My, demokraci…

Sporo dzieje się ostatnio na szczytach naszej władzy. Naczelny opozycjonista kraju, gdy tylko poczuł siłę społecznego poparcia wynoszącego na sam szczyt sondaży, to od razu podwoił wysiłki niezbędne do tego, aby nie tylko wygrać najbliższe batalie wyborcze, ale rządzić samodzielnie i niepodzielnie. Tylko taki układ sił go interesuje. Jest demokratą, tak jak i jego otoczenie. O demokracje walczył i do dzisiaj nie porzucił woli dalszej walki, bo uważa, że wciąż jest z kim i o co walczyć. Walka jaką niezmiennie już od lat prowadzi jest wciąż taka sama, tylko używa się coraz ostrzejszych metod służących osłabianiu przeciwnika. Przecież mamy demokrację. Wszystko zatem można mówić. Wszystkiemu można zaprzeczyć, wszelkie niecne zamiary można przeciwnikowi przypisać. Zawsze coś do przeciwnika przylgnie. To „coś” poszerzy strefę wpływów i poprawi wskaźniki poparcia. Czytaj dalej