Spotkania przy grobach

Cmantarne spotkania

W ciągu kilku ostatnich dni uczestniczę w przygotowaniach do Święta Zmarłych. Robiliśmy stroiki, sprzątaliśmy, a dzisiaj dodatkowo odwiedziliśmy cmentarz w godzinach wieczornych aby coś tam jeszcze dostawić i zapalić znicze na grobach, których już jutro nie będziemy odwiedzać skupiając się na trwaniu przy najbliższych. Wszyscy znamy zapach jedliny. Czy ona jednak tak samo pachnie gdy jest wmontowana w wieniec, czy wiązankę  lub jako świąteczna choinka? Czytaj dalej

Państwo to on, czy my – naród?

Rozpocznę od sentencji autorstwa Margaret Thatcher, którą zakończyłem poprzedni tekst.  „Nie chcemy takiego społeczeństwa, w którym państwo odpowiada za wszystko, a nikt nie odpowiada za państwo.”
Gdyby zastanowić się głęboko nad sensem tych słów wypowiadanych przez Żelazną Damę wobec obywateli należących do jednej z najstarszych demokracji świata, to musimy przyznać, że chyba każdy rząd chciałby takiego samego państwa jak ona. Tego nie można rozważać w kategoriach ciągot za jakąś formą liberalizmu, który uwolniłby rządzących od wielu kłopotów wynikających z chęci zapewnienia wszystkim obywatelom wszystkiego czego pragną. Demokracje przedstawicielskie są jak dotąd skutecznym gwarantem stosowania systemów mieszanych i jak dotąd nigdzie nie udało się wprowadzić czystej formy liberalizmu. Skoro tak, to wszelkie marzenia o świętym spokoju dla rządzących można ze spokojem pomiędzy bajki włożyć. Zawsze będzie jakaś opozycja – jeśli nie skupiona w partiach politycznych, to mające swoje ucieleśnienie w narodzie, która nie pozwoli na marazm i na słodkie nicnierobienie nawet dyktatorom.

Jeśli obywatele Wielkiej Brytanii nie poczuwali się do odpowiedzialności za państwo, to co można powiedzieć o naszych obywatelach? Pośród nas wciąż żyje ogromna liczba ludzi wychowanych w PRL, a więc ludzi ukształtowanych wybitnie roszczeniowo wobec państwa. Przecież to właśnie państwo decydowało o wszystkim. Dlaczego więc nie może być dalej tak samo?
Warunki jakie wprowadziła w 1989 roku dzisiejsza elita są już zupełnie inne, ale wielu ludzi zdaje się tego nie zauważać. Oni nie są wstanie myśleć inaczej i to będzie naszą rzeczywistością jeszcze przez jakieś 20 lat, dopóki nie wymrą. Przykład Mojżesza nadal jest w tej dziedzinie proroczą przepowiednią. Na tej bazie społecznej, skupiających ludzi biednych, słabo wykształconych i nie zadowolonych z przemian jakie zaszły w Polsce żeruje dzisiaj kilka partii politycznych liczących na zwycięstwo wyborcze w przyspieszonych wyborach. To oni podsycając nastroje roszczeniowe i dyskredytując Państwo we wszelkich przejawach jego działalności wskazują konsekwentnie na zafałszowany stan rzeczywistości i na siebie jako mężów opatrznościowych i wybawców.

Nie ma dnia abyśmy nie usłyszeli złowieszczych informacji o winach PO,  o para państwie , o odpowiedzialności PO  za drogi, kolej, szkoły, opiekę zdrowotną, za zadłużenie kraju, za aferę Amber Gold, za Madzie z Sosnowca, za Basen Narodowy,  za aresztowanie przez Policję o 22-ciej w nocy matki małych dzieci… jednym słowem za wszystko. Dość długo już funkcjonuje w Polsce dwóch kandydatów na stanowisko premiera i ten trzeci – najważniejszy, który tylko dlatego nie zgłosił jeszcze wniosku o konstruktywne votum nieufności, aby dać Tuskowi szansę wywalczenia w budżecie Unii Europejskiej należnej Polsce sumy 300 mld euro. Jak nie wywalczy, to też będzie wina Tuska. Jak wywalczy, to będzie to zasługą PiS i dobrym prognostykiem dla jego rządów w najbliższej przyszłości. To jest dopiero luksusowa pozycja, prawda? Rządzić nie sprawując władzy…

To jedno się prezesowi udało. Obiecał po przegranych wyborach prezydenckich dalszą walkę i dotrzymuje słowa.

