Opowieść o wspólnym gotowaniu

Upał staje się nieznośny. W ciągu dnia termometr umieszczony od strony południowej za oknem kuchni wskazuje 47 stopni C. Chłodzimy się jak potrafimy, ale bywa ciężko, bo źle znosimy upały. Ze współczuciem spoglądamy na grupki młodych ludzi idących naszą ulicą nad zalew, myśląc sobie:  – My to przynajmniej w domowym cieniu, a oni? Oni pewnie mają gorzej, bo jakże męczące musi być takie wylegiwanie się nad wodą, prawda? ..     Przy wielkim upale żona postanowiła przygotować obiad bezmięsny w oparciu o to, co wyrosło na naszej działce…No może z małymi uzupełnieniami. Było to leczo na bazie cukinii i zupa botwinkowa. Ja dostałem zlecenie przyniesienia z grządki botwinki i zieleninki w momencie, gdy warzywa na leczo były już uduszone, a zupka sobie „pykała na małym gazie” czekając na botwinkę. Byłem tak „zakręcony”, że nie zapytałem o szczegóły. Przyniosłem, umyłem, pokroiłem jak trzeba i zdecydowałem, że podduszę botwinkę w oddzielnym naczyniu, a później dodam do uduszonych już warzyw. Wykonałem dyspozycję żony w zakresie wydobywania z botwinki typowego dla niej koloru poprzez zakwaszenie sokiem z cytryny. Po takim przygotowaniu botwiny zmieszałem ją z warzywami i doprawiłem według swojego smaku. Trochę dziwiło mnie takie podejście do składu leczo, ale nie mówiłem tego żonie, bo niby dlaczego nie?
Gdy nadeszła pora obiadu i nalaliśmy sobie zupki, wtedy żona zapytała o tę botwinę dziwiąc się nietypowym kolorem zupy.
A zakwasiłeś sokiem z cytryny – zapytała?
– Oczywiście że tak – odpowiedziałem i dopiero wtedy wyszło na jaw, że botwinę powinienem włożyć do zupy, a nie do leczo. Stało się. Zupka bardziej przypominała kartoflankę, a leczo ? A leczo było bardzo smaczne, co potwierdziła żona i siostra, którą poczęstowaliśmy nową potrawą w czasie kolacji. Nie szukałem nowej nazwy do tego dania, ale byłbym wdzięczny za podpowiedź w tym względzie.

Uważajmy na upały, bo mogą one sporo namieszać w tak niby uregulowanym życiu jakie prowadzimy.

25 uwag do wpisu “Opowieść o wspólnym gotowaniu

  1. — o jak lekko się czyta, nawet grama polityki nie ma i bardzo dobrze… a co do potrawy, no cóż, może jakaś lokalna nazwa, jeżeli coś mogę zasugerować, to tak o poranku przyszło mi do głowy, iż może to być:// nazwa miejscowośći// leczo Czesława…

    Polubienie

  2. Wiem, że polityka wkurza bardzo wielu ludzi, ale to przecież nasze dziś i jutro. Za dwie godziny rusza w sejmie sprawa konstruktywnego wotum nieufności i będzie kolejny łomot. Mimo tego, że wiem co będą mówić, to będę słuchał i jak tym nasiąknę, to gdzieć musi nastapić wyciek.
    Cieszę się z tej propozycji nazwy dla potrawy i podpowiadam : Spróbuj przyrzadzić leczo na opisany sposób i pociągnij temat u siebie .
    Czekam na nowy wpis.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. ~Marek Jan pisze:

    A w Brazylii chyba będą rozruchy, nikt ich tak sromotnie nie upokorzył jak te przez nikogo nie lubiane Niemce.
    Ja kibicuję Holendrom, idą jak burza, ale nie wiem czy dadzą radę Argentynie. Trzymam na Holendrów.- bo i kuchnia u nich swojska i tradycji się trzymają na wsiach zwłaszcza.
    Starzy rolnicy lubią grochówkę taką na trzy dni a dobrą, jak twierdzą, po kilku dniach od ugotowania.
    W ogóle nader dzielny to i pracowity naród – dochód globalny mają wielkości Rosji a jest ich tylko ok 15 mln. Rusów ok. 200 mln ale co wóda z narodu robi, to chyba tam szczególnie widać.

    A u nas po staremu – ten żałosny „techniczny” kandydat na premiera „nie traci nadziei”.
    Ja bym już dawno stracił i zajął się czymś pożytecznym. Ciekawe z jakim tabletem wystąpi Kaczyński tym razem. Miller mówi, że ma nowy model iPhona.

    Polubienie

    • W sprawie sportu jestem zupełnym zaprzeczeniem rasowego kibica. Staram się być zorientowany w wynikach i wczuwać się w emocje tych prawdziwych kibiców.
      Nie darmo ukuto powiedzenie o Niemcach. : Wychodzi sobie na boisko 22 chłopców aby sobie pograć, a i tak wygrywają Niemcy”. Nie sami Niemcy tam grają, ale ordunk znają.
      Co do polityki to jestem pilnym obserwatorem i dzisiaj wysłuchałem wystąpień wszystkich trzech panów. Niczym mnie nie zaskoczykli. Są tak przewidywalni, że aż boli.
      Teraz warto posłuchać opinii komentatorów i innych polityków, aby wyrobić sobie zdanie o wynikach głosowania, które dopiero w piątek.
      Pozdrawiam

      Polubienie

      • Marek Jan pisze:

        Coś tu nie gra, ten mój wpis dotyczy ubiegłego Mundialu w Brazylii i nijak się nie ma do tekstu o eksperymentalnym leczo, już nie mówiąc o obecnym Mundialu, gdzie „Niemce” słusznie zebrały na garba, podobnie jak Polacy. Może to jakieś „zakrzywienie” wirtualnej czasoprzestrzeni?

