Pożegnanie z „Babcią”

Gdy w świąteczny wieczór poszliśmy z żoną złożyć świąteczno – imieninową wizytę naszej kuzynce Ewie, to zastaliśmy tam jej dorosłe już dzieci mocno przygnębione i w smutnym nastroju. Nie odpowiedziały na żart, że my tu z kolędą i z życzeniami Wesołych Świąt, a oni jakoś nie w sosie. Tu również uświadomiłem sobie niestosowność składanych życzeń Wesołych Świąt, bowiem już po pierwszej wymianie zdań i pytań m.in. o przyczynę takiego nastroju dowiedzieliśmy się, że właśnie otrzymali informację o śmierci ich „babci”, czyli starszej już pani, która przez kilka lat była nianią bliźniaczek Marzeny i Ani. Czytaj dalej

Wesołych (?) Świąt

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się ku końcowi. Czy przeżyliśmy je u siebie, czy też w gościach, to jednakowo składaliśmy i nam składano wielokrotnie życzenia: – Wesołych Świąt, Radosnego świętowania, Dużo szczęścia i radości, Dużo zdrowia, bo to najważniejsze, jak tylko będzie zdrowie, to i wszystko inne. Szczęściaitd. itp.

Jeśli nawet jest tak, że wypowiadamy je zawsze w szczerych intencjach, a nie tylko dlatego że tak wypada, to jednak nie zawsze mówimy, czy też piszemy to do ludzi, którym z naszymi słowami wróci uśmiech na twarzy lub poprawi się ich nastrój. Ludzie przeżywają tyle nieszczęść prawdziwych, czy tylko urojonych, że takie beztroskie i bezkrytyczne „Wesołych Świąt” wywołuje wręcz odwrotny skutek.

Przykłady? Proszę bardzo.

Telefonuję w wigilię do znajomego, gdyż wcześniej jakoś go nie spotykałem i na moje radosne:

W przedświąteczny czas spieszę odwiedzić Was, aby życzyć Wesołych Świąt… W odpowiedzi słyszę w słuchawce :

–         Dziękuję i wzajemnie – po czym następuje rozłączenie.

Zastanowiło mnie to chłodne potraktowanie, ale gdy w czasie spotkań świątecznych zapytałem kuzynów, czy nie wiedzą co słychać u X , to usłyszałem, że oni przeżywają dramat, bo u pana domu wykryto przed świętami groźną chorobę mimo, że inni lekarze, po wcześniej przeprowadzanych badaniach wydawali uspokajającą diagnozę.

Inny przypadek.

Mój młody znajomy, uczeń jeszcze, został porzucony przez dziewczynę. Już przez trzy tygodnie chyba przeżywa swój dramat i wylewa swoje uczucia na forum Fb w niezwykle smutnych wierszach. Tak jak kiedyś pisał o miłości dla niej wiersze, tak teraz pisze o swoim bólu i tęsknocie po jej odejściu. Wszelkie próby udzielenia mu pomocy, czy dodania otuchy nie skutkują. Czy pomogą mu życzenia „Wesołych świąt” jeśli dla niego życie bez tej dziewczyny wydaje się nie mieć sensu?

Inna dziewczyna, studentka od listopada wypuszcza w świat wirtualnej przestrzeni Fb dramatyczne komunikaty typu:

– I prysło… jak bańka mydlana

– i się posypało w uj 😦 może i lepiej wcześniej Niż gdy by było za późno :(:(:(:( Boli, ale może przestanie…

– Czy to musi tak boleć?

Tej dziewczynie chyba też nie powinno się życzyć Wesołych świąt, prawda?

A ci wszyscy, którzy na przestrzeni ostatniego roku pochowali swoich bliskich? Czego można im życzyć, bez ryzyka ożywienia tych wszystkich uczuć, które być może już jakoś w sobie oswoili?

Jak postąpić w takich przypadkach, aby życząc dobrze nie wywołać odwrotnego skutku?