Jarosław Kaczyński… jako przegrany, w pierwszym przemówieniu po ogłoszeniu przybliżonych wyników, ogłosił swoje zwycięstwo i dobitnie to wyraził przy pomocy aforyzmu Marszałka Piłsudskiego:
– Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo.
– Zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska.
Później były podziękowania dla elektoratu i działaczy, gratulacje dla zwycięzcy, ale i wezwanie swoich do dalszej walki. Z przebiegu dalszych zdarzeń wynika, że nie były to tylko emocje, ta walka będzie nadal trwać i to na każdym polu. Czy jesteśmy na to gotowi? – pytałem w tekście pisanym w dniu ogłoszenia pierwszych wyników wyborów prezydenckich przed ponad dwoma laty  http://tatulowe.blog.onet.pl/Jest-dobrze,2,ID410055441,

Zatrzymałem w swoich zbiorach przed paru laty zdjęcie z okładki jakiegoś czasopisma, nawet nie wiem jakiego. Umieszczono na nim rysunek drzewa mającego gałęzie w kształcie orła, w którego koronie siedział biały orzeł, a w tle znajdował się napis:MNIEJ WIĘCEJ PAŃSTWO. Świat nie zna patriotów większych niż Polacy, a jednocześnie trudno o naród nastawiony bardziej antypaństwowo. Szkoda, że nie zostawiłem całego artykułu aby go tu zacytować. Zapewne ta definicja nadal jest aktualna, a wieloletnie działanie prezesa zmierzające do ośmieszenia, a nawet zaprzeczenia istnieniu państwa zwiększyła rzesze ludzi lekceważących władzę, przepisy prawa przez te władze ustanowione i faktyczny dorobek naszego kraju. Jeśli tak jest, to prezes powinien brać pod uwagę fakt, że kiedy PiS przejmie władzę, to przez sam fakt zmiany nie wzrośnie zaufanie do państwa, ani pro państwowe nastawienie nawet wśród zwolenników PiS.
Boję się o to, że on sobie to lekceważy. Ja nie.  Państwo to my!

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś o sentencjach

Już kilka razy oglądałem materiał  TV z jakichś wystąpień prof. Tadeusza Iwińskiego (polityk, który deklaruje znajomość 10 języków obcych m.in. portugalskiego, hiszpańskiego, włoskiego, niemieckiego, angielskiego, francuskiego, rumuńskiego, arabskiego, japońskiego, esperanta i łaciny, a więc znający zapewne również kulturę i dorobek filozoficzny narodów posługujących się tymi językami). Profesor jest znany z tego, że szeroko stosuje sentencje, aforyzmy, czy też jakieś anegdotki z życia różnych osobistości dla ubarwienia i wzbogacenia swoich wypowiedzi. Oglądając takie migawki wydaje mi się jednak, że jedynym celem prezentacji wypowiedzi profesora jest ośmieszenie go, jako jednego z tych, którzy nadużywają cudzych wypowiedzi zamiast posługiwać się swoimi przemyśleniami, których ten polityk ma zapewne wystarczająco dużo, aby stać się oryginalnym i ciekawym komentatorem zdarzeń o jakie jest pytany. Poczułem się nieswojo, bo uznałem, że i ja mogę kiedyś stać się zagrożony podobnym potraktowaniem przez ludzi ze swojego kręgu znajomych. Mam bowiem tę przywarę, że również gustuję w kolekcjonowaniu sentencji, które do mnie przemawiają w szczególny sposób, aby później posługiwać się nimi w rozmowach, czy w kontaktach ze swoimi znajomymi jakie utrzymuję na forach społecznościowych.

Gdy jeszcze pracowałem w szkole, to w przygotowywanych przez siebie gazetkach ściennych utrzymywałem stały kącik pod tytułem: Myśl złota, gdzie zamieszczałem i często zmieniałem na nowe, na ogół pisane ręcznie, w rozmiarze pozwalającym na odczytanie z oddali różnych dobranych do wieku i zainteresowań uczniów sentencji. Byłoby grubą przesadą twierdzenie, że wszyscy się nimi interesowali, ale ta moja poboczna działalność była dla mnie na tyle satysfakcjonującym zajęciem, że wciąż mi się chciało to robić. I to mi pozostało do dzisiaj, co widać w zamieszczanych tutaj i nie tylko tutaj tekstach. Czym jest sentencja, aforyzm, maksyma? Otóż jest to: wg. http://portalwiedzy.onet.pl/70923,,,,sentencja,haslo.html  … zwykle krótka, jednozdaniowa wypowiedź zawierająca ogólną myśl dotyczącą zjawisk filozoficznych, obyczajowych, etycznych i in.
Sentencja najczęściej ma charakter moralistyczny, przybiera nierzadko formę nakazu lub zakazu w odniesieniu do wartości, idei, postaw. Zwięźle i wyraziście sformułowana, posługuje się stylem retorycznym, antytezą, paralelizmem, paradoksem, ironią i humorem. Sentencja prezentuje zwykle racjonalistyczny sposób myślenia. Wiele sentencji weszło z czasem do mowy codziennej.
W innym miejscu napotkałem na definicję aforyzmu autorstwa Wł. Grzeszczaka, w której czytamy, że:  Aforyzm to trzy krople: kropla goryczy, kropla uśmiechu i kropla nadziei. Też ładnie, prawda?
Podobnie jest z przysłowiami, o których M. Cervantes raczył pięknie powiedzieć, że:  Przysłowie jest krótkim zdaniem opartym na długim doświadczeniu. Powiada się również, że:  Jest mądrością narodu.

