Korupcja? Jaka korupcja?

korupcja...unas_...

9 grudnia. to dzień w którym obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Korupcji. Idea zwrócenia uwagi na ten ważny problem ogólnospołeczny i skoordynowanie działań antykorupcyjnych w skali świata powstała w ONZ w 2003 roku. Od tamtego czasu podejmuje się w skali świata i w poszczególnych państwach różne przedsięwzięcia mające zapobiec lub wydatnie zmniejszyć zjawisko korupcji. Transparency International bada to groźne w skali całego świata zjawisko i publikuje doroczne rankingi wskaźników postrzegania korupcji. Jak Polska wypada w tych rankingach? Czytaj dalej

Reguła trzech kopert

Przypomniał mi się dowcip z czasów PRL wprawdzie, ale ponadczasowy: Szef obejmując urząd, otrzymuje od poprzednika trzy koperty, z pouczeniem:
Gdy przyjdzie kryzys otwórz pierwszą kopertę.
Nowy podjął pracę, jednak mimo energicznych starań nadszedł moment kryzysu. Pomny pouczenia otworzył kopertę No. 1.
Znalazł tam instrukcję:
Zwalaj wszystko na poprzednika, to pomoże.
Zrobił jak kazali i jakiś czas było spokojnie. Po jakimś czasie pojawił się jednak kolejny kryzys, a wtedy zalecano: Otwórz kopertę No. 2.
Znalazł tam kolejną instrukcję:
Opracuj program reorganizacji, czy też jakichś reform.
Zrobił tak jak mu radził poprzednik i uzyskał potrzebny oddech. Do czasu. Gdy kolejny kryzys stał się nie do wytrzymania, zgodnie z radami nasz szef otworzył kopertę No. 3.
Była tam kolejna instrukcja:
– Przygotuj trzy koperty dla następcy i szykuj się do odejścia. Czytaj dalej

Niemęskie wzruszenia jako źródło lęków i fobii

Polecając z okazji Światowego Dnia Rzucania Palenia wcześniej napisany tekst pt: To ty palisz? zaglądałem do Kalendarza świąt nietypowych, aby nie przegapić daty. Przy okazji odkryłem, że w dniu 19 listopada powinienem świętować, jako że był to Dzień Mężczyzn. Nikt o tym nie wiedział. Sprawdziłem więc u źródła i przeczytałem, że: Dzień Mężczyzn obchodzony jest w większości krajów świata 19 listopada. To święto stosunkowo młode, zostało bowiem ustanowione na początku lat 90. XX wieku, a upowszechniło się około roku 2000. W Polsce nie ma silnej tradycji celebrowania Dnia Mężczyzn, choć promuje się jego obchody 10 marca. http://www.dniwolne.pl/swieto/dzien-mezczyzn
Nie ma tradycji, dobre sobie! Dlaczego zatem nie powstała, przynajmniej w takim wymiarze jak Dzień Kobiet? … promuje się jego obchody 10 marca
Tak, pomyślałem – dla jaj chyba, bo jest to kościelne święto 40 tu Męczenników, za jakich nas nasze kobiety uważają. Nie doczekałem się żadnych życzeń, a jak się o nie upomniałem, to otrzymałem zdawkowe. Aaa, to wszystkiego najlepszego…
   Dzisiaj rozzłościł mnie kuzyn, który zarzucił mi podejmowania się babskich zajęć, czym osłabiam pozycję mężczyzn w rodzinie. Babskie, chłopskie …
Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka – powiadał ktoś mądry i to się przyjęło w obiegowej mądrości ludowej. Ano jest i jedni (panie)walczą o równouprawnienia, a druga strona (panowie) o wygodne dla nich Status quo. Już to się jakoś poukładało, aż tu jak diabeł z kapelusza dosłownie parę miesięcy temu wyskoczyła ideologia Gender, która poszerzyła dotychczasowy front walki o niemowlęta i małe dzieci. Postanowiłem sprawdzić, co to za czort ten Gender. Gender (czyt. dżender) – termin zaczerpnięty z języka angielskiego, obecnie wykorzystywany w języku polskim do określenia płci kulturowej lub płci społecznej – w odróżnieniu od płci określanej jako płeć biologiczna (ang. sex). W tym znaczeniu gender oznacza tworzony w sposób performatywny zespół cech i zachowań, ról płciowych i stereotypów płciowych przypisywanych kobietom i mężczyznom przez społeczeństwo i kulturę. Inaczej, terminem gender nazywa się społeczno-kulturową tożsamość płciową. http://pl.wikipedia.org/wiki/Gender
Dotychczasowy przebieg walki na tym froncie wszyscy znamy choćby z telewizji, gdzie przeciwstawia się sobie wyznawców ideologii Gender oraz przedstawicieli środowiska konserwatystów w patrzeniu na role damsko – męskie w rodzinie i społeczeństwie i to wystarczy, aby się przekonać, że wojna trwa.
Pomyślałem, że mogę wrzucić do tej debaty parę zdań przypominając moim czytelnikom tekst napisany przed dwoma laty, kiedy w Polsce nikt jeszcze nie wiedział, że Gender znaczy to, co znaczy i że będzie przedmiotem tak gorącego sporu. Opowieść nosiła tytuł:  Niemęskie wzruszenia.  Zapraszam do przeczytania i skomentowania :