Opłatkowe spotkania

Już chyba wszyscy mamy za sobą uroczystości w szkołach, wszelkich instytucjach społecznych i w zakładach pracy zwanych potocznie spotkaniami opłatkowymi. Wielu z nas zaliczyło nawet po kilka takich spotkań i wyniosło z nich wiele osobistych wrażeń i odczuć. Czy wszyscy pochwalamy powszechność organizowania takich uroczystości, które stały się już tradycją? Ja byłem na dwóch takich spotkaniach. Pierwsze z nich odbyło się w Przyborowicach, w oddanym właśnie na tę okazję przebudowanym i gruntownie wyremontowanym Wiejskim Domu Kultury. Nie wiem, czy magia opłatkowego spotkania, czy może  przebogaty artystycznie program, a może zapowiedziana degustacja bardzo urozmaiconego menu potraw wigilijnych sprawiły, że w dość obszernym jak na WDK lokum zameldowały się tłumy mieszkańców i zaproszonych gości. Wysłuchaliśmy pięknego występu młodych artystów, którzy poprzez śpiew znanych kolęd wykonywanych solo, jak i w chórkach wprowadzili nas w atmosferę świąt. Byliśmy świadkami poświęcenia odnowionych pomieszczeń przez miejscowego księdza proboszcza oraz wysłuchaliśmy przemówienia gospodarza tego spotkania – wójta Gminy Bogoria, który przedstawił nam zakres i kosztorysy prac wykonanych w tej placówce jak i w innych placówkach kultury w pozostałych wioskach gminy, a była to imponująca wyliczanka. Tak liczne spotkanie, to okazja do promocji poczynań miejscowego samorządu, a że ten samorząd ma się czym chwalić, to nic dziwnego, że robi to i zyskuje coraz większy poklask i aprobatę. Po przemówieniach i złożeniu świątecznych życzeń gremialnie przełamaliśmy się opłatkiem życząc sobie wzajemnie tego wszystkiego co w takich razach mówimy drugiemu, nawet obcemu człowiekowi. Było miło, a degustacja potwierdziła wysoką klasę talentów kulinarnych pań z kół Gospodyń Wiejskich i Stowarzyszeń zaangażowanych w przygotowanie wieczerzy dla tak licznego grona ludzi zaangażowanych. Z sąsiadami przy stole przegadałem cały wieczór ciesząc się z tych spotkań, do których przecież nie mogło dojść gdyby nie ta szczególna okazja. Jestem wdzięczny za zaproszenie i cieszę się z tego, że z niego skorzystałem.

Równie, a może jeszcze bardziej ucieszyłem się z zaproszenia na spotkanie opłatkowe organizowane przez Zespół Szkół Ekonomicznych w Staszowie. To, przecież moje ostatnie 22 lata życia zawodowego i silne związki emocjonalne z miejscem i ludźmi, pośród których pracowałem i przeżywałem coś znaczącego dla uczniów jak również i dla rozwoju własnej osobowości. Wszak „szkoła óczy”- jak to ktoś przekornie napisał na murze w pobliżu szkoły. Tu był również piękny jak zawsze program artystyczny zwany Jasełkami, piękne kolędy wykonywane przez nieznane mi już (niestety) uczennice i recytacja natchnionych tekstów dobranych tak, aby wrażołokom zaszkliły się oczy. Tu również przełamaliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia, a że już ponad rok minął od naszego rozstania to skorzystaliśmy z okazji ,aby poinformować się o zmianach jakie zaszły w naszym życiu i okazać sobie sympatię i przyjaźń. To było bardzo dobre i potrzebne mi spotkanie dostarczające mi, a mam nadzieję, że również innym wiele ważnych informacji choćby o tym, że jeszcze trwamy, że się nie dajemy i że z optymizmem patrzymy w przyszłość.Wieczorem miałem okazję uczestniczyć jeszcze w jednym takim spotkaniu, ale życie pokrzyżowało mi plany. A szkoda.Tak jak to opisałem uważam, że spotkania opłatkowe, to dobra tradycja.
Na zakończenie przytoczę treść rozmowy ze znajomymi jaka wywiązała się na Facebooku pod moim wpisem tej treści:
Dwa dni temu słyszałem w Polskim Radio pewnego pana, który w kwestii końca świata powiedział coś takiego:
– Jaki sens miałby koniec świata tuż przed narodzinami Syna Bożego?
– Myślę, że mioł chłop łeb, oj mioł…
Pojawiło się kilka „lajków” i komentarz:
– Właśnie taki, że przeszliśmy cały cykl, od urodzenia, przez śmierć, odkupienie, rozesłanie apostołów i co tam tylko i jeśli jedne narodziny nic nie zmieniły, to po co następne rocznice ?

Ktoś inny mieszkający na stałe w USA zauważył:
– Tylko wytrwali dochodzą do celu! Czy narodziny nic nie zmieniły?  Zmieniają i to każdego roku! W tym biegu za dekoracjami, przysmakami i szaleństwem zakupów nadchodzi chwila zatrzymania, refleksji, zadumy i chwała za to, że jest co roku!!! A gdyby „mój koniec świata” nadszedł dzisiaj, to dziękuję za cale moje życie i za wszystkie doświadczenia i za wspaniała rodzinę i bliskich i znajomych, za każdą najmniejsza istotę w moim życiu… To są moje refleksje na te święta, święta cudu!!! Wszystkim życzę takiego wewnętrznego spokoju, komfortu i przezywania tych magicznych świąt całym sercem!!!
Odpisałem jej dzisiaj:
– Pięknie Dorotko. Wyraziłaś wszystko to, co i ja chciałbym z tej okazji powiedzieć. Miłego świętowania życzę.
PS. Jakimś zrządzeniem losu powyższy tekst nie dał się opublikować za pierwszym razem. Przerwałem więc pracę, aby iść do kościoła na sumę. W czasie nabożeństwa nastąpiła uroczystość przekazania „Światła Betlejemskiego” przyniesionego do kościoła przez harcerzy z Bogorii i Jurkowic, a uzyskanego od harcerzy staszowskich, którzy w sztafecie ludzi dobrej woli uzyskali go od swoich kolegów ze Słowacji. Akcja będąca już tradycją angażuje szerokie rzesze młodzieży i dzieci w różne działania związane z przenoszeniem płomienia zapalonego w Betlejem i sprawowaniem nad nim pieczy i przez to jest piękna przez to, że płomień z Betlejem trafi dzięki tym dzieciom do naszych domów i zapali świece, które tradycyjnie postawimy na naszych wigilijnych stołach. Jakaż to piękna symbolika układająca się w łańcuch ludzi podobnie przeżywających i odczuwających sens i treść tego Święta. Spotkania z ludźmi są punktem wyjścia do spotkania z Bogiem. Nie bójmy się być dobrzy…- powiedział nasz ksiądz dobrodziej.
Przekazałem zdjęcie dalej dopisując do niego własny komentarz:
Jedna z najpiękniejszych idei jaką wypracowano na czas Świąt Narodzenia Pańskiego.
Przekazujmy …
Niech leci…
Rozświetla…
Rozgrzewa…
Nadziei dolewa…

Historia pewnej historii świątecznej

   Tym razem opowiem o historii z historią kolędy „Cicha noc” w tle. Przy czytaniu zapraszam do wysłuchania tej jednej z najpiękniejszych kolęd o tytule Stille Nacht, heilige Nacht – Cicha noc, święta noc” w wersji oryginalnej, czyli niemieckojęzycznej i w wykonaniu Mireille Mathieu. Powstała bowiem w Austrii i w tym języku zachwyciła najpierw miejscowych słuchaczy, a później cały świat. https://www.youtube.com/watch?v=bGJFS5iiEC0  
Przed paru dniami natrafiłem na blog „Mirka” http://mirek1959zabrze.blog.onet.pl/2012/12/13/historia-pieknej-koledy-cicha-noc
Autor zamieścił tam tekst przywołujący historię powstania tej kolędy. Oto treść opowieści Mirka:
Mamy w skarbcu naszej narodowej kultury i pobożności wiele wspaniałych kolęd i pastorałek, którymi szczycimy się przed światem. Jest wśród tych naszych jedna obca, pochodząca z Austrii. Mowa tu o kolędzie „Stille Nacht, heilige Nacht – Cicha noc, święta noc”, która do Polski trafiła niedługo po jej narodzinach. Dziś przetłumaczona na ponad 60 języków, zadziwia pięknem słów i melodią. Warto poznać jej historię. W Austrii, wysoko w Alpach, leży niewielka miejscowość Obendorf. Było to w wigilijny dzień 1818 roku. Zima wspaniałą kołdrą śniegu pokryła góry i doliny oraz przycupnięte na górskich stokach wiejskie chaty, w których trwały przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Miejscowy wikariusz pastor ks. Józef Mohr też przygotowywał się do wygłoszenia kazania na Pasterce. Nagle ktoś gwałtownie zapukał do drzwi plebanii. Weszła uboga wieśniaczka, opatulona grubą wełnianą chustą, mówiąc, iż uboga żona węglarza urodziła dziecko i prosi kapłana do siebie, bo nie czuje się najlepiej, a chciałaby ochrzcić maleństwo i samej pojednać się z Bogiem przed śmiercią. Zabrał ksiądz Mohr wiatyk z kościoła, ubrał się i poszedł wraz z kobietą daleko na skraj wsi, gdzie zamieszkiwali węglarze – wypalający drewno na węgiel drzewny, wówczas bardzo popularne paliwo. Wszedł kapłan do ubogiej izby, w której ujrzał na prostym łożu, uśmiechniętą matkę tulącą do siebie śpiącą dziecinę. Odczuł wtedy dziwne wzruszenie, patrząc na tę scenę jakby żywcem wyjętą z kart Ewangelii. Przed oczami pojawił się obraz z Betlejem – Narodzenie Chrystusa. Tam było podobnie; też ubóstwo a jednocześnie ogromna uśmiechnięta miłość Maryi. Powiła swego Syna Jezusa, by zbawił świat. Wszystko to stanęło w jednej chwili przed oczyma kapłana, cała prawda życia ludzi prostych i ubogich lecz kochających się nawzajem. Ochrzcił kapłan niemowlę, posilił Eucharystią matkę, pobłogosławił wszystkich domowników i już przy zapadającym zmroku wracał w dolinę Obendorfu. Jednak scena z domu węglarza stawała mu wciąż przed oczami. Chciał ją zatrzymać, jej piękno utrwalić na zawsze, a że miał zdolności literackie, zaraz po Pasterce usiadł przy stole i zaczął pisać wiersz o cudzie betlejemskiej nocy. Prosty, a jakże wzruszający wiersz kapłana – poety, zobaczył następnego dnia tamtejszy organista i nauczyciel śpiewu w szkole, Franz Xawer Gruber. Urzeczony utworem zaraz ułożył do niego melodię i jeszcze tego samego dnia zaczął śpiewać nową pieśń w kościele. Wszystkim podobał się nowy utwór księdza i organisty. Zapewne pieśń ta pozostałaby w samym Obendorfie, gdyby drogę do sławy nie utorował jej zwykły przypadek. Mała mysz kościelna, a może kilka, z braku innego pożywienia, dobrały się do skórzanego miecha w którym sprężano powietrze by dmuchało w piszczałki organów. Poproszono więc do naprawy organów znanego w całej okolicy organmistrza, Karola Maurachera. Gdy naprawił organy, poprosił organistę Grubera o ich wypróbowanie. Ten zaczął wygrywać różne melodie, by w końcu wykonać melodię „Cichej nocy”. Organmistrz, zachwycony utworem, poprosił o słowa. Przepisał je wraz z nutami i zabrał ze sobą w dolinę Zillenralu w Tyrolu, gdzie mieszkał. Tam zaczął uczyć miejscowe dzieci i dorosłych „Pieśni z nieba”, jak ją wówczas zwano. Szybko stała się bardzo popularna….

Zainteresowanych samym przebiegiem uzyskiwania rozgłosu przez tę piękną pieśń odsyłam do tekstu na zamieszczonym na cytowanym blogu, a jeszcze lepiej do bardzo obszernego materiału dostępnego w Internecie pod hasłem : Historia kolędy Cicha Noc.

Dla mnie istotna jest ta część opowieści, którą zacytowałem wyżej, jako że do niej chciałem nawiązać.
Zdarzyło mi się kiedyś przebywać samotnie przez ponad dwa lata w Chicago, gdzie dwukrotnie przeżywałem Święta Bożego Narodzenia w oddaleniu od bliskich. W tym czasie w jednej z miejscowych gazet polonijnych przeczytałem tę historię w wersji znacznie zmienionej, ale nie mniej wzruszającej. Główne fakty były takie same. Austria, biedny pasterz żyjący z żoną w biednym domu, w górach, zamieć i spodziewane narodziny dzieciątka. Pasterz idzie w ciemną noc do miasteczka, aby sprowadzić lekarza. Wracają, otwierają drzwi i widzą..
Czytałem wtedy tę historię i ryczałem jak bóbr. Żałuję, że nie zachowałem tej gazety. Dzisiaj, gdy trafiłem na tę piękną opowieść, to odżyły we mnie dawne wspomnienia.
Wielokrotnie zastanawiałem się nad fenomenem tej właśnie kolędy. szczególnie, że poznałem jej historię w czasie Świąt Bożego Narodzenia przeżywanych na emigracji, z dala od rodziny. Mój stan ducha może zrozumieć jedynie ktoś, kto był w takiej samej sytuacji i do tego cechuje go podobny typ wrażliwości emocjonalnej.

Były to lata osiemdziesiąte. Łączność z rodziną zapewniały tylko listy, a te dość długo przemierzały ten ogromny dystans jaki nas dzielił. Biorąc pod uwagę zwyczajowy obieg korespondencji przebiegający według schematu: list – odpowiedź – list, to dystans czasowy pomiędzy listami wynosił dwa, trzy tygodnie. Nic więc dziwnego, że my, żyjący w rozłące tęskniliśmy za kolejnym przybliżeniem spraw z jakimi borykają się nasze rodziny. Do tego ta przedświąteczna atmosfera wywołana dekoracjami, kolędami rozbrzmiewającymi w sklepach oraz nadawanymi we wszystkich polskojęzycznych audycjach radiowych na przemian ze wspomnieniami świąt przeżytych na emigracji wywoływała wielką nostalgię. Można było ją utopić w alkoholu, albo tworząc namiastkę domów rodzinnych, podejmować próbę przeżywania świąt na domowy sposób z ludźmi nieraz przypadkowo zamieszkującymi wspólnie wynajęte mieszkanie.

Jakie to były święta? Na to pytanie najlepiej wskazać może opis przeżytej w tamtym czasie wigilii.

Przygotowaliśmy ją wspólnie ze współmieszkańcami, na wzór naszych polskich wigilii. Ponieważ dla mnie zawsze obok wieczerzy wigilijnej obowiązkowym elementem Świąt Bożego Narodzenia była Pasterka, to i wtedy planowałem dochowanie tradycji w tym zakresie. Niestety, po skończonej wieczerzy okazało, że z kilku osób zasiadających przy wspólnym stole jedynie ja miałem takie pomysły. Nikomu nie chciało się przez ponad pół godziny iść pieszo do kościoła, zwłaszcza że na dworze panował duży mróz, a towarzyszący mu wiatr potęgował jego działanie. Gdy samotnie i z wielkim trudem przemierzałem drogę do kościoła, to nasuwało mi się skojarzenie z tymi ludźmi w Alpach, którzy nie bacząc na pogodę szli ciemną nocą do chaty w górach… gdzie przyszło na świat dziecię. Gdy wszedłem do wypełnionego po brzegi kościoła, a dzisiaj już Bazyliki Św. Jacka w Chicago i poczułem ciepło pochodzące nie tylko z grzejników, ale i z serc tych ludzi, to miałem kolejne skojarzenie związane z przeżyciami tamtych ludzi wchodzących do… ubogiej izby, w której ujrzeli na prostym łożu, uśmiechniętą matkę tulącą do siebie śpiącą dziecinę. Odczuli wtedy dziwne wzruszenie, patrząc na tę scenę jakby żywcem wyjętą z kart Ewangelii. Przed oczami pojawił się obraz z Betlejem – Narodzenie Chrystusa. Tam było podobnie, też ubóstwo, a jednocześnie ogromna uśmiechnięta miłość.

Pasterka była przepiękna, jako że mnie, mieszkańca centralnej Polski zachwycały śpiewane tam przez ok. 2 tysiące ludzi nieco odmienne kolędy wywodzące się tak jak tamci ludzie z różnych stron Polski.
Powrót był jeszcze bardziej przykry, jako że wypadało mi iść po wiatr, który niemal parzył w twarz i utrudniał oddychanie.
Gdy wreszcie dotarłem do domu, to zastałem tam sielski widoczek twardo śpiących współmieszkańców, którzy „oglądali” jeszcze trwającą transmisję pasterki odprawianej przez Jana Pawła II z Watykanu.

Scenka z ciepłego i bezpiecznego miejsca, które uśpiło czuwających kolegów też kojarzyła mi się z cytowanymi tu opisami pochodzącymi historii rodem z Alp Austriackich. Poszukując w Internecie prawdziwej historii cytowanej kolędy natknąłem się na wiersz biskupa Zawistowskiego, który jest także poetą. Oto ten piękny wiersz.

Patrz!
Bóg narodził się w ciszy.
Swoim cichym płaczem
nie naruszył niczyjego spokoju.
Takie narodziny oglądał Franz Gruber
w ubogiej chatynce
gdzie kwiliło dziecię.
I tak powstała kolęda, którą śpiewa
cały świat.

Miej kiedyś taką spokojną noc.
Będziesz tylko Ty i Pan wielkiego majestatu
co przyniósł odkupienie win.
Przeżyłeś to kiedy
Więcej

Dużo ciepła życzę Państwu na nadchodzący czas niezwykle dla nas ważnych Świąt Bożego Narodzenia.

Bluzgam, bo lubię

Wieczorem 16 grudnia usłyszałem w oglądanym programie telewizyjnym informację o obchodzonym od niedawna w Polsce Dniu bez Przekleństw. Podszedłem do komputera, aby sprawdzić tę informację i zajrzałem do pierwszego z oferowanych pod tym hasłem artykułów. Oto co przeczytałem: 17 grudnia przypada Dzień bez Przekleństw. W Polsce jest to dość młode święto, bo obchodzone zaledwie od kilku lat. Ideą projektu jest zwrócenie naszej uwagi na niecne słówka, które wypowiadamy często i ochoczo. Jednak wbrew pozorom większość językoznawców ma negatywny stosunek do tego typu inicjatyw. Zdaniem prof. Jerzego Bralczyka ustanawianie święta jest w gruncie rzeczy usprawiedliwieniem używania wulgaryzmów w pozostałe dni roku. http://www.mojeopinie.pl/dzien_bez_przeklenstw_czyli_nie_uzywajmy_wulgaryzmow,3,1229469307 

Czytaj dalej

Dom

Zajrzałem dzisiaj do bloga znajomej pani aby zapoznać się z nowościami o jakich pisze. Stamtąd powędrowałem dalej, do blogów jej znajomych. Zatrzymałem się na opowieści pana Antoniego, dotyczącej tworzenia nowego miejsca do życia dla rodziny będącej w nowej sytuacji życiowej – niepełnosprawność żony, opuszczenie rodzinnego gniazda przez usamodzielnione już dzieci. To nowe miejsce znajduje się na wsi, skąd bierze się tytuł opowieści Wieśniacze życie. http://moje-ponad50.blogspot.com/2012/12/wiesniacze-zycie.html#comment-form
Czytałem z wielkim zainteresowaniem i z podziwem dla autora wspominając przy okazji różne sytuacje życiowe jakie kojarzyły mi się z tą historią. Czytaj dalej

Polska tajna i Polska fajna

W czasie EURO 2012 pokazano światu Polskę jakiej nie znano nawet w Polsce. Posprzątane i zadbane miasta, nowe stadiony, świetne hotele, dobre jedzonko, a nawet piwo. Wszędzie życzliwi i uśmiechnięci ludzie. No i wszędzie biało-czerwono. Zrobiliśmy dobre wrażenie i jeśli nawet nie zarobiliśmy na tym finansowo, to sukces wizerunkowi był niepodważalny. Czytaj dalej

Dumny Europejczyk

…Jest to rozmowa o tych bolesnych czasem sprawach, o starych zapiekłych krzywdach ludzkich, czy o aspiracjach ludności napływowej chcącej po prostu żyć w Euroregionie i być Europejczykami – napisałem w poprzednim artykule dotyczącym braku symetrii w traktowaniu mniejszości niemieckiej w Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech, o czym mówił w Opolu Kaczyński. Napisałem i z pewnym niepokojem czekałem na polemikę z myślącymi inaczej. Nie doczekałem się. Może to i dobrze? Czytaj dalej

Parapaństwo???

Czas paraolimpiady, a zwłaszcza osiągnięte na niej przez naszych sportowców sukcesy wywołały tak potrzebną dyskusję motywowaną troską o powrót do normalności również i na tym polu. Wielkie oburzenie wobec odpowiedzialnych za sport organów państwa wywołało zwłaszcza dotychczasowe traktowanie naszych niepełnosprawnych sportowców w porównaniu z traktowaniem tych pełnosprawnych, ale raczej mało sprawnych – jeśli to mierzyć liczbą zdobytych medali. Nasi paraolimpijczycy spisali się nadzwyczajnie. Swoim sukcesem podbili serca wielu Polaków zyskując to, co dla nich najważniejsze, należne miejsce w społeczeństwie, które dotąd jakby nie do końca zauważało obecność wśród ludzi zdrowych i pięknych prawie 6 mln osób pokrzywdzonych przez los większą lub mniejszą niepełnosprawnością. Już po organizacji powitania olimpijczyków, po ich powrocie do kraju i sposobie przyjęcia ich przez Prezydenta i Premiera Rządu można wysnuć wniosek, że ich przyszłość będzie choć trochę łaskawsza. Byłby to bardzo pozytywny przykład oddziaływania opinii społecznej na władzę. A tak mało mamy takich pozytywnych przykładów, że aż smutno się robi wciąż oczekującym na zmiany.

Nosząc się z zamiarem zabrania głosu w tej sprawie rozmyślałem nad kondycją naszego państwa, które „zawala” swoje obowiązki w coraz bardziej nagłaśnianych aferach, czy też stwierdzanych zapóźnieniach i niedomaga w różnych dziedzinach życia. Gdy już zdecydowałem się na tytuł Parapaństwo, który w moim odczuciu najbardziej oddawałby stan organizacyjny naszego państwa po nagłośnieniu kolejnego ewidentnego zaniedbania, to postanowiłem sprawdzić, czy już ktoś wcześniej nie korzystał z takiego tytułu. Jak się okazuje wiele osób użyło już tego terminu krytykując bardzo wiele przejawów niedomagań i patologii naszego państwa. Na siedmiu stronach przeglądarki Google naliczyłem aż 70 pozycji publikacji ze słowem parapaństwo ujętych w tytułach artykułów prasowych, czy też publikowanych na blogach. Absolutna większość pochodzi od publicystów opozycyjnej prawicy. Zależnie od tego o czym się pisze spotykamy terminy z przedrostkiem para odnoszące się do banków, polityków, sprawiedliwości, układów mafijnych itd. itp. Chyba najbardziej wymownie, ale i szokująco brzmi tytuł artykułu Rafała Ziemkiewicza Paramafijne parapaństwo parapolskie http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/paramafijne-parapanstwo-parapolskie,1837796,7688,

Po przeczytaniu tego felietonu nikt nie ma wątpliwości co do tego, że autor odcina się od rzeczywistości w której wszyscy żyjemy, gdyż kończy swój felieton następującymi stwierdzeniami:

Wspólnym mianownikiem wszystkich sitw, koterii, mafii kamaryl, mrowiących się w Polsce, jest to, że dzień po dniu likwidują one na wszystkich szczeblach wszelkie normy, zasady i mechanizmy obronne państwa. Z punktu widzenia prostego obywatela efekt tej niekontrolowanej ekspansji nowotworu jest taki, że wszystko da się załatwić, ale nic się nie da zrobić. Czego się tkniesz – nie działa. Ale jak pokombinujesz i znajdziesz dojście, to się uda.

I najsmutniejsze jest to, że wszystko to stało się za szerokim społecznym przyzwoleniem, siłą bezwładu i bezmyślności. Nie żeby ktoś chciał żyć w takim parszywym państwie-nie-państwie, którego żadne otrzymane od Unii czy pożyczone miliardy nie są w stanie poprawić, skutkują tylko wepchnięciem w tym głębsze długi i tym gorszym w przyszłości cywilizacyjnym załamaniem. Nikt nie chciał, ale tak wyszło. Bo jak idzie przeżyć, to po co zmieniać, po co podskakiwać, bo w końcu lepszy mafioso od nawiedzonego inkwizytora… Wleźć w bagno było łatwo i nawet przyjemnie. Z wyjściem trudniej.

Zajrzałem do słownika, aby upewnić się co do znaczenia tego tak często używanego ostatnio w walce politycznej przedrostka „para” i tam wyczytałem, że:

Para – pierwszy człon wyrazów złożonych znaczący: nie, niby, prawie; wyrażający zaprzeczenie lub osłabienie podobieństwa do tego, co zawiera druga część złożenia np. paramilitarny.

Teraz już wiem jak muszą być zniesmaczeni sytuacją wewnętrzną Polski i jej pozycją w świecie przeciwnicy obecnego układu politycznego i jak bardzo pragną zmiany obsady najwyższych stanowisk, oczywiście na swoich – prawdziwych Polaków, pro państwowców, miłośników demokracji, prawa i sprawiedliwości (nie mylić z Prawem i Sprawiedliwością) i posiadaczy mnóstwa innych cech i cnót. To dlatego nam, zwykłym obywatelom i wyborcom, czyli pogardliwie nazwanemu „polactwu” zarzuca się preferowanie dotychczasowego układu i ludzi, których ten układ wykreował stawiając tezę, że większość z nas myśli tak, jak to określił powyżej cytowany autor w słowach: Bo jak idzie przeżyć, to po co zmieniać, po co podskakiwać, bo w końcu lepszy mafioso od nawiedzonego inkwizytora. Pod hasłem inkwizycja, tym razem w Słowniku wyrazów obcych znalazłem definicję:

Kośc. rz. kat. instytucja powołana ok. 1215 r. przez papiestwo dla tępienia herezji, sprawowana gł. przez dominikanów, stosująca tortury i palenie skazanych na stosie(…) inkwizytor członek sądu inkwizycji.

Niech każdy sam oceni czy lepszy dla niego i dla Polski będzie mafioso, czy nawiedzony inkwizytor. Ja uważam, że… gajowy, który się wkurzył na Ruskich i na Niemców za to, że odbijając sobie jego gajówkę sieją niepokój w jego świecie, zrobił słusznie jak przepędził jednych i drugich. Oby udało się to powtórzyć przy następnych wyborach.

Ja nie chcę mieszkać w znienawidzonym państwie, które do końca mi obrzydzają kandydaci do nowego rozdania. Jeśli nawet partia, która zdobędzie władzę złożona będzie z samych aniołów, to moja nieufność, a nawet zaszczepiona ustawicznymi atakami nienawiść do państwa nie minie tak, jak pstryknięcie palcami. Wyrzucenie wszystkich, którzy dzisiaj zasiadają na różnych stołkach i obsadzenie ich swoimi nie zmieni w zasadzie niczego, co dzisiaj spędza sen z powiek zwykłych obywateli. Żaden rząd nie da nikomu ani złotówki jeśli jej wpierw nie odbierze obywatelom – to stara prawda i ona na pewno nadal pozostanie aktualna, a herbata nie staje się słodsza od samego mieszania.

Nasze zapóźnienie wobec państw, do których tak chętnie nas porównują rządni władzy propagandyści jest sprawą stałą i uwarunkowaną przede wszystkim naszą tragiczną historią.

Robimy znaczące postępy, ale nas trzeba porównywać do równych nam klasą zawodników, bo to ma się tak do siebie jak porównanie olimpijczyka do paraolimpijczyka. I nic na to nie poradzą pokrzykiwania i wzajemne straszenie ludzi widmem rządów sprawowanych przez konkurenta politycznego i rywala do „konfitur i synekur”.

Dla przypomnienia parę liczb:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Polska

Pod względem wielkości PKB, Polska jest szóstą gospodarką Unii Europejskiej i 20. gospodarką świata (w 2011). Produkt krajowy na głowę mieszkańca wynosił według obliczeń MFW w 2011 nominalnie 13 539 dolarów, a po zmierzeniu parytetem siły nabywczej 20 334 dolarów i wyniósł 67% średniej unijnej. Tempo wzrostu gospodarczego stawia Polskę wśród najszybciej rozwijających się krajów Europy – w 2009 PKB wzrósł o 1,7%, co było jedynym dodatnim wynikiem w UE(średnia –4,1%). Wzrost PKB per capita w Polsce w latach 1992–2002 należał według OECD do najwyższych na świecie i wyniósł 216% z poziomu 4994 dolarów w 1992 do 10 800 dolarów w 2002 według parytetu siły nabywczej. Sektor usług odpowiada za wytworzenie 63% całego PKB, przemysł 33,6%, rolnictwo 3,4%. Polska uznawana jest przez ONZ za kraj bardzo wysokorozwinięty ze względu na wskaźnik rozwoju społecznego (HDI), który bierze pod uwagę takie czynniki jak długość życia, średnią długość edukacji odbytej przez 25-latków i oczekiwany czas edukacji dzieci w wieku szkolnym, jak również PKB per capita po zmierzeniu parytetem siły nabywczej . Wskaźnik HDI wynosił w 2010 r. 0,795, dając Polsce 41. miejsce na świecie na 169 uwzględnionych państw, między Portugalią a Barbadosem. Polska zadłużona jest na około 50% PKB, jest to poziom niższy od średniej UE, która wynosi 73%.

http://biznes.onet.pl/w-polsce-przybywa-milionerow,18543,5197349,prasa-detal

W Polsce żyje ponad niemal 13,6 tys. podatników, którzy pracując i rozliczając się w kraju, w 2011 r. osiągnęli dochody ponad 1 mln zł – wynika z danych, zebranych przez „Dziennik Gazetę Prawną” w izbach skarbowych. Tak dobrze nie było od lat. To więcej niż w przedkryzysowym 2008 r., kiedy osób takich było 13,5 tys. Rekordzista wykazał 56,6 mln zł dochodu. Mieszka on w województwie mazowieckim i pracuje na etacie. Zresztą w województwie tym znajduje się najwięcej milionerów – 3,5 tys., w tym 2 tys. w Warszawie. Kolejne województwo w tym rankingu – śląskie – ma 1572 milionerów, a trzecie wielkopolskie – 1308. Ogółem w 2011 r. przybyło w Polsce 1579 milionerów, czyli o 13 proc. więcej niż było ich w roku poprzednim. Jeszcze kilka lat temu najłatwiej dorabiano się na giełdzie. Teraz polscy milionerzy wywodzą się z osób prowadzących jednoosobowe firmy, menedżerów, przedstawicieli wolnych zawodów itp.

http://biznes.onet.pl/najbogatsze-panstwa-swiata,18860,5116951,11890582,fotoreportaze-detal-galeria

Lista 10 najbogatszych państw świata.

Zwolennicy „nawiedzonego inkwizytora” zapewne powiedzą, że Wikipedia to nie jest źródło miarodajne albo, że informacje tu zawarte zapewne pisali ludzie Tuska, a ostatecznie nie wierzą w liczby i wskaźniki statystyczne, bo te mogą okłamywać z woli samych autorów opracowań. Tym proponuję dowcip, jaki zamieściła dzisiaj na swoim blogu Siostra Małgorzata Chmielewska:

Rada dla naszych księgowych:
Do rabina chełmskiego przychodzi miejscowy kupiec.
– Rabbi – woła od progu – Jestem doszczętnie zrujnowany!
– Sza, – Ty się uspokój! Skąd wiesz, że jesteś zrujnowany?
– Ja to wiem z moich ksiąg handlowych.
– To dlaczego ich nie spalisz?

Prezes walczy o symetrię, no i jeszcze o coś…

Przez ostatni tydzień pobytu w Opolu miałem okazję spojrzeć na tamte strony oczami Kaczyńskiego, który podczas odwiedzin Opola w swojej peregrynacji po kraju w poszukiwaniu poparcia wyborczego raczył znowu wygłosić prowokacyjne tezy. Spójrzmy na ten materiał prasowy: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jaroslaw-http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jaroslaw-kaczynski-poparl-kontrowersyjny-pomysl,1,5326367,wiadomosc.html  ,  w którym czytamy m.in.
„Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński popiera pomysł stworzenia „białej księgi nielojalności mniejszości niemieckiej”. Na taki pomysł wpadł inny poseł PiS Sławomir Kłosowski. Czytaj dalej