Obywatelu, lecz się sam…

Czy ktoś z Państwa jest w stanie wymienić jedno przyjęcie, czy też spotkanie w szerszym gronie, na którym nie rozmawia się o zdrowiu?  Ja miałbym z tym poważny problem. Może to dlatego, że jestem już w tzw. smudze cienia i na ogół w takim towarzystwie się obracam?

Często dobiegają do mnie relacje z frontu walki o naprawę tego, co się komuś popsuło. Dajmy na to noga.

–         Mówię pani, po upadku, w czasie którego jakoś tak nieszczęśliwie podwinęła mi się noga nie mogłam na nią stanąć. Przykładałam altacet, smarowałam jakimiś maściami w nadziei, że skoro nie ma złamania to samo przejdzie, ale gdzie tam. Bolało jak nieszczęście. Poszłam w końcu na izbę przyjęć do szpitala. Lekarz odesłał do prześwietlenia, a skoro nie dopatrzył się złamania kości, to chciał mnie spławić racząc mnie znowu jakimiś maściami i opowiastkami o tym, że trzeba czekać, że samo przejdzie. Na szczęście wzięła mnie pod skrzydła moja córka, też lekarz i co pani powie? Na drugi dzień po wizycie w jej szpitalu już wylądowałam na operacji. Miałam zerwane ścięgno. Teraz jest już dobrze, ale co by było gdybym go usłuchała? Byłabym może kaleką! Ale czort z nim- pomyślałam. Nie będę się sądować z takim konowałem. Ale niech sobie pani wyobrazi, że to nie koniec tej historii. Po kilku miesiącach jakiś owad ugryzł mnie w nogę. Bolało jak nie wiem co i do tego zrobił się obrzęk. Idę na izbę przyjęć, a tu lekarz każe mi obłożyć to miejsce cebulą, to przejdzie. Patrzę na niego jak na wariata i poznaję, że to ten sam lekarz, który tak mi pomógł na nogę. Mówię więc do niego; Co pan do mnie mówi? W trzy dni po ukąszeniu cebula? Czy nie zna pan innych metod?

–         A on do mnie z nerwami: Pani kwestionuje moją wiedzę? Może pani sobie wybrać innego lekarza. Tak pan radzi? Niech pan sprawdzi co mi pan zalecił jak trafiłam do pana ze zerwanym ścięgnem w nodze. To stoi w papierach. To taki z pana lekarz?

–         Pani mnie oskarża? – pyta mnie ten doktor.

–         Nie oskarżam, bo bym wniosła pozew gdzie trzeba, a nie kłóciła się z panem. Ja pana ostrzegam. Leczenie ludzi to nie zabawa w zgadywanki– odpowiedziałam cała w nerwach. I faktycznie . Pomimo upływu paru miesięcy nadal była w nerwach cała. Całe szczęście że mamy w rodzinie kilkoro lekarzy to oni nas ratują. Ci ze społecznej służby zdrowia to … szkoda mówić – powiedziała i machnęła wymownie ręką.

Przerwę w tej narracji natychmiast wykorzystał pan, któremu na ostrą niewydolność krążenia żylnego w nogach też proponowano jakąś maść i odpoczynek z nóżkami uniesionymi w górę. Wykłócił skierowanie do specjalisty, a tam dowiedział się, że gdyby nie natychmiastowa interwencja specjalistycznymi lekami, to mogło dojść do martwicy…

Co się dzieje? W prywatnych gabinetach przyjmują jacyś inni lekarze i ludzie, a w przychodniach publicznych i szpitalach to kto przyjmuje i leczy chorych? Amatorzy przyuczeni do zawodu?

Jakoś w tym samym czasie wpadł mi w ręce tygodnik Przegląd. Już na okładce umieszczono walący po oczach tytuł: Błędy lekarza kryje ziemia. Polecam go Państwu: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/bledy-lekarza-kryje-ziemia

We wstępniaku czytamy: – Mówi się, że błędy lekarza kryje ziemia, ale dzisiaj coraz częściej słyszy się o nich w radiu, telewizji, czyta w prasie. Stają się sensacją, tak chętnie wykorzystywaną przez media. Trafiają do Biura Rzecznika Praw Pacjenta – w 2011 r. wpłynęło ponad 36 tys. zgłoszeń, a w zeszłym już ok. 60 tys. Środowisko lekarskie broni się, argumentując, że nagłaśnianie niepowodzeń i błędów medycznych, stanowiących przecież tylko nie wielki odsetek w polskim lecznictwie, godzi w autorytet lekarzy, w większości pracujących rzetelnie, i niszczy zaufanie społeczne do służby zdrowia. Jednak ich skutkiem jest zwykle ciężka choroba, kalectwo czy śmierć, więc trzeba je ujawniać i analizować ich przyczyny, by zapobiegać podobnym tragediom.

Czytając uważnie cały materiał dowiemy się jak trudno dochodzić przed sądami zadośćuczynienia za błędy w sztuce lekarskiej i jak długo to może trwać. Przeczytamy Tam również o przemęczonych pracą na kilka etatów lekarzach i szansach na poprawę istniejącego stanu. Na bazie analizy istniejącego stanu rzeczy cenne wydaje się pytanie i odpowiedź prawnika obsługującego takie procesy. Oto one:

Czy procesy sądowe, dowodzące zaistniałych błędów medycznych, przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa w lecznictwie? Czy lekarze uczą się na tych błędach?

– Raczej uczą się zabezpieczać przed ich ujawnianiem i odpowiedzialnością – odpowiada pani prawnik .Dokładniej wypełniają dokumentację, staranniej dbają o to, by „w papierach było czysto”. Wydłużają się oświadczenia podpisywane przez chorych przed operacją, zawierające pouczenia o ryzyku i powikłaniach, od strony formalnej zabezpieczające lekarza przed roszczeniami. Widziałam już takie, które miały ponad dziesięć stron. Myślę, że często z większą empatią i poczuciem odpowiedzialności traktują chorych pielęgniarki, dzisiaj już doskonale wykształcone. Jest jeszcze etos tego zawodu. Lekarze często pracują w pośpiechu, stresie, co także może powodować niepowodzenia – niekiedy muszą natychmiast podejmować decyzje, by ratować zagrożone życie. Proces leczenia bywa też nieprzewidywalny, każdy choruje inaczej, istnieje więc wiele okoliczności i czynników sprzyjających popełnieniu błędu. Także niektóre ograniczenia w systemie lecznictwa, wynikające najczęściej z przyczyn ekonomicznych, wiążą im ręce i utrudniają pracę…

Obywatelu, lecz się sam… ewentualnie wybierz się na nabożeństwo w intencji  uzdrowienia w nadziei, że doznasz tej łaski, jeśli tylko wystarczająco mocno wierzysz w możliwość uzdrowienia.