Traktat o zrywaniu czarnych porzeczek

Pora na porzeczki, zwłaszcza czarne, bo te po uzyskaniu dojrzałości lubią spadać na ziemię … jak czarny i wonny grad. Zrywanie ich, to ciężka i dość żmudna praca i dlatego najlepiej jest zaprosić do udziału w zbiorze kogoś, kto zapłatę za przysługę odbierze sobie w naturze. Zwłaszcza, że nie ma komu ich sprzedać, a jeśli nawet, to cena skupu nawet nie potrafi rozśmieszyć zrywacza. Jeśli nie chcemy pozostawić ich na krzakach, to trzeba zerwać i przetworzyć.
Do zrywania potrzebne są jakieś stołeczki, bo kucać nie sposób i naczynia o szerokim przekroju, które podstawiane pod obrabianą gałązkę przyjmą również to, co samo z niej spadnie. Potrzebny też jest jakiś kapelusz chroniący od słońca, bo to rano nie można gdyż rosa i komary, na wieczór też nie można, bo chłodnawo i te same jeszcze bardziej wygłodzone komary. Pozostaje więc pora o najsilniejszym operowaniu słońca, a wtedy o poparzenia, czy nawet udar nie trudno.
Siadamy sobie z tym kimś po przeciwnych stronach krzewu i osmykując jagódki z krótszych niż u innych odmian szypułek gawędzimy do woli. W dzisiejszych czasach obrywanie porzeczek jest już jedną z niewielu czynności dających możliwość pozostawania w dość swobodnym kontakcie interpersonalnym mogącym przynieść całkiem interesujące rezultaty. Prace typu darcie pierza, czy łuskanie fasoli, kiedy ludzie siadali w kręgu i zajmując ręce pracą dawali swobodę językowi, który mógł pohasać, a nawet poswawolić, wnosząc do obiegu informacje jakie bez tej specyficznej pracy byłyby nadal własnością tylko ich posiadaczy. Tamte czynności uległy zanikowi, a wiec ludzie stracili sposobność skrócenia dystansu jako sposobności do zwyczajnego pobycia razem i pogadania sobie. Zrywanie porzeczek jeszcze na szczęście  istnieje i trzeba to wykorzystać. Warto może rozważyć i taką okoliczność, czy nie należałoby zabrać ze sobą jakiegoś sprzętu do nagrywania, jako że pamięć jest niestety zawodna i wiadomości uzyskane w ten sposób mogą ulecieć w nicość. Gdy nagramy pytania jak i odpowiedzi to zyskamy doskonały materiał do napisania czegoś na miarę „Traktatu o zrywaniu fasoli” – jaki napisał przed niewielu laty Wiesław Myśliwski. Autor występując w roli narratora, w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza dokonał bilansu całego życia. Opowiadał w jakim stopniu sam wpłynął na swój los, a jak bardzo ukształtowały go traumatyczne doznania z dzieciństwa i zakręty polskiej historii. To są przecież tematy należące do naszych zwyczajnych rozmów, a nasze życie, czy też życie kogoś z kręgu znajomych może być bardzo interesującym materiałem na kilka scenariuszy filmowych i kilka książek równocześnie.
Przyznaję, że jest to wielkie wyzwanie, ale dlaczego by nie spróbować? Ludzie potrafią wznosić się na wyżyny intelektu i dokonują wielkich dzieł nawet już w mocno dojrzałym wieku. Jeśli będziemy mieli ciekawego rozmówcę i zdobędziemy odpowiedni materiał, to kto wie? Może uda się nam stworzyć dzieło i uzyskać recenzję na miarę tej:
Takiego traktatu młody człowiek nie napisze” – tym zapewnieniem otwierał swój „Traktat teologiczny” Czesław Miłosz. Słowa te z równym powodzeniem odnieść można do „Traktatu o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego. Powieść tego kalibru artystycznego i myślowego mogła wyjść jedynie spod pióra „starego mistrza”, człowieka dysponującego życiowym doświadczeniem i płynącą z niego mądrością. Nieomylny instynkt pisarski pozwala mu to, co doświadczone i przemyślane, przekształcić w wybitne dzieło literackie – przemawiające także do młodego czytelnika…”
    Nie dalej jak wczoraj znalazłem w Onet.pl informację o sukcesie wydawniczym pani Anny Ficner-Ogonowskiej, nauczycielki przedsiębiorczości z Warszawy, która w sposób przebojowy stała się ikoną polskiej prozy kobiecej. Przytoczę tu tylko jedną odpowiedź na pytanie skierowane do niej przez redaktora:

