Był przyzwoity

W niedzielę wróciłem z wesela. Jeszcze mam w pamięci przeżyte wraz z młodymi i ich gośćmi wspaniałe przyjęcie, zwłaszcza że właśnie „obrabiam” w komputerze zdjęcia zrobione podczas zaślubin i przyjęcia i mam to na świeżo przed oczami. Było pięknie i będziemy mieli z żoną co wspominać. Czytaj dalej

Jarmarki, czy nadal kolorowe?

Wszyscy chyba znamy pojęcie jarmarku i to nie tylko ze słynnej piosenki Janusza Laskowskiego http://www.youtube.com/watch?v=VJs3YRjN2h0 spopularyzowanej przez Marylę Rodowicz. Nawet mieszczuchy znają ten fenomen, chociaż tam stosuje się raczej inne nazwy, jak bazar, targ, czy jeszcze inne nazwy według tradycji lokalnych.

Jarmark ma bardzo stare tradycje. Warto wspomnieć, że przywileje targowe od XII wieku przyznawała głowa panująca lub władze kościelne. Przywilej określał liczbę dni targowych oraz wyznaczał miejsca do prowadzenia handlu. Początkowo handel koncentrował się wokół dużego placu targowego zwanego później rynkiem. Przywileje targowe nadawane miastom i miasteczkom dawały możliwości rozwoju takich miejscowości oraz przynosiły zyski zarówno jej mieszkańcom, jak i dochody wpływające do kas miejskich z pobieranych opłat targowych. Był to zatem silny czynnik miastotwórczy.

Moja rodzinna miejscowość też posiadała kiedyś prawo do organizowania jarmarków. W notce historycznej Wikipedii pod hasłem Bogoria – czytamy:

1616 r. Krzysztof Bogoria Podłęcki założył tu miasto. Przywilej lokacyjny wydał król Zygmunt III Waza. Założyciel miasta wybudował tu ratusz i ustanowił cechy. Mieszkańcy Bogorii otrzymali przywilej warzenia i szynkowania trunków. W latach 1619-1645  Bogoria otrzymała przywileje na organizowanie 8 jarmarków rocznie.

Różnie wiodło się moim praprzodkom, ale z tego co ja pamiętam, to podejmowane po II wojnie próby organizowania jarmarków w Bogorii nie powiodły się. Tradycyjne miejsca handlu jarmarcznego w pobliskich miastach powiatowych jak Staszów, Opatów i Sandomierz utrzymały swój prymat i tak jest do dnia dzisiejszego.

W czasach PRL jarmark przyciągał ogromne rzesze ludzi, głównie rolników sprzedających swoje płody rolne oraz rzemieślników zaopatrujących już nie tylko wieś, ale i miejscową ludność w wyroby przemysłowe. Złośliwi nazywali ten dzień świętem dyszla jako, że najazd furmanek utrudniał ruch miejski i wprowadzał trochę zamętu w senne i uporządkowane życie mieszczuchów.

Ja sam, szefując w latach osiemdziesiątych Gminnej Spółdzielni w Staszowie, która na mocy decyzji władz miejskich sprawowała pieczę nad targowiskiem miałem z tą działalnością duże kłopoty. Stawki opłat targowych były tak skalkulowane przez władze miejskie, że pozostająca w naszej dyspozycji część wpływów pochodzących z tych opłat nie pokrywała kosztów utrzymania całej działalności, a zatem przynosiła nam spore straty. Stragany podnajmowane GS-om w dni targowe stały puste przez pozostały czas przyciągając wagarującą młodzież i innych ludzi szukających tam schronienia. Były zatem częste przypadki włamań i demolowania sprzętu, który musieliśmy naprawiać własnymi siłami. Nadzorując tę działalność miałem okazję przyjrzeć się temu biznesowi będącemu swoistą enklawą wolnego rynku w morzu gospodarki planowej zwanego dzisiaj komuną. Pamiętam tamte czasy ogólnego niedostatku wyrobów niemal wszelkich branż w sklepach spółdzielczych i względny ich dostatek w ofercie targowej. Niemal wszystko było sprzedawane wprost z wozów konnych lub przyczep traktorowych, czy ze skrzyń ładunkowych coraz częściej pojawiających się samochodów ciężarowych Star, Lublin, dostawczych typu Żuk, Nysa, Tarpan, wreszcie i z osobowych Fiat 125 czy Polonez.

W ostatni poniedziałek odbyłem na prośbę żony swoistą podróż do wspomnień z lat minionych. Podwiozłem ją na jarmark właśnie w poszukiwaniu różnych rzeczy niezbędnych w zbliżającej się porze zimowej. Było już trochę późno, tak pod koniec działalności. Poszczególne stoiska już pakowały swój dobytek lub odjeżdżały ze swoich stanowisk. Żona poszukiwała potrzebnych jej rzeczy, a ja chodziłem pomiędzy stoiskami przyglądając się całemu zapleczu handlowemu wystawionemu na jarmarku i słuchając strzępów rozmów jakie prowadzili sprzedający pomiędzy sobą lub z takimi jak my, spóźnionymi klientami.

Byłem pod wrażeniem zmian jakie tu zaszły od czasów, które wspominam. Na ogół nikt już nie sprzedaje z samochodów. Każdy handlowiec posiada odpowiednie do prowadzonej branży namioty sułtańskie lub inne, Wszystkie są niezwykle łatwe w montażu i demontażu. Urządzenia handlowe służące ekspozycji towarów też przeszły swoistą metamorfozę. Już nie ma łóżek, czy jakichś przypadkowych stolików. Wszystko jest dokładnie przystosowane do tego, aby łatwo i szybko to ustawić, aby pomieścić jak najwięcej towaru i właściwie go wyeksponować. Cały dobytek jest tak przemyślany, aby zmieścił się w posiadanym pojeździe i tak w nim zapakowany, aby już następnego dnia i w nowym miejscu szybko rozwinąć stragan i ułożyć w nim swój towar. Zniknęły kolory – te z piosenki, na rzecz biało-niebieskich poszyć namiotów.

Gdy tak obserwowałem młody na ogół personel jak sprawnie przeprowadza zwijanie biznesu z pełnym rozeznaniem gdzie zapakowano poszczególne towary, co trzeba uzupełnić, to pomyślałem i o tym, że gdy ja następnego dnia będę się zastanawiał czy już wstać, czy jeszcze sobie poleżeć oni będą już w kolejnym mieście handlować. W tym dniu było słonecznie, cieplutko i bezwietrznie, a przecież nie zawsze tak bywa. Czasem pada i wieje zrywając te różne folie i brezenty, czasem jest zimno i mgliście, czasem mimo ofiarnego świadczenia gotowości do handlu nie ma komu sprzedać oferowanych towarów i co wtedy???  Nerwy puszczają, przychodzi zwątpienie w sens prowadzenia takiej działalności. Dlaczego więc tak się męczą? Dlatego że tam, na tych targach, jarmarkach jest popyt reprezentowany przez ludzi chcących względnie tanio zaspokoić swoje potrzeby. Jak jest popyt to w ślad za nim pojawia się podaż, bo…klient nasz Pan.

To dla nas trudzą się te rzesze zaprawionych w trudnym handlu ludzi. Kupując u nich możemy im wyrazić uznanie dla ich trudnej pracy.

Uczymy się zasad udzielania pomocy przedlekarskiej

Ratownicy z II aPodczas pisania poprzedniej opowieści o Dniu Nauczyciela posłużyłem się materiałem z audycji realizowanej w dniu 14 października w Jedynce Polskiego Radia, a dotyczącej tematyki wzorca współczesnego nauczyciela i wspomnień sukcesów i porażek szkolnych. Tak się wtedy złożyło, że równolegle przybliżano słuchaczom zasady udzielania pierwszej pomocy przedlekarskiej, jako, że dzień 13 października jest Dniem Ratownictwa Medycznego. Czytaj dalej

Święto Edukacji – Zryty temat

Doczekałem się kolejnego święta nauczyciela. Zawsze na nie jednakowo niecierpliwie czekam. Nurtują mnie wciąż te same pytania. Czy szkoła przyśle zaproszenie na akademię ku czci „swojemu” emerytowi, czy dawni uczniowie jeszcze pamiętają? Co się wydarzy w moim dość monotonnym życiu w dniu 14 października? Itd. itp. Czytaj dalej

Teraz nasz ruch

Od niedzieli, nie licząc wcześniejszych przecieków do prasy jesteśmy świadkami powstania nowego – starego podmiotu na scenie politycznej. Wyjątkowo głośno zrobiło się wokół tej sprawy, bo nowa partia ma w tym swój interes polityczny. Już w tytule GW w wielkim nagłówku czytamy to, co najważniejsze:

Koniec Ruchu Palikota. Teraz Twój Ruch. „Będziemy prawdziwą Platformą Obywatelską
Cały tekst:  http://wyborcza.pl/1,75478,14729244,Koniec_Ruchu_Palikota__Teraz_Twoj_Ruch___Bedziemy.html#ixzz2h9yJG8mR

W polityce od dawna wiadomo że: Niech nawet mówią najgorzej, byle po nazwisku. A więc komentarzy nie ma końca. Czy mają szansę na zjednoczenie lewicy, czy odzyskają dawne 10 proc. poparcia w sondażach, czy ludzie im zaufają?

Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać.

Tymczasem do tematu zmiany nazwy partii Janusza Palikota włącza się Fundacja Twój Ruch broniąc swojego prawa do nazwy istniejącej już od roku fundacji. Robi się cieplej    w około tematu i chyba to dobrze, bo zgodnie z w/w zasadą. Czytam wywiad z przedstawicielką tej fundacji:

Jak oceniacie sięgnięcie po Waszą nazwę przez partię Janusza Palikota?- pyta dziennikarz.

Eunika Chojecka, rzecznik prasowy i współzałożycielka Fundacji Twój ruch odpowiada:. Fundację powołano ponad rok temu. Jej celem jest propagowanie wśród młodzieży postaw patriotycznych. Teraz, w kontekście nadania tej samej nazwy nowej partii Palikota fundacja nie wyklucza podjęcia kroków prawnych. Wszystko wskazuje na to, że nazwa może być plagiatem. Całość artykułu:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/64132-twoj-ruch-to-plagiat-palikot-ukradl-nazwe-nalezaca-do-patriotycznego-stowarzyszenia-nasz-wywiad-z-rzeczniczka-fundacji-twoj-ruch

 

Jest temat? Jest problem? Jest ruch w interesie? Jest! Gdy usłyszałem tę nową nazwę to powiedziałem do żony:

– To jest stara nazwa kampanii reklamowej RSW Prasa-Książka-Ruch, która wchodząc na giełdę używała udanego hasła Teraz twój Ruch.

Uważałem wtedy, że było to bardzo udane hasło, bowiem sugerowało taki oto przekaz: – My stworzyliśmy ofertę, a teraz pora na ciebie. Twój „Ruch” . Było to jednocześnie odwołanie się do starej handlowej zasady: Klient nasz pan, bo hasło umieszczano na pomalowanych na zielono kioskach Ruchu rzucało się w oczy przechodniom i przyciągało. Jeszcze do dzisiaj można spotkać kioski ruchu z tymi hasłami na szybach.

Moje wspomnienia znajdują poparcie w tekście pana Waldemara Rajcy, który na swoim blogu napisał m.in.

…pan dyrektor hurtowni” Ruch”, radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wziął udział w sesji reklamowej hurtowni i można było go oglądać w radomskiej Telewizji Dami reklamującego hurtownię kieleckiego ” Ruchu, oddziału w Radomiu, który na końcu reklamy mówił” „A teraz Twój Ruch”.. Ta reklama leciała co najmniej rok, jak nie więcej.. Więc zbitka „ Twój Ruch” już funkcjonowała kilka lat temu, jak istniała hurtownia „Ruchu” w Radomiu.. I tego nie wymyśliła pani Maria Czubaszek, ale ktoś, kto pomagał reklamować hurtownię Ruchu w Radomiu.. ”Twój Ruch”..

Hurtownia zniknęła- a szkoda, tak jak wiele polskich firm w kłębowisku przepisów, podatków i kontroli, ale widocznie pani Maria Czubaszek oglądała taką reklamę i pomyślała, że będzie to dobra nazwa dla demokratycznej partii antycywilizacyjnej- Ruch Palikota.. No i od wczoraj jest…

http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/2013/10/07/twoj-ruch/

Jeszcze jeden rodzaj ruchu jest ostatnio w modzie. Ruszają się politycy pochłonięci walką o ważny fotel Prezydenta Warszawy. Panprezes nasilił kampanię przedwyborczą i co dzień w innym miejscu jak tylko może i potrafi osłabia Paniąprezydent przed mającym się odbyć w niedzielę 13 października referendum i agituje za jak najlepszą frekwencją. W ostatnim akordzie tej kampanii zapewne powie: Zrobiłem wszystko co mogłem, a teraz, do Was się zwracam Warszawiacy z Wielkiej Warszawy; Teraz Wasz ruch!!!

Bardzo aktywna ostatnio Paniprezydent też rusza się nadzwyczaj energicznie i wskazując gdzie tylko można na swój dorobek w zarządzaniu tak ogromnymi pieniędzmi w tak ogromnym mieście też mówi Wyborcom: Teraz Wasz ruch!

A my, zwykli obywatele spoza Warszawy jaki ruch możemy wykonać?

Starość trzeba oswajać

Dzień po Międzynarodowym Dniu Ludzi Starszych, czyli 2 października miałem okazję usłyszeć w Jedynce Polskiego Radia dawno nie słyszaną panią Jolantę Kwaśniewska  http://www.polskieradio.pl/7/1691/Artykul/946433 Wiedziałem, że kiedy zawieszała swoją działalność w ruchu kobiet, który nawet już przygotowywał gabinet cieni dla rządu – na wypadek gdyby kobieca partia zdobyła władzę, to zapowiedziała wznowienie swojej aktywności, gdy przyjdzie na to czas. Widocznie ten czas już nadszedł – pomyślałem i tym bardziej skupiłem się na jej wypowiedziach z próbą notowania co ważniejszych wątków. Czytaj dalej

Opowieść o intuicji, czy też o Aniołach Stróżach?

Jako starzy już ludzie zamieszkujemy w znacznym oddaleniu od dzieci i … co tu dużo mówić, tęsknimy za nimi. Mamy wprawdzie wypróbowane kanały łączności i utrwalone już formy porozumiewania się. Niemal przez cały dzień włączony komputer dostarcza nam informacji o ich aktywności na forach społecznościowych, czy na Skype. Mamy też telefony, e-maile, a jednak bywa, że mijają godziny, czy nawet dni w których zwyczajowo łączyliśmy się i wtedy przy braku rozmowy pojawia się niepokój. Uspokajamy się wzajemnie powtarzając że:
No news is good news, ale niepokój pozostaje wciąż silny. Tak było i dzisiaj. Czekamy dzień, czekamy dwa aż wreszcie żona zasiada do komputera i zaczepia. Ponieważ nie ma odzewu na nasze Puk, puk...to sięga po telefon i … Czytaj dalej