Niemęskie wzruszenia 
Zapisałem sobie kiedyś na karteluszku, jak to coraz częściej mi się zdarza, słowa piosenki, które przypadkowo usłyszane jakoś szczególnie wpadły mi w ucho. Urzekły mnie swoją prostotą więc pomyślałem o wykorzystaniu ich przy okazji pisania czegoś, a propos. Dzisiaj szukając w „mojej kancelarii”- jak nazywam mój podręczny zbiór karteluszek – jakiejś wolnej karteczki natrafiłem na tamtą notatkę. Czytam:
Kocham i tęsknię 
Chociaż to takie niemęskie. 
Wiecznie się wzruszam i mięknę 
Chociaż to takie dziewczęce…
    Dość dużo czasu upłynęło od sporządzenia tamej notatki. Wiele razy, gdy wpadała mi w ręce, to zawsze myślałem ciepło o autorze, który tak pięknie ujął problem dręczący chyba wielu twardzieli. Uczono nas od dzieciństwa jak zachować kamienną twarz i nie okazywać uczuć: –  Przestań się mazać, Chłopaki nie płaczą! Co z ciebie za facet ? Ty mięczaku…, pytali ironicznie lub czynili nam podobne wyrzuty koledzy, rodzeństwo, a nawet rodzice. Wzrastaliśmy w przeczuciu, że tak powinno być. Facet musi być twardzielem. Jedynie kobiecie uchodzi wzruszanie się i płacz, nawet podczas oglądania filmu. Jeśli my sami podlegamy jakimś silnym wzruszeniom, to ukradkiem ocieramy pocące się oczy, tak, aby nikt tego nie zauważył.
Wszyscy wiedzą, że płacz oczyszcza z zabójczych emocji. To również dzięki temu wentylowi bezpieczeństwa kobiety łatwiej znoszą stres, a to procentuje znacznym wydłużeniem ich życia. To my, faceci kultywując zasady tradycyjnego wychowania staliśmy się słabą płcią i pewnie tylko swoim kobietom zawdzięczamy to, że nie jest z nami jeszcze gorzej. Znamy to?
– Idź wreszcie do lekarza i się przebadaj!;
– Nie siedź wiecznie przed telewizorem, rusz się !
– Nie pal tyle !;
– Znowu pojadasz?!
– Zażyłeś lekarstwo? Itd., itp.
Nas to oczywiście złości, ale robimy to, co nam każą i jakoś jest. Wielokrotnie już pisząc na blogu o jakichś szczególnie poruszających historiach wspominałem o tym, jak ja sobie radzę z problemem okresowego nadmiaru wilgoci pod powiekami. Myślę, że każdy facet, podobnie jak ja wypracował sobie jakąś autorską metodę służącą temu samemu celowi. Po co jednak stosować te maskujące gry? Czy nie lepiej upuścić nadmiar pary zanim kocioł wybuchnie?
Życie dostarcza każdemu z nas tyle przeżyć i różnych emocji ile tylko można wytrzymać. Gdy się rozejrzeć wokoło, to stwierdzimy, że „Nie ma kącika, bez krzyżyka” jak mawiał mój znajomy. Czy nie pora zerwać z wpychaniem już małych dzieci w ramki stereotypowych zachowań, czy zabaw przystających tylko dziewczynkom lub tylko chłopcom?. Przecież mamy już zupełnie inny świat niż ten, w którym rodziły się owe stereotypy. Nie ma już zajęć typowo męskich, czy kobiecych, a nawet opieka nad dziećmi i prowadzenie domu coraz częściej przypada w udziale tatusiom, prawda?

