Tfuuuu rczość własna

Należę do ludzi, którzy próbują jakichś dostępnych im form wyrażania siebie w słowie pisanym, rzeźbie, obrazie, fotografii i czym tam jeszcze można to czynić. Ponieważ spróbowałem już tego i owego i mam wyobrażenie jak trudny jest akt tworzenia, to z wielką uwagą czytam wiersze, oglądam wystawy wszystkiego, co dotyczy malarstwa i rzeźby. Staram się rozmawiać z ludźmi mającymi takie pasje, bo traktując ich jak bratnie dusze, mogę się czegoś dowiedzieć o ich podejściu do sztuki, o inspiracjach jakie im się przytrafiały, o czynionych przez nich obserwacjach na temat odbioru ich twórczości przez ich otoczenie, czy szersze kręgi koneserów sztuki. Oglądane dzieła staram się ponadto uwiecznić na fotografiach, aby do nich wracać, choćby w momentach gdy starałem się znaleźć sposób na skorygowanie jakiegoś błędu w tworzonym dziele, czy na inne ujecie tematu, gestu, pozy.

Wydaje mi się, że dużo wiem na temat „męki tworzenia” szczególnie przez tfuuu…rcóf nieprofesjonalnych .Rozumiem też uczucia twórcy, któremu przychodzi przełknąć pigułę goryczy, gdy jego dzieło zostaje po raz kolejny odebrane nie tak, jak on sobie to wyobrażał. Rozumiem też tych, którzy mimo wszystko podejmują kolejne próby tworzenia licząc na to, że wyeliminują poprzednio popełnione błędy, zmienią formę, nadadzą nowe treści i wreszcie zasłużą na uznanie kapryśnych odbiorców. Tych staram się wspierać duchowo.

Ja mam to wszystko już za sobą. Późno zauważyłem u siebie jakieś twórcze predyspozycje i późno podjąłem pierwsze próby. Mimo braku jakichkolwiek sukcesów, poza umiarkowanym zainteresowaniem ludzi z kręgu najbliższej rodziny moimi przejawami nazwijmy to pierwocin talentu, próbowałem wciąż nowych technik, czy też zmieniałem używane materiały. Część swoich wprawek rzeźbiarskich rozdałem, a parę rzeczy niezmiennie zajmuje miejsce na mojej półeczce w domu. Wciąż jeszcze mogę pochwalić się nowym znajomym tym nieczęsto spotykanym hobby.

W poszukiwaniu wyżyn moich możliwości starałem się zbliżyć do miana twórcy sztuki, a nie do grupy wytwórców tzw. kiczu.

Kryteria kwalifikacji do grona twórców sztuki są jednak wysoko ustawione.

Oto w pracy Trudna sztuka definicji sztuki Władysław Tatarkiewicz napisał:

Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać…

Dzieło sztuki jest odtworzeniem rzeczy, bądź konstrukcją form, bądź wyrażeniem przeżyć jednakże, tylko takim odtworzeniem, taką konstrukcją, takim wyrazem jakie są zdolne zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać…

Nie ma wątpliwości, prawda? Wystarczy krytycznie spojrzeć na swoje dzieła, a jeszcze lepiej pozwolić na takie spojrzenie ludziom, do których nasze dzieła są kierowane, aby stwierdzić, czy to, co robimy zachwyca, wzrusza, czy wstrząsa?

Jeśli nie? Jeśli słyszymy… – No tak, ciekawe, ale…i tu następuje wymienianie cech nie do osiągnięcia dostępnymi nam środkami, to trzeba się zastanowić nad dalszym tworzeniem.

Ja nie godziłem się na kwalifikację moich poczynań zamykającą się w słowach: – Niby coś to wyraża, ale z pewnością nie jest to sztuka. Jeszcze jeden twórca kiczu…

A kicz według tego samego autora definiowany jest następująco:

Kicz odnosi się do dzieła, które powiela ustalone wzorce i odwołuje się do przeciętnego gustu odbiorców. Utwory kiczowate często charakteryzują się nadmiarem ozdobności połączonej z sentymentalizmem. Kicz jest pojęciem względnym. Zależy od przekonań panujących w danym miejscu i czasie.

Ponieważ moich prób nie zaliczałem do sztuki, to i nie chciałem wystawiać ich na los tych drugich. Zarzuciłem wiec zajęcia rzeźbiarskie z dłutem. czy nożykami, a zająłem się rzeźbieniem w słowie. To, czy moje nowe zajęcie kwalifikuje się do rangi sztuka, czy kicz to już pozostawiam ocenie moich czytelników. W każdym razie nowe możliwości komunikacji jakie dał mi komputer pozwoliły mi na szybkie przekwalifikowanie się i na całkiem nowe doznania… jakby to nie traktować, to są również doznania z grupy doznań związanych z twórczością.

Czasem tylko, gdy mnie nosi chęć działania w poprzednim wymiarze, to biorę kilka prostych narzędzi i idę w wąwozy pobliskiej Buczyny, gdzie w ścianie piasku, lub lessu ćwiczę, robię temu zdjęcia, poprawiam, znów robię zdjęcia i wracam wyżyty do domu. Czasem zaglądam sobie do folderu zdjęć nazwanego „Rzeźba”, aby nie wypaść z kursu. No i po jakimś czasie sprawdzam co zostało z moich wprawek po niszczącym działaniu warunków atmosferycznych i ludzi.