Jestem za tradycją

Blogosfera dość umiarkowanie reagowała na przygotowanie tegorocznych obchodów Dnia Niepodległości. Przynajmniej mnie tak się wydaje na podstawie tekstów i komentarzy na jakie natrafiłem. Tagiem dnia, a właściwie weekendu był Patriotyzm. Tu spotkałem ciekawą wypowiedź młodej osoby, którą polecę moim czytelnikom: … idąc miastem zobaczyłam plakat (powieszony zapewne z okazji zbliżającego się święta Niepodległości) z 10 przykazaniami patrioty. I jak tak go sobie przeczytałam to utwierdziłam się w przekonaniu, że patriotą nie jestem. Co prawda nie przeczytałam wszystkich przykazań, spieszyłam się i rzuciłam okiem na mniej więcej pierwszą połowę i z tych kilku przykazań przestrzegam może dwa.  http://czerwonykapelusz.blog.pl/2013/11/10/o-tym-ze-patriota-nie-jestem/

Wpisałem się jej z komentarzem zaprzeczającym postawionej przez nią tezie, ale pozostał bez echa. Na zaprzyjaźnionym blogu: http://moje-ponad50.blogspot.com/2013/11/pomys-na-urodziny.html przeczytałem dość frywolny i z uśmiechem napisany tekst na kanwie obchodów tych 95 urodzin Najjaśniejszej. Poza tekstem zainteresowały mnie, szczególnie w kontekście   wieczornej części obchodów, dwa komentarze. Oto pani  występująca pod nickiem <Cesia> raczyła napisać:

Taaa, problem rozległy i wcale nie taki jednoznaczny. W ubiegłym roku dałam upust uczuciom ‚patriotycznym’ na blogu oświadczając, że najbardziej cieszą mnie zadymy 11 listopada. Czemu? Bo coś się dzieje dynamicznego, bo ludność pokazuje, że o coś jej chodzi, bo hałas, rwetes, niezgoda oraz zgoda, ale uczuciowość duża, grzmi i bulgocze. Natomiast klejenie kotylionów, cudowne uśmiechy prezydentostwa, propaganda telewizyjna, słodycz przesłodzona przypomina mi ‚radosne’ zwyczaje PRL. Dziś tak naprawdę te bójki uliczne mają jakieś znaczenie, reszta ‚patriotycznych’ zachowań to nudy, bo nie da się być radosnym na rozkaz ;))

Później jeszcze dopowiedziala:

Ano nie pielęgnowaliśmy w pamięci i nie tłumaczyliśmy dziatkom. Teraz dziecię trzydziestoletnie zapytane o sens świętowania powie: bo teraz możemy robić, co chcemy, myśleć, co chcemy i jeździć, gdzie chcemy…

Inna komentatorka występująca pod nickiem <Stokrotka> napisała:

Tu pospolitość skrzeczy….

I trudno radować się Niepodległością gdy jest tak, jak jest….

Jako mieszkanka stolicy nosa bałam się wczoraj z domu wychylić.

Ta sama Stokrotka skomentowała mój ostatni tekst – który miał szczęście być polecany przez Onet na czas świątecznego weekendu – takimi słowami:

Uważam, że wywieszenie flagi powinno wypływać z potrzeby serca.

Ale są też inne formy czczenia tego Święta. Np. w Warszawie od wielu już lat organizowany jest Bieg Niepodległości. Uczestniczy w nim m.in. mój młodszy syn i wielu jego znajomych. Każdy może biec, nie jest ważny czas, tylko żeby bieg ukończyć na trasie 10 km. Biegną rodzice z dziećmi i starsi ludzie też.

Pozdrawiam i czekam na tekst nawiązujący do 11 listopada.

Tu wchodzę w odpowiedź na skierowaną do mnie propozycję Stokrotki.

Ja jestem za tradycyjnym w formie i treści sposobem obchodów Tego Święta.

Flagę wywiesiłem z potrzeby serca jeszcze w przededniu święta. Uwieczniłem na zdjęciach i pokazałem na swoim koncie Fb przemarsz grupy patriotów, którzy uczestnicząc w dorocznym Marszu Pieszym szli szlakiem Marszałka z Bogorii do Szczeglic mijając mój dom. Umieszczałem systematycznie na koncie Fb w ciągu kilku dni przed świętem i w dniu święta materiały zdjęciowe  nawiązujące do Święta Niepodległości. Byłem na Mszy za Ojczyznę w naszym kościele i w Zespole Szkół, gdzie odbyła się uroczysta akademia „KU CZCI”.  Wykonałem dokumentację zdjęciową tych obchodów i napisałem notatkę informacyjną do wykorzystania na stronie naszej parafii.