Dzisiaj, przy okazji słuchania reportażu radiowego pod tytułem „Renia” znowu uległem silnemu wzruszeniu. Na szczęście byłem sam i nawet żona nie przyłapała mnie na tej niemęskiej słabości charakteru. W sekrecie powiem, że rzecz dotyczyła dziewczynki z porażeniem mózgowym, która pisze wiersze, komponuje do nich muzykę i pięknie śpiewa, a nade wszystko pięknie mówi. O czym ona mówiła? Otóż jej marzeniem jest pozyskanie akceptacji dla jej inności. Ona marzy o przyjaciołach, dla których będzie po prostu jedną z wielu. Trochę inną ciałem, ale taką samą jak pozostali ludzie we wszelkich innych kategoriach wartościowania ludzi. Ona też cierpi z powodu odrzucenia i pyta się Boga dlaczego dał jej takie niedoskonałe ciało. Nie robi tego dla samego czynienia Bogu wyrzutów. Sama poszukuje odpowiedzi na tak trudne pytanie i potrafi sobie odpowiedzieć, że …”wszystko jest po coś”. Ona żyje w jakimś Bożym projekcie po coś. I robi bardzo dużo dla siebie oraz dla takich jak ona, bo oswaja nas wszystkich z faktem, że ktoś niepełnosprawny ma z tym wielki problem. Wpada w depresję i traci sens życia. Na pewno wszyscy o niej jeszcze nie raz usłyszymy, bo jest nagradzana za swoją twórczość, i to nie tylko w kraju.
Dlaczego akurat wtedy włączyłem radio? Czy to, że usłyszałem akurat ten fragment reportażu też był jakimś nieodgadnionym projektem. Po ostudzeniu emocji odszukałem karteluszek z cytowanymi wcześniej urywkami piosenki i odszukałem w przeglądarce cały utwór. Jest to piosenka zespołu Happysad pod tytułem Lęki i fobie. https://www.youtube.com/watch?v=r-0lS7HPD7k  No i powiedzcie sami, czy zawalił się świat gdy facet zaśpiewał takie słowa? Może gdzieś zagrzmiało? Może zarechotali nerwowym śmiechem jego koledzy wyznający mimo wszystko zasadę, że facet powinien być twardzielem?
A politycy, którzy zajmują naszą zbiorową wyobraźnię hardością i bezwzględnością toczonych bitew i potyczek zawsze są tacy twardzi, czy tylko wtedy, gdy są na wizji?
Co sądzą o tym problemie nasze miłe panie? A panowie jak się na to zapatrują?

Problem jest istotny.

 

 

Przedsiębiorczość niejedno ma imię

Grzegorz Micugow prowadzi w TVN24 swoją autorską audycję Inny Punkt Widzenia, do której zaprasza z Polski i ze świata ludzi mających do opowiedzenia niezwykle ciekawe historie. To właśnie od nich – jak się domyślam – pochodzi nazwa tej audycji. Staram się je oglądać, chociaż jest to sporym wyzwaniem, jako że pora emisji wypadająca w okolicy północy niejednego może odwieść od takich zamiarów.

Ostatnio, chyba 10 listopada br. oglądałem w tej audycji wywiad z p. M.J. Fernando właścicielem marki Dilmah z Cejlonu. Starszy już pan opowiedział o tym jak przez 34 lata z wielkim samozaparciem walczył o zarejestrowanie jako własnej marki Dilmah, herbaty oryginalnie cejlońskiej, a nie żadnych tam mieszanek oferowanych przez zmonopolizowany rynek. Przeżył w tym czasie epokę kolonializmu, socjalizmu, 30 lat trwającą wojnę domową, a więc więcej niż ktoś może sobie wyobrazić i … dopiął swego. Dzisiaj ma wszystko czego mu potrzeba, ale postanowił dzielić się tym, czego się tam dorobił wspierając na wszelkie możliwe sposoby ludzi, (nie tylko pracowników)w tym, aby stali się odpowiedzialnymi za siebie i swoje rodziny, no i samowystarczalni. Nie buduje dla siebie kolejnych luksusowych willi, nie sprowadza coraz lepszych modeli samochodów, czy samolotów uważając, że dom i to, co w domu i wokół niego ma jedynie służyć ułatwieniom w pracy, zapewniać bezpieczeństwo i należny odpoczynek. Stworzył fundację zajmującą się przygotowaniem, wdrażaniem i nadzorem nad realizacją oraz finansowaniem projektów dopasowanych do możliwości poszczególnych osób. Dla niego pomaganie, to nie jest jednak to samo, co rozdawnictwo. „Nie dawaj ryby! Naucz go łowić” – powiedział magnat herbaciany. Opieka świadczona przez ludzi zatrudnionych w fundacji świadczona nad całym frontem wspierania inicjatyw biznesowych, od opracowania projektu aż po bieżący nadzór nad prowadzeniem finalnej działalności zapewnia efektywne wykorzystanie środków ograniczając liczbę plajt, bankructw, czy też zwyczajnego przejadania środków.

Słuchałem tego pana i szczerze podziwiałem. To, co u nas nie udaje się wdrożyć rządowi i samorządowi oraz całej armii pracowników socjalnych tam, w dalekim Cejlonie On sam realizuje za własne pieniądze. To rzadki przypadek biznesmena wciąż wierzącego w sens prowadzenia etycznego biznesu. Przekonująco dla mnie brzmiały w jego ustach banalne poniekąd słowa: Kiedy przychodziliśmy na świat niczego ze sobą nie przynosimy. Kiedy umieramy, niczego ze sobą nie zabieramy. Skoro walcząc o zarejestrowanie swojej marki obiecał ludziom pracującym u niego, że będzie się z nimi dzielił swoim dorobkiem, to konsekwentnie dotrzymuje słowa.

Dlaczego ja tyle opowiadam o tym przypadku? Ano dlatego, że jesteśmy akurat w środku trwającego od 18 listopada Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości.

Pod tym adresem : https://www.facebook.com/GEW.Poland  przeczytamy o tym że:

Światowy Tydzień Przedsiębiorczości – 18-24 listopada 2013; obejmuje 135 krajów, 10 milionów osób, i składa się na niego 20 000 imprez, wydarzeń oraz konkursów…

Z założeń programowych Tygodnia Przedsiębiorczości dowiemy się m.in. tego, że:  Przyszłość przedsiębiorczości, przedsiębiorczość młodych i digitalizacja przedsiębiorstw to trzy główne tematy poruszone podczas inauguracji szóstej edycji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości w Polsce. Gośćmi honorowymi inauguracji byli pan Wicepremier Janusz Piechociński oraz Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, pan Stephen Mull. Na ręce Wicepremiera złożony został List Młodych Przedsiębiorczych, przygotowany specjalnie na tę okazję przez Forum Młodych Lewiatan przy wsparciu Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych...

Z wypowiedzi pani Anny Pietrzak, dyrektor naczelnej Amway Polska dowiemy się o tym, że: – W młodych Polakach drzemie ogromny potencjał. Jak pokazują najnowsze badania Amway 2013, aż 81 proc. Polaków do 30. roku życia prezentuje pozytywne nastawienie do przedsiębiorczości, jednak już tylko 49 proc. z nich wyobraża sobie pracę na własny rachunek. Wynika to m.in. z obawy młodych ludzi przed porażką (71 proc. badanych w grupie do 30 lat). W związku z tym niezwykle istotne jest stymulowanie młodych do zakładania własnych firm poprzez zapewnienie wsparcia ze strony odpowiednich instytucji i organizacji, np. łatwo dostępnych kredytów na rozpoczęcie własnego biznesu, ograniczenia biurokracji, czy edukacji w zakresie przedsiębiorczości –

Młodzi Przedsiębiorczy złożyli na ręce obecnego na inauguracji wicepremiera Janusza Piechocińskiego list określający sytuację młodych Polaków i zakreślili w nim również oczekiwania, jakich się spodziewają w posunięciach władz rządowych i samorządowych wobec  wchodzących na rynek pracy. List zaczynał się słowami:

Wyzwania i problemy młodego pokolenia powinny być przedmiotem zainteresowania każdego rządu. Przyszłość całego polskiego społeczeństwa zależy od mądrych, długofalowych decyzji dotyczących młodych; decyzji podejmowanych teraz. Kryzys, którego obecnie doświadcza gospodarka światowa szczególnie silnie dotyka najmłodszych obywateli, w szczególności studentów i absolwentów, a główną sferą, gdzie jego skutki są przerażająco widoczne, jest rynek pracy. W Polsce co czwarty obywatel poniżej 24 roku życia pozostaje bez zatrudnienia. Jednocześnie w urzędach pracy wzrasta odsetek bezrobotnych w wyższym wykształceniem. Nie stać nas na marnowanie kapitału społecznego na taką skalę… Treść całego listu w załączeniu.

