Opatrzność czuwa?

Już na początku bieżącego roku Policja opublikowała dość pozytywnie brzmiące dane na temat wypadków drogowych jakie miały miejsce w 2012 r na polskich drogach i bezdrożach. Oto jedno z pierwszych takich podsumowań: http://www.policja.pl/portal/pol/1/83338/Bezpieczniej_na_polskich_drogach_w_2012_roku__mniej_wypadkow_zabitych_i_rannych.html

BEZPIECZNIEJ NA POLSKICH DROGACH W 2012 ROKU – MNIEJ WYPADKÓW, ZABITYCH I RANNYCH

16 proc. mniej ofiar śmiertelnych niż w 2011 r., prawie 9 proc. mniej rannych i blisko 9 proc. mniej wypadków – to wstępne dane dotyczące bezpieczeństwa na polskich drogach w zeszłym roku i najbardziej optymistyczne od wielu lat. Niestety cały czas wielu kierujących wsiada za kierownicę po alkoholu, chociaż w 2012 r. było ich ponad 12 tys. mniej.

Porównując ze sobą statystyki drogowe 2012 i 2011 roku, widać wyraźny spadek liczb wypadków, rannych i zabitych. W zeszłym roku na polskich drogach doszło do 36 505 wypadków, a w 2011 r.  do 40 065 – mniej o 3560 (9 proc.).  2012 rok to także spadek liczby osób, które wskutek zdarzeń na drogach poniosły śmierć. W minionym roku zginęło 3520 osób, a w 2011 r. 4189 osób – mniej o 669 (16 proc.). Spadła także liczba rannych. W 2012 roku wyniosła ona 45 094, a w 2011 r. 49 501 – mniej o 4407 (9 proc.).

Dane statystyczne z ubiegłego roku są najbardziej optymistyczne od wielu lat. W 1991 roku na polskich drogach doszło do ponad 54 tys. wypadków, w których zginęło prawie 8 tys. osób. Dzisiaj, mimo otwartych granic i trzykrotnie większej niż wówczas liczby samochodów (ponad 24 mln), liczba wypadków jest mniejsza o ponad 17,5 tys., a ofiar śmiertelnych – o około 4,5 tys. W minionym roku najwięcej ofiar śmiertelnych odnotowano wśród kierujących, jednak szczególnie niepokojąca jest liczba wypadków śmiertelnych z udziałem pieszych, którzy stanowią ponad 30 proc. ofiar. ( podkreślenia moje)

Niestety, cały czas wielu kierujących decyduje się na jazdę po alkoholu. W 2012 roku policjanci zatrzymali 169 323 takich osób, a w 2011 r. 181 614 – spadek o 12 291…

Prawda, że bardzo optymistycznie brzmią te dane, chociaż mamy świadomość, że nadal w liczbie wypadków śmiertelnych na 1 milion mieszkańców liczba śmiertelnych ofiar wypadków na drogach naszego kraju stanowi nadal niemal dwukrotność średniej dla całej Unii. (93 osoby zabite w Polsce na 55 osób średnio dla UE na milion obywateli)

http://www.krbrd.gov.pl/download/pdf/Sprawozdanie%20KRBRD%20za%202012_calosc_po_RM.pdf  – Raport Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Program działań w zakresie poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest niezwykle rozbudowany i bardzo wysoko zakreślono w nim wskaźniki jakie powinniśmy osiągnąć w kolejnych latach. Mimo dużej poprawy, daleko nam jednak do celu wyznaczonego dyrektywami UE. Dają nam sporo pieniędzy na ten cel, a więc nic dziwnego, że również dużo wymagają. Inicjatywy zmierzające do wymuszenia na kierowcach przestrzegania określonej prędkości w postaci patroli drogówki z suszarkami czy poprzez zagęszczanie sieci fotoradarów traktujemy z wielkim oburzeniem jako zamach niezwykle chciwego fiskusa na nasze pieniądze, jak i ogólnie rzecz biorąc na swobody obywatelskie.. Mimo coraz surowszych kar za jazdę na dwóch gazach nadal nie opuszcza nas fantazja skoro zatrzymano takich kierowców aż 170 tysięcy. A ilu udało się przemknąć, ponieważ na drodze którą jechali akurat nie kontrolowano trzeźwości? Wszyscy mamy coś do zrobienia w tym względzie. Kierowcy muszą zrozumieć ze zasada : piłeś – nie jedź, jedziesz nie pij…  nie jest wymysłem jakichś nie lubianych psów z drogówki , ale naszym wewnętrznym nakazem. Nasze rodziny, czy inni współpasażerowie nie mogą godzić się na jakieś:  uda się, tylko odmawiać wspólnej jazdy z nietrzeźwym kierowcą …itd., itp…

Wierzący wybierając się w podróż, zgodnie z tradycją naszych przodków oddają swoje bezpieczeństwo w ręce patrona podróżnych jakim jest Św. Krzysztof. To jemu zawierzamy siebie, swoich bliskich jak i wszystkich, na których swoim działaniem możemy sprowadzić czasem niewyobrażalne nieszczęście. Wielu z nas, kierowców odwiedza swoimi pojazdami swoje kościoły parafialne w dniu patronalnego święta Krzysztofa, aby modlić się o bezpieczeństwo w ruchu drogowym i po to, aby ksiądz poświecił nasz pojazd. Czy to działa?

Ja jestem kierowcą już od 40 lat. Już w pierwszym samochodzie jakim była wygrana w losowaniu książeczek PKO Syrena 105 miałem pochodzący z USA medalion z wizerunkiem Świętego Krzysztofa. Zmieniając samochody przenosiłem ten medalion do nowych pojazdów, aby zachować sobie ciągłość opieki. Zawsze ruszając w drogę wypowiadaliśmy jak mantrę słowa: Święty Krzysztofie prowadź – a ostatnio za przykładem naszego zięcia dodatkowo: Święty Rafale wspomagaj. Czy bezpieczeństwo naszej rodziny ma jakieś uzasadnienie zarówno mojej jak i moich współpasażerów postawie? Trudno przesądzać, ale przez te wszystkie lata jakoś omijają mnie większe nieszczęścia.

W czasie ostatnich wakacyjnych podróży po Polsce byliśmy również w Licheniu, gdzie spotkaliśmy się z rodzicami naszego zięcia. Tam otrzymałem od swata mały obrazek Św. Krzysztofa z zamieszczoną na odwrocie modlitwą kierowcy. Podziękowałem ładnie i przeczytałem tę modlitwę. Wstyd się przyznać, ale modlitwę w takiej formie zdarzyło mi się czytać pierwszy raz. Wożę ten obrazek w aucie i mile wspominam ofiarodawcę za to, że takim gestem odkrył przede mną coś istotnego.

Motywacja blogera

Gdy dzisiaj zajrzałem do bloga Antoniego i przeczytałem jego pożegnalny tekst to zrobiło mi się jakoś smutno. Z okazji zbliżającej się 5 rocznicy prowadzenia bloga miał dokonać takiej małej retrospekcji jak to zgrabnie ujął w komentarzu na mój wpis. Spodziewałem się czegoś w stylu mojego własnego podsumowania minionego 5 – lecia, a tymczasem oprócz resume znalazłem tam pożegnalne .

http://moje-ponad50.blogspot.com/2013/07/zamknac-za-soba-drzwi-tak-na-zero.html

Bardzo wiele wątków i ocen mógłbym potraktować jako swoje i włączyć je w moje podsumowania. Gdy czytałem o przyjętych już na wstępie przez Antoniego zasadach pisania bloga, to nasunęły mi się wnioski do wykorzystania w swojej blogowej działalności. Antoni pisze m.in.

…Komentarze które dostałem, pokazały mi, że moje wspomnienia i przemyślenia są dla kogoś ważne.

Już nie byłem Panem Nieistotnym. Rozpocząłem prawdziwą wirtualną przygodę.

Sięgnąłem do pokładów swojej pamięci i bieżących przeżyć. Zrozumiałem też, że nikt nie chce czytać o cudzych kłopotach bo i własnych ma bez liku.

Blog podziałał na mnie terapeutycznie i dzięki Bogu udało mi się zwalczyć w sobie jakąś potrzebę misji.