Jeśli przysłowie jest mądrością narodu, to czyżby nasza mądrość przysłowiową była – pyta autor aforyzmu i na ogół wiemy o czym on myśli. Dlaczego zatem z tego doświadczenia i mądrości ludzkiej nie korzystać tak szeroko jak tylko można? Jak widać z przykładu profesora Iwińskiego praktyka sięgania do dorobku innych, bardzo mądrych ludzi może jednak stać się okazją do przygany, ironii, żartu i czegoś jeszcze, co ma zdyskredytować mądrego przecież człowieka.
Aforyzm to sposób na pisanie mniej, by móc powiedzieć więcej – powiada Andrzej Niewinny Dobrowolski. Tu też  jestem za. Tak jak i z przemawianiem w sposób krótki i jasny, co jest niezwykłym darem i sztuką. Mówca powinien mówić nie tylko do rzeczy, ale i do ludzi – powiadał S. J. Lec.
Mówca powinien wyczerpać temat, ale tak, aby nie wyczerpać słuchaczy –  mawiał Winston Churchill – czy zgodzimy się z tym, że obaj mieli rację?
Krótka wypowiedź wymaga długiego zastanowienia –powiada się do ludzi uczących się sztuki przemawiania do innych, np. księży, nauczycieli.
Jest też do rozważenia dodatkowy aspekt płynący z używania sentencji w komunikacji międzyludzkiej, zwłaszcza przez ludzi młodych. Dzisiaj, w dobie kultury komiksowej do oznaczania swego miejsca w świecie służy komunikat, jaki można umieści na Facebooku dzięki prostej technice „kopiuj” – „wklej”. Dla wszystkich jest dostępna bardzo szeroka oferta materiałów możliwych do pozyskania i umieszczenia na swoim koncie właśnie w tej technice. Portale typu Demotywatory.pl, torebunia.pl, KWEJK.pl , cytaty.klp.pl, sentencje właśnie, You Tube i inne, które można zamieszczać bez pisania choćby jednego słowa, a reagować na nie również prostym kodem „Lubię to”. Włączając się w ten świat nie sposób stosować konwencjonalne sposoby komunikacji. Trzeba operować skrótem, takim wymownym jak sentencja właśnie.
Być może poruszam wydumany i jednostkowy temat, ale dzięki komentarzom jakich się spodziewam będę mógł skorygować swój sposób operowania słowem. P.S.
Zamierzałem wykorzystać w tekście poniższą sentencję, ale jakoś poniosło mnie w inne rewiry. Myślę, że w Polsce wobec obietnic rzucanych w kampanii wyborczej warto zastanowić, co miała na myśli Iron Lady formułując poniższą sentencję: Nie chcemy takiego społeczeństwa, w którym państwo odpowiada za wszystko, a nikt nie odpowiada za państwo. Margaret Thatcher.
Może dlatego właśnie przegrała i musiała odejść ??? Odważyła się mówić do ludzi takie słowa:

 

 

Makabra na sprzedaż

Napisała do mnie wczoraj na czacie fb moja była uczennica Agnieszka:

Czy nie uważa Pan, że publikacja zdjęć ciał ofiar Smoleńska przez Rosjan jest nie na miejscu? Widział pan te zdjęcia?

Witaj. Przed chwilą przeczytałem artykuł o tej sprawie i jestem wstrząśnięty

A. Ja właśnie skończyłam oglądać

Ja- Nie widziałam i nie chcę ich widzieć. Już po samych opisach śniło mi się po nocach.

A. Powiem szczerze, że nie do opisania. Inaczej sobie to wyobrażałam.

To jest nieludzkie.  Cóż takie czasy nastały…kiedyś człowiek miał większy szacunek do drugiego, nie doświadczyłam tego na swojej skórze, ale z opowiadań rodziców, czy dziadków wnioskuje, że ludzie się psują. Uważam, że wszyscy ludzie są równi, ale

Ja. Moi bliscy, rodzice i teściowie oraz brat umierali w domu i przy nas, ich dzieciach. My sami zajmowaliśmy się wszystkim tym, co robią teraz zakłady pogrzebowe. Mam przez to doświadczenie wyrobiony szacunek do zmarłych i nigdy nie będą to dla mnie tylko zwłoki.

 Tu przeszliśmy na inne tematy, ale sprawa pozostała i nie daje mi spokoju, a drąży również umysły ludzi wystawionych na kolejną próbę.

Przerabialiśmy jako naród zbiorowo lekcje umierania, czy przeżywania żałoby po śmierci Jana Pawła II, czy też po katastrofie samolotu w Smoleńsku. Były to bardzo przydatne lekcje, gdyż wiele nas wszystkich nauczyły i to nie tylko o tzw. życiu, ale o nas samych. Teraz nadeszła pora na lekcję o koszmarach z jakimi spotykają się ludzie pracujący na miejscu katastrof i członkowie rodzin zmuszonych rozpoznawać szczątki swoich zmarłych.