List_Mlodych_Przedsiebiorczych

Gdy tak pomyśleć nad zarysowanym choćby w tych zacytowanych tu słowach problemem, to trzeba przyznać, że jak na 24 lata wdrażania przemian ustrojowych i ekonomicznych dla biznesu, zwłaszcza młodego, dopiero wkraczającego na rynek nie zrobiono zbyt wiele. Mówią o tym wymownie wskaźniki jakie Polska od lat uzyskuje w zakresie warunków stwarzanych do prowadzenia biznesu. Mamy ambicje być w 20-ce najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, a lokata w tym właśnie obszarze, to 60-70 miejsce na sto kilkanaście sklasyfikowanych gospodarek świata. Od lat wiadomo o tym, że: Najbardziej krytyczny dla nowo powstałych przedsiębiorstw jest pierwszy rok. Jak dowodzą statystyki GUS, do 2007 r. ten okres przeżywało 62–67 proc. firm, a reszta była po prostu likwidowana. Dziś jest trochę lepiej – spośród firm utworzonych w latach 2007–2011 co najmniej rok utrzymało się 71–77 proc. Ale gdy pod uwagę weźmie się dłuższą perspektywę, obraz znowu maluje się w ciemnych barwach – pięciu lat dożywa niespełna jedna trzecia firm. To znacznie mniej niż średnia w UE, gdzie piąte urodziny obchodzi połowa firm. – czytamy tu: http://forsal.pl/artykuly/737940,pierwszy-rok-dzialania-krytyczny-dla-nowych-przedsiebiorstw.html

Jest co robić, prawda? Młodzi wiedzą co im doskwiera, wskazują na potrzeby i są otwarci na współdziałanie. Teraz będą czekali na działania rządu.

Cytowany pan Fernando potrafi przyjąć w swej działalności społecznej dłuższą niż na to wskazuje kadencja każdego rządu perspektywę. Widzi rozwiązanie problemów wewnętrznych w kierunkowo świadczonej potrzebującym pomocy oraz w ochronie swojego rynku przed globalizacją, która sprawia, że wielkie spółki dbające tylko o swój interes i osiąganie wysokiego poziomu zysków niszczą zarówno miejscowego klienta jak i małe i średnie przedsiębiorstwa, a te są przecież trzonem zasobności ekonomicznej każdego społeczeństwa. Zanikła zupełnie etyka biznesu czego wymiernym dowodem jest to, że banki mają coraz większe zyski, podczas gdy poszczególne gospodarki upadają i całe państwa zagrożone są upadłością lub niewypłacalnością.

Jedna audycja, a jak wiele z niej może wynikać?

Widmo czarnej teczki wciąż groźne

Dzisiaj rano dostrzegłem na koncie znajomego z Facebooka link do artykułu opatrzonego portretem Tuska, którego tytuł mówił wiele: Putin może skompromitować Tuska  http://wiadomosci.wp.pl/kat,39354,title,Rosyjski-politolog-Andriej-Piontkowski-Putin-moze-skompromitowac-Tuska,wid,16176484,wiadomosc.html?ticaid=111ae8.

Ponieważ tak dużo się dzieje wokół tej pary polityków i to nie tylko w związku ze Smoleńskiem, czy atakiem chuliganów na Ambasadę, to postanowiłem tam zajrzeć. To, co przeczytałem nasunęło mi skojarzenie z ujawnianiem depesz amerykańskiej dyplomacji przez WikiLeaks  , a także z ostatnio ujawnioną aferą Edwarda Snowdena, który udostępnił światu tajne i bardzo osłabiające wizerunek USA dane na temat zakresu podsłuchiwania prywatnych rozmów polityków nawet tych spośród najbliższych sojuszników. Formułowane przez wielu komentatorów podejrzenia o związki Snowdena z Rosją, gdzie znalazł po ucieczce polityczny azyl wydaje się być na tyle oczywiste, że już zagrożenie Tuska nie może zdziwić nikogo. Czy tego typu zagrożenia nie spędzają snu z powiek innych polityków z innych państw? Skoro służby specjalne wszystkich państw zbierają tzw. wrażliwe informację i mogą je we właściwym, korzystnym dla ich mocodawców czasie ujawnić, to mogą również wpływać na przebieg różnych procesów, kontraktów w całym świecie.

