O pewnej matce z pewnej malutkiej wioseczki…

Nie tak dawno, jeszcze jako nauczyciel i wychowawca interweniowałem u pewnej matki, której syn wyjeżdżał codziennie z domu, lecz do szkoły nie docierał. Gdzieś go nosiło z kumplami. Matka przyjechała na moje wezwanie do szkoły, wysłuchała mnie i poprosiła o wyrozumiałość takimi słowami:

On jest dobrym chłopcem. Pan to wie, bo był pan wychowawcą trojga moich dzieci. Ja mu mówię ucz się, a on się tylko uśmiecha i robi swoje. Nie ma głowy do nauki. Myślę, że poradzi sobie. Pójdzie do pracy w zawodzie, później się ożeni i będzie żył, tak jak my żyjemy. To ostatni z pięciorga naszych dzieci, a nie jest nam łatwo. Maleńka renta męża i kawałek pola, to wszystko. Ostatnio wydaliśmy za mąż córkę, to było sporo wydatków, ale z pomocą Boską może jakoś uda się wszystkiemu podołać.
To chociaż córka poszła na swoje i będzie wam lżej – wtrąciłem.
-A gdzie tam panie. Przybył nam jeszcze zięć, a teraz i dziecko, które im się urodziło…  I tak dalej, w tym guście…

Chłopak jakoś szkołę skończył i pewnie jest tak, jak przepowiadała jego matka. Rozmowę tę zapamiętałem chyba dlatego, że ta matka była głową i duszą tej rodziny i z pogodą ducha przyjmowało to, co los jej przeznaczył. Żyli skromniutko, ale na miarę własnych możliwości i byli szczęśliwi. Ona się uśmiechała tak samo, jak i jej naprawdę dobry syn. To jest jednak tylko epizod z życia rodziny wiejskiej, jakich wiele. Pewnie nie tylko wiejskiej.

Przypominam ten epizodzik specjalnie przed Świętem Matki, aby oddać takim kobietom – matkom szacunek za ich cichy trud, aby wskazać na to, że nie tylko są Strażniczkami Domowego Ogniska, ale że na ich głowach spoczywa znacznie więcej obowiązków i odpowiedzialności. Kiedyś była tylko szyją, która głową kreci, dzisiaj, często wypada jej być jednym i drugim.

Katolicy mawiają; Pan Bóg nie mógł być wszędzie, dlatego stworzył matkę…

Oddajmy jej należną cześć i szacunek… nie tylko w tym jedynym dniu.

16 uwag do wpisu “O pewnej matce z pewnej malutkiej wioseczki…

  1. ~Klarka Mrozek pisze:

    Zawsze mnie zdumiewa, dlaczego matki pozwalają na sobie żerować dorosłym dzieciom, dlaczego hołubią i niańczą to najleniwsze, a od tych bardziej „udanych” wymagają jeszcze więcej.

    Polubienie

    • To temat rzeka Klarko. Nadopiekuńczość też podobno wynika z nadmiaru miłości, tymczasem matka nie jest po to aby zaspokajać wszelkie potrzeby dorastających, czy nawet dorosłych już dzieci, ale po to, aby nauczyć ich obywania się bez niej.
      W takich dniach mówmy jednak o mądrej miłości matczynej, bo nic jej nie zastąpi
      Miłego świętowania

      Polubienie

  2. Masz rację, mamie należy się wszystko co najlepsze na tym świecie, kiedy odchodzi nic już nie jest takie samo, wszędzie widać jej brak i nikt nie jest w stanie jej zastąpić. Wszystkiego najlepszego, najpiękniejszego życzę mamom, mamusiom, matulom ! Pozdrawiam

    Polubienie

  3. — wiesz, wzruszył mnie ten tekst i jednocześnie spowodował taką chwilę zadumy , refleksji na sobą… jak to będzie , gdy moje dzieci dorosną, czy słowo MAMA będzie wypowiadane z szacunkiem, czy z ironią, nie mówiąc o czym gorszym… dziś jestem szyją, głową i jeszcze kręgosłupem podtrzymującym to co pozostało z komórki, jaką jest rodzina…jak to będzie, dziś świat tak bardzo się zmienia…
    — pozdrawiam…

    Polubienie

    • „Dziecko jest jak mokry beton, nawet liść się na nim odciśnie”. Bardzo podoba mi się ta sentencja i często ją cytuję.
      Nie twierdzę, że jako rodzice mamy decydujacy wpływ na postawy naszych dzieci, bo jest jeszcze szkoła, towarzystwo i to co niesie dzisiejszy świat. Pytanie, które stawiasz nie należy do łatwych, ale sukcesem jest jeśli je postawimy odpowiednio wcześnie i obgadamy je z dziećmi.
      Miłego świętowania Alu

      Polubienie

    • Aliku, już po odpowiedzi na Twój komentarz spojrzałem na powiaząne notki jakie wtrzucił mi pod tym tekstem komputer. Przeczytałem od nowa juz zapomnianą „Sprawę pewnej decyzji” i pomyślałem, że warto abyś i Ty ją przeczytała

      Polubienie

  4. piękny cytat….muszę go sobie zapamietać…..

    ale choc matki prawie zawse kochaja swoje dzieci [ pisze prawie ..bo sa i inne } to niestety dzieci nie zawsze potrafią tę matczyną miłośc docenic….
    żerują w beszczelny sposób na tej miłości….
    pozdrawiam

    Polubienie

    • przeczytałam z przyjemnoscią…. i myslę że tę zasadę stosuję w zyciu choć czasami z bólem serca….
      nie wiem czy czytałeś mojego bloga od początku,
      ja aby wyzwolic sie z domowego mobbingu w wieku 60 lat postawiłam wszystko na jedna kartę bo nie miałam innego wyjscia , rozwód, wyprowadzka z domu….. powtórne małżenstwo….
      starsze dzieci ….wówczas 37 i 30 letnie potepiły moją decyzję, że na starośc pragne byc jeszcze szczęśliwa….
      najmłodsza wówczas prawie 18 letnia poparła w całości moją decyzję, bo to ona była świadkiem przemocy w domu….
      matka jestem potrójną ale podejscie moich dzieci jest odmienne….
      choć ja zawsze będę je kochać i wspierać bo jestem po prostu MATKĄ…

      Polubienie

      • Dzięki za te słowa. Wszyscy wiemy, że nie tylko laurkowo-cukierkowe są relacje w rodzinach, gdyż występujące tam spiętrzenia różnych okoliczniości owocują na różny sposób. Bywa, że dorosłe dzieci dopiero gdy same mają swoje problemy potrafią zrozumieć rodziców i zachować jakiś obiektywizm w ocenie ich pozunięć czy zachowań. Póki co trzeba po prostu żyć i jak sugeruje Młynarski robiić swoje.
        Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.