Patriotyczna młodzież coraz częściej mówi: Sorry Polsko…

Przeczytałem artykuł pod znamiennym tytułem Sorry Polsko  http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czy-walczylbys-za-ojczyzne-nie-sorry-polsko/tprve który informuje nas o zmieniającym się nastawieniu Polaków do zasadniczych powinności obywatelskich jaką jest Obrona Ojczyzny. Czytamy tam:

   W 2008 roku GfK Polonia dla „Rzeczpospolitej” przeprowadziła sondaż, w którym aż 71 procent ankietowanych zadeklarowało gotowość oddania życia w obronie niepodległości Polski. Tylko 16 proc. z badanych osób odpowiedziało na to pytanie przecząco. Na początku 2014 roku w „Rzeczpospolitej” ukazał się kolejny sondaż. W badaniu Homo Homini jedynie 19 proc. Polaków zadeklarowało, że oddałoby życie lub zdrowie za kraj, a 17 proc. powiedziało, że byłoby gotowych na poświęcenie majątku. Życia za Ojczyznę nie poświęciłoby 53 procent kobiet i 29 procent mężczyzn. Teraz, w obliczu realnego konfliktu u naszych granic, przeprowadzono jeszcze jedno badanie. Tym razem przez MillwardBrown SA dla TVN24. W tym badaniu aż 49 proc. badanych nie zdecydowałoby się na oddanie życia dla Ojczyzny. „Zdecydowanie” gotowych poświęcić się ojczyźnie jest jedynie 17 proc. ankietowanych. Autor podsumowuje:
Zaskakujące, że w ciągu tych kilku lat tak zmniejszył się odsetek odpowiedzi na „tak”. Dalej znajdziemy próbę objaśnienia przyczyn tego zjawiska.
Każdy kto dyskusję nad tym ważnym problemem może sam dopowiedzieć sobie co na ten temat mówią politycy typu J. Kaczyńskiego, który postuluje wprowadzenie wychowania patriotycznego do szkół i widzi potrzebę liczebnej rozbudowy naszych sił zbrojnych. Inni politycy, zwłaszcza z koalicji rządzącej uspokajają mówiąc, że armię mamy profesjonalną i może niezbyt liczną, ale przyzwoicie wyposażoną i przetrenowaną w wojennej szkole jaką był Irak, Afganistan, misje wojskowe w wielu punktach świata. Mamy przed sobą realny program unowocześnienia armii, który właśnie wchodzi w fazę realizacji. Zwiększanie liczebności armii zwłaszcza z poboru, to cofanie się przynajmniej o 100 lat do tyłu – mówią eksperci. Mnie najbardziej bulwersuje problem owego patriotycznego wychowania młodzieży. Oto co pisałem na ten temat przed czterema laty.

 Sierpniowe rocznice – 2 sierpnia 2010

Niedzielny ranek przyniósł wspomnienie nadzwyczajnego wydarzenia sprzed  66 lat. Radio już w pierwszych porannych audycjach nawiązywało do wydarzeń 1 sierpnia 1944 r. Telewizja Polska pokazała film w reżyserii Janusza Morgensterna z 1979 roku pt. Godzina „W”. Przypominałem sobie ten film w miarę oglądania kolejnych scen. Młodzi ludzie – piękna Ewa Błaszczyk jako łączniczka i sanitariuszka była jakby odzwierciedleniem upływającego czasu – przekonująco odgrywali swoje role mocno zaangażowanych w konspiracyjne działania żołnierzy. W sposób naturalny niemal cieszyli się z nadchodzącej Godziny „W”. Powtórnie oglądanie tego filmu, zrealizowanego przecież na długo przed demokratycznymi przemianami jakie przyniósł nam rok 1989, już samo w sobie było interesującym przeżyciem. Jeśli uwzględnić całą wiedzę o powstaniu jaką udało mi się przyswoić w tzw. międzyczasie to muszę przyznać, że dzisiejszy dzień i pytania jakie mnożono we wszystkich mediach mocno mną  poruszyły. Nawet w kościele ksiądz przybliżający okres w jaki wchodzimy raczył zwrócić uwagę na dzisiejszą rocznicę, na zbliżającą się rocznicę Cudu nad Wisłą, na wydarzenia sierpniowe, z których wyrosła Solidarność. Sporo tego, co? A do tego uporczywie powracające pytania, pytania…
– Czy tamten zryw miał sens polityczny, militarny, każdy?
– Jak wyglądałaby Polska gdyby powstanie się udało?
– Jak wyglądałaby Polska gdyby do powstania nie doszło?
– Czy dzisiejsza młodzież jest na tyle patriotyczna, aby tak samo odpowiedzieć na wezwanie zniewolonej Ojczyzny jak pokolenie Kolumbów?
– Czy SIERPIEŃ, miesiąc żniw, wpisany jest jakoś w naszą historię zrywów?
– Czy sierpniowe zrywy  przyniosły spodziewany plon tego, co posiano wcześniej?

Takich pytań nasuwa się mnóstwo. Dużo jest też odpowiedzi formułowanych przez ekspertów różnych dziedzin nauki i różnych orientacji politycznych. Tu też ma zastosowanie nasze uniwersalne, szeptane prawo, z którego wynika, że:
Punkt stania i siedzenia bardzo zmienia punkt widzenia.

Wszystkie te wydarzenia były przecież kulminacją tego, co przeżywano w tamtych czasach. Bunt  przeciw ciemiężycielom narastał wystarczająco długo, aby sprawni przywódcy mogli go odpowiednio zorganizować i skierować przeciw okupantom. Młodzi powstańcy byli ponadto uczniami, czy też studentami szkół, w których wychowanie patriotyczne i obronne (PW) miało zupełnie inny niż obecny wymiar i zakres. Powstańcy w taki, czy inny sposób angażując się w ruch  czynnego lub nawet biernego oporu jak np. sabotaż i inne formy zorganizowanej działalności przyjęli godzinę „W” jako spełnienie oczekiwań. Oni wierzyli, że zwyciężą jeśli tylko podejmą walkę z całym zaangażowaniem. Bezgranicznie ufali swoim dowódcom. Skutki wszyscy znamy. Wiele z pytań jakie dziś stawia się znawcom przedmiotu nie znajdzie wyczerpującej odpowiedzi, bo nikt nie pokusi się o przewidywanie w stylu : – Co by było gdyby…?
My Polacy mamy w narodowym dorobku taki zryw, na jaki nikt bez mała się nie zdecydował. Czy inne narody podziwiają nas za to? Myślę, że inne narody wciąż mało o tym wiedzą. Niezależnie od oceny Powstania Warszawskiego dobrze się stało, że Prezydent Warszawy Lech Kaczyński tak mocno zaangażowany w sprawę budowy Muzeum Powstania Warszawskiego wydatnie przyczynił się do upowszechnienia tej wiedzy. Głównie wśród młodzieży szkolnej, która tłumnie, bo w ruchu wycieczkowym odwiedza tę placówkę. Czy dzisiejsza młodzież przypomina w czymś swoich warszawskich rówieśników z 1944 roku?
Myślę, że uwzględniając różnice cywilizacyjne młodzież zawsze jest taka sama. Nie ma co porównywać dzisiejszego dość dostatniego życia w stabilnym demokratycznym kraju z życiem w tamtej Polsce. Od wojny szczęśliwie upłynęło już wystarczająco dużo lat, aby wychować trzy pokolenia myślących właściwie już tylko o sobie i swoich sprawach obywateli. Ucząc przez ponad 20 lat  przedmiotu przysposobienie obronne w szkołach średnich byłem świadkiem stopniowego przeobrażania się programu nauki tego przedmiotu, polegającego na stopniowym odchodzeniu od problematyki wojskowej, czy wojennej w kierunku obrony cywilnej. Obecnie niemal połowa wymiaru lekcji dotyczy pierwszej pomocy przedlekarskiej. W pozostałych  tematach sporo miejsca zajmują problemy bezpieczeństwa wobec zagrożeń cywilizacyjnych jak skażenia i zakażenia, czy klęski żywiołowe. I tak ma być.
Wychowujemy do współistnienia i współpracy międzynarodowej, a nie do wojny. Kształtujemy zupełnie inny rodzaj patriotyzmu niż ten preferowany w II Rzeczpospolitej. Dzisiaj trzeba żyć i rozwijać się dla Ojczyzny, a nie walczyć orężem i ginąć dla Niej !.