Co w takiej sytuacji mogą zdziałać lokalni przywódcy? Czy jest gdzieś kraj wolny od tego typu manipulacji? Nawet Watykan podlega tym samym manipulacjom skoro życie Papieża uznano ostatnio za zagrożone ze strony tamtejszej mafii, której nie podoba się prowadzone porządkowanie otoczenia tamtejszego banku. Skóra cierpnie na myśl dokąd to wszystko zmierza.

W tej sytuacji powstaje potrzeba sformułowania odpowiedzi na wciąż aktualne pytanie: – Kim jest człowiek ujawniający ściśle chronione dane służb specjalnych. Czy to jest zdrajca, czy raczej bohater. Próbę odpowiedzi znajdziemy m.in. tu: http://wpolityce.pl/artykuly/55556-edward-snowden-bohater-czy-zdrajca-na-stronie-bialego-domu-juz-25-tys-ludzi-podpisalo-petycje-o-jego-ulaskawienie

Rozumiem potrzebę zwalczania terroryzmu i przestępczości międzynarodowej, a więc również prowadzenia nasłuchu rozmów i podglądanie innych form wymiany informacji dokonywanych zwłaszcza w środowiskach podejrzanych o sprzyjanie takim procederom, ale totalne podsłuchiwanie wszystkich i wszędzie wydaje się czymś nowym i groźnym dla obywatelskich wolności i praw człowieka.

Boję się o to, że i na krajowym podwórku nadszedł czas na rządy „Czarnej teczki Stana Tymińskiego”, na którą już kiedyś głosowała znaczna część Polaków. Może nie na niego samego, ale na tę teczkę właśnie, bo miała ona przynieść wyjaśnienie różnych tajemnic i machlojek w jakie byli unurzani przedstawiciele polskiego establishmentu. Są tam zapewne kompromitujące tych i owych polityków nagrania różnych rozmów, czy też filmiki pokazujące żenadę bawiących się w różne zabawy naszych wybrańców. W teczce tej są również scenariusze zaprowadzenia powszechnej szczęśliwości dla wszystkich bez wyjątku Polaków, którym się to należy „Jak psu micha”. Rozejrzyjmy się kto ma taką czarną teczkę i odpowiedzmy sobie na pytanie: -Czy autorzy tych nagrań to też bohaterowie, czy raczej zdrajcy?

Nadchodzą ciężkie czasy dla polityków z kasą, ale bez klasy zwłaszcza.

 

Jestem za tradycją

Blogosfera dość umiarkowanie reagowała na przygotowanie tegorocznych obchodów Dnia Niepodległości. Przynajmniej mnie tak się wydaje na podstawie tekstów i komentarzy na jakie natrafiłem. Tagiem dnia, a właściwie weekendu był Patriotyzm. Tu spotkałem ciekawą wypowiedź młodej osoby, którą polecę moim czytelnikom: … idąc miastem zobaczyłam plakat (powieszony zapewne z okazji zbliżającego się święta Niepodległości) z 10 przykazaniami patrioty. I jak tak go sobie przeczytałam to utwierdziłam się w przekonaniu, że patriotą nie jestem. Co prawda nie przeczytałam wszystkich przykazań, spieszyłam się i rzuciłam okiem na mniej więcej pierwszą połowę i z tych kilku przykazań przestrzegam może dwa.  http://czerwonykapelusz.blog.pl/2013/11/10/o-tym-ze-patriota-nie-jestem/

Wpisałem się jej z komentarzem zaprzeczającym postawionej przez nią tezie, ale pozostał bez echa. Na zaprzyjaźnionym blogu: http://moje-ponad50.blogspot.com/2013/11/pomys-na-urodziny.html przeczytałem dość frywolny i z uśmiechem napisany tekst na kanwie obchodów tych 95 urodzin Najjaśniejszej. Poza tekstem zainteresowały mnie, szczególnie w kontekście   wieczornej części obchodów, dwa komentarze. Oto pani  występująca pod nickiem <Cesia> raczyła napisać:

Taaa, problem rozległy i wcale nie taki jednoznaczny. W ubiegłym roku dałam upust uczuciom ‚patriotycznym’ na blogu oświadczając, że najbardziej cieszą mnie zadymy 11 listopada. Czemu? Bo coś się dzieje dynamicznego, bo ludność pokazuje, że o coś jej chodzi, bo hałas, rwetes, niezgoda oraz zgoda, ale uczuciowość duża, grzmi i bulgocze. Natomiast klejenie kotylionów, cudowne uśmiechy prezydentostwa, propaganda telewizyjna, słodycz przesłodzona przypomina mi ‚radosne’ zwyczaje PRL. Dziś tak naprawdę te bójki uliczne mają jakieś znaczenie, reszta ‚patriotycznych’ zachowań to nudy, bo nie da się być radosnym na rozkaz ;))

Później jeszcze dopowiedziala:

Ano nie pielęgnowaliśmy w pamięci i nie tłumaczyliśmy dziatkom. Teraz dziecię trzydziestoletnie zapytane o sens świętowania powie: bo teraz możemy robić, co chcemy, myśleć, co chcemy i jeździć, gdzie chcemy…

Inna komentatorka występująca pod nickiem <Stokrotka> napisała:

Tu pospolitość skrzeczy….

I trudno radować się Niepodległością gdy jest tak, jak jest….

Jako mieszkanka stolicy nosa bałam się wczoraj z domu wychylić.

Ta sama Stokrotka skomentowała mój ostatni tekst – który miał szczęście być polecany przez Onet na czas świątecznego weekendu – takimi słowami:

Uważam, że wywieszenie flagi powinno wypływać z potrzeby serca.

Ale są też inne formy czczenia tego Święta. Np. w Warszawie od wielu już lat organizowany jest Bieg Niepodległości. Uczestniczy w nim m.in. mój młodszy syn i wielu jego znajomych. Każdy może biec, nie jest ważny czas, tylko żeby bieg ukończyć na trasie 10 km. Biegną rodzice z dziećmi i starsi ludzie też.

Pozdrawiam i czekam na tekst nawiązujący do 11 listopada.

Tu wchodzę w odpowiedź na skierowaną do mnie propozycję Stokrotki.

Ja jestem za tradycyjnym w formie i treści sposobem obchodów Tego Święta.

Flagę wywiesiłem z potrzeby serca jeszcze w przededniu święta. Uwieczniłem na zdjęciach i pokazałem na swoim koncie Fb przemarsz grupy patriotów, którzy uczestnicząc w dorocznym Marszu Pieszym szli szlakiem Marszałka z Bogorii do Szczeglic mijając mój dom. Umieszczałem systematycznie na koncie Fb w ciągu kilku dni przed świętem i w dniu święta materiały zdjęciowe  nawiązujące do Święta Niepodległości. Byłem na Mszy za Ojczyznę w naszym kościele i w Zespole Szkół, gdzie odbyła się uroczysta akademia „KU CZCI”.  Wykonałem dokumentację zdjęciową tych obchodów i napisałem notatkę informacyjną do wykorzystania na stronie naszej parafii.

Wyrażam wielkie zdziwienie publikowanymi na szerokim forum poglądami niektórych opiniotwórczych ludzi, którzy wyśmiewają takie uroczystości” ku czci” właśnie. A cóż ma zrobić mieszkaniec tzw. prowincji w takim dniu jeśli chce być w nurcie wydarzeń? Ma pojechać do Warszawy, gdzie jest tak atrakcyjnie, że aż szyby lecą i płoną samochody?

Ja byłem wszędzie tam, gdzie się coś działo i przeżywałem z innymi to wszystko, co dla nas przygotowano. W czasie tej szkolnej akademii pokazano nam – szkoda, że tak nielicznie przybyłym – piękny program multimedialny przypominający historię utraty niepodległości i kolejne zrywy powstańcze mające na celu jej odzyskanie. Kolejne przegrane powstanie, to wnoszony na scenę symboliczny brzozowy krzyż z trumienną tabliczką noszącą datę porażki. Nazbierało się tych krzyży i dat. W momencie symbolizującym dzień 11 listopada 1918 dziewczyny trzymające w rękach te krzyże złożyły je w całkiem pokaźny stosik przykrywając go flagą Polski. Flaga wprawdzie przykryła tamte bolesne symbole, ale przecież wiemy, że one tam nadal są i domagają się wspominania…  z oddaniem czci poległym włącznie.

Oto w kościele usłyszałem piękny cytat służący za definicję pojęcia Ojczyzny i patriotyzmu – z czym mamy coraz większy problem. Ksiądz wygłaszający homilię przytoczył słowa zawarte w książce pt. Serce Edmunda de Amicisa, który tak to sformułował:

“Kocham Ojczyznę, bo moja matka się tutaj urodziła, bo w tej świętej ziemi spoczywają ci wszyscy, których opłakuje matka i czci ojciec, bo miasto moje rodzinne, mowa, książki uczące mnie, bo mój brat, moja siostra, koledzy moi, cały wielki naród, wśród którego żyję, przyroda, co mnie otacza i wszystko, co widzę, co kocham, co podziwiam – jest częścią mojej Ojczyzny”.

Czy dzisiaj potrafimy tak widzieć i rozumieć Ojczyznę? Czy patriotyzm jest dzisiaj wartością naczelną dla wszystkich Polaków? – pytał ksiądz, niestety też niezbyt licznie zebranych uczestników mszy.

Po południu, korzystając z pięknej pogody wyszliśmy z żoną na spacer wokół przepięknego Zalewu Buczyna, który niedawno nam urządzono jako piękny teren rekreacyjno spacerowy. Zrobiłem sporo zdjęć i już się nimi podzieliłem.

Po powrocie do domu włączyłem telewizor i… proszę zgadnąć, co oczy moje ujrzały?

Szokujące są zachowania i wypowiedzi naszej Elyty i wtórujących im mediów.

Himalaje cynizmu zawarł w swoich wystąpieniach lider opozycji, który pokazał się jako mąż opatrznościowy w przeddzień w Warszawie, aby w dniu, kiedy wychowani na jego piersi patrioci ze środowiska kiboli demolowali Warszawę uciec do Krakowa odcinając się od demolki. Trzeba mieć poza tym tupet, aby zaprzeczać demokracji u przeciwników w czasie, gdy prowadząc wodzowską partię wprowadził właśnie cenzurę wypowiedzi nawet dla swoich pretorian. Trzeba wyjątkowego cynizmu, aby zarzucać rozbijanie polskości obozowi rządzącemu, podczas gdy samemu dzieli się nas na tych swoich (czytaj) prawdziwych Polaków i tych, co nie chcą iść za nim – czyli tych złych. Wiele jeszcze usłyszymy ciekawych wypowiedzi z obydwu stron barykady. Wojna Polsko-Polska trwa w najlepsze.

Oto fragmenty dzisiejszego z serwisu informacyjnego:

Zdaniem posła PiS Joachima Brudzińskiego część odpowiedzialności za wczorajsze zamieszki w Warszawie ponosi premier Donald Tusk. – Tusk potrzebuje zadymy, złych emocji – dodał polityk Prawa i Sprawiedliwości.

 

Z bloga Daniela Passenta – …w dzisiejszych czasach większym patriotą jest ten, kto jest bardziej skuteczny w Brukseli i w NATO, niż ten, kto żyje przeszłością i mirażami Polski jako mocarstwa, powtarzając, że „jesteśmy wielkim narodem, tylko musimy się lepiej rozmnażać ”.

W kwestii obchodów jeszcze dodam komentarz młodego znajomego z Fb Karola:

Zgadzam się z tym, że każdy świętuje 11 listopada tak jak chce. Bo w końcu nawet siedzenie we własnym wolnym domu w wolnym państwie, to też uczczenie tej niepodległości.

Nie pragnę wcale byś była wielka…

Otrzymałem wczoraj od blogowej znajomej miłego emalia, w którym znalazło się takie zdanie: …Przed nami kolejne święto, zatem może coś o naszej niepodległej ojczyźnie…. Jako były nauczyciel i doświadczony człowiek na pewno ma pan w tym temacie wiele do powiedzenia… Czytaj dalej

Zaduszki…już bez zadyszki

0402 listopada obchodzimy Dzień Zaduszny. Tego dnia ludzie wspominają wszystkich, którzy odeszli z tego świata, polscy katolicy modlą się za wszystkich wiernych zmarłych, których dusze według ich wiary mogą jeszcze przebywać w czyśćcu. Tak się jakoś porobiło, że obecnie groby odwiedza się raczej w dzień Wszystkich Świętych, który jest dniem wolnym od pracy. Stąd to pojęcie zadyszki jaką łapiemy uganiając się ze sprzątaniem grobów, zakupem kwiatów i pięknych zniczy, wyprawą w rodzinne strony gdzie spoczywają nasi przodkowie, czy tylko koledzy i znajomi. Prawdziwym wyzwaniem jest odwiedzenie 1 listopada często nawet kilku cmentarzy i to nawet dość odległych. Do tego wizyty, rewizyty pogaduchy przy grobach… Czytaj dalej