Vivat academia, vivant professores…

Uwaga nadchodzi…
1 października, to dzień inauguracji nowego roku akademickiego. Nie wiem, czy to wydarzenie jest przez kogoś z braci studenckiej szczególnie oczekiwane, ale przynajmniej dla studentów I roku jest to z pewnością duże wydarzenie. Nowe środowisko, nowe wyzwania, dorosłość… Czytaj dalej

My, demokraci…

Sporo dzieje się ostatnio na szczytach naszej władzy. Naczelny opozycjonista kraju, gdy tylko poczuł siłę społecznego poparcia wynoszącego na sam szczyt sondaży, to od razu podwoił wysiłki niezbędne do tego, aby nie tylko wygrać najbliższe batalie wyborcze, ale rządzić samodzielnie i niepodzielnie. Tylko taki układ sił go interesuje. Jest demokratą, tak jak i jego otoczenie. O demokracje walczył i do dzisiaj nie porzucił woli dalszej walki, bo uważa, że wciąż jest z kim i o co walczyć. Walka jaką niezmiennie już od lat prowadzi jest wciąż taka sama, tylko używa się coraz ostrzejszych metod służących osłabianiu przeciwnika. Przecież mamy demokrację. Wszystko zatem można mówić. Wszystkiemu można zaprzeczyć, wszelkie niecne zamiary można przeciwnikowi przypisać. Zawsze coś do przeciwnika przylgnie. To „coś” poszerzy strefę wpływów i poprawi wskaźniki poparcia. Czytaj dalej

Zarządzanie zasobami rodziców

Przyszła moda na nowe kierunki studiów, a jednocześnie promowanie tradycyjnych kierunków, które są modyfikowane pod potrzeby grymaśnych obecnie studentów. Niż demograficzny przetoczył się przez przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja i spustoszywszy szkoły średnie dotarł do uczelni wyższych. Wszędzie trwa walka o nabór uczniów i studentów. Uczelnie zagrożone finansowo podejmują przeróżne akcje promocyjne mające zachęcić jeszcze niezdecydowanych do podejmowania studiów właśnie u nich. Czytaj dalej

Bądź gotowy, okazja nadejdzie

Uczyłem w szkołach średnich między innymi przedsiębiorczości i stąd pochodzą wyłapywane przy różnych okazjach sentencje, czy też wypowiedzi ludzi, którymi starałem się posługiwać w kontaktach z młodzieżą, jako argumentem przemawiającym do ich wyobraźni. W ten sposób wszedłem m.in. w posiadanie fragmentu wywiadu jakiejś znanej w kraju aktorki (nie zapisałem niestety nazwiska, ani tytułu gazety, która to zamieściła). Oto on:
– Aktorka: …80 proc. problemów rozwiązuje się sama. Wszystkie ważne wydarzenia w moim życiu nastąpiły z powodu innych. Ktoś nie mógł, ktoś nie chciał i wtedy padała oferta dla mnie. Trzeba zatem czekać na taki moment. Zbierać latami siły, uczyć się cierpliwości i czekać na szansę, a wtedy brać ja i starać się sprostać oczekiwaniom…
   Dla wątpiących i niecierpliwych dodawałem jeszcze opowieść o wykształconej w Polsce jakiejś młodej pani reżyser, która w USA …sprzątała teatr. Podczas jakichś rozmów personelu ośmieliła się zabrać głos i przedstawić swój sposób rozwiązania dyskutowanego problemu. Nastąpiła wtedy chwila ciszy, po której ktoś znaczący powiedział słynne : – You do it, czyli zrób to!!! Powiedz czego potrzebujesz i do roboty! Nie trzeba dodawać, że ta sytuacja odmieniła dotychczasowe życie młodej pani zatrudnionej w charakterze konserwatora powierzchni płaskich. Dlaczego akurat o tym piszę dzisiaj swą kolejną opowieść? Już spieszę z wyjaśnieniami:
Od zawsze byłem zbulwersowany doniesieniami o kwalifikacjach ekspertów Komisji Macierewicza. Jeden obserwował za młodu eksplozje w stodołach i nabył w ten sposób kwalifikacji, które później rozwinął, a teraz miał szansę zająć się eksplozją w samolocie. Inny dużo latał samolotami i miał okazję obserwować przez okno skrzydła i silniki samolotów dzięki czemu zdobył nowe kwalifikacje. Czekał długo, ale się doczekał. Przyjął nadarzającą się ofertę i starał się sprostać oczekiwaniom. Bardzo się starał! Ponieważ zasada przestrzegana przez nasze babcie, a głosząca: Siedź w kącie, znajdą cię!  przestała już działać, to postanowiłem pomóc losowi i trochę wypromować siebie. Otóż, już osiem razy byłem w USA i do tego często z międzylądowaniem w Dusseldorfie, Pradze, Wiedniu, Zurychu. Dlatego uważam, że mam spore doświadczenie i wiedzę w zakresie znajomości budowy skrzydeł samolotów i ich zachowania się podczas lotów. Szczególnie, że często otrzymywałem miejsca przy oknie i nad skrzydłem właśnie. Lecąc po raz pierwszy z Pragi do Nowego Jorku miałem nieprzyjemność podróżowania samolotem TU 104,( a może TU 114 ),do którego wsiadało się po skrzydle samolotu, z którego na płytę lotniska kapało paliwo. Leciałem ściśnięty jak ogórek w beczce i martwiłem się czy doleci. Doleciał.
Jestem też inżynierem, co prawda nie mam kwalifikacji konstrukcyjnych, a nawet związanych z obróbką metali, ale zawsze co inżynier, to inżynier. Tytuł magistra też posiadam. Mam dużo czasu, jako że jestem na trzecim roku emerytury i szukam sobie dodatkowych zajęć, aby przydać się komuś i do tego trochę ( ale bez przesady, bo może być sporo) zarobić. Oczekuję propozycji, a przynajmniej dowcipnych komentarzy.