Młodzi ludzie odczuwający potrzebę życia w sposób zorganizowany mają duże możliwości  spełniania się w organizacjach paramilitarnych jak choćby reaktywowany Związek Strzelecki „Strzelec”, czy też poprzez przynależność do dwóch związków harcerskich. Istnieją również inne formy działania na rzecz podnoszenia umiejętności obronnych. Dla zainteresowanych oczywiście. Dzisiaj jest ważne, aby politycy potrafili utrzymać i wzmacniać zgodę narodową, aby potrafili angażować wszelkie siły do budowy państwa demokratycznego, zakotwiczonego w paktach obronnych i polityczno – gospodarczych Europy i Świata i znaleźli swoich dobrych kontynuatorów. Dzisiaj ważne jest to, aby wszystko to, co jeszcze nam doskwiera w naszej młodej demokracji zmieniać pokojowo i ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie jak się marzy niektórym. Niezależnie od wszelkich podziałów marzy nam się wszystkim jedno wezwanie i dążenie: Nigdy więcej wojny!!! I to nie tylko w naszym kraju.

Mam nadzieję, że ta wypowiedź pobudzi państwo do komentarzy i własnych ocen. Czy Polacy są nadal patriotami?

30 uwag do wpisu “Patriotyczna młodzież coraz częściej mówi: Sorry Polsko…

  1. ~Antoni Relski pisze:

    Nie należy przejmować się sondażami. Jak napisała poetka – tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.
    Dzięki bogu zmienia się definicja patriotyzmu.
    Jeżeli o mnie chodzi też jestem wyznawcą nowoczesnego patriotyzmu, nie umierać za nią ale zawczasu uczciwie dla niej pracować.

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Bardzo dziękuję za wsparcie Antoni.
      Mam nadzieję, że stan świadomości, a zatem i stan ducha jest inny, gdy nic nam nie zagraża, a zupełnie inny, gdy wróg stoi u bram. Obyśmy w tym pierwszym stanie ducha trwali i trwali i trwali, co?

      Polubienie

  2. Wszelkie badania sondażowe, są zazwyczaj robione na czyjeś zapotrzebowanie. Uważam, że jakby przyszło co do czego to większość z nas by stanęła w obronie naszej Ojczyzny, czyli nas samych, naszych najbliższych. Takim jesteśmy narodem i myślę, że w tym względzie niewiele się zmieniło. Jednak, dzisiaj rozumiem patriotyzm jako wychowanie młodego pokolenia w duchu pokoju, zdolnego do dzielenia się z drugim człowiekiem, wrażliwym na krzywdę innych, człowieka, który będzie szanował i dbał nasze dobra narodowe, środowisko naturalne itp. nawet rzetelne odprowadzanie podatków, to też jest patriotyzm według mnie. Mam nadzieję, że przyjdzie nam i naszym dzieciom myśleć o patriotyzmie, tylko w takich kategoriach.

    Polubienie

  3. ~Marek Jan pisze:

    W znacznej części naszego społeczeństwa pokutuje pojęcie dziewiętnastowiecznego patriotyzmu a obrona ojczyzny ma polegać na zbiorowym czynie zbrojnym lub powstańczym ” pospolitego ruszenia”.
    Lud miałby w myśl tak rozumianego patriotyzmu powszechnie chwycić za broń ( kosy na sztorc postawić) i ruszyć na wroga.

    I zginać oczywiście.

    Pojęcie „mięsa armatniego” miałoby w tym konkretnym przypadku dosłowne znaczenie.
    Współczesna wojna to wojna zawodowców. I tylko zawodowcy mają jakieś szanse sukcesu zbrojnego.
    Pobór powszechny jest równie anachroniczny jak ów tak rozumiany patriotyzm.

    Polubienie

  4. ~mironq pisze:

    Temat patriotyzmu chodził mi po głowie w listopadzie. To właśnie w okolicy 11 listopada wiele „mądrych głów” w telewizorni roztrząsa ten temat starając się jakoś zdefiniować ten nieszczęsny patriotyzm i określić, że się tak wyrażę stan jego nasycenia w społeczeństwie. Oczywiście ile głów, tyle definicji i tyle oszacowań.

    Nie jestem gorszy i też mam swój ogląd na tę sprawę, choć moje zdanie jako zdroworozsądkowe, znacznie odbiega od tych, głoszonych przez telewizyjnych naukowców i tzw. publicystów.

    Może napiszę coś na blogu, tu jednak od razu ustosunkuję się do formy sprawdzania rzeczywistości przez sondaże. Wyobraźmy sobie sondaż, gdzie pytają panów młodych przed urzędem stanu cywilnego czy kościołem, czy po ślubie będą zdradzali swoje żony. Zweryfikować go można dopiero za kilka czy kilkanaście lat, ale odzwierciedlenia prawdy nie należy się po nim spodziewać. 😉

    Polubienie

    • Witaj witaj…
      Powróciłeś po długiej nieobecności. Cieszę się, że wpadłeś i pozostawiłeś komentarz.
      Powiedz, co jednak będzie jeśli te komentarze dokładnie odzwierciedlają rzeczywistość? Zanim zniesiono zasadniczą służbę wojskową młodzi pytali: A po co to komu? To jest dwa lata wyjęte z życiorysu. Należy wprowadzić służbę kontraktową i robili co mogli, aby nie iść do wojska. Rodzice im w tym bardzo pomagali.

      Polubienie

  5. ~Kneź pisze:

    Myślę ze pytania o walkę i oddawanie życia są źle postawione i nie mają na celu uzyskania żadnej wiedzy o postawach ale ledwie tematu do bicia piany.
    Co do walki to zachodzi pytanie jak i czym – o czym my tu mówimy? Społeczeństwo nie dysponuje ani środkami a ni wiedzą i umiejętnościami – nas po prostu rozbrojono. Ogół społeczeństwa nie jest w stanie użyć w walce karabinu, nie mówiąc o zaawansowanych środkach takich jak wyrzutnie rakietowe. Nie mamy nawet pojęcia o podstawowej taktyce i współdziałaniu. Tu państwo wykazało się totalną indolencją i nieudolnością. Nie mówię o powszechnym poborze, ale o jakimś minimalnym obyciu i szkoleniu rezerwy obrony terytorialnej. Przeciez teraz to nawet trudno by było sformować oddział partyzancki!
    Drugie pytanie jest natomiast z kategorii co wolisz – umrzeć czy dać się zabić? Odpowiedź twierdząca świadczyłaby o braku wyobraźni i niedorozwoju umysłowym, nie mówiąc o braku instynktu samozachowawczego. 🙂

    Polubienie

    • Masz rację Kneziu. Ja ucząc PO przez ponad 20 lat obserwowałem odchodzenie od wojskowych akcentów jak musztra, zbiórki, umiejętność strzelania, dyscyplina w działaniu zbiorowym na rzecz obrony cywilnej. Służbę wojskową skrócono do roku, a później co roku o miesiąc, aby w końcu całkiem ją zmieść. Korpus służby kontraktowej powstał dość sprawnie, ale ze służba rezerwową jest tragicznie. Stan osobowy na poziomie kilku procent stanu zadeklarowanego.
      Polacy się nie zbroją, bo się nie boją. Liczą na pomoc sił najwyższych i Matkę Bożą Hetmankę dobrej służby

      Polubienie

      • ~Kneź pisze:

        Tatulu, wylano dziecko z kąpielą – ta dwuletnia służba sensu żadnego nie miała. Jednak całkowita likwidacja szkolenia wojskowego też nie ma sensu. Zamiast dodatkowych lekcji w-f można było spokojnie wprowadzić program szkoleń paramilitarnych, przynajmniej w liceum. Zamiast kompletnie bezsensownego nauczania podstaw przedsiębiorczości, zwiększyć zajęcia PO z programem obozów i szkoleń z z zakresu survivalu. Równie bezsensowne jest przymusowe uczestniczenie w zajęciach w-f na studiach – tu powinno być do wyboru studium wojskowe lub zajęcia sportowe – byleby nie tak bezsensowne jak onegdaj. Trzymiesięczne zajęcia z zakresu obrony terytorialnej, związane bezpośrednio z miejscem zamieszkania, miałyby większy sens niż tworzenie sztucznych tworów na papierze. Struktura garnizonów powinna służyć własnie takim działaniom i organizacji zajęć szkolenia rezerwy i ochotniczej rezerwy. Ludzie garną się do gier i grup militarnych, a państwo z tego nie korzysta. Poligony stoją niewykorzystane, a ludzie płacą ciężką kasę za paintball. Mój Boże, przecież jak inaczej wyszkolić dowódców drużyn i plutonów, jak nie w symulowanej walce w terenie? Młodzi się do tego przecież rwą! Zawodowa armia miała podobno służyć do szybkiego reagowania i niwelowania zagrożeń w określonych sytuacjach i miejscach, a reszta? Jedna wielka dziura, a nie obrona!
        Jak wymagać od ludzi obrony ojczyzny gdy nie wiedzą jak to robić? Jakim cudem cokolwiek zorganizować, gdy nie istnieją struktury organizacyjne, a sieć łączności i dowodzenia nawet nie przetestowana? Raz na rok sprawdzamy czy syreny działają, dużo nam to pomoże!

        Polubienie

      • Jeden z moich znajomych z Fb, a przy okazji były mój uczeń często kwituje komentarze takim tekstem: „Ja lepiej bym tego nie wyraził”. Dzisiaj przyszło mi na myśl, że warto się uczyć i skorzystam z jego formy. Dziękuję Kneziu, „ja lepiej bym tego nie wyraził”.
        Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś za to odpowiedzialny pójdzie po rozum do głowy. Tylko do kogo ma iść?

        Polubienie

  6. Może wyniki tych badań wskazują, że Polacy w końcu zmądrzeli.
    Po co były powstania: listopadowe i styczniowe? Po co było powstanie warszawskie? Tyle tysięcy ludzi zginęło. Warszawa została całkowicie zniszczona, a przed wojną, niektórzy porównywali ją do Paryża..
    Polacy byli świetnymi żołnierzami i świetnymi partyzantami. Ale uważam, że czasami lepiej nie umierać dla ojczyzny, tylko dla niej pracować.
    Pozdrawiam:)

    Polubienie

    • Kneź pisze:

      Maks, nie baw się w takiego „stratega”, bo może się okazać, że przyjdzie nam się znowu uczyć przymusowo grażdanki! Gdy do drzwi puka jegomość w papasze, to nie wygaduje się dyrdymałów o przodkach – „nie czas żałować, czego nie szło zachować!” – on raczej nie przyszedł z sąsiedzką wizytą, bo go nikt nie zapraszał! 😀

      Polubienie

    • ~grzechol pisze:

      „czasami lepiej nie umierać dla ojczyzny, tylko dla niej pracować”
      Wiesz, łatwo tak mówić żyjąc w wolnym i demokratycznym państwie, ze stabilną gospodarką i dobrymi relacjami z sąsiadami. Zupełnie inne odczucia pojawiają się, gdy żyjesz pod butem zaborcy albo hitlerowskiego okupanta. Ponadto bardzo łatwo ocenia się pewne historyczne decyzje post factum, biorąc pod uwagę wydarzenia, których podejmujący tamte decyzje nie znali lub nie mogli przewidzieć.

      Nie wiem co by było, gdyby powstań nie było. Może Polska byłaby teraz potężniejsza, zamożniejsza i większa? A może nie byłoby jej wcale? Takimi chłodnymi analizami możemy zajmować się w czasie pokoju, i cieszmy się z tego 🙂

      Polubienie

      • Mam ogromny szacunek dla powstańców warszawskich, ale uważam, że to była głupota. Niepotrzebnie zginęło kilkaset tysięcy ludzi, a Warszawa została najbardziej zniszczonym miastem podczas wojny.
        Cieszę się, że mamy pokój, demokrację i możemy dyskutować na przeróżne tematy i mieć różne poglądy:)

        Polubienie

      • ~grzechol pisze:

        Zgadzam się z Twoją oceną skutków powstania, ale to jest wyłącznie ocena skutków wygłaszana po fakcie. Natomiast samą decyzję o wybuchu powstania trudno jest oceniać tak jednoznacznie negatywnie. Trzeba pamiętać, że patrzymy na nią z perspektywy historycznej, z wiedzą na temat faktów nieznanych ówczesnym dowódcom AK, a także z wiedzą na temat późniejszych wydarzeń – nie tylko dotyczących bezpośrednio przebiegu powstania, ale też np. wstrzymania ofensywy Armii Czerwonej. Na wojnie podejmuje się ryzyko, i dowódcy AK je podjęli. Przegrali i skutki były rzeczywiście straszne. Gdyby powstanie zakończyło się zwycięstwem – kto wie, może historia Polski potoczyłaby się zupełnie inaczej. W każdym razie ja nie potrafię jednoznacznie ocenić tej decyzji, każda jednoznaczna ocena wydaje mi się niesprawiedliwa.

        Polubienie

      • ~Marek Jan pisze:

        A ja potrafię to jednoznacznie ocenić.
        Z wojskowego punktu widzenia powstanie było pod każdym względem szaleństwem.
        I główną winę za jego rozpoczęcie i w konsekwencji sromotną klęskę ponoszą przede wszystkim Bór Komorowski ( brakiem zdecydowanej postawy i uleganie zgubnym, demagogicznym wpływom Okulickiego) i właśnie ów Okulicki, który parł do powstania wszelkimi sposobami ( szantaż i intrygi) mimo tego, że miał wyraźny rozkaz naczelnego wodza gen. Sosnkowskiego, by temu właśnie powstaniu zapobiec.
        Okulicki najwyraźniej i za wszelką cenę pragnął przejść do historii w glorii wielkiego stratega i bohaterskiego generała.
        Tym niemniej faktem jest, że nie wykonał rozkazu swego przełożonego, naczelnego wodza, co w stanie wojny kwalifikowało się do jednoznacznie brzmiącego wyroku śmierci przed plutonem egzekucyjnym.

        W dowództwie naczelnym AK powstanie miało wielu przeciwników, których Okulicki odsądzał od czci i wiary wymyślając im od tchórzów i kapitulantów.
        Dowódca, który wysyła swych żołnierzy, wprawdzie pełnych woli walki i zdolnych do największych poświeceń, ale bardzo słabo uzbrojonych na pewną śmierć, zasługuje jedynie na degradację i rozstrzelanie a nie na to, by jego nazwiskiem nazywać warszawską ulicę.

        Powstanie to drugi Katyń, w którym poległ kwiat polskiej inteligencji, ludzi najbardziej wartościowych dla narodu. Zrujnowanie miasta to jeszcze nie było największe nieszczęście, wiele niemieckich miast po alianckich nalotach dywanowych wyglądało wcale nie lepiej.
        Warszawa był w znaczącej części wypalona i można ją było odbudować w przedwojennym kształcie ( podobnie jak Wiedeń, którego śródmieście było nie mniej zniszczone od Warszawy). Niestety komuna dopełniła tą tzw. „odbudową” miary podwójnej klęski powstania.

        Polubienie

  7. ~grzechol pisze:

    „Zwiększanie liczebności armii zwłaszcza z poboru, to cofanie się przynajmniej o 100 lat do tyłu – mówią eksperci.”

    I trudno się z tym nie zgodzić. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że może czekać nas powtórka II wojny światowej, walka w okopach i partyzantka, to faktycznie żyje w realiach sprzed 100 lat. W tych realiach żyje również wspomniany przez Ciebie, Tatulu, polityk J. Kaczyński.

    Oczywiście historia magistra vitae i tak dalej, ale świat się zmienia i nie można wprost przenosić doświadczeń sprzed dziesiątek czy setek lat na współczesność. Czy Ukrainie w czymś by pomogła na Krymie wielka armia poborowych? Nie, sukces odniosły tam doskonale wyszkolone i wyposażone oddziały profesjonalnych rosyjskich żołnierzy, tfu, przepraszam, oddziały samoobrony Krymu. Wojska specjalne, zdolność do szybkiego reagowania – to się liczy w tego typu konfliktach.

    A w przypadku konfliktu o zasięgu globalnym, czyli tak zwanej wojny światowej, możemy podejrzewać, że będzie to raczej wojna nuklearna. Polska nie posiada ani własnej broni jądrowej, ani rakiet balistycznych zdolnych do jej przenoszenia, ani obrony przeciwrakietowej. Poborowi będą mogli co najwyżej śpiewać patriotyczne pieśni i modlić się o cud…

    Polubienie

    • ~Kneź pisze:

      Ocenia się, że krajem najlepiej przygotowanym do współczesnych działań wojennych jest obecnie Finlandia. Pomijam tu klimat i specyfikę terenu – istotna jest kwestia wyszkolenia i organizacji społeczeństwa. Prowadzi się tam wychowanie pod katem ewentualnego konfliktu zbrojnego i to nie w stylu nachalnie militarnym, a sportowym. Rozwija się od najmłodszych lat umiejętności życia w terenie trudnym, bieganie, jazdę na nartach, strzelectwo i umiejętności radzenia sobie i współdziałania – nie jakiś wyścig szczurów, tylko prawdziwego, w życiu i na co dzień. Przy takim stylu życia i nauki, wystarczy drobne szkolenie w wojskowe i mamy masowe kadry do świetnej armii. Armii która może działać w systemie rozproszonym. Jak trudno sobie z takim stylem wojowania poradzić, to pokazały starcia i wojny w Czeczenii czy Afganistanie. Umiejętne połączenie tego z silną armią zawodową i nowoczesnymi systemami koordynacji i dowodzenia może skutecznie zniechęcić o wiele silniejszego przeciwnika.
      U nas nikogo nie interesuje, że mamy chętnych do takich zabaw i marnuje się energię, zdolności i potencjał całej rzeszy młodych ludzi.

      Polubienie

      • Masz rację Kneziu i doradzam pisz o tym wszędzie gdzie tylko można aby Twoje podpowiedzi trafiły do światłych umysłów naszych przywódców – tych obecnych jak i tych przyszłych.
        Ja wskazałbym też Szwajcarię jako przygotowaną i wciąż przygotowującą się na wypadek wojny. Chociaż oficjalnie jest państwem neutralnym, to nie zasypia gruszek w popiele.
        My jak w starym dowcipie. Nie boimy się i nie zbroimy się. Mają chłopcy zawodowcy trochę zabawek, teraz sobie dokupią następne i oby im nikt nie przeszkadzał w zabawie. co?

        Polubienie

      • ~grzechol pisze:

        Ha, a to mi się podoba. Nie byłem nigdy w wojsku – obowiązek służby zasadniczej został zniesiony, gdy byłem bodajże na trzecim roku studiów. Nie powiem jednak, żebym z tego powodu jakoś szczególnie rozpaczał. Sporo słyszałem o złowrogiej „fali”, są ponoć jednostki, które potrafią zamienić życie w piekło. Lubię jednak postrzelać sobie na strzelnicy sportowej, a i trochę treningu fizycznego nikomu by nie zaszkodziło, zwłaszcza gdy wszyscy siedzą non stop przed komputerami. Możesz podrzucić jakieś materiały do poczytania jak to wygląda w Finlandii (może być po angielsku)? Chętnie bym się dowiedział czegoś więcej.

        Polubienie

      • ~Kneź pisze:

        Czytałem kiedyś dłuższy wywód na ten temat, ale niestety już go nigdzie nie widzę. Powiem więcej, prawie nic na ten temat nie ma teraz w sieci. Co do angielskojęzyczności to jest z tym u mnie cienko – nie to pokolenie – nas jeszcze uczono grażdanki. 🙂
        Jednak myślę, że mamy i w kraju niezłe wzorce i tradycje, z których warto by zaczerpnąć – „Strzelec”, „Sokół”, POW, LOPP, Aeroklub RP, organizacje harcerskie – te inicjatywy i organizacje skutkowały naprawdę wyjątkowo skutecznymi kadrami w późniejszych wydarzeniach wojennych, zarówno w czasie I jak i II wojny światowej. Bez nich nie byłoby szans zarówno na odzyskanie niepodległości jak i skuteczny opór w czasie okupacji i walk na wszystkich frontach. To się nie wzięło z niczego. W końcu elitarne jednostki kadrowe Kedywu wywodziły się nie skądinąd jak z harcerstwa. Około 17 tysięcy lotników PSZ na Zachodzie nie wzięło się z nikąd – to efekt lat pracy z młodzieżą przed wojną.
        Teraz też jest wiele takich organizacji, poczynając od grup rekonstrukcyjnych, przez paintbolistów i harcerstwo do grup typu Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Lublinie. One potrzebują wsparcia i to solidnego, nie mówiąc o popularyzacji ich działalności, ukierunkowaniu i nawet instruktorach, którymi śmiało mogliby być żołnierze zawodowi w rezerwie. Po ukończeniu pewnego podstawowego programu szkolenia, z członków tych organizacji spokojnie można by tworzyć Ochotniczą Rezerwę WP. Tatul miałby tu też swoje poletko do działania – przecież nawet jako emeryt by się bardzo przydał – takich ludzi są u nas tysiące i marnujemy też ich potencjał i doświadczenie.

        Polubienie

    • ~Grzechol, dziękuję za wypowiedź, z którą się zgadzam.
      Co do wojny z użyciem broni atomowej …
      Kiedyś mawiano: – Kto pierwszy uderzy, ten zginie jako drugi.
      Był kiedyś taki film „The day after” . Ukazano w nim tę właśnie zależność. Skutki z zimą polarną i skażeniem uniemożliwiającym istnienie wszelkiego życia. Niech sobie ta broń leży w magazynach i stanowi jedynie siłę odstraszania.
      Wystarczająco niszcząca jest nowoczesna broń konwencjonalna wsparta wojną elektroniczną i innymi nowoczesnymi technikami.
      Przygotowanie na ewentualność zagrożenia wojną powinno być jednak konsekwentnie prowadzone , a tu jest wielka czarna dziura.

      Polubienie

      • ~grzechol pisze:

        Ale ja w żadnym wypadku nie jestem zwolennikiem użycia broni jądrowej, ani nawet jej posiadania. Gdyby było to możliwe, wolałbym, żeby nie było jej nawet w magazynach. Ale niestety rzeczywistość nie dostosowuje się do naszych pragnień. To jest klasyczny wyścig zbrojeń. Skoro posiadanie broni jądrowej daje jednej stronie znaczną przewagę, pozostałe muszą również ją mieć, żeby zachować równowagę – bo właśnie równowaga sił (teoretycznie) skutecznie zapobiega wojnie. Opłaca się zaatakować i podbić kogoś znacznie słabszego, jednak w przypadku równych sił atak staje się nieopłacalny, ponieważ ewentualne zwycięstwo może nie zrekompensować poniesionych strat.

        Z tego powodu zwierzęta bardzo rzadko walczą na śmierć i życie np. o samicę czy o terytorium – mogą w takiej walce odnieść rany, które przekreślą korzyść ze zwycięstwa. Dlatego takie walki najczęściej są pozorowane, przybierają postać puszenia się, a celem jest zmuszenie przeciwnika do poddania się, a nie zadanie mu ran.

        Co do naszego braku przygotowań do zagrożenia wojną – nie mam żadnej wiedzy ani żadnych kompetencji, aby stwierdzić, na ile jesteśmy przygotowani. Na pewno w bezpośredniej konfrontacji z Rosją nie mielibyśmy szans, nie trzeba być generałem żeby zdawać sobie z tego sprawę. Z drugiej strony wydaje mi się, że im większy nasz potencjał militarny, tym mniej opłacalny dla agresora będzie potencjalny atak. Tyle, że armia poborowych to raczej żaden potencjał, chyba że bierzemy pod uwagę propozycje Knezia.

        A wracając do tematu umierania za ojczyznę – spodobały mi się słowa generała Polko: „Gdyby ktoś mi zadał pytanie, czy chcę ginąć za Ojczyznę, to też odpowiedziałbym, że nie, bo wolałbym przeżyć i pokonać przeciwnika. Nawet żołnierze GROM, jadący na misje, nie myśleli w kategoriach umierania, ale – zdając sobie sprawę z ryzyka – myśleli o tym, jak wykonać misję i nie ponieść zbędnych strat.”.

        Polubienie

  8. ~s.Małgorzata pisze:

    Temat wcale nie prosty. Brak nie tylko sensownego, patriotycznego wychowania: do budowania Polski demokratycznej i społeczeństwa obywatelskiego, ale także do ew.obrony. Choćby własnego domu i rodziny. Ostatnie wydarzenia pokazały, że życie może napisać różne scenariusze. Modny jest brak szacunku dla państwa. Elity polityczne pracują nad tym całą parą. I mają sukces. Wątpliwy. Szacunek zaczyna się od służby dla dobra wspólnego. Pojęcie wstydliwie schowane kilkanaście lat temu. Od góry do samiutkiego dołu. Trudno się dziwić, że młodzież, która głupia nie jest, widząc prywatę, awantury i wrzaski nie deklaruje, że życie odda za to. Mam nadzieję, że 1/nie będziemy musieli tego testować 2/a gdyby przyszło, nie daj Boże, co do czego, to jednak się zbierzemy. Co do ćwiczeń i szkoleń, to pełna zgoda, że bez przygotowania możemy nie zdążyć się zebrać. Przez chwilę wydawało się, że wojna na naszym kontynencie przeszła do historii. Okrutna prawda jest taka, że nie przeszła. Co do Powstania Warszawskiego- nie włączam się do dyskusji. Znam je z „pierwszej ręki”- moi rodzice w nim uczestniczyli. Krótko tylko: to nie tak, jak teraz się mówi i myśli. Oboje byli przekonani, że mimo klęski, skądinąd łatwej do przewidzenia, dzięki Powstaniu reżim komunistyczny był w Polsce słabszy, może najsłabszy ze wszystkich krajów w strefie sowieckiej. Ciągle jakoś zapomina się o sowieckich wojskach stojących po drugiej stronie Wisły w czasie Powstania. Pozdrawiam

    Polubienie

    • ~grzechol pisze:

      „Mam nadzieję, że […] gdyby przyszło, nie daj Boże, co do czego, to jednak się zbierzemy.”
      Też się nad tym zastanawiam. Patrząc jednak na wielką falę emigracji zarobkowej mam pewne obawy, czy ludzie nie stwierdzą, że to nie ich problem, i nie uciekną za granicę. Też mam nadzieję, że nie będziemy musieli tego testować…

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.