Wyrażam wielkie zdziwienie publikowanymi na szerokim forum poglądami niektórych opiniotwórczych ludzi, którzy wyśmiewają takie uroczystości” ku czci” właśnie. A cóż ma zrobić mieszkaniec tzw. prowincji w takim dniu jeśli chce być w nurcie wydarzeń? Ma pojechać do Warszawy, gdzie jest tak atrakcyjnie, że aż szyby lecą i płoną samochody?

Ja byłem wszędzie tam, gdzie się coś działo i przeżywałem z innymi to wszystko, co dla nas przygotowano. W czasie tej szkolnej akademii pokazano nam – szkoda, że tak nielicznie przybyłym – piękny program multimedialny przypominający historię utraty niepodległości i kolejne zrywy powstańcze mające na celu jej odzyskanie. Kolejne przegrane powstanie, to wnoszony na scenę symboliczny brzozowy krzyż z trumienną tabliczką noszącą datę porażki. Nazbierało się tych krzyży i dat. W momencie symbolizującym dzień 11 listopada 1918 dziewczyny trzymające w rękach te krzyże złożyły je w całkiem pokaźny stosik przykrywając go flagą Polski. Flaga wprawdzie przykryła tamte bolesne symbole, ale przecież wiemy, że one tam nadal są i domagają się wspominania…  z oddaniem czci poległym włącznie.

Oto w kościele usłyszałem piękny cytat służący za definicję pojęcia Ojczyzny i patriotyzmu – z czym mamy coraz większy problem. Ksiądz wygłaszający homilię przytoczył słowa zawarte w książce pt. Serce Edmunda de Amicisa, który tak to sformułował:

“Kocham Ojczyznę, bo moja matka się tutaj urodziła, bo w tej świętej ziemi spoczywają ci wszyscy, których opłakuje matka i czci ojciec, bo miasto moje rodzinne, mowa, książki uczące mnie, bo mój brat, moja siostra, koledzy moi, cały wielki naród, wśród którego żyję, przyroda, co mnie otacza i wszystko, co widzę, co kocham, co podziwiam – jest częścią mojej Ojczyzny”.

Czy dzisiaj potrafimy tak widzieć i rozumieć Ojczyznę? Czy patriotyzm jest dzisiaj wartością naczelną dla wszystkich Polaków? – pytał ksiądz, niestety też niezbyt licznie zebranych uczestników mszy.

Po południu, korzystając z pięknej pogody wyszliśmy z żoną na spacer wokół przepięknego Zalewu Buczyna, który niedawno nam urządzono jako piękny teren rekreacyjno spacerowy. Zrobiłem sporo zdjęć i już się nimi podzieliłem.

Po powrocie do domu włączyłem telewizor i… proszę zgadnąć, co oczy moje ujrzały?

Szokujące są zachowania i wypowiedzi naszej Elyty i wtórujących im mediów.

Himalaje cynizmu zawarł w swoich wystąpieniach lider opozycji, który pokazał się jako mąż opatrznościowy w przeddzień w Warszawie, aby w dniu, kiedy wychowani na jego piersi patrioci ze środowiska kiboli demolowali Warszawę uciec do Krakowa odcinając się od demolki. Trzeba mieć poza tym tupet, aby zaprzeczać demokracji u przeciwników w czasie, gdy prowadząc wodzowską partię wprowadził właśnie cenzurę wypowiedzi nawet dla swoich pretorian. Trzeba wyjątkowego cynizmu, aby zarzucać rozbijanie polskości obozowi rządzącemu, podczas gdy samemu dzieli się nas na tych swoich (czytaj) prawdziwych Polaków i tych, co nie chcą iść za nim – czyli tych złych. Wiele jeszcze usłyszymy ciekawych wypowiedzi z obydwu stron barykady. Wojna Polsko-Polska trwa w najlepsze.

Oto fragmenty dzisiejszego z serwisu informacyjnego:

Zdaniem posła PiS Joachima Brudzińskiego część odpowiedzialności za wczorajsze zamieszki w Warszawie ponosi premier Donald Tusk. – Tusk potrzebuje zadymy, złych emocji – dodał polityk Prawa i Sprawiedliwości.

 

Z bloga Daniela Passenta – …w dzisiejszych czasach większym patriotą jest ten, kto jest bardziej skuteczny w Brukseli i w NATO, niż ten, kto żyje przeszłością i mirażami Polski jako mocarstwa, powtarzając, że „jesteśmy wielkim narodem, tylko musimy się lepiej rozmnażać ”.

W kwestii obchodów jeszcze dodam komentarz młodego znajomego z Fb Karola:

Zgadzam się z tym, że każdy świętuje 11 listopada tak jak chce. Bo w końcu nawet siedzenie we własnym wolnym domu w wolnym państwie, to też uczczenie tej niepodległości.

Reklamy