Tak jak to sobie obiecałem nie zaglądnąłem do publikowanych w Rosji zdjęć mających potwierdzić spiskową teorię katastrofy. Mam dosyć tworów wyobraźni jakie zdołali mi zaszczepić ludzie wypowiadający się na te makabryczne dla mnie tematy. Dzisiaj rano natrafiłem w Onet Wiadomości na kolejny artykuł dotyczący tego drażliwego tematu. Z zamieszczonych pod nim wypowiedzi zwróciła moją uwagę taka, pisana damską ręką:

 Owszem, link był cały czas dostępny na forum wp.pl. Dopiero kilka minut temu serwis został zablokowany. Nie wiem jak Rosjanie „zdjęli” zdjęcia skoro obejrzałam je bez problemów. Czy są drastyczne? Są, choć obawiałam się, że będą gorsze. Dla mnie przede wszystkim są koszmarnie poniżające. Patrząc na nie poczułam się zażenowana i obnażona, jakby to moja rodzina poniewierała się na plastikowej płachcie. Po co tam weszłam? Żeby pamiętać. Nie katastrofę, bo tą za sprawą różnych ludzi niemal pluję. Żeby pamiętać, jak jesteśmy krusi. Żeby pamiętać, że ani władza, ani pieniądze, ani powodzenie nie chronią przed kostuchą, a ta potrafi mieć bardzo różne oblicza. Także takie jakie ujrzałam na fotografiach.A „ruski” który to opublikował to zwyczajny ścierwojad jakich wiele w każdej nacji. Nie wiem czy ktoś kto wszedł na stronę zadał sobie trud poczytania innych wpisów tego człowieka. Epatuje krwią, śmiercią, cierpieniem, makabrą. Trupy ludzi i trupy zwierząt. Wszystko za jedno na tej jego stronie, ot szambiarz.  http://wiadomosci.onet.pl/katastrofa-smolenska,5279486,temat.html

Prawda, że dosadnie powiedziane?

Podzielam jednocześnie opinię tej pani w sprawie upublicznionych zdjęć jakie zawarła w tych słowach: Czy są drastyczne? Są, choć obawiałam się, że będą gorsze…

Będziemy jeszcze wiele razy zaskakiwani kolejnymi rewelacjami z katastrofy smoleńskiej i innych podobnych wydarzeń. Zdjęcia zapewne trafią na facebook i do telefonów komórkowych naszych dzieci, aby mogły je sobie przesyłać jako ciekawostkę.

Mam przykład na takie wykorzystanie makabry i zamieściłem go nawet w tym blogu przed trzema laty. Oto fragment tamtej opowieści:

…Przy omawianiu objawów śmierci klinicznej i biologicznej otrzymałem nieoczekiwaną propozycję. Jedna z uczennic ma w swoim telefonie komórkowym film sekcja zwłok po rosyjsku. Mogą mi pokazać – Czy chce pan obejrzeć, pytają. Początkowo odmówiłem. Widząc jednak, że spora część uczniów widziała ten film poprosiłem o pokazanie. Trwał 3 minuty. Jego treścią jest praca zimnego chirurga, filmowanego ze stałej kamery, podczas patroszenia zwłok mężczyzny. Beznamiętnymi, ale za to wprawnymi ruchami rozcina on klatkę piersiowa i brzuch zmarłego, wyjmuje w całości wszystkie połączone krezką wnętrzności wraz z tchawicą i językiem – niby z patroszonego gdzieś na wsi prosiaka. Później jeszcze skalpuje czaszkę zdejmując skórę głowy wraz z twarzą. To co pozostaje z człowieka, w ostatniej scenie filmiku widzimy zawinięte w folię jakby przygotowane do przewozu. Całość akcji opatrzona jest podkładem spokojnej muzyczki, o którym któryś z uczniów powiedział: – fajna muzyczka , co?

   Dzwonek na przerwę wyprowadził uczniów z klasy. Ja pozostałem w niej jakby zdrętwiały. Czułem, że chyba bardzo podskoczyło mi ciśnienie krwi. Było mi jakoś dziwnie. Nie wiem do dzisiaj jak się ustosunkować do tego, czego doświadczyłem dzięki moim uczniom.  Mój nabożny stosunek do ludzkich zwłok został zachwiany. Czy to co widziałem zakrawa na profanację zwłok?  Wiem przecież, że ludzie zapisują swoje zwłoki w testamencie uczelniom medycznym. Uznaję potrzebę udostępnienia studentom medycyny zwłok ludzkich lub preparatów z nich zrobionych dla ich praktycznej nauki. Dopiero co obchodzono Światowy Dzień Transplantacji, z okazji którego wiele mówiono o problemach z pozyskaniem narządów do przeszczepów i sam upowszechniałem wśród moich uczniów przewodnie hasło akcji:-NIE ZABIERAJCIE SWOICH ORGANÓW DO NIEBA – TAM WIEDZĄ, ŻE ONE SĄ. POTRZEBNE NA ZIEMI.  Co mnie więc szokuje?

   Myślę, że problem tkwi w tym, że tę naukę otrzymałem niespodziewanie od swoich uczniów, którzy tego typu filmiki przesyłają sobie na komórki i przetrzymują je tam obok przeróżnych dzieł – przy których porno jest zupełnie niewinna igraszką – w tym celu aby to pokazać innym. My, rodzice nastoletnich już dzieci chcąc oszczędzić im przykrego widoku, i nie stresować ich nadmiernie robimy wszystko, aby np. nie widzieli zmarłego dziadziusia czy innego krewnego w otwartej trumnie. Niech dziecko ma w pamięci żywego przodka – mówimy. A tu masz babo placek!!! Oni nie takie rzeczy znają!!!