Kto dobrowolnie chce żeby go pouczać i wychowywać?

Nieświadomie narzuciłem więc sobie pewną autocenzurę. Nie pisałem o polityce, a więc i o kościele…

Otóż to. Te dwie drażliwe dziedziny życia społecznego zawsze budziły, a teraz w dobie zaostrzającej się bitwy o władzę chyba jeszcze bardziej budzą lub zaostrzają istniejące kontrowersje. Mimo, że sam tego doświadczyłem, to jednak trudno mi poniechać tę tematykę. Gdy widzę w świecie polityki jakieś kolejne zagrania poniżej pasa, to ulegam przemożnej potrzebie reagowania, a wtedy …trąbka do boju, szable w dłoń…

Kobiety będące w przewadze pośród blogowych czytelników generalnie nie lubią polityki, a więc i autorów piszących o niej. Jak to zgrabnie napisała moja komentatorka „aisB”

„nie babska to rzecz – polityka;

niech baba w to nosa nie wtyka;

niech się lepiej zajmie garami,

a nie szarogęsi się miedzy chłopami ;[żart:)]

Antoni zwalczył w sobie potrzebę misji oraz skutecznie poniechał manierę pouczania, czy wychowywania swoich czytelników, a jednak…pisząc pogodnie o pogodnych sprawach też doczekał chwili, w której podjął decyzję umieszczenia na końcu swojego ostatniego słowa KONIEC.

Tak się jakoś składa, że wśród moich znajomych blogerów dość często spotykam taką postawę. Dla przykładu odwiedzany przeze mnie blog Marii-Dora nadal zawiera ten sam ostatni wpis życzeń świątecznych jakie autorka złożyła swoim czytelnikom z okazji Świat Bożego Narodzenia 2012. Miała ponad 2,3 mln. wejść, a więc osiągała dużą poczytność i odwiedzało ją bardzo wielu komentatorów, w tym niestety i takich, których najbardziej nie lubią blogerzy. Może to ją ostatecznie znużyło i odebrało radość płynącą z pisania? Tego się nie dowiemy. To na stronie jej bloga, obok linków do stron jakie odwiedzała była umieszczona całkiem długa lista linków do takich autorów, którzy zaniechali działalności. Przynajmniej dała im w ten sposób świadectwo tego, że byli. Zwykle odchodzą cicho.

Znam też kilku innych autorów, którzy po jakimś czasie prowadzenia blogowej działalności podjęli decyzję o jej zakończeniu. Pożegnali się z czytelnikami i na ich stronach nastała cisza. Niektórzy po jakimś czasie wracają, a jeszcze inni przenoszą się na inne blogownie i tam zaczynają od nowa budowanie swojej pozycji.

Ktoś zaglądający od czasu do czasu do aktywnych blogów i kierujący się np. atrakcyjnie brzmiącym tytułem przy wyborze tego, czy innego autora nie przywiązuje wagi do tego kto jest po drugiej stronie ekranu. Jeśli trafią na ciekawe tematy, dobry warsztat  i inne walory zaspokajające ich potrzeby, to zaglądną tam jeszcze. Czasem, dla własnej wygody umieszczą dany tytuł w zakładkach. Jeśli autor potrafi go nadal przyciągać, to jest OK., a jeśli nie…poszuka sobie innego autora będącego aktualnie w lepszej formie.

Prawie tak jak w innych dziedzinach o regulacjach rynkowych. Jest ogromna podaż, jest jakiś popyt o wartości malejącej (coraz mniej czytamy), no i liczy się jakość. Z tym, że niemal każdy inaczej ją wycenia.

Czy motywacja osoby piszącej bloga kogoś poza nim obchodzi?

 

Gołąbki pokoju

Prezes PiS po raz kolejny zdecydował się na przebudowę swojego wizerunku. Teraz jako szczególnie zatroskany o zrujnowaną (według PiS) gospodarkę jeździ po kraju przedstawiając program swojej partii, który w założeniach ma przywrócić właściwe relacje ekonomiczne i społeczne (z naciskiem na społeczne jednak) i poprawić nasz byt na tyle, aby młodzi ludzie przestali wyjeżdżać „za chlebem” i urządzili się w kraju nad Wisłą, aby tu zechcieli pracować na siebie, na emerytów, rodzić dzieci i „nie czynić tego z przymusu lecz z ochoty”. Wiele się ostatnio zmieniło wokół prezesa. Odsunięci zostali „jastrzębie”, a medialną szansę uzyskali ludzie mający wizerunek „gołębi”. Pośród nich prezes jest najbardziej niewinnym i oczywiście krzywdzonym przez innych niezasłużonymi atakami , a to wszystko odbywa się w ramach polskiej wojenki na górze.

Jeżdżą zatem panowie politycy – z opozycji zwłaszcza odwiedzając małe miasta i miasteczka i nie szczędząc swego drogocennego czasu i trudu agitują już przekonanych swoich zwolenników do oddania odpowiedzialnego głosu w najbliższych wyborach. Przecież wcale nie musi tak być jak jest, powiadają.


Polakom należą się rządy prawe i sprawiedliwe. Najwyższa pora usunąć nieudaczników i zastąpić ich udacznikami
. Tylko wtedy mamy szansę na wyjście z zapaści w jaką wpakował nas Tusk ze swoimi poplecznikami… To nic, że nie udało się konstruktywne wotum nieufności. Przeprowadzi się kolejne. Kandydat techniczny wraz z rządem cieni wciąż jest gotowy do wejścia w rolę Męża Opatrznościowego, który odpowiednio kierowany, spełni wszystko co prezes obiecuje i zapewni nam wszystko to, co się nam słusznie należy.

Inni politycy jeśli coś mówią, to tylko mówią, a prezes jak obiecuje to… obiecuje – usłyszałem wczoraj w telewizji pięknie powiedziane przez prezesa słowa. Ma wsparcie, tak z góry Radio-Maryjnej, jak i z dołu, od robotników prowadzonych przez Piotra Dudę – gracza (z małej litery) o najwyższą stawkę. Prezes chętnie stanie na czele narodowców jak i działaczy ruchu oburzonych, byle tylko zyskać absolutną większość i zagrać o najwyższą pulę, o Polskę rządzoną według jego norm i standardów. A są to bardzo wysokie standardy. Tak gospodarcze jak i społeczne oraz moralne.  Na dzisiaj spełnia je ok. 30 proc. prawdziwych Polaków. A co z pozostałymi? O tym potem!

To jest już bardzo bliska perspektywa. Notowania niezmiennie wskazują na rosnące, a ostatnio utrzymujące się na stałym poziomie, niczym jakieś zaklęte status quo podziały naszych sympatii pomiędzy POPIS. Trwa festiwal POPIS-owych POPIS-ów wskutek, których główna scena rozgrywek jest od lat zajęta przez te dwa obozy. Tylko SLD posługujący się ostatnio niemal identycznymi jak PIS narzędziami walki ideologicznej jakoś tam pałęta się pomiędzy goliatami walcząc o miejsce przyszłego koalicjanta zwycięzcy głównej walki sezonu.

W minioną niedzielę usłyszałem w moim parafialnym kościele dwa ważne dla Bogo-Ojczyźnianych obywateli teksty, które chciałbym im dedykować. Pierwszy z nich to psalm śpiewany pięknie przez moją młodą sąsiadeczkę:

(Ps 15,1-5)
REFREN: Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie.

Kto zamieszka na Twej górze świętej?
Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie
i mówi prawdę w swym sercu,
kto swym językiem oszczerstw nie głosi.

Kto nie czyni bliźniemu nic złego,
nie ubliża swoim sąsiadom,
kto za godnego wzgardy uważa złoczyńcę,
ale szanuje tego, kto się boi Pana.

Kto dotrzyma przysięgi dla siebie niekorzystnej,
kto nie daje swych pieniędzy na lichwę
i nie da się przekupić przeciw niewinnemu.
Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje.

To stary tekst, tak stary jak Pismo Święte. Czy stracił coś na swej aktualności? Oceńcie Państwo sami.

Drugi tekst jest jeszcze starszy, bo jest to sentencja przypisywana Arystotelesowi (384-322 pne) Jeden z uczniów greckiego filozofa Arystotelesa zapytał:

Dlaczego człowiek ma dziesięć palców, dwoje uszu, dwoje oczu, a tylko jedne usta i jeden język?
Arystoteles odpowiedział:
Ponieważ człowiek musi pracować dziesięć razy więcej niż jeść, a widzieć i słyszeć dwa razy więcej niż mówić.
…A prezes jakoś nic nie mówi o tym abyśmy się wszyscy wzięli do roboty i sami budowali swoją pomyślność, bo żaden rząd niczego nam nie da, czego wcześniej nam nie odbierze w postaci podatków. Nie mówi też o tym, abyśmy słuchali nie tylko tego, co on mówi i obiecuje, ale wsłuchiwali się we wszystko co na dany temat się mówi i pisze i sami znaleźli najlepsze dla nas i dla Polski rozwiązania społeczne i polityczne.

Traktat o zrywaniu czarnych porzeczek

Pora na porzeczki, zwłaszcza czarne, bo te po uzyskaniu dojrzałości lubią spadać na ziemię … jak czarny i wonny grad. Zrywanie ich, to ciężka i dość żmudna praca i dlatego najlepiej jest zaprosić do udziału w zbiorze kogoś, kto zapłatę za przysługę odbierze sobie w naturze. Zwłaszcza, że nie ma komu ich sprzedać, a jeśli nawet, to cena skupu nawet nie potrafi rozśmieszyć zrywacza. Jeśli nie chcemy pozostawić ich na krzakach, to trzeba zerwać i przetworzyć. Czytaj dalej

Dzień bez telefonu ???

Technika

Jadąc autem usłyszałem o dzisiejszym osobliwym święcie. 15 lipca obchodzimy Dzień bez telefonu komórkowego. Dziwactwo jakieś nastało z tymi świętami – pomyślałem. Jeszcze takiego dnia nie znałem. Kto mógł go wymyślić? Na pewno nie producenci telefonów poszerzający wciąż ofertę zastosowań telefonów, ani firmy telekomunikacyjne , które prowadzą nasiloną kampanię nastawioną na pozyskiwania nowych i odbieranie innym firmom abonentów, na których zarabiają krocie. Czytaj dalej

Długa droga od krzemienia do krzemu

Podczas wakacyjnych, rodzinnych podróży po kraju spełnialiśmy ochoczo plany naszych dzieci, które chciały zapoznać się i pokazać swoim dzieciom i nam przy okazji miejsca związane z początkami państwowości polskiej. Byliśmy zatem w Poznaniu gdzie historia uwieczniona w Katedrze Poznańskiej na Ostrowie Tumskim, Starym Rynku i w paru jeszcze miejscach przemawiała do naszej wyobraźni lepiej niż podręczniki historyczne. Później Gniezno, Pola Lednickie ze swoją Bramą Rybą i … Kolejna wyprawa, to Kraków, historyczna stolica Polski, do zwiedzania którego nasi amerykańscy wnukowie byli odpowiednio wcześniej przygotowani przez czytanie im na dobranoc legend związanych z Krakowem i Wieliczką. Tunio nawet przywiózł ze sobą pięknie wydaną książkę pod tytułem Legendy Krakowskie, w której umieszczono legendy o smoku wawelskim, o hejnale, o dwóch wieżach Kościoła Mariackiego, o Lajkoniku, gołębiach z krakowskiego rynku, o Wawelu, a także o pierścieniu Świętej Kingi i o Kopalni Soli w Wieliczce. Książeczka zaopatrzona była w mapę Starego Miasta w Krakowie, na której naniesiono miejsca opisane w legendach.Gdy na dobranoc czytałem wnukom te legendy, to przy okazji wyjaśnialiśmy sobie różne szczegóły z planowanej wycieczki, co korzystnie wpłynęło na odbiór późniejszych wrażeń, oraz więzi pomiędzy nami.
Piękny jest Kraków, piękna jest też kopalnia Soli w Wieliczce i czas tam spędzony był wykorzystany z maksymalnym pożytkiem dla naszych milusińskich, ale i dla nas, ich rodziców i dziadków, którym wcześniej jakoś nie po drodze było odwiedzenie tych wszystkich miejsc.
Czy tylko miejsca związane z historią są godne odwiedzenia?
Ja uważam, że nie. Istnieje mnóstwo miejsc o mniejszym nagromadzeniu śladów historii, ale również ważnych dla zbudowania więzi ze stronami rodzinnymi.
Nie ma Ojczyzny bez Kielecczyzny” – hasło lansowane przez lokalną gazetę w czasach mojej młodości zapadło mi w pamięć  na tyle skutecznie, że wróciłem tu, aby żyć w miejscu gdzie żyli i wydeptywali ziemie moi przodkowie. Zaproponowałem więc krótkie wypady do miejsc blisko położonych, a ciekawych dla nas i atrakcyjnych dla naszych milusińskich. Po różnych deliberacjach wybraliśmy się na zwiedzanie Ziemi Ostrowieckiej trasą Ujazd ze słynnym zamkiem Krzyżtopór, Opatów – Kolegiata, trasa podziemna, Krzemionki Opatowskie ze zwiedzeniem  Kopalni krzemienia pasiastego z czasów wczesnego kamienia łupanego, Ćmielów z fabryką porcelany, no i pobyt w Bałtowie, gdzie funkcjonuje ogromny Park Jurajski. Po cichu miałem również nadzieję na to, że uda mi się wpaść całą zgrają do Zochcina, gdzie swoją piękną działalność prowadzi Siostra Małgorzata Chmielewska. Niestety, jak to bywa w życiu, a zwłaszcza gdy w grupie są małe dzieci przygotowania do wyprawy trwały zbyt długo, a w związku z tym początkowe punkty programu przesuwaliśmy na koniec – jak się zdąży …I nie zdążyliśmy, niestety. Pierwszym odwiedzonym miejscem były Krzemionki Opatowskie. http://www.sandomierskie.com/kraj/swietokrzyskie/krzemionki.htm
    Krzemionki Opatowskie. Kopalnie sprzed kilku tysięcy lat Zespół kopalń krzemienia pasiastego w Krzemionkach Opatowskich jest jednym z najciekawszych tego typu obiektów na świecie. Wyjątkowość tego miejsca wynika z doskonale zachowanych zagłębień poszybowych, a szczególnie podziemi kopalń, które pomimo upływu kilku tysięcy lat zachowały się w prawie nie zmienionym stanie – czytamy w cytowanym tekście.

Nigdy tu wcześniej nie byłem, bo tak się jakoś układało. Po zobaczeniu całego obiektu, który dopiero przed paru laty odpowiednio zagospodarowano turystycznie, pomyślałem:
– Może i dobrze się stało, że dopiero teraz tu jestem?
Gdy czekaliśmy w wielkim upale na kolejność grupowego wejścia z przewodnikiem do kopalni mieliśmy czas na zwiedzenie klimatyzowanych zabudowań i przyjrzenie się zgromadzonym tam eksponatom z epoki. Imponujące wydało mi się to świadectwo wskazujące na to jak dawne są tu ślady życia i działalności człowieka. Ponad cztery tysiące lat temu żyjący tu ludzie … czynili tę ziemię sobie poddaną, żyjąc tu w pokazanych w skansenie chatach – szałasach raczej. W pozostałym czasie ryli w ziemi w poszukiwaniu jej bogactw, czyli owego krzemienia pasiastego, z którego wytwarzano topory, siekiery, groty do dzid i inne precjoza wędrujące stąd do miejsc położonych w promieniu do 800 kilometrów, gdzie je w naszych czasach znajdowano. Gdy weszliśmy do pięknie zagospodarowanej turystycznie kopalni, to byłem zaskoczony tym z jakim trudem te skarby wydobywano. Proporcja bulw krzemienia do całej masy skalnej koniecznej do usunięcia jest porażająca. Cały ten urobek trzeba było przecież wykuć w skale osadowej i przetransportować na górę, a wszystko chyłkiem, w przysiadzie i w kucki. Przewodnik zapytany o to, czy ówcześni górnicy pracowali niewolniczo, odparł że nie, bo praca związana z wydobywaniem była przekazywana z pokolenia na pokolenie, a więc raczej byłą czynnikiem łączącym osiadły tu lud. Jak było…tego już nikt nie zbada. Współczesność, to wykorzystanie krzemienia pasiastego jako materiału zdobniczego stosowanego m.in. w produkcji pięknej i oryginalnej biżuterii.
Gdy o współczesności mowa, to muszą powiedzieć, że w czasie pobytu w Krzemionkach dotarła ona do mnie w sposób wstrząsowy niejako. Gdy robiłem zdjęcia w pawilonie wystawienniczym, to zdarzyło się, że nasi chłopcy usiedli sobie pod dużym obrazem pokazującym scenę z życia prehistorycznego ludu tej ziemi i zwyczajem współczesnych chłopców zabawiali się smart fonem mamy.
Uderzyła mnie ta okoliczność obrazująca swoistą klamrę spinającej los ludzi skupionych wokół krzemu, głównego składnika krzemienia. Tamtych sprzed 4 tysięcy lat dłubiących w skale i nas współcześnie żyjących, a powszechnie używających wytworów pracy i myśli ludzkiej wykorzystujących również krzem we wszelkich gadżetach elektronicznych takich jak komputer, tablet, czy smartfon. http://pl.wikipedia.org/wiki/Dolina_Krzemowa

    Chłopcy nie dostrzegli w tym żadnej rewelacji. Dla nich są to dwa odrębne  światy. Może za ich życia nowoczesny materiał jakim jest grafen wyeliminuje krzemień z technologii wykorzystywanych przy wytwarzaniu sprzętu IT?

 

Od krzemienia w krzemieniu pasiastym do krzemienia w Smart fonie

Blogowa „Zagwozdka”

Według słownika:  Zagwozdka jest to potocznie mówiąc: problem; trudność; szkopuł…

Przy okazji ostatniego posta poświęconego piątej rocznicy istnienia tego bloga otrzymałem wiele życzeń i miłych słów. Jako pierwszy pojawił się z życzeniami poznany i zaprzyjaźniony w wirtualnym świecie Kneź. Czytaj dalej

Rocznica…już piąta

Pierwszy historyczny post (Tatul – 03.07.08)

Mam nadzieję, że pomysł prowadzenia własnego bloga przeze mnie ma mocne podstawy. Inaczej mówiąc – mam nadzieję, że sprostam. Napisałem doń taki wierszyk:
Życzę sobie udanych wpisów,
częstych odwiedzin miłych gości 
i dużo przyjemności
z prowadzenia tej działalności.

Wierszyk stricte częstochowski, ale ponieważ pisany był w emocjach i odzwierciedla w dodatku istotę moich oczekiwań (obaw również) postanowiłem go pozostawić.

Zapraszam więc na gościnne łamy.

 

Pięć lat minęło niczym z bicza strzelił…

Czy to dużo, czy mało w takiej działalności jak prowadzenie bloga?
Pojawiło się w „Tatulowych opowieściach” w tym czasie 486 wpisów i ponad 7.500 komentarzy. Licznik odwiedzin wskazuje sumę 784,5 tysiąca wejść, ale to tylko statystyka.
Czy moi czytelnicy zechcieli by coś dodać do tych suchych liczb?
Zapraszam serdecznie do wypowiedzi…

Hej wakacje to rzecz …miła? Dla kogo?

Tuż przed zakończeniem roku szkolnego napisała do mnie moja była uczennica Ewa, a obecnie również pedagog i wychowawca:
Panie Czesławie, już wakacje? prawda:)
– Tak Ewuniu. Ja mam wakacje od dwóch lat.
– Pamiętam, choć to dalej pewnie szczególny czas:)
– Oczywiście. śledzę życie szkoły i wiem co się dzieje. A TY zakończyłaś już nauki? Kiedy będą Twoje wakacje?
– Hm mm… jeszcze trwa sesja, a potem?? Ech, pracę w szkole już zakończyłam na ten rok (prowadzę programy profilaktyczne w szkołach w Kielcach), zostaje mi tylko świetlica. W lipcu będę miała tydzień urlopu, już nie mogę się doczekać.
– Miłego zatem odpoczywania. Czytaj dalej