Czy to skutki promieniowania słonecznego?

Leżing i smażing

Uczyłem kiedyś zasad udzielania pierwszej pomocy. W programie zajęć, obok przeróżnych przypadków omawialiśmy skutki oparzeń, w tym słonecznych z poszerzeniem o takie zagadnienia jak porażenie słoneczne, udar słoneczny, udar cieplny. Omawiałem możliwe do rozpoznania przez każdego objawy, skutki, zasady udzielania pierwszej pomocy, a przede wszystkim zwracałem uwagę na profilaktykę, bo wszyscy wiedzą o tym, że …”Strzeżonego… Czytaj dalej

Sandomierz. Jak we Włoszech, czy w Meksyku…

Odwiedziłem po raz kolejny prastary, ale coraz piękniejszy Sandomierz. Tym razem byłem tam jako kierowca i w pewnym sensie reporter oraz dokumentalista działalności Legionu Maryi w naszej parafii. Okazją do spotkania się legionistów w Katedrze Sandomierskiej była 35-ta rocznica powstania Legionu Maryi w Polsce. Uczestnicząc w tej uroczystości przy boku zaangażowanej w ten ruch żony robiłem jednocześnie zdjęcia, a więc poruszałem się dość swobodnie, aby znaleźć dobre światło, czy ciekawsze element scenografii. Byłem uczestnikiem, ale i chłodnym obserwatorem tego wszystkiego co się działo w katedrze jak i na ulicach miasta. Czytaj dalej

Wirtualna miłość, to też miłość ?

IMG_3545.


Wirtualna miłość doczekała się swojego święta. Całkiem zasłużenie zresztą. Mogą być dni bez stanika, łapania za biust, czy za tyłek, przytulania itd. to jak by mogło nie być dnia, który to wszystko skupia w realizacji jednego pragnienia: Kochać i być kochanym.    
Odkąd prowadzę bloga, to wciąż zasypuje mnie reklama portali randkowych, jakichś tam stron, dzięki którym mogę pogadać z kobietami. Na fejsbuku młode i nie znowu tak młode dziewczyny zamieszczają gotowe teksty mające zastąpić osobiste wynurzenia na temat oczekiwanych cech i zachowań partnera, w tym żądania dotrzymania wierności aż po grób. W anonsach na temat dnia wirtualnej miłości czytamy m.in.
...Mimo zacierania się granic między tymi dwoma światami, cały czas widocznych jest wiele różnic między związkami trwającymi w świecie wirtualnym i poza nim. Niestety czasami wirtualne związki stają się ryzykowne i prowadzą do przykrych konsekwencji. – Najbardziej widoczna różnica w porównywaniu tych dwóch rodzajów związków dotyczy formy komunikacji między ludźmi. Zakochani wysyłają do siebie wiadomość, zdjęcia, czy filmy. Niestety często wywołują one dużo poważniejsze konsekwencje niż tylko poczucie zawstydzenia, a ich świadkami stają się setki a może nawet tysiące obcych ludzi, którzy takie sytuacje wyśmiewają – http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/8557/-Wirtualna-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87—ekscytuj%C4%85ca-czy-niebezpieczna/
W kartce z kalendarza pod datą 24 lipca czytamy m.in.
Miłości wirtualnej nie należy mylić z platoniczną, choć można kochać wirtualnie i platonicznie jednocześnie. Jak łatwo się domyślić, to stosunkowo nowe święto, celebrujące uczucia, które rozgorzały online. Aż chciało by się krzyknąć: „Najwyższy czas!”. W końcu dzieci pierwszych par skojarzonych przez świat wirtualny są już z pewnością w wieku szkolnym. http://www.kalbi.pl/miedzynarodowy-dzien-wirtualnej-milosci

Czytaj dalej

Na szczęście istnieją rozwody…

Tej właśnie treści wypowiedź spotkałem niedawno w przeglądanej w poczekalni gazecie. Miałem nawet wyrwać ten artykuł, aby go wykorzystać do szerszego cytowania, ale zwyciężyła przyzwoitość – przecież to nie moje, a o zgodę na przywłaszczenie pytał się nie będę. Pamiętam tylko wymowę artykułu zachwalającego takie właśnie rozwiązanie problemów małżeńskich. Po co się męczyć z kimś, kto przestał nam odpowiadać, jest pijakiem, okrutnikiem, leniem patentowym, niechlujnym grubasem i czymś tam jeszcze? Na szczęście są rozwody. Czytaj dalej