   W kolejnych klasach gdzie prowadziłem takie same zajęcia sprawdzałem czy znają ten filmik. Zna go wielu uczniów. Po reakcjach widać ,że wielu z nich oglądając go kiedyś doznało podobnie jak ja silnego wstrząsu i wspominają to z obrzydzeniem. Są jednak i tacy, którzy mówią:- fajny! Jest tam fajna muzyczka, co? http://tatulowe.blog.onet.pl/Nauczyciel-sie-uczy,2,ID361856327,n

Jesteśmy już niejako w przededniu święta zmarłych. Czy będzie ono okazją do głębszej refleksji nad umieraniem i tym co się dzieje z doczesnymi szczątkami zmarłych po ich naturalnej, czy też tragicznej śmierci?

 

 

Nauczycielskie rozmyślania

Jakiś czas temu na blogu zaprzyjaźnionej wirtualnie Klarki, pojawiła się wypowiedź czytelniczki jej bloga – Marii, dotycząca niezwykłej jak na nasze czasy przyjaźni pomiędzy nauczycielem, a jego uczniami. Wypowiedź ta została powtórzona w Dniu Nauczyciela: http://klarkamrozek.blogspot.com/2012/10/dzieki-profesorze.html
Obydwie publikacje wywołały bardzo ciekawą dyskusję odzwierciedlającą jakiś ulotny stan relacji pomiędzy ludźmi, którzy kiedyś stanowili środowisko szkolne. Czytając i komentując tamte wypowiedzi zastanawiałem się nad stanem dzisiejszych relacji. Pomyślałem, że to jest już głęboka historia, ale może tym bardziej warto zadbać o to, aby nie zatarła się zupełnie w pamięci. Czytaj dalej

Edukacja nasza…

Gdy dzieci się źle sprawują w szkole, to rodzice muszą do niej uczęszczać”.

Sentencja jak sentencja, wskazuje na chyba wszystkim znaną prostą zależność typu: nie ma dymu bez ognia, jabłko od jabłoni  daleko nie upadnie, jakie drzewo taki klin itd. aż po takie szkolne „Mielibyśmy wspaniałe dzieci, gdyby ich rodzice byli wspaniali”.

Mamy ostatnio w mediach wyjątkowo dużo informacji z polskiej szkoły lub o polskiej szkole, a to nadzwyczajne zainteresowanie bierze się z dwóch przyczyn. Jedna to zbliżający się Dzień Edukacji Narodowej, który od zawsze był okazją do ocen i podsumowań tego niezwykle ważnego obszaru ludzkiej aktywności. Wszyscy chodziliśmy lub chodzimy do szkoły jeśli nie sami, to wraz ze swoimi dziećmi czy wnukami. Bardzo wielu z nas pracuje w szkolnictwie i stamtąd wynosi  i udostępnia nam w ramach dyskusji swoje oceny istniejącego stanu oświaty, która jest nieustannie w centrum zainteresowania, a często i w ogniu ostrej krytyki. A na czym, jak na czym, ale na oświacie to się każdy zna, prawda?

Druga z przyczyn pobudzających debatę o naszej szkole pochodzi ze świata polityki i ta nie ma nic wspólnego z nadchodzącym świętem. Oświatę, tę obowiązkową jak i tę na wyższym poziomie czyni się odpowiedzialną za niski poziom nauczania oraz nauczanie akurat nie tego, co potrzebne na dynamicznie przebudowującym się rynku pracy.To głównie z tego powodu  ponad 25 proc. absolwentów, a więc  młodych i dynamicznych ludzi poznaje smak bezrobocia i jego skutków. To oni stanowią dużą część emigracji zarobkowej szukającej swoich szans poza granicami naszego kraju, a co gorsza to znajdują tam miejsce dla siebie. Osiedlając się poza krajem zasilają budżety innych państw podatkami, składkami emerytalnymi, czy związanymi z ochroną zdrowia pogłębiając kryzys w Polsce. Oprócz tych grzechów oświaty mamy jeszcze te stałe i niejako dyżurne. Oświata jest zbyt droga, bo dowóz uczniów do nie wiadomo komu potrzebnych i mocno krytykowanych gimnazjów pochłania ogromne pieniądze. Bo nauczyciele wciąż zaciekle bronią swojej Karty Nauczyciela, bo pensum mają za małe, bo sami są zbyt mało ideowi i nie chcą pracować społecznie itd., itd.

Mocne uderzenia w oświatę następują również z najmniej przez nią oczekiwanej strony, bo ze strony organów prowadzących, czyli samorządów miast i gmin. Na samorządy zrzucono niemal wszystkie obowiązki państwa związane z oświatą nie dając na to zadanie proporcjonalnie dużo pieniędzy. Samorządy nie mają teraz innego wyjścia jak racjonalizować wydatki i oszczędzać na wszystkim na czym da się jeszcze oszczędzić, w tym na likwidacji małych szkół, na zakupach potrzebnego sprzętu i pomocy naukowych kończąc.

