to byłaby gratka…Jakaś młoda para idąca chodnikiem zastyga w bezruchu i rezygnuje z zamiaru objęcia się w uścisku, bo ..
– zobacz, idą…
– No to co, przejdą i pójdą – odpowiedział chłopak .
Ksiądz prowadzący marsz intonował kolejne pieśni maryjne, a zebrani w pochodzie masowo do niego dołączyli. Głos tego śpiewu wzmocniony sprzętem nagłaśniającym odbijał się echem od ścian domów. W przerwach pomiędzy kolejnymi pieśniami słychać było zawołania znane choćby  z pielgrzymek: – Chodź-cie z nami, chodź-cie z nami… Kwitowała je cisza, ale i sporadyczne oklaski.
Wracaliśmy pod katedrę, w dużej części mało uczęszczaną przez pieszych trasą, podziwiając świeżo umocnioną skarpę. Bliżej zamku i katedry spotkaliśmy kolejne grupy zorganizowanych turystów, którym również trafiła się atrakcja turystyczna. Pod katedrą wysłuchaliśmy podziękowań i przemówienia lokalnego posła, który zechciał do nas przemówić z troską i zaangażowaniem. Mnie do dziś kołacze się po głowie pytanie:
– Czy ktoś ze spotykanych na ulicach Sandomierza ludzi jeszcze pamięta tamten przemarsz ? Czy wie o co w nim chodziło?
Ja zapamiętałem to, co opowiedziałem słowem i zdjęciami oraz jeszcze  jedno zdarzenie. Był to piękny głos jakiejś młodej dziewczyny, śpiewającej solo nie znaną mi pieśń maryjną, kończącą się dramatycznie brzmiącą prośbą: Maryjo, obroń nas przed nami samymi, bo giniemy …

 

 

7 uwag do wpisu “Jak we Włoszech, czy w Meksyku…

  1. ~Kneź pisze:

    Wiele lat temu nasz proboszcz miał ogromne zastrzeżenia co do instalacji nagłośnienia, do tego stopnia, że gdy on odprawiał nabożeństwo to je wyłączano. Ludzie sarkali że niepostępowy. Ale on miał swoje racje.
    Gdy teraz idzie procesja poprzedzana irytującym meczeniem przesterowanego głośnika, to omijam szerokim łukiem. Zniesmacza mnie ta elektryczna ostentacja. Brzydzi chamskie burzenie czyjegoś spokoju przy pomocy techniki – religia zeszła do poziomu prymitywnej reklamy. Wciska się nam do domów – okna trzeba zamykać.
    Jakże inaczej brzmi występ wspólnotowego zespołu z gitarami i dobrymi głosami, na zwykłym parkingu przed osiedlowym marketem – to inny świat, inna klasa. Ciągle słyszę o dawaniu świadectwa – też mi świadectwo – ryk tandetnego nagłośnienia sprzężonego z tandetnym przekazem.
    Wiesz Tatulu, że nie należę do osób walczących z kościołem, ale czy to nie jest przesada?

    Polubienie

  2. ~s.Małgorzata pisze:

    We Francji po kilkudziesięciu latach ulicami jednego z miast przeszła procesja Bożego Ciała. Powoli zaczyna wracać to, co zostało odrzucone niesłusznie. Wylano dziecko z kąpielą. To bardzo ważny element naszego życia- wychodzenie w przestrzeń publiczną, do świata. Oczywiście tak, żeby przechodniów nie raziło kiczem i natręctwem, ale raczej skłaniało do refleksji. Niestety mamy w ostatnich latach anty- świadectwa w przestrzeni publicznej. I dlatego każda dobra procesja jest na wagę złota. A Legion Maryi, który znam z Warszawy, to dzielni ludzie, prowadzący np. stołówkę dla ubogich. Pozdrawiam serdecznie z nieustającym zaproszeniem.

    Polubienie

    • Taką funkcję spełnia Boże Ciało. Robię od kilku lat zdjęcia w obchodów twego święta i nadziwić się nie mogę jak dużo ludzi w nich uczestniczy. Podobnie jest z Drogą Krzyżową odprawianą u nas w nocy i na dość długiej trasie. Rozważania do niej są na takim poziomie, że warto posłuchać i je przemyśleć, a okoliczności są bardzo sprzyjające.
      W zwykła niedziele jest raczej pustawo. Być może uda się nie powtarzać drogi jaką przeszła Francja…
      Za zaproszenie dziękujemy. Jakby co to uprzedzimy.
      Pozdrawiam Siostrę serdecznie

      Polubienie

  3. ~Antoni Relski pisze:

    Kościół w oblężonej twierdzy czuje się najlepiej. I tu kolejny przykład biskupa który twierdzi, że styka się z różnymi zagrożeniami dla swobodnego wyznawania naszej wiary.
    Takiej swobody wyznania nie było chyba od dawna. Nie zauważyłem żadnych utrudnień ani zagrożeń dla swojej wiary. A może ja po prostu jestem tolerancyjny czego i innym życzę. Pozdrawiam

    Polubienie

    • „Divide et impera” – stara zasada wykorzystywana przez wieki na wielu frontach walki o coś. Tu też toczy się walka, choćby o status quo obecnego stanu rzeczy. Obserwuję to z niepokojem, bo jestem daleki od wszelkiej retoryki wojennej w założeniu. Nie chcę być dobrym, a tym bardziej złym Polakiem, katolikiem, obywatelem itd. Często przytaczam słowa piosenek mówiących wiele.Dla przykładu te słowa:
      Nie pragnę wcale byś była wielka
      Zbrojna po zęby od morza do morza
      I nie chcę także by cię uważano
      Za perłę świata i wybrankę Boga
      Chcę tylko domu w twoich granicach
      Bez lokatorów stukających w ściany
      Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
      O sprawach które wszyscy znamy

      Jakim ludziom jeszcze pozwolisz
      By twym mózgiem byli i sumieniem

      Smutne to, że ja to sobie mogę pospiewać, a życie toczy sie swoimi koleinami

      Polubienie

  4. ~Dawid pisze:

    Do tego typu wydarzeń mam dość ambiwalentny stosunek (nacechowany jednak negatywnie). Pochody i przemarsze, które mają jakiekolwiek konotacje ideologiczne czy światopoglądowe są odrobinę nie na miejscu (inaczej rzecz się ma z najnormalniejszym w świecie zamkniętym zebraniem w jakimś tam lokalu X). Otóż, idę sobie ulicą i jestem bombardowany krucyfiksem, modłami i innymi tego typu rzeczami, a tego na ulicy sobie nie życzę (wiem gdzie jest najbliższy kościół). Nie życzę sobie również żeby ktoś biegał po ulicy z gołą doopą i domagał się ode mnie jakichś dziwnych rzeczy.
    Kaotole (nie mylić z Katolikami) gdy wychodzą na ulice środowiska LGBT (swoją drogą owe lobby ma chyba coś z główką, jeśli chodzi o pewne kwestie) czy planowany jest koncert Behemotha/Dody nagle są wielce zniesmaczeni, a sami dokładnie to samo robią (oczywiście koncerty są biletowane, ale za to są dość głośne).
    Ostatnio czytałem/oglądałem reportaż o starszej pani, która nie mogła znieść katolickich pieśni pod swym oknem i wycięła krzyż. Prawdę mówiąc, nie dziwię się jej. Każdy z nas chce mieć spokój, a nie wysłuchiwać zawodzenia. W związku z powyższym domagam się aby wszelakie wydarzenia/zgromadzenia o charakterze religijnym przeniosły się do zamkniętych lokali i tam pozostały. Jeśli będzie miał ktoś życzenie, to sobie przyjdzie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.