 

 

Wychowanie do wartości

Dzisiejsza niedziela inauguruje trzeci już w kościele katolickim Tydzień wychowania (15 do 21 września) realizowany pod hasłem: Wychowanie do wartości. Konferencja Episkopatu Polski skierowała w tej sprawie list do wiernych odczytywany w kościołach w dniu 1 września br.. http://www.diecezja.radom.pl/episkopatu-polski/2659-list-kep-3tw
Czytamy w nim m.in.: Czytaj dalej

11 września, roku pamiętnego…

   Wydarzenie, którego 12-tą rocznicę dzisiaj obchodzi Ameryka, jest jednym z gatunku takich, po których już nic nie jest tak, jak było. Zasada strategiczna terrorystów : – Uderzyć jednego, aby wpłynąć na stu innych, sprawdziła się tu wyjątkowo dobrze. Przestraszyli cały świat. Nikt już nie mógł się czuć tak bezpiecznie jak to wcześniej bywało. Krzywa wydatków na zapewnienie bezpieczeństwa niemal w każdym państwie świata poszybowała ostro w górę. Wszystkie miejsca potencjalnie zagrożone zamachami musiały być objęte specjalnym nadzorem służb specjalnych. Nastąpił niebywały rozwój nowych technologii i know how służących pokryciu zapotrzebowania na specjalny sprzęt niezbędny do monitorowania wszystkiego „co się rusza”. Czy te wydatki zdołały usunąć zagrożenia? Wiemy, że nie! Po Nowym Jorku mieliśmy w 2002 r. atak na Bali, w 2003 atak w Moskwie, Lagos, Jerozolimie, a w 2004 r. atak na pociąg w Madrycie…i tak dalej. Wojna z terroryzmem nie jest łatwa i mieliśmy w tych minionych 12 latach dobre tego przykłady, jeśli poświęcaliśmy choćby trochę uwagi na obserwację tego, co się działo w Iraku, Afganistanie i innych zapalnych rejonach świata. Wiemy jak długo trwało polowanie na Bin Ladena wykreowanego na sprawcę wszelkiego zła. Dzisiaj widzimy jak sobie Ameryka poradziła z tamtą traumatyczną katastrofą. Wyleczono już materialne rany zadane przez wrogie Ameryce siły. Zabudowuje się na nowo strefę kataklizmu zwaną „Ground Zero” i wkrótce zabliźnią się ostatnie ślady nieszczęścia, w którym śmierć poniosło ponad 3 tysiące ludzi.
Gdy sięgnąć do gazet z tamtego czasu, to i dzisiaj chyba każdego może porazić przerażenie wypisane na twarzach ludzi ratujących się ucieczką z zagrożonej strefy. Bardzo wymowne były hasła rzucane wtedy przez prezydenta i innych polityków do poranionego w swej dumie narodu:
– Nikt nie zabije ducha Ameryki!
– Bądź silna Ameryko!
– Zamachy mogą zniszczyć stal, ale nie uszkodzą stalowej determinacji Ameryki – George W. Bush

Dzisiaj sami Amerykanie pozytywnie oceniają sposób wychodzenia z traumy w którą atak na WTC ich wtrącił. Ponoszą ogromne koszty, ale udaje im się utrzymywać wojnę daleko od granic swojego państwa. Ich doświadczenia są adaptowane do wzmacniania bezpieczeństwa w innych krajach przynosząc niezłe dochody zaangażowanym w ten proceder firmom. Wydaje się, że świat normalnieje, ale to tylko złudzenie wzmacniane medialną ciszą na temat kolejnych zamachów. Udaje się przedłużać ten okres, ale wszyscy wiemy, że licho nie śpi, albo śpi licho. Trzeba być gotowym na spacerze, w podróży samolotem, pociągiem, w banku, ale i w teatrze, a nawet w tak sielskim zakątku świata jakim niegdyś była indonezyjska  wyspa Bali. Trzeba być zawsze gotowym, bo już na stałe element niepokoju został wbudowany w rzeczywistość świata.
Dla mnie jednym z najbardziej przerażających zdjęć z tragedii WTC było zdjęcie spadających z ogromnej wysokości ludzi, którzy w ogromie bezsilnej rozpaczy wyskakiwali z okien nie mając szans na ratunek. To wrażenie spotęgował dodatkowo wiersz Wisławy Szymborskiej poświęcony tym ludziom. W gazetce szkolnej poświęconej zagrożeniom ze strony światowego terroryzmu dokonałem kompilacji tych dwóch środków wyrazu, aby spotęgować wzrokowe wrażenia i ułatwić zrozumienie wymowy tego wiersza.
Obyśmy nigdy nie doczekali się takiego sądnego dnia.

 Szymborska Wisława Fotografia z 11 września

Skoczyli z płonących pięter w dół
– jeden, dwóch, jeszcze kilku
wyżej, niżej.
Fotografia powstrzymała ich przy życiu,
a teraz przechowuje
nad ziemią ku ziemi.
Każdy to jeszcze całość
z osobistą twarzą
i krwią dobrze ukrytą.
Jest dosyć czasu,
żeby rozwiały się włosy,
a z kieszeni wypadły
klucze, drobne pieniądze.
Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza,
w obrębie miejsc,
które się właśnie otwarły.
Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić
– opisać ten lot
i nie dodawać ostatniego zdania.

 

Fredro mądrym człowiekiem był…

...Pani od działalności kulturalno -.oświatowej w internacie zakładała w tym czasie kółko teatralne. Upatrzyła sobie mnie do roli Gustawa w Ślubach panieńskich A. Fredry, jakie postanowiła w okrojonej postaci wystawić na początek swej działalności. Otrzymaliśmy teksty do wkucia i raz na tydzień, na próbach ćwiczyliśmy się w grze aktorskiej. Ubawu było przy tym co niemiara i może na tym rzecz polegała aby jedynie „gonić króliczka”, bo do wystawienia sztuki nigdy nie doszło… Pisałem już kiedyś na tym blogu http://tatulowe.blog.onet.pl/2008/08/02/ku-doroslosci/
To młodzieńcze doświadczenie pozostawiło w mojej pamięci i do dzisiaj jeszcze pamiętam fragmenty roli jaką miałem odgrywać. Oglądając po wielu latach Śluby panieńskie powtarzałem za aktorem zapamiętane:
Gustaw do Anieli Akt IV scena trzecia
Jeszcze, Anielo, w kwiat życia bogata,
Znasz tylko rozkosz, a nie znasz cierpienia;
Jeszcze, szczęśliwa, nie znasz oddalenia!
Nie wiesz, że wtedy cały ogrom świata
Jeden punkt tylko dla nas w sobie mieści,
A tym jest chwila spodziewanej wieści.

Nie wiesz, jak wtedy śledcze oko płonie,
Jak każdy szelest dech zapiera w łonie,
I jaka boleść, gdy mija godzina
Z nią wprzód spłacona pociecha jedyna!
   Tamto doświadczenie jakoś mnie przygotowało do odbioru treści (nie tylko fredrowskiej) sztuki scenicznej oraz oceny aktorstwa osób wcielających się w daną rolę. Gdy zapoznałem się z charakterystykami męskich postaci Ślubów panieńskich, to zrozumiałem też istotną pomyłkę tkwiącą w obsadzeniu mnie w roli Gustawa – wesołego i żywiołowego lekkoducha, który lubi się bawić, jest lekkomyślny ale i sympatyczny zarazem, podczas gdy moja natura przemawiałaby raczej za rolą Albina, który był płaczliwym, cierpliwym, uległym, typowym sentymentalnym kochankiem, a do tego flegmatykiem i raczej pesymistą...
Zainicjowana przez pana Prezydenta RP akcja Narodowe Czytanie, obejmujące w tym roku dorobek urodzonego 220 lat temu Aleksandra Fredro autora „Zemsty”, „Męża i żony” i „Pana Jowialskiego” było niezwykle udanym przedsięwzięciem popularyzującym dorobek tego wybitnego autora jak i zanikającą sztukę czytania. Słuchając Jedynki Polskiego Radia zaangażowanej w organizację tej akcji można było odnieść wrażenie dużego sukcesu. http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/927351,Narodowe-czytanie-dziel-Fredry-zakonczone-Za-rok-Sienkiewicz
Czytano publicznie w 220 miejscach Polski nie tylko te poważne teksty, ale również nie mniej przemawiające do wyobraźni i wciąż bardzo aktualne sentencje jego autorstwa. Ja sam często korzystam z zasobów złotych myśli różnych autorów w tym i Aleksandra Fredro. Polecam zatem do przemyślenia tę lżejszą część Jego dorobku, bo warto   Aleksander Hrabia Fredro sentencje:
– Rada graniczy z naganą. 

– Przeprosiny – jak wywabiona plama: zawsze coś zostaje. 
– Każdy człowiek ma trzech głównych wrogów: jednego w górze, drugiego w dole, a trzeciego z boku. Pierwszym jest siła, drugim b o j a ż ń, a trzecim zawiść. 
– Niejeden wielki człowiek stojąc przed zwierciadłem – zobaczy oszusta. 
– W ceremoniach tonie gościnność. 
-Na świecie jak na jarmarku: lepiej się ten sprzeda, co się przecenia jak ten, co się nie docenia. 
– Bądź oszczędnym, abyś mógł być szczodrym. 
– Bankructwo jest najbliższą drogą do majątku.  
– Literaturze zdałby się bardzo hamulec; czy nie można by naznaczyć pewnych nagród dla tych, którzy najmniej arkuszy wydrukują? 
-W tej Polsce nigdy ładu, ale najmniej teraz. 
-Nie ma większej radości dla głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie.
-Nie ludzie nami rządzą, lecz własne słabości. 
-Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco, bo często słowa jakby z worka lecą. 
– Ludzie ze szkodą gonią za modą. 
– Kocha się sam w sobie, a dalibóg nie ma w czym.
– Ideolog chce ze swojej gliny nowego człowieka ulepić. I zawsze robi tylko błoto.
– Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. 
– Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby. 
– Przyjaciół kochamy dla ich wad, bo lubimy, gdy ktoś też ma wady. 
– Łgarzowi nikt nigdy nie wierzy, tylko czasem on sam sobie. 
– Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele. 
– I kura ma skrzydła jak orzeł, ale cóż z tego? 
– Garbaty nie lubi garbatego, bo go brzydkim widzi. 
– Pies poczciwszy od człowieka – nim ukąsi, pierwej szczeka. 
– Nie umieć – nie ma grzechu. Ale wielki błąd: udawać, że się umie, czego się nie umie 
– Ale teraz to się staje, że od kury mądrzejsze jaje. 
Dla dopełnienia fredrowskiego oglądu świata, który do mnie szczególnie przemawia zacytuję jeszcze inne, takie oto perełki:
[Będę feudałem…]
Będę feudałem 
Albo radykałem, 
Kogo mam obrzucić błotem,  
Pomówimy potem o tem. 
Moje czoło jak miedziaczek,  
Moje pióro jak wiatraczek 
Na usługi swoje masz, 
Tylko powiedz, co mi dasz?

Sejm
Prawo! Prawo! Jeszcze prawo! 

Jakby z nieba lecą żwawo; 
Gdy schowamy je w pamięci, 
Będziem żyli jakby święci. 
Ale zawsze w praw dostatku 
Jedna piosnka: Zapłać bratku! 
Więc możemy być świętymi, 
Lecz świętymi tureckimi.

[Wolność! Braterstwo! Ojczyzna!…]
Wolność! Braterstwo! Ojczyzna! Ba, Wiara! 

A koniec: Co dasz? To dziś grunt, to miara. 
No i na finał jeszcze jeden, taki sobie cytacik:
Ja z nim w zgodzie? – Mocium Panie, 
Wprzódy słońce w miejscu stanie!
Prędzej w morzu wyschnie woda,
niż tu u nas będzie zgoda!

Czy nasi politycy nie powinni wziąć udziału w narodowym czytaniu takich dzieł Aleksandra Fredry?

Obywatelu, lecz się sam…

Czy ktoś z Państwa jest w stanie wymienić jedno przyjęcie, czy też spotkanie w szerszym gronie, na którym nie rozmawia się o zdrowiu?  Ja miałbym z tym poważny problem. Może to dlatego, że jestem już w tzw. smudze cienia i na ogół w takim towarzystwie się obracam?

Często dobiegają do mnie relacje z frontu walki o naprawę tego, co się komuś popsuło. Dajmy na to noga.

–         Mówię pani, po upadku, w czasie którego jakoś tak nieszczęśliwie podwinęła mi się noga nie mogłam na nią stanąć. Przykładałam altacet, smarowałam jakimiś maściami w nadziei, że skoro nie ma złamania to samo przejdzie, ale gdzie tam. Bolało jak nieszczęście. Poszłam w końcu na izbę przyjęć do szpitala. Lekarz odesłał do prześwietlenia, a skoro nie dopatrzył się złamania kości, to chciał mnie spławić racząc mnie znowu jakimiś maściami i opowiastkami o tym, że trzeba czekać, że samo przejdzie. Na szczęście wzięła mnie pod skrzydła moja córka, też lekarz i co pani powie? Na drugi dzień po wizycie w jej szpitalu już wylądowałam na operacji. Miałam zerwane ścięgno. Teraz jest już dobrze, ale co by było gdybym go usłuchała? Byłabym może kaleką! Ale czort z nim- pomyślałam. Nie będę się sądować z takim konowałem. Ale niech sobie pani wyobrazi, że to nie koniec tej historii. Po kilku miesiącach jakiś owad ugryzł mnie w nogę. Bolało jak nie wiem co i do tego zrobił się obrzęk. Idę na izbę przyjęć, a tu lekarz każe mi obłożyć to miejsce cebulą, to przejdzie. Patrzę na niego jak na wariata i poznaję, że to ten sam lekarz, który tak mi pomógł na nogę. Mówię więc do niego; Co pan do mnie mówi? W trzy dni po ukąszeniu cebula? Czy nie zna pan innych metod?

–         A on do mnie z nerwami: Pani kwestionuje moją wiedzę? Może pani sobie wybrać innego lekarza. Tak pan radzi? Niech pan sprawdzi co mi pan zalecił jak trafiłam do pana ze zerwanym ścięgnem w nodze. To stoi w papierach. To taki z pana lekarz?

–         Pani mnie oskarża? – pyta mnie ten doktor.

–         Nie oskarżam, bo bym wniosła pozew gdzie trzeba, a nie kłóciła się z panem. Ja pana ostrzegam. Leczenie ludzi to nie zabawa w zgadywanki– odpowiedziałam cała w nerwach. I faktycznie . Pomimo upływu paru miesięcy nadal była w nerwach cała. Całe szczęście że mamy w rodzinie kilkoro lekarzy to oni nas ratują. Ci ze społecznej służby zdrowia to … szkoda mówić – powiedziała i machnęła wymownie ręką.

Przerwę w tej narracji natychmiast wykorzystał pan, któremu na ostrą niewydolność krążenia żylnego w nogach też proponowano jakąś maść i odpoczynek z nóżkami uniesionymi w górę. Wykłócił skierowanie do specjalisty, a tam dowiedział się, że gdyby nie natychmiastowa interwencja specjalistycznymi lekami, to mogło dojść do martwicy…

Co się dzieje? W prywatnych gabinetach przyjmują jacyś inni lekarze i ludzie, a w przychodniach publicznych i szpitalach to kto przyjmuje i leczy chorych? Amatorzy przyuczeni do zawodu?

Jakoś w tym samym czasie wpadł mi w ręce tygodnik Przegląd. Już na okładce umieszczono walący po oczach tytuł: Błędy lekarza kryje ziemia. Polecam go Państwu: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/bledy-lekarza-kryje-ziemia

We wstępniaku czytamy: – Mówi się, że błędy lekarza kryje ziemia, ale dzisiaj coraz częściej słyszy się o nich w radiu, telewizji, czyta w prasie. Stają się sensacją, tak chętnie wykorzystywaną przez media. Trafiają do Biura Rzecznika Praw Pacjenta – w 2011 r. wpłynęło ponad 36 tys. zgłoszeń, a w zeszłym już ok. 60 tys. Środowisko lekarskie broni się, argumentując, że nagłaśnianie niepowodzeń i błędów medycznych, stanowiących przecież tylko nie wielki odsetek w polskim lecznictwie, godzi w autorytet lekarzy, w większości pracujących rzetelnie, i niszczy zaufanie społeczne do służby zdrowia. Jednak ich skutkiem jest zwykle ciężka choroba, kalectwo czy śmierć, więc trzeba je ujawniać i analizować ich przyczyny, by zapobiegać podobnym tragediom.

Czytając uważnie cały materiał dowiemy się jak trudno dochodzić przed sądami zadośćuczynienia za błędy w sztuce lekarskiej i jak długo to może trwać. Przeczytamy Tam również o przemęczonych pracą na kilka etatów lekarzach i szansach na poprawę istniejącego stanu. Na bazie analizy istniejącego stanu rzeczy cenne wydaje się pytanie i odpowiedź prawnika obsługującego takie procesy. Oto one:

Czy procesy sądowe, dowodzące zaistniałych błędów medycznych, przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa w lecznictwie? Czy lekarze uczą się na tych błędach?

– Raczej uczą się zabezpieczać przed ich ujawnianiem i odpowiedzialnością – odpowiada pani prawnik .Dokładniej wypełniają dokumentację, staranniej dbają o to, by „w papierach było czysto”. Wydłużają się oświadczenia podpisywane przez chorych przed operacją, zawierające pouczenia o ryzyku i powikłaniach, od strony formalnej zabezpieczające lekarza przed roszczeniami. Widziałam już takie, które miały ponad dziesięć stron. Myślę, że często z większą empatią i poczuciem odpowiedzialności traktują chorych pielęgniarki, dzisiaj już doskonale wykształcone. Jest jeszcze etos tego zawodu. Lekarze często pracują w pośpiechu, stresie, co także może powodować niepowodzenia – niekiedy muszą natychmiast podejmować decyzje, by ratować zagrożone życie. Proces leczenia bywa też nieprzewidywalny, każdy choruje inaczej, istnieje więc wiele okoliczności i czynników sprzyjających popełnieniu błędu. Także niektóre ograniczenia w systemie lecznictwa, wynikające najczęściej z przyczyn ekonomicznych, wiążą im ręce i utrudniają pracę…

Obywatelu, lecz się sam… ewentualnie wybierz się na nabożeństwo w intencji  uzdrowienia w nadziei, że doznasz tej łaski, jeśli tylko wystarczająco mocno wierzysz w możliwość uzdrowienia.

Wystartowali do kolejnego etapu nauki

W tym roku inauguracja nowego roku szkolnego przypadła na 2 września, bo w tradycyjnym dniu inauguracji wypadła niedziela. Moje okienko na świat szkoły i wszystko to, co w niej się dzieje stanowi od lat blog Dariusza Chętkowskiego  wybitnego nauczyciela renomowanego liceum w Łodzi prowadzony w ramach Polityki . Zarówno wpisy jak i komentarze pojawiające się pod nowymi notkami dostarczają mi wystarczająco dużo informacji, aby być na bieżąco z tematyką szkoły, którą dopiero przed dwu laty opuściłem. Tam też znalazłem pod koniec wakacji wielce pouczający tekst, który postanowiłem Państwu dzisiaj udostępnić. Ponieważ wielu moich – obecnie tylko wirtualnych znajomych to byli uczniowie, a ci jak pamiętam nie zaglądali do Polityki, postanowiłem przybliżyć im ten prowokacyjnie napisany tekst, aby wysondować ich opinię na temat realiów szkoły. Oto ten tekst: http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/08/28/o-zachowaniu-sie-w-szkole/

O zachowaniu się w szkole.  Dariusz Chętkowski

Uczniowie, którzy idą do nowej szkoły, np. do gimnazjum albo liceum, powinni wiedzieć, jak mają się zachowywać. Dlatego przygotowałem dla nich kilka niezbędnych rad, aby nie wyszli na idiotów.
Jak wchodzisz do szkoły, nigdy nie mów „dzień dobry”. Tylko głupek kłania się nauczycielom. Najlepiej zrobisz, jak nie przyjdziesz za wcześnie. Kilkanaście minut spóźnienia na lekcję to nie grzech, a na pewno wzmocni twój autorytet w klasie. Chcesz, aby koledzy jeszcze bardziej cię szanowali, daruj sobie pierwszą lekcję. Na drugą też nie zapomnij się spóźnić.
Butów w szkole nie zmieniaj, bo to obciach. Weź na lekcje skórę i komórę, a podręczniki sobie daruj. Zawsze się znajdzie jakiś kretyn, od którego pożyczysz, jeśli będzie to konieczne. Zeszytów do poszczególnych przedmiotów nawet nie zakładaj, bo dopiero koledzy mieliby ubaw. Wystarczy jeden poszarpany zeszyt do wszystkiego. Zresztą notowanie to przeżytek. Jak trafi się coś ważnego, to wklepiesz w komórę albo jeszcze lepiej skamerujesz czy walniesz foto.
Na lekcjach do nauczycieli się nie odzywaj, chyba że tak, aby nie słyszeli. Miej w dupie lekcję, nie okazuj żadnego zainteresowania tematem. Gadaj za to bez przerwy do kumpli. Nie zapomnij strzelić jakiś zajebisty komentarz, żeby wszyscy mogli się pobrechtać. Największe jaja robi się z nauczyciela (że łysy, że brzydki, że stary, że głupi, że bredzi). Z telefonu korzystaj tak często, jak tylko się da. Najlepiej zrobisz, jak pod ławką będziesz cały czas trzymał w pogotowiu komórkę. Jak uda ci się na lekcji pogadać z kimś przez telefon, np. z fajnym ciachem z innej klasy, zapunktujesz na maksa.
Dużo śmieć, niech woźna ma pełne ręce roboty. Gumy przyklejaj pod krzesłem, na każdej ławce wyryj, że wszystko w szkole jest gówno warte. Zwalniaj się tak często, jak to tylko możliwe. Wychodź do kibla, długo nie wracaj. Na ostatnią lekcję nie przychodź, chyba że chcesz być traktowany jak przygłup. Do żadnych zadań się nie wyrywaj, do niczego nie zgłaszaj, mało się ucz, dużo ściągaj, prac domowych nie rób wcale. Niech się męczą idioci. Miej wszystko w dupie. Kiedy się da, imprezuj. Kombinuj. Pamiętaj, że jesteś kowalem swojego losu, że wszystko jest w twoich rękach, że możesz uczynić siebie wielkim. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Zapytana na fejsbuku o opinię o tym tekście moja szkolna znajoma Viola – obecnie już mgr muzyki zamieściła pod nim komentarz, a do mnie napisała:
– Musiał być dość zbulwersowany zachowaniem. Nie przesadził – każdy wie że chodziło o jednostki – nie wszyscy uczniowie są tacy jak ten pan opisał. Mnie na lekcjach w gimnazjum w …nie zdarzało żeby się aż tak zachowywali. Czasem jedli kanapki.
-Dawid, student matematyki, który włączył się do rozmowy pod linkiem zauważył, że autor tej notki:
– Zdecydowanie nie przesadził . A więc takie są realia miejskiej szkoły? – zapytałem
– Takie są realia w szkole. Debilizm i chęć szpanerstwa zatacza coraz szersze kręgi. Niektórzy myślą, że tylko dzięki takiemu gówniarskiemu zachowaniu zostaną zaakceptowani przez klasową społeczność. Słabe i zakompleksione jednostki chcą za wszelką cenę być zaakceptowane i lubiane. Koszty wtedy się nie liczą, mózg zostaje wyłączony. – Źle to wróży edukacji, bo jak nauczyć kogoś, kto się uczyć nie chce?- zapytałem . Odpowiedział
– Od zawsze były osoby, które uczyć się nie chciały, a do szkoły chodzić musiały . Zatem problem znany jest nie od dziś… dopowiedział  Dawid.
Gdy w sobotę byliśmy z żoną na urodzinowym przyjęciu w gronie złożonym niemal wyłącznie z byłych nauczycieli, to siłą rzeczy nasze rozmowy schodziły na sprawy związane ze szkołą. Nasze opinie na sprawę wypływały nie tylko z nauczycielskiego przygotowania i zebranych doświadczeń, ale i z obserwacji tego, co dzisiaj się dzieje w tym świecie . Mamy przecież dzieci, a nasze dzieci mają swoje dzieci i nigdy tak naprawdę nie wychodzimy z tych spraw. Opinie są więc wyważone i ich wydźwięk jest na ogół smutny. Przeraża nas to, co dzieje się wokół naszych pociech. Stajemy się bezsilni widząc jak upada autorytet rodziców, jak dziecko staje się dla nich niemal tyranem w domaganiu się swobody w dostępie do gadżetów cyfrowego świata i jak silnie ten świat oddziałuje na niedojrzałe umysły przekształcając je w nie wiadomo co.  Rodzice dzisiejszych uczniów nieco spokojniej patrzą na otaczający ich świat i próbują się weń wmontować. Dziadkowie zostali już raczej na trwałe wykluczeni, bo często nie są w stanie pokonać bariery technicznej, za którą skrywają się ich wnuki ze swoimi ciągle poważnymi ludzkimi problemami. Samotność w sieci, to nie tylko tytuł poczytnej powieści, ale i fakt doskwierający tym niby wyzwolonym, a nawet i wyuzdanym nastolatkom. Jedni potrzebują drugich, a tymczasem bariera odgradzająca te dwa światy staje się coraz wyższa.

Miejmy nadzieję, że dzisiejsza szkoła również rozumie współczesne problemy uczniów i będzie zdolna przeciwdziałać groźnym skutkom jawiącym się na horyzoncie rodzin i społeczeństwa. Hasło Zamoyskiego: Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie jest ciągle aktualne…

 

Dzień Solidarności

   Dzisiaj, w ostatnim dniu sierpnia myśli moje biegły w kierunku kilku tematów związanych z datą 31 sierpnia. Politycznie biorąc najważniejszym tematem była 33 rocznica podpisania porozumień sierpniowych, a więc Dzień Solidarności. Pamiętam bardzo dobrze tamten czas z perspektywy pracy jaką wtedy wykonywałem. Byłem prezesem Gminnej Spółdzielni, którą przejąłem w lipcu 1976 roku, po odwołaniu całego poprzedniego kierownictwa za tzw. całokształt. Czytaj dalej