Kobieta zrobi wszystko dla miłości

Otworzyłem dzisiaj wieczorem zamieszczony w Onet artykuł z Newsweeka poświęcony polskim singielkom, które nie chcą dorosnąć. Zaciekawiło mnie właśnie to, że dotyczył kobiet, bo zwykle wskazywano na facetów jako ponoszących winę za „singielstwo” kobiet już choćby przez to, że coraz trudniej im wyjść spod kurateli rodziców i nie chcą się żenić. Czytaj dalej

Patriotyczna młodzież coraz częściej mówi: Sorry Polsko…

Przeczytałem kiedyś artykuł pod znamiennym tytułem „Sorry Polsko…”, który traktuje o zmieniającym się nastawieniu Polaków do zasadniczych powinności obywatelskich jaką jest Obrona Ojczyzny. Przeczytałem  tam na tyle ważne tezy, że pomyślałem o odniesieniu się do tego problemu:
W 2008 roku GfK Polonia dla „Rzeczpospolitej” przeprowadziła sondaż, w którym aż 71 procent ankietowanych zadeklarowało gotowość oddania życia w obronie niepodległości Polski. Tylko 16 proc. z badanych osób odpowiedziało na to pytanie przecząco. Na początku 2014 roku w „Rzeczpospolitej” ukazał się kolejny sondaż. W badaniu Homo Homini jedynie 19 proc. Polaków zadeklarowało, że oddałoby życie lub zdrowie za kraj, a 17 proc. powiedziało, że byłoby gotowych na poświęcenie majątku. Życia za Ojczyznę nie poświęciłoby 53 procent kobiet i 29 procent mężczyzn. Teraz, w obliczu realnego konfliktu u naszych granic, przeprowadzono jeszcze jedno badanie. Tym razem przez MillwardBrown SA dla TVN24. W tym badaniu aż 49 proc. badanych nie zdecydowałoby się na oddanie życia dla Ojczyzny. „Zdecydowanie” gotowych poświęcić się ojczyźnie jest jedynie 17 proc. ankietowanych. Autor podsumowuje:Zaskakujące, że w ciągu tych kilku lat tak zmniejszył się odsetek odpowiedzi na „tak”.
Dalej znajdowała się próba objaśnienia przyczyn tego zjawiska.
Każdy kto dyskusję nad tym ważnym problemem może sam dopowiedzieć sobie co na ten temat mówią politycy typu J. Kaczyńskiego, który postuluje wprowadzenie wychowania patriotycznego do szkół i widzi potrzebę liczebnej rozbudowy naszych sił zbrojnych. Inni politycy, zwłaszcza z koalicji rządzącej uspokajają mówiąc, że armię mamy profesjonalną i może niezbyt liczną, ale przyzwoicie wyposażoną i przetrenowaną w wojennej szkole jaką był Irak, Afganistan, misje wojskowe w wielu punktach świata. Mamy przed sobą realny program unowocześnienia armii, który właśnie wchodzi w fazę realizacji. Zwiększanie liczebności armii zwłaszcza z poboru, to cofanie się przynajmniej o 100 lat do tyłu – mówią eksperci. Mnie najbardziej bulwersuje problem owego patriotycznego wychowania młodzieży. Oto co pisałem na ten temat przed czterema laty.
Sierpniowe rocznice – 2 sierpnia 2010
Niedzielny ranek przyniósł wspomnienie nadzwyczajnego wydarzenia sprzed  66 lat. Radio już w pierwszych porannych audycjach nawiązywało do wydarzeń 1 sierpnia 1944 r. Telewizja Polska pokazała film w reżyserii Janusza Morgensterna z 1979 roku pt. „Godzina W”.
Przypominałem sobie ten film w miarę oglądania kolejnych scen. Młodzi ludzie – piękna Ewa Błaszczyk jako łączniczka i sanitariuszka była jakby odzwierciedleniem upływającego czasu – przekonująco odgrywali swoje role mocno zaangażowanych w konspiracyjne działania żołnierzy. W sposób naturalny niemal cieszyli się z nadchodzącej Godziny „W”. Powtórnie oglądanie tego filmu, zrealizowanego przecież na długo przed demokratycznymi przemianami jakie przyniósł nam rok 1989, już samo w sobie było interesującym przeżyciem. Jeśli uwzględnić całą wiedzę o powstaniu jaką udało mi się przyswoić w tzw. międzyczasie to muszę przyznać, że dzisiejszy dzień i pytania jakie mnożono we wszystkich mediach mocno mną  poruszyły. Nawet w kościele ksiądz przybliżający okres w jaki wchodzimy raczył zwrócić uwagę na dzisiejszą rocznicę, na zbliżającą się rocznicę Cudu nad Wisłą, na wydarzenia sierpniowe, z których wyrosła Solidarność. Sporo tego, co? A do tego uporczywie powracające pytania, pytania…
– Czy tamten zryw miał sens polityczny, militarny, każdy?
– Jak wyglądałaby Polska gdyby powstanie się udało?
– Jak wyglądałaby Polska gdyby do powstania nie doszło?
– Czy dzisiejsza młodzież jest na tyle patriotyczna, aby tak samo odpowiedzieć na wezwanie zniewolonej Ojczyzny jak pokolenie Kolumbów?
– Czy SIERPIEŃ, miesiąc żniw, wpisany jest jakoś w naszą historię zrywów?
– Czy sierpniowe zrywy  przyniosły spodziewany plon tego, co posiano wcześniej?
Takich pytań nasuwa się mnóstwo. Dużo jest też odpowiedzi formułowanych przez ekspertów różnych dziedzin nauki i różnych orientacji politycznych. Tu też ma zastosowanie nasze uniwersalne, szeptane prawo, z którego wynika, że:
Punkt stania i siedzenia bardzo zmienia punkt widzenia.
   Wszystkie te wydarzenia były przecież kulminacją tego, co przeżywano w tamtych czasach. Bunt  przeciw ciemiężycielom narastał wystarczająco długo, aby sprawni przywódcy mogli go odpowiednio zorganizować i skierować przeciw okupantom. Młodzi powstańcy byli ponadto uczniami, czy też studentami szkół, w których wychowanie patriotyczne i obronne (PW) miało zupełnie inny niż obecny wymiar i zakres. Powstańcy w taki, czy inny sposób angażując się w ruch  czynnego lub nawet biernego oporu jak np. sabotaż i inne formy zorganizowanej działalności przyjęli godzinę „W” jako spełnienie oczekiwań. Oni wierzyli, że zwyciężą jeśli tylko podejmą walkę z całym zaangażowaniem. Bezgranicznie ufali swoim dowódcom. Skutki wszyscy znamy. Wiele z pytań jakie dziś stawia się znawcom przedmiotu nie znajdzie wyczerpującej odpowiedzi, bo nikt nie pokusi się o przewidywanie w stylu :
– Co by było gdyby…?
My Polacy mamy w narodowym dorobku taki zryw, na jaki nikt bez mała się nie zdecydował. Czy inne narody podziwiają nas za to? Myślę, że inne narody wciąż mało o tym wiedzą. Niezależnie od oceny Powstania Warszawskiego dobrze się stało, że Prezydent Warszawy Lech Kaczyński tak mocno zaangażowany w sprawę budowy Muzeum Powstania Warszawskiego wydatnie przyczynił się do upowszechnienia tej wiedzy. Głównie wśród młodzieży szkolnej, która tłumnie, bo w ruchu wycieczkowym odwiedza tę placówkę.
– Czy dzisiejsza młodzież przypomina w czymś swoich warszawskich rówieśników z 1944 roku?
Myślę, że uwzględniając różnice cywilizacyjne młodzież zawsze jest taka sama. Nie ma co porównywać dzisiejszego dość dostatniego życia w stabilnym demokratycznym kraju z życiem w tamtej Polsce. Od wojny szczęśliwie upłynęło już wystarczająco dużo lat, aby wychować trzy pokolenia myślących właściwie już tylko o sobie i swoich sprawach obywateli. Ucząc przez ponad 20 lat  przedmiotu przysposobienie obronne w szkołach średnich byłem świadkiem stopniowego przeobrażania się programu nauki tego przedmiotu, polegającego na stopniowym odchodzeniu od problematyki wojskowej, czy wojennej w kierunku obrony cywilnej. Obecnie niemal połowa wymiaru lekcji dotyczy pierwszej pomocy przedlekarskiej. W pozostałych  tematach sporo miejsca zajmują problemy bezpieczeństwa wobec zagrożeń cywilizacyjnych jak skażenia i zakażenia, czy klęski żywiołowe. I tak ma być.
Wychowujemy młodzież do współistnienia i współpracy międzynarodowej, a nie do wojny. Kształtujemy zupełnie inny rodzaj patriotyzmu niż ten preferowany w II Rzeczpospolitej. Dzisiaj trzeba żyć i rozwijać się dla Ojczyzny, a nie walczyć orężem i ginąć dla Niej !.
Młodzi ludzie odczuwający potrzebę życia w sposób zorganizowany mają duże możliwości  spełniania się w organizacjach paramilitarnych jak choćby reaktywowany Związek Strzelecki „Strzelec”, czy też poprzez przynależność do dwóch związków harcerskich. Istnieją również inne formy działania na rzecz podnoszenia umiejętności obronnych. Dla zainteresowanych oczywiście. Dzisiaj jest ważne, aby politycy potrafili utrzymać i wzmacniać zgodę narodową, aby potrafili angażować wszelkie siły do budowy państwa demokratycznego, zakotwiczonego w paktach obronnych i polityczno – gospodarczych Europy i Świata i znaleźli swoich dobrych kontynuatorów. Dzisiaj ważne jest to, aby wszystko to, co jeszcze nam doskwiera w naszej młodej demokracji zmieniać pokojowo i ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie jak się marzy niektórym. Niezależnie od wszelkich podziałów marzy nam się wszystkim jedno wezwanie i dążenie: Nigdy więcej wojny!!! I to nie tylko w naszym kraju.

Mam nadzieję, że ta wypowiedź pobudzi państwo do komentarzy i własnych ocen.
Czy Polacy są nadal patriotami?

Czytaj dalej

Inteligencja obrazkowa

Na blogu p. Szostkiewicza funkcjonującego na stronach Polityki, który czytuję dość regularnie napotkałem kiedyś zdanie pani @Kaliny o następującej treści: …rzesza ludzka zróżnicowana kulturowo i mentalnie, która przywykła do przekazu piktograficznego i obca jej już się stała kultura słowa…
   To o nas tak pięknie się wypowiadają i mają rację, pomyślałem. Jeśli zważyć na spadające czytelnictwo książek, a przecież dotyczy to również i prasy – no może za wyjątkiem kolorowych pisemek adresowanych zwłaszcza do kobiet, to mają rację. Gdyby nie publikowane tam zdjęcia o tematyce pobudzającej wyobraźnie powszechnego czytelnika, a może raczej oglądacza, to i ten dział prasy ległby już dawno w gruzach. Zaglądnąłem do Internetu w poszukiwaniu czegoś więcej o dynamicznie rozkwitającym fenomenie komunikowania się przy pomocy piktogramów, a więc obrazków jaki opanowuje nasze społeczeństwo. Znalazłem m. in. to: http://mysl24.pl/kultura.html?start=30  –We współczesnej kulturze słowo walczy z obrazem i wiele wskazuje na to, że na wielu frontach ponosi sromotną porażkę.  Ludzie nie czytają, a jak czytają, to mało i niekoniecznie ze zrozumieniem. Królują dziś króciutkie notki, napisane prostym, a często wręcz prostackim językiem, do których dołączone jest obrazkowe streszczenie. Portale internetowe pełne są tekstów bardzo skromnych tak w treści jak i w formie…
…Większość komunikatów, na które można natknąć się w Internecie (ale dotyczy to również prasy, nawet tzw. tygodników opinii) napisana jest językiem tabloidowym, pełnym kolokwializmów (a nawet czasem wulgaryzmów). W zamian za to rośnie w siłę przekaz piktograficzny – krótkie komiksy, zdjęcia czy grafiki z krótkim komentarzem.  Oczywiście nie od dziś wiadomo, że obraz wart jest tysiąca słów i za pomocą jednego zdjęcia można pokazać więcej niż w długim tekście. Pytanie tylko, czy można przekazać więcej, lub choćby tyle samo? I jaka jest jakość tego przekazu?
…Teksty pisane dla mniej lub bardziej masowego odbiorcy wulgaryzują się i upraszczają. Pojawiają się w nich słowa, których użycie w tekście przeznaczonym do publikacji jeszcze niedawno było nie do pomyślenia, zaś prostota formy idzie w parze z ubóstwem treści.Tu mogę już przejść do rzeczy. Jestem czytelnikiem takich właśnie piktogramów udostępnianych przez moich znajomych na Facebooku z szybkością karabinu maszynowego. Przyznaję, że prawdziwe jest stwierdzenie mówiące o tym, że:  „za pomocą jednego zdjęcia można pokazać więcej niż w długim tekście”. Dzisiaj rano ktoś wkleił takiego oto demota:

z dopiskiem: Jak te czasy się zmieniają… Ja udostępniając rysunek na swoim koncie dodałem mu nową treść:Po co tracić czas na rozmowę? Czy tata wie coś więcej niż wujek Google? A mama jest w czymś lepsza od cioci Wikipedii? Komentarzy brak. Lajków kilka. Sprawa jest oczywista, więc o czym tu rozmawiać?

Ktoś znajomy udostępnił chwilę później demota przedstawiającego rysunek Ali Baby z tekstem: – Przy następnych wyborach głosujemy na Ali Babę…Przynajmniej będziemy mieli pewność, że rozbójników będzie tylko 40… Dopisałem tylko : – Dobreee!!! I dodałem lajka. Te piktogramy zaliczam do udanych i ich twórcom wyrażam uznanie. Co jednak powiedzieć o stronach publikujących niby to sentencje , złote myśli, czy jak jeszcze można to nazwać, które nie wiadomo czemu mają służyć. Dzisiaj dla przykładu przeczytałem takie arcydzieło:
– Mierz wysoko, a po ziemi stąpaj twardo, będziesz skazany na sukces…Setki lajków i westchnień, że to prawda. Jeśli to ma być mądrość życiowa to co dopiero powiedzieć o takiej:
– „Na sukces składa się 2 proc. talentu i 98 proc, ciężkiej pracy”. Ja przyznaję rację tej drugiej sentencji więc do tamtej dopisałem: – A do roboty, to kto się zabierze? Tu również brakuje polemiki.
   Niekiedy pod takimi mądrościami wymieniam się ze znajomymi poglądami na jej wartość, ale nie udaje mi się obalić ich przekonania o słuszności cytatów. Oto przykład takich zmagań:
Piktogram: Czasami przychodzi taki moment, że ma się ochotę zostawić wszystko i iść gdzieś w cholerę
– Ja: –To dlaczego się wahasz? Idź w cholerę – powiedział uprzejmie kolega z pracy…
– H.A – bo ten kolega nie rozumie jak to jest i po prostu mu nie zależy, a ona ma wszystkiego dość i nie zależy jej już na niczym
– Ja – Ale jak jej na niczym nie zależy, to co ją wstrzymuje? Go!!!
– H.A – Ja bym jej powiedziała: – Nic się nie martw, będzie dobrze daj sobie troszkę czasu
– Ja – Te sentencje – niby życiowe, to tylko o kant rozbić. Psują dziewczątkom w głowach i nic więcej
– H.A – Oj tam , psują , niektóre są bardzo pouczające
– Ja – Na przykład ta powyżej?
– H.A – ta akurat mi pasuje, bo rzeczywiście mam wszystkiego dość, i poszłabym w siną dal , tylko że dziś za zimno
– Ja –  i byłabym sina zanim dotarłabym „w siną dal”?
– H.A – no właśnie
– Ja –  A jeśli do rana problem minie, to co wtedy po takiej radzie?
– H.A –  nie wiem czy minie
– Ja – „Ranek dobry panek” – przynosi nowe spojrzenie na problem i nowe możliwości jego rozwiązania
– H.A – nie zawsze
– Ja – Niestety, nie zawsze…
Oto jeszcze jedna mądrość wyrażona w piktogramie o następującej treści: Są takie momenty, gdy mi czegoś brakuje, gdy po prostu czuję się samotna. Czuję, że nic nie mam…
– Zapytałem: – A główka? A nóżki dwie i rączki dwie? A kadłubek sprawny i całkiem sensowny, to jeszcze mało? Jakie NIC?
– Udostępniający: – no to wszystko jest ,ale nieraz i tak czegoś brakuje…
– Ja – To tylko IMAGINACJA TAKA!
– Piotr – Samotność to też coś, co się ma.
   Takich „mądrych inaczej” mądrości są tysiące. Są pod ręką, na klikniecie myszką. Zamiast opisać jakąś sytuację, czy stan ducha słowami wystarczy wybrać piktogram i kliknąć. Później ktoś udostępni ten, który ja wybrałem i krąży w sieci mądrość, która wdrukowuje się w świadomość małolatów zwłaszcza. Przekaz jest jasny. Masz prawo do szczęścia. Nie interesuj się tym co mówią o tobie inni. Rób swoje (choćbyś jeszcze niczego w życiu samodzielnie nie zrobił(a). Pierwsze takie piktogramy nosiły nazwę demotywatorów. Zawsze zastanawiałem się nad tym, co autor miał na myśli wybierając taką  nazwę dla swojej „tfurczości”? A może chodzi faktycznie o demotywowanie naszych dzieci?

Pamięć daję mu w darze

Przed dwoma dniami mój znajomy zamieścił na swojej stronie Fb sentencję ze słynnymi słowami Wisławy Szymborskiej :
Umarłych wieczność dotąd trwa
Dokąd pamięcią się im płaci.
   Byłem pierwszym komentatorem tego wpisu : – Bardzo lubię ten cytat. Zaraz po moim wpisie pojawił się komentarz poetki: – Jeden z moich wierszy kończy się słowami; „Gdziekolwiek będę, wrócę na zawołanie pamięci”. Kolejne komentarze zawierały na ogół pozytywne odniesienia do sentencji, jak i do ich zastosowania. Nie obyło się – jak to często bywa, bez krytycznego stwierdzenia:
Nie przepadam za Szymborską, ale natychmiast, jakby dla równowagi ukazał się wpis: – – A ja ją uwielbiam. Pojawiła się tam również deklaracja :
Pamiętać będę tak długo, jak długo dane mi żyć będzie.
Odnotowałem poza tym dużo tzw. lajków i udostępnień, co dowodzi popularności tego cytatu. Dzisiaj wpadł mi w ręce króciutki wiersz pisany na pożegnanie odchodzącej osoby. Pomyślałem, że ze względu na podobieństwo  treści warto wzbogacić dyskusję pod tamtą sentencją i tam go umieściłem:
Tu Ciebie nie ma…
lecz jesteś przecież…
i pozostaniesz…
W jasnym świecie jest coś,
co mrokom się opiera,
jest PAMIĘĆ
a ona nie umiera.
   Skąd dzisiaj taka tematyka na kolejną opowieść? Ktoś powie: – Przecież daleko od 1 listopada …i będzie miał rację. Tak się jednak składa, że ludzie odchodzą codziennie i swoim odejściem sprowadzają na nas, pozostających jeszcze jakiś czas na tej gościnnej ziemi smutek i refleksję dotyczącą kruchości naszego życia. Bierzemy udział w ceremoniach pożegnalnych i tam niekiedy słyszymy mowy pożegnalne, w których pojawiają się podobne do tej cytowanej powyżej sentencje, fragmenty wierszy ks. Twardowskiego, czy innych poetów. W przemówieniach podkreśla się wszelkie zasługi zmarłego dla rodziny, dla środowiska, w którym żył. Jest podniośle i wzruszająco…
Tak powinno być. Każdy człowiek ma swoją historię, o której mało kto wie poza wąskim kręgiem ludzi wtajemniczonych, a pożegnanie jest jedyną okazją dania świadectwa jego heroicznej postawy w walce o byt rodziny, o zdrowie bliskich, czy wobec własnej choroby.
Po powrocie z jednej z takich uroczystości brałem udział w męskiej rozmowie o jej przebiegu. Przypominano sobie niektóre fragmenty wystąpień niosących te odkrywcze elementy, ale również i takie, które wydawały się komuś przesadzonym gloryfikowaniem zasług. Po wymianie zdań na temat rzetelności oceny dokonań człowieka padły również te znane słowa :
– O zmarłym mówi się albo dobrze, albo wcale. Przycichło. Po chwili ktoś zapytał:
– No to czego właściwie chcesz? Przecież mówiono dobrze. Czy ty nie chciałbyś, aby na twoim pogrzebie mówiono o tobie dobrze?
– Mnie to jest obojętne – odpowiedział malkontent. Ja i tak nie będę tego słuchał.
– Wiadomo, że nie dla ciebie będą wygłaszane te pożegnania, ale rodzinie, czy znajomym będzie przyjemnie słyszeć o zasługach jakie wyróżniały cię z przeciętności, prawda? – powiedział jeden z rozmawiających.
– Powiedziałem co myślę. Mówić prawdę, a nie wychwalać pod niebiosa czegoś, co niczym nadzwyczajnym nie było – zakończył rozmowę gość zwany tu malkontentem.
Na odprawiane w miesiąc po pogrzebie msze w intencji zmarłego przychodzi już tylko najbliższa rodzina. Czasem jest to jedynie kilka osób spośród setek tych, które wspólnie słyszały w pożegnalnych przemówieniach słowa poetów:
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”
„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci.”
Spieszmy się kochać ludzi… Dopóki żyją…
Tak sobie pomyślałem i dzielę się tym spostrzeżeniem z Wami

Inteligencja, to jest takie coś i taki ktoś…

Na podstawie informacji płynących z rynku produktów należących do sfery nauki, kultury i sztuki oraz opinii płynących z samego wnętrza środowisk zaangażowanych w jej tworzenie od pisarzy, literatów, reżyserów filmowych, krytyków, wydawców po ludzi z szeroko rozumianego kolportażu można nabrać przekonania, że ciężko im dzisiaj związać koniec z końcem. Można nawet nabrać przekonania, że dar posiadania jakiegoś talentu, to swego rodzaju kara. Potrafi taki ktoś barwnie pisać, rysować, malować, rzeźbić komponować, śpiewać i marzy mu się zaraz kariera pisarza, malarza, kompozytora, muzyka. Nic bardziej błędnego!  Zgodnie z biblijną przypowieścią o talentach bierze się taki za rozwój swojego talentu i próbuje podzielić się nim z nami, a tu okazuje się, że pisać, malować, śpiewać to on może, ale sukcesu w tym działaniu już nie powinien się spodziewać. Czytaj dalej

Mężczyźni są w cenie

Na czas świąt Teściowych, Kobiet i Mężczyzn odszedłem od wypowiadania się na tematy polityczne i społeczne poświęcając uwagę propagowaniu zwyczaju świętowania każdej okazji mogącej zbliżyć do siebie ludzi różniących się wiekiem, płcią, czy pozycją w swoich mikrokosmosach. Temat i teksty mu poświęcone już są w archiwum i mamy z tym spokój do następnego marca. Czytaj dalej

Ach, wy mężczyźni, piekło was zrodziło…

Mamy za sobą święto Kobiet. Ogólnie biorąc było sympatycznie i panie otrzymały należne im (bez dwóch zdań) dowody naszej męskiej życzliwości i przywiązania. Kobiety walczące odbyły swoje manify i już powróciły w domowe pielesze. Teraz przed nami – Dzień Mężczyzny, przypadający na dzień 10 marca. To nowe i dla wielu jeszcze nieznane święto będzie okazją do rewanżu. Powinno posłużyć poprawie relacji na linii kobiety – mężczyźni, przynajmniej dzięki wyjaśnieniu sobie wzajemnych oczekiwań, tak często burzących zgodę i wzajemny dobrostan panujący w związkach. Świętujmy zatem wszyscy i okazujmy sobie przyjaźń – nie tylko w te dwa uznane jako święta dni, ale przez cały rok.  Czytaj dalej

Pamiętaj, abyś dzień świąteczny świętował(a)…

Gdy pisałem przed laty tekst z okazji Dnia Kobiet, to otrzymałem nieoczekiwane  wsparcie od stałego komentatora mojego bloga pana Stanisława w postaci wiersza – manifestu do mężczyzn.
Uważam, że przeddzień Święta Kobiet warto przypomnieć ten manifest, gdyż być może pozwoli nam nabrać większego animuszu i rozmachu, aby do Dnia Kobiet być odpowiednio przygotowanym: Czytaj dalej

Kto czyta książki…

Wśród „moich”, bo wybranych przez siebie sentencji mam i taką:
„Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Umberto Eco.
Zanotowałem ją sobie, bo do mnie przemawia swą oczywistością. Czy jednak nadal zasługuje na cytowanie? Zaczynam mieć wątpliwości, zwłaszcza odkąd usłyszałem w moim radyjku Jedynka PR nadawaną ostatnio cyklicznie reklamę. Pozwólcie, że zacytuję z pamięci: „Na całym świecie spada czytelnictwo. Mądra szkoła, to taka w której nauczyciele czytają dzieciom książki codziennie przez 20 minut dziennie…” Dalej jest informacja o tym, że to jest projekt dofinansowywany przez Ministerstwo Kultury… Czytaj dalej

Dwie okazje do upamiętnienia i to w jednym dniu

Kiedy rano włączyłem swoje radyjko na ulubioną stację Jedynka Polskiego Radia, to nadawano akurat kalendarz wydarzeń związanych z datą 28 lutego. Było tam sporo różnych ważnych i mniej ważnych wydarzeń, wśród których jedna była porażająca poprzez swoją wymowę. Brzmiała następująco:

– 70 lat temu, w nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. nacjonaliści UPA dokonali zbrodni ludobójstwa mordując około 600 do 1200 osób ludności cywilnej w tym kobiety i dzieci w miejscowości Huta Pieniawska. W tym samym czasie wymordowano również mieszkańców wsi Korościatyn na Podolu w liczbie 156 osób… http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Koro%C5%9Bciatynie

http://hutapieniacka.blogspot.com/ Czytaj dalej