Co tam panie polityka, liczy się życie…

Moje dzieci zrealizowały planowany od dłuższego czasu wyjazd do Warszawy. Szczególnie przeżywała to nasza 6- letnia wnusia Marysia, jako że miała to obiecane już od dawna. Rodzice dawkują jej kontakt z komputerem i telewizją, a to, co jej wolno oglądać, to już nie są bajki, czy jakieś gry, ale w znacznym wymiarze filmiki o zacięciu edukacyjnym. Po Śwince Pepe i temu podobnych bajeczkach przeszła z dużym zainteresowaniem przez Rodzinę Pytalskich, serial Było sobie życie oraz innych pozycji dobranych wyjątkowo starannie przyszedł czas na wizytę w Centrum Nauki Kopernik. W ciągu 3 dniowego pobytu w Warszawie poświęcili  wiele godzin na indywidualne zwiedzanie i udział w różnych eksperymentach naukowych. Czytaj dalej

Wakacyjne rozmyślania

Stoję w kolejce do kasy i przyglądam się młodej kasjerce która, tak jak  ma nakazane wita każdego klienta słowami : – Dzień dobry panu, czy skorzysta pan z torebki na zakupy? Tu uśmiech, chociaż nie koniecznie. Później już wykonywane z pośpiechem przesuwania towarów ponad czytnikiem, ważenie niektórych, wpisywanie jakichś tajemnych kodów, aby wreszcie wydać resztę i pożegnać klienta słowami: – Dziękuję, zapraszam do kolejnych zakupów. Miłego dnia … i Czytaj dalej

Słowo ma moc tajemną, by dać chwałę lub zgubić…

Dzisiaj rano znalazłem na Fb wklejoną przez kogoś sentencję o wymownej treści: Słowami też można uderzyć. Nawet silniej niż pięścią. Skopiowałem, aby powiększyć zasób posiadanych sentencji przydatnych do facebookowych rozmów prowadzonych z użyciem piktogramów. Taka właśnie wymiana poglądów stała się już powszechnym zjawiskiem i to, jak zauważyłem, nie tylko wśród młodych ludzi. Włączyłem się w ten nurt z ochotą gdyż pracując w szkole, już od dawna sięgałem po ten środek przekazu i na tablicy w mojej sali prowadziłem kącik pod nazwą : Myśl złota… , w którym co tydzień zmieniałem sentencje, wybrane pod kątem przydatności edukacyjnej lub wychowawczej. Czytaj dalej

Opowieści o skunksach i ich strasznej broni

skunksPrzed paroma dniami zaglądając do zaprzyjaźnionego Kneziowiska znalazłem wypowiedź na temat spotkania ze skunksem. Przeczytałem z uwagą:

Dzień dobry Wam

Szłam już spać i jak zwykle wyszłam sobie do ogródka puścić dymka przed snem.  Kucnęłam na schodach i się zamyśliłam. Kątem oka zobaczyłam jakiś ruch pod ścianą. Spod płotu przy furtce wylazł mały skunksik.  Przeszedł tuż obok i jakby dopiero wtedy mnie zobaczył. Zamarłam, bo odwrócił się do mnie tyłem.  Nie miałam gdzie uciekać i pomyślałam, że tę noc będę musiała spędzić na podwórku.  Mamy podwójne drzwi i dlatego zanim zdążyłabym otworzyć te pierwsze, to już bym śmierdziała niesamowicie. Skunks uspokojony moim bezruchem rozejrzał się i poszedł sobie do ogródka. Z jednej strony to dobrze, bo wyczyści go z robactwa lepiej niż wszelakie chemikalia. I zrobi to ekologicznie. Z drugiej strony – lepiej żeby nic go nie wystraszyło, bo będzie nam śmierdziało bardzo długo. I żebyście wiedzieli jak paskudnie!!! To było już któreś z kolei moje spotkanie ze skunksem. Całe szczęście kolejne nieopryskane.

Miała szczęście ta pani – pomyślałem. Znam ten zapach z okolic Chicago, gdzie od czasu do czasu bywamy u naszej córci Małgosi. Mimo, że nie przytrafiał się nam taki bezpośredni atak, a jedynie zdarzyło się to gdzieś w okolicy, to mieliśmy wątpliwą okazję wielokrotnie zapoznać się z owym orężem. Tubylcy wielokrotnie nas ostrzegali przed taką przygodą, bo wtedy wypada tylko wyrzucić ubranie, a i zmycie tego smrodu też nie jest łatwe. 

Zajrzałem do Wikipedii, aby przeczytać, że: Skunks zwyczajny (Mephitis mephitis) – gatunek ssaka z rodziny skunksowatych, wcześniej zaliczane do łasicowatych, słynne z powodu cuchnącej wydzieliny, której używa do odstraszania napastników. Występuje na Wielkich Równinach w Ameryce Północnej. Zamieszkuje lasy i tereny otwarte. Jego sierść jest gęsta i puszysta w czarnym kolorze w białe paski.

Moja przygoda ze skunksem miała miejsce przed domem córki, a nie w lasach, czy też na terenach otwartych Wielkich Równin. Pewnego upalnego dnia, gdy z córkami, ubrani w kolorowe stroje krakowskie i nie tylko wyjeżdżaliśmy na Targi Edukacyjne do Navy Pier w Chicago, to wcześniej musieliśmy podlać rośliny wokół domu. Przed wejściem do samochodu schyliłem się, aby zakręcić umieszczony obok schodów kran z wodą i wtedy zamarłem w przerażeniu widząc panią skunksową z gromadką pięknych skunksików jak patrzy na mnie. Świadom zagrożenia powoli wycofałem rękę z okolic kranu i niczym leniwiec wstałem powoli, aby równie powoli  się wycofać z rejonu zagrożenia. Myślałem tylko o tym, że strój należący do Zespołu Pieśni i Tańca „Lajkonik” wypożyczony dla godnego reprezentowania Polish Museum Of America w Chicago byłby do wyrzucenia, a mój występ? Nie było już czasu nawet na to, aby doprowadzić się do porządku po takim ataku. Miałem więc szczęście? A może pani skunksowa też była zaskoczona tak kolorowo ubranym „Krakowiakiem”, że nie skorzystała ze swojej straszliwej broni? Tego się nie dowiedziałem. Nasz rodzinny występ się udał. Przechadzaliśmy się pomiędzy stoiskami i zapraszaliśmy wszystkich do odwiedzenia polskiej placówki kulturalnej. Po powrocie omówiliśmy w domu całe zdarzenie i znaleźliśmy miejsce gdzie te sympatycznie wyglądające zwierzęta znalazły sobie schronienie. Było to puste miejsce pod schodami mające kształt małej pieczary, do którego skunksy wygrzebały sobie prawie niewidoczny korytarzyk. Ponieważ nie wolno czynić im krzywdy, to pod nieobecność tej rodzinki zabezpieczyliśmy miejsce w taki sposób, aby goście poszukali sobie innego lokalu. Minęło kilkanaście lat od tamtego zdarzenia, a ja pamiętam wszystko jakby to działo się wczoraj. Już sam nie wiem czy to z powodu skunksa, czy może roli w jakiej wtedy występowaliśmy.Reprezentacja Muzeum Polskiego w Chicago

Opowieść o wspólnym gotowaniu

Upał staje się nieznośny. W ciągu dnia termometr umieszczony od strony południowej za oknem kuchni wskazuje 47 stopni C. Chłodzimy się jak potrafimy, ale bywa ciężko, bo źle znosimy upały. Ze współczuciem spoglądamy na grupki młodych ludzi idących naszą ulicą nad zalew, myśląc sobie:  – My to przynajmniej w domowym cieniu, a oni? Oni pewnie mają gorzej, bo jakże męczące musi być takie wylegiwanie się nad wodą, prawda? ..  Czytaj dalej