        Co do domowego pichcenia, to zawsze najlepsze i najzdrowsze są własne wyczyny pod warunkiem, że się posiada elementarną wiedzę w tej materii. Teraz, jako emeryt, doceniam domowe i sam się w to wciągam i nawet jakoweś osiągnięcia posiadam, tak twierdzi moja Bliska.
        Większej kuchennej wtopy nie zaliczyłem póki co, inna rzecz, staram się robić to, co pewne i proste i jednocześnie smakowite.
        Eksperymenty z różnymi przepisami z gazet czy też z innych źródeł nieraz kończą się kulinarnym Waterloo, lepiej tego nie zaczynać. Najlepsze jest to co jadalne, wpakować go gara i ugotować jako jedno danie, coś w rodzaju jarzynowego miszungu z dodatkiem lub bez niewielkiej ilości dobrego jakościowo mięsiwa i różnorodnego wachlarza ziołowych przypraw. Pycha nawet na drugi czy tez trzeci dzień, gdy się dobrze przegryzie i zharmonizuje. Pozdrówko kulinarne MJ.

        Polubione przez 1 osoba

      • Brawo. Dobre składniki, ciekawe przyprawy … Czytając pomyślałem o daniu na gwoździu czy na siekierze, bo i taką nazwę spotkałem…
        Ważne aby zdrowo i z sercem.
        Pozdrawiam

        Polubienie

    • Boć, czy raczej botleczo – od botwiny, czyli młodych buraczków ćwikłowych używanych wraz z liśćmi.. Będziemy co jakiś czas używać tego dodatku, aby przerywać grządkę buraków.
      Dzisiaj upały zelżały, da się żyć.
      Pozdrawia(my)

      Polubienie

    • Piotrze – tatulowe, czyli mamulowe leczo doprawiane burakami przeze mnie oparte jest o typowy przepis na leczo,a nawet z dodatkiem niektórych składników z przepisu na ratatui (Ratatouille).
      Bazą jest cukinia, cebulka (lub czosnek), papryka, młoda marchewka, niekiedy pomidory no i przyprawy. W opisanym dniu nie było tam pomidorów, ale ogórki.
      Nie przykładamy wielkiego znaczenia do reżimu technologicznego. Pichcimy z tego, co jest na działce i w lodówce. W przyprawach dominuje pieprz, sól, natka pietruszki i koperku.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  4. Wandzior pisze:

    Moja corka piekla ostatnio lablecznik i zamiast cynamonu dodala curkumy….pycha ciasto wyszlo. Sadze , ze wiekszosc ,,nowych,, potraw to dzielo przypadku, Botleczo intryguje i kusi , sadze ze w najblizszym czasie zawita i na naszym stole. Pozdrawiam serdecznie i zycze dalszych ,,pomylek,, kulinarnych, Wandzior

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję za życzenia. Kurkuma jest bardzo zdrowym dodatkiem i jak widać pasuje nie tylko w potrawach na słono. Na słodko też może przydać „pieprzyka”.
      Również pozdrawiam

      Polubienie

  5. Żona kiedyś chciała się pochwalić mężem, który doskonale gotuje i wybrała na tę okazje przyjazd jej rodziny z Nowego Sącza. Górale przywieźli dużego gęsiora na rosół, a ja pojechałem po zakupy do sklepu, gł. napoje. Rosół przyjemnie pyrkotał, obok gotowały się ziemniaki, wszystko w garnkach 7 litrowych, bo rodzina duża. Z uwagi na to, że garnki były ciężkie do odcedzania przystąpiłem sam. Trochę mnie to zdziwiło, że woda po ziemniakach była tłusta, żółta, i brudna (pieprz i zioła), ale odcedziłem, wstrząsnąłem i po otworzeniu zobaczyłem, że zamiast ziemniaków w środku jest nieco pokiereszowana gęsina! Pyszny rosół poszedł się yebać do zlewu.

    Polubione przez 1 osoba

      • Honor kucharza uratowałem, tylko żona się zorientowała w sytuacji. A szczegóły? Rosół był z bulionu w proszku zaprawiony sosem z befsztyków wołowych. Zamiast porcji gęsiny do rosołu poszły befsztyki z sosu. W międzyczasie podsmażyłem cebulkę z czosnkiem i papryką, do tego dorzuciłem zmaltretowane porcje gęsinyi, nieco kiełbasy wędzonej i resztki wołowiny. Takim gulaszem zalałem ziemniaki. Było pyszne.
        Potem z żoną powtórzyliśmy to parę razy, oczywiście żona odcedzała, bo ja silny, a głupi … 😉 ,

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.