Z czego czerpie Pani inspirację do pisania książek? Jak wiele Pani doświadczeń zostało przelanych na ich kartki? 
– Inspiruje mnie życie, po prostu. Myślę, że duże zasługi dla literatury, którą tworzę ma moja doskonała pamięć. Potrafię bardzo długo pamiętać swe myśli, te wzruszone, roześmiane i filozoficzne. Jestem bardzo baczną obserwatorką otaczającego mnie świata. Myślę, że w życiu bardziej pociąga mnie to, co mogę podpatrzeć, a nie to, co mogę przeżyć sama. Lubię patrzeć na ludzi, lubię ich słuchać, lubię poznawać różne punkty widzenia. Poza tym bardzo dobrze i na długo zapamiętuję różne obrazy, które mnie urzekają, zaskakują albo po prostu zadziwiają. W moich powieściach opisuję własną wizję świata, nie potrafiłabym tworzyć literatury w oderwaniu od tego, co czuję… http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/takiego-sukcesu-nie-bylo-w-polsce-od-lat,1,5556326,wiadomosc.html
Kto przeczyta cały wywiad ten dowie się, że pierwszą książkę wysłał do wydawcy jej mąż, bez jej wiedzy. Miał facet tzw. nosa.
Przykład ten przekonał mnie do zaproponowaniu państwu tego, co jest treścią dzisiejszej opowieści. Ja niestety już zakończyłem zrywanie porzeczek, a że po drugiej stronie krzaka miałem żonę więc materiału na książkę nie udało mi się zdobyć. Może kiedyś?

35 uwag do wpisu “Traktat o zrywaniu czarnych porzeczek

  1. ~Antoni Relski pisze:

    Na moich krzakach było osiem czarnych kulek.
    Decyzja zapadła, idą do wymiany jesienią.
    Co zaś do traktatu przyda się na tak zwane zaś.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • tatul pisze:

      To faktycznie trzeba się zastanowić nad jego przyszłością. Może wypróbuj jeszcze biblijną metodę podtrzymania życia tego krzewu? Obkopać, zasilić nawozem, a jak nie wyda owocu to w przyszłym roku…

      Polubienie

  2. ~MR pisze:

    No Tatulu, to ostatnie zdanie wydaje się być trochę ryzykowne – żebyś chociaż soku czy innych delikatesów z tych porzeczek pozbawiony nie został za takie gadanie!

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Na szczęście moja żona ma poczucie humoru. Ponieważ część tych porzeczek stanie się winem, to mam nadzieję, że pomagając w jego konsumpcji utrzyma się nadal w podobnym nastroju.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  3. ~leptir pisze:

    niestety ja nie mam jeszcze ani jednego krzaczka porzeczek…. może w przyszłości będzie 🙂
    a gawedzimy z mężem przy stole….:) jak na razie….

    Polubienie

  4. ~Córka pisze:

    Dziękuję bardzo za motywację i piękny tekst. Przy tych samych porzeczkach na placu – razem z Anią śpiewałyśmy w głos, a echo niosło nas daleko! Porzeczki czarne oberwaliśmy już z mężem, a czerwone dzisiaj oberwiemy z chłopcami motywowani tekstem. Bardzo serdecznie i słonecznie pozdrawiamy!

    Polubienie

    • tatul pisze:

      Jak to miło znaleźć taki komentarz pod tekstem, akurat w czasie gdy Mama zapytała: A Małgosia nie daje żadnego znaku na forach? Otóż daje . Już jej przeczytałem i ucieszyła się. Pisz ten traktat po wysłuchaniu zaroszonych do obrywania gości. I daj znać gdy będzie gotowy.
      Pozdrawiam(y)

      Polubienie

  5. oj dziękuję serdecznie za tako miły komentarz…:)
    tym krzemieniem pasiastym natchnąłeś mnie ….do tego stopnia, że dostałam w prezencie od męża właśnie komplet z krzemienia :)))
    co roku dostaje jakieś kamienie…ale tym razem to Twój post był inspiratorem…
    jak zrobię zdjęcie to wkleję 🙂

    a tematy leżą na ulicy jak pisała Meg…
    pozdrawiam

    Polubienie

  6. ~s.Małgorzata pisze:

    Tatulu, zapraszam do Zochcina. Ale byśmy sobie wreszcie pogadali. Nie ma ci u nas porzeczek, ale co insze do obrywania się znajdzie. Czas pogaduch mija, niestety. Już nawet we wsiach sławnych ławeczek przed domami nie ma, na których z sąsiadem się siadywało. W dłuż drogi przez Bieliny były ich dziesiątki. Pozdrawiam.

    Polubienie

  7. Dziękuję za kolejne zaproszenie do Zochcina. Już raz tam byłem, raz usiłowałem wpaść,ale przeciwności losu i burza mnie pogoniła. Może za trzecim razem uda się …
    Fakt, że dzisiaj łatwiej rozmawiać przez Internet niż tak zwyczajnie, twarzą w twarz. Co z tego wyniknie? Nie wiadomo.
    Pozdrawiamy serdecznie
    Tatul Mamuna

    Polubienie

  8. O zrywaniu porzeczek, dodatkiem w skwarze i upale, wiem niewiele, bo zawsze sobie umiałem znaleźć ciekawsze na tą porę zajęcia, a porzeczki wolę degustować w postaci obojętnej, niż zrywać… Intryguje mnie jednak co inszego, bom z lat tejże nabył experiencyi, że jako person kilka się pospołu oddaje robocie monotonnej, by nie rzec: nudnej, przy tem długiej, to czy to będzie składanie ulotek drukowanych, czy ścian malowanie, czy czegobądź sortowanie, to po czasie niejakiem najżywsza rozmowa zacichnie i każdy się we własnych rozmyszlaniach pogrąża… Czemuż to nagle zatem owe porzeczki miały ku inszym prowadzić zachowaniom i tych obyczajów odmienić, ku jakim niebywałym prowadząc gawędom?
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    • Witam Pana Wachmistrza i od razu spieszę z wyjaśnieniem, że nie wiem czy porzeczki, a zwłaszcza czarne nastrajają ludzi do rozmów na różne tematy. Znając obrzędy ludowe związane z darciem pierza , czy łuskaniem fasoli sądziłem że każda monotonna praca, której nie trzeba intelektu wysilać pozostawiana jest samym rękom, a wtedy fantazyja ludzka może się ujawnić, jak też wspominki wszelakie wyzierają na światło dzienne.
      Na szczęście ja mam to już za sobą i tylko wspomnienia tamtych chwil będą powracać przy konsumpcyi dżemu, galaretek, czy też wina, które nastawione już zostało.
      Pozdrawiam Waszmość Pana

      Polubienie

  9. Czy zna Pan „Bajęndy z augustowskich lasów?” Jerzy Ficowski w czasie wakacji podsłuchał, co przy zbieraniu porzeczek mówiła (głównie do siebie) teściowa gospodarza. Gdy próbował ją nagrywać – zamarła. Dobrze że mamy chociaż tych kilka przetrwałych historii.
    Wiem że wpis jest pisany z przymrużeniem oka, szczególnie ten ostatni akapit. Tylko że i tak bardzo się z nim nie zgadzam. Trochę to trwało, ale zainspirowana tymi słowami napisałam to http://www.zgodzinski.com/zosienka/wiadomosci/po-co-zona-poecie/. To nie polemika, chciałam tylko podziękować za natchnienie, nazwijmy to natchnieniem. Czy może za podrzucenie tematu. Dziękuję!

    Polubienie

    • Dzisiaj, po dwóch latach Facebook przypomniał mi moje niegdysiejsze udostępnienia z tego waśnie dnia. Był tam również ta opowieść. Przeczytałem Moje i Twoje słowa Zosiu i wtedy zauważyłem, że nie odpowiedziałem , a przecież byłem…
      Miło, że odwiedziłaś i zaprosiłaś.
      Pozdrawiam

      Polubienie

  10. ja to powinnam napisać kiedyś traktat „o zrywaniu malin” ale niechcący mógłby mi wyjść kąśliwy, bo nie tylko pachnąca, ale i kłująco bywa w malinach …
    Pozdrawiam Tatulu … świetnie o porzeczkach napisałeś pokazując jak na dłoni, że stanowczo bardziej owocne jest wpuszczanie w porzeczki, niż wpuszczanie w maliny …

    Polubione przez 1 osoba

  11. Marek Jan pisze:

    Sztuka prawdziwej konwersacji i słuchania tego z kim się konwersuje, nie wymaga żadnych krzaków czy też łuskania czegokolwiek, ważne jest to, by było z kim i o czym, nieraz pomilczenie o tym czy o owym ma większą wartość.
    Ważne jest to, by umieć się wsłuchać w to milczenie partnera czy partnerki. Mam z moją Bliską ten dar, wystarczy, że potrzymamy się za dłonie…
    W tym szczekającym i rozgadanym świecie, gdzie wszyscy pyskują i nikt nikogo nie słucha, to właśnie milczenie we dwoje ma nieocenioną dla mnie wartość.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.