W tej sytuacji mnożą się pomysły o potrzebie kolejnej reformy oświaty, o konieczności likwidacji gimnazjów i przywrócenia dawnego modelu ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniej szkoły średniej, odbudowy szkolnictwa zawodowego, łączenia szkół wyższych w silniejsze organizmy. Dostrzega się wreszcie potrzebę wypracowania jakiegoś bardziej przemyślanego systemu sterowania ofertą edukacyjną uczelni niezbędnej do zapewnienia dopływu na rynek pracy absolwentów o poszukiwanych aktualnie zawodach i kompetencjach. Reforma oświaty znalazła się na trzecim miejscu priorytetów prof. Glińskiego –kandydata na premiera rządu technicznego jakiego zgłosiła partia prąca wszelkimi sposobami do objęcia władzy, czyli PiS. Zapowiada on np. zdecydowaną walkę z przemocą w szkołach (w tym zwalnianie nauczycieli, którzy sobie z nią nie radzą), przywrócenie do szkół gabinetów lekarskich i pielęgniarskich z pomocą funduszy europejskich, a także racjonalizację Karty nauczyciela w porozumieniu z nauczycielami. http://www.rp.pl/artykul/10,938403-Polska-wedlug-premiera-PiS.html

Przed paroma laty czytałem gdzieś o wynikach badania opinii uczniów o jej stosunku do polskiej szkoły i wynikało z nich, że większość uczniów nie lubi, a nawet boi się szkoły. Śmiem podejrzewać, że dzisiaj do zastraszonych i sfrustrowanych dołączyli też nauczyciele, którzy nie lubią, a nawet boją się środowiska szkolnego. Nie mają oparcia w nikim, a każdy dzień może im przynieść tę najgorszą z nowin, jaką jest brak godzin do pełnego etatu, brak pewności zatrudnienia w następnym roku i jasno zarysowanej przyszłości.

Oto w Polityce z 19 września 2012 znajdujemy artykuł pod dramatycznie brzmiącym tytułem: Depresja dopada dzieci. Czytamy tam m.in.
…Prawie milion uczniów potrzebuje pomocy psychologiczno-psychiatrycznej. Dzieci nie wytrzymują presji. Mają lęki, popadają w stany depresyjne. Coraz młodsi targną się na swoje życie. Czy to skutek uboczny świata, jaki im zafundowaliśmy?
Mówią, że „dają radę” pod presją masowej kultury.
Narzucany przez nią optymizm, przekaz, że świat daje nieograniczone możliwości każdemu, kto chce po nie sięgnąć, przynosi taki skutek, że gdy młodym przytrafia się niepowodzenie, zwalają je na własne nieudacznictwo, nawet jeśli tak naprawdę przyczyny są od nich niezależne. Biorą na siebie zbyt trudne do udźwignięcia napięcia, płacąc za to depresją, zniechęceniem i autoagresją”.
Wśród najmłodszych przybywa samobójców. Według Ministerstwa Zdrowia co dziesiąty młody człowiek wymaga pomocy specjalisty od zdrowia psychicznego. Ale psychiatrów dziecięcych jest jak na lekarstwo – „pod względem ich liczby jesteśmy na przedostatnim miejscy na kontynencie, przed Albanią”.

Czy wina leży po stronie sytemu? Jak rodzice mogą uchronić swoje dzieci przed psycho-falą? Na co powinni zwrócić uwagę? 

Więcej tu: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1530579,1,debata-dzieci-pod-zbyt-wielka-presja.read#ixzz28UmpJNZ7

Ciekawa jest również debata jaką ten artykuł wywołał.

Nie mają lekko dzieciaki, którym rodzice chcą zapewnić – z dobrego serca i często przy ogromnym zaangażowaniu sił i środków lepsze miejsce startu w dorosłość niż takie, jakie mieli sami. Ustawiają więc poprzeczkę wymagań często na miarę swoich ambicji, a nie możliwości dziecka czyniąc mu tym wielką krzywdę na całe życie. Korepetycje, powszechny przejaw złej podobno szkoły jest w istocie swoistym lekarstwem na wyleczenie z choroby zaniedbań jakich dopuścił się uczeń gdzieś na wstępnych etapach nauki odrabiając lekcje „po łebkach” lub co gorsze odpisując zadania od kujonów. To się później mści przez lata i dlatego stają się konieczne korepertycje, w czasie których powraca się do początku zaniedbanego materiału i ćwiczy dotąd, aż trudne stanie się łatwe. Słowo korepetycje oznacza przecież repetycje, czyli powtarzanie z udziałem kogoś, kto poprowadzi fachowo te naprawę. Stare łacińskie powiedzenie repetitio est mater studiorum oznacza właśnie tę zaniedbywaną obecnie prawdę, że powtarzanie jest matką wiedzy. Czego się Jaś nie nauczył (na bieżąco) tego Jan nie zrozumie…bez korepetycji i na nic zda się żądanie likwidacji korepetycji jako dowodu na to,że nauczyciele i szkoła jest zła. Trzeba pamiętać o tym, że pierwszym nauczycielem dla ucznia są rodzice i tu wrócimy do sentencji zamieszczonych na wstępie. Zabiegani i pochłonięci pracą zawodową rodzice mają niestety coraz mniej czasu na poświecenie go swoim dzieciom. Nie mają więc szans na to, aby wyrobić w nich wiarę we własne możliwości pozwalającej na szukanie potrzebnej wiedzy i otwieranie kolejnych drzwi, za którymi tę wiedzę można znaleźć. Zobaczmy jaką furorę robi nasze Centrum Nauki Kopernik, które odwiedza rocznie ponad milion osób, co daje mu pierwsze miejsce we wszystkich tego typu placówkach jakie istnieją w świecie. Organizowane w maju w całej Polsce przedsięwzięcie pod nazwą Noc Muzeów, czy tłumnie odwiedzane Muzeum Powstania Warszawskiego są dowodem na to, że zapotrzebowanie na wiedzę jest wciąż ogromne, ale trzeba też dostrzec fakt , że ludzie wybierają  miejsca rozszerzające wiedzę ich samych i ich dzieci kierując się atrakcyjnością przekazu. Nie da się uatrakcyjnić procesu nauki szkolnej ograniczając środki na szkoły do wydatków osobowych i związanych z utrzymaniem lokali szkolnych bez inwestowania w nowoczesne metody podawania wiedzy czyli cyfryzację procesu nauczania. Kreda i tablica oraz wykład jako podstawowa metoda podawania wiedzy uczniom, którzy mając w domach komputery, czy też korzystających z mądrze dobranych  gier edukacyjnych jest wyprawą w odległą, a przez to mało ciekawą przeszłość.

Smutne są te moje refleksje na temat oświaty, którą pożegnałem rok temu, ale wciąż ją obserwuję i żyję jej problemami. Solidaryzując się zarówno z nauczycielami jak i z uczniami życzę wszystkim z okazji nadchodzącego Dnia Edukacji Narodowej, tego, czego im najbardziej brakuje.

Rodzicomdedykuję ten artykuł: http://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/byl-najgorszym-uczniem-na-roku-dostal-nobla,1,5272627,wiadomosc.html

Przeczytamy w nim o tym, że obecny noblista Gurdon, który jako 15-latek uczęszczał do prestiżowego college’u Eton, i w niczym nie przypominał dzisiejszego ojca klonowania. Najwięcej problemów miał z biologią. Był najsłabszy z całego 250-osobowego roku. Nie radził sobie także z innymi przedmiotami. Krótko mówiąc, dno dna. Przyszły noblista np. za jedno z zadań z biologii dostał zaledwie 2 na 50 punktów. I regularnie pakował się w tarapaty, próbując rozpracowywać poszczególne zagadnienia na własny sposób, zamiast słuchać.

Nie wszystko zatem stracone. Szkoła nie jest jedynym źródłem wiedzy. Bierzmy sprawy w swoje ręce. Zacznijmy może od przesłania w jakie wyposażył nas święty Stanisław Kostka – patron dzieci i młodzieży. Otóż stosował on zasadę następującego rozłożenia priorytetów:
I. Najpierw to, co konieczne
II. To, co pożyteczne
III. To, co przyjemne.

Zastanówmy się czy nasze dzieci, w naszych rodzinach  stosują się do tego wartościowania?

 

Francuski przykład

Wielka radość zapanowała w szeregach PiS, której udało się zdominować wszystkich przeciwników na polskiej scenie politycznej. PiS dotrzymało obietnicy w sprawie zapowiadanej na długo wcześniej jesiennej ofensywy. Zaatakowali frontalnie. Zmienili swój wizerunek wyciszając akcenty wzbudzające niechęć przeciętnego obywatela, na takie, które pobudzają skojarzenia ukazujące całą partię, a zwłaszcza jej przywódcę jako męża opatrznościowego, który – jeśli dojdzie do władzy, to będzie naprawiał, to wszystko, co wszyscy premierzy przed nim jedynie psuli. Jako zwycięzca będzie nam, nieszczęśnikom zamieszkałym na przeklętej, bo zdominowanej przez złowrogich sąsiadów ziemi przychylał nieba przywracał poczucie dumy narodowej, będzie zmniejszał obciążenia i jednocześnie przysparzał nam dochodów pozwalających na godne życie, takie na miarę naszych oczekiwań skutecznie rozbudzanych przez lata negatywnej kampanii jaką prowadził.

PiS zorganizowała udaną debatę gospodarczą nad kluczowymi problemami blokującymi rozwój Polski i przedstawiła społeczeństwu kandydata na premiera rządu technicznego. PiS obudziła Polskę w zorganizowanym wspólnie z trzema partnerami społecznymi marszu niezadowolonych i teraz zbiera pierwsze żniwo swojej aktywności. Badania społeczne wykazały niezwykły skok popularności, dające partii Jarosława Kaczyńskiego aż 6 punktową przewagę nad PO.

W mediach trwa parada gadających głów oceniających zaistniałą sytuację i prorokujących następstwa tej jesiennej ofensywy. Oto mały przykład: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/staniszkis-to-moment-przelomu-kaczynski-chwycil-wi,1,5270069,wiadomosc.html

To moment przełomu, Jarosław Kaczyński chwycił wiatr w żagle – tak o ostatnim sondażu, w którym PiS wyprzedziło PO mówi socjolog Jadwiga Staniszkis. Demokratyzacja,merytoryczność i zjednoczenie prawicy, to według Staniszkis trzy elementy,które „dadzą pewne zwycięstwo PiS”.

…Na ostatniej konferencji prasowej Kaczyński był ożywiony, dowcipny. Widać, że tryska z niego energia. Poczuł, że prowadzi kampanię wyborczą. Jest przyszłym premierem. Ma prof.Glińskiego, premiera zastępczego, ale to Kaczyński się wysuwa na pierwszy plan.To on będzie się spotykał z Waldemarem Pawlakiem w przyszłym tygodniu.

Oczywiście, że punkt widzenia ekspertów zależy od punktu siedzenia i osobistych sympatii, ale jedno im się doskonale udaje. Rozhuśtali już naszą wyobraźnię. Jedni z nas już się cieszą z tego, że platforma tonie, a inni są w strachu gdy pomyślą, że po raz kolejny wszyscy przegramy na nieustannie trwającej od lat i wyniszczającej kampanii wyborczej, a w razie wygranej PiS-u stracimy na totalnej wymianie kadry i zawirowaniach jakie już kiedyś przeżywaliśmy przybudowie IV RP.

Czas pokaże, czy to ostatnie badanie opinii społecznej wytrzyma próbę czasu i wskaże na trwałą przebudowę polskiej sceny politycznej. Czasu mamy jeszcze sporo jeśli brać pod uwagę kalendarz wyborów parlamentarnych. Równie długo będą jednak działać specjaliści od podsycania tendencji prowadzących do rozpadu głównych partii i ewentualnego przeciągania pojedynczych posłów na swoją stronę, co może gruntownie zmienić tzw. arytmetykę sejmową. Mamy czas na zastanowienie się na tym kogo poprzemy w wyborach.

A w tym czasie rozważmy co się dzieje wokół Polski. Jak wypadły wybory w Rosji, Francji, Gruzji, czy też kampania wyborcza trwająca aktualnie w USA.

Ostatnie informacje płynące z Francji wskazują na to, że wybrany w maju prezydent Francois Hollande już zdążył rozczarować do siebie bardzo wielu głosujących na niego obywateli i wyniki badań społecznego poparcia dla niego zaczęły niebezpiecznie dołować. Jak na socjalistę przystało sporo naobiecywał, ale z realizacją tych obietnic jest już niezbyt dobrze.

Przykład Francji może być nam szczególnie bliski, jako że w hymnie śpiewamy przecież:

Dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy…

W dorobku sentencji autorstwa wielu wielkich ludzi znalazłem również sentencje cesarza Francuzów, które nie wiedzieć czemu  brzmią jakoś znajomo i swojsko…

W polityce głupota nie stanowi przeszkody.

—Napoleon Bonaparte

====================

Na tym świecie istnieje tylko jedna alternatywa: rozkazywać albo słuchać.

—Napoleon Bonaparte

====================

Są tylko dwie rzeczy, które jednoczą ludzi: strach i interes.

—Napoleon Bonaparte

====================

Ludzie na wojnie są niczym, jeden człowiek jest wszystkim.

—Napoleon Bonaparte

====================

Rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne.

—Napoleon Bonaparte

==================

Państwa upadają, gdy kobiety rządzą sprawami publicznymi.

—Napoleon Bonaparte

Oddaj moją książkę!

   Kilka dni temu, w czasie pogaduszek, jakie toczyły się w naszym domu wspomniana została pewna pani, która złożyła nam kiedyś nieoczekiwaną wizytę. Szukała pomocy dla wnusi, która akurat miała napisać terminową pracę kontrolną z języka angielskiego. Cóż bardziej prostego jak użycie dawnych znajomości, prawda? Błogo, jak kto ma kogo – powiada się w takich sytuacjach. No więc wpadła, powspominała dawne lata, a gdy przyszła pora na wyjawienie konkretnego celu wizyty, to okazało się, że biedna, bo strasznie zagoniona, a do tego chorowita wnusia ma właśnie w niezwykle pilnym terminie napisać pracę kontrolną. Oczywiście napisałaby sama, ale właśnie coś takiego się jej przytrafiło, że najlepiej byłoby gdyby moja żona napisała tę pracę.

 Cóż to dla ciebie – powiedziała.- Uczyłaś przecież angielskiego, to usiądziesz i migiem napiszesz, a moja wnusia… Wiecie jak to w takich razach bywa.

   Żona nie dała się nabrać na słodkie minki i uśmiechy swojej dawno nie widzianej znajomej z pracy i nie wzięła na siebie tego zadania. Zaproponowała natomiast kilka książek, które bardzo mogły pomóc wnusi. Wystarczyło napisać jakieś nawiązanie i zrobić streszczenie, a potem jeszcze sensowne podsumowanie i praca gotowa. Znajoma wyglądała na zadowoloną, chociaż  widać było po niej, że nie tak to sobie zaplanowała. Książki miała zwrócić zaraz po terminie złożenia pracy i… jakoś tak zeszło, już trzy lata.

   Znajomi doradzali upomnienie się o zwrot, ale wtedy żona opowiedziała inną swoją przygodę z pożyczonym kiedyś innej pani plikiem książek i innych pomocy szkolnych. Gdy po dość długim czasie upomniała się o zwrot pożyczki, to spotkało ją coś zupełnie nieoczekiwanego, bo w miejsce spodziewanej reakcji przeprosin, czy zapewnień o zwrocie książek usłyszała:

Ty chyba oszalałaś! Jakie książki? Żadnych książek od ciebie nie pożyczałam. Wygłosiła tę kwestię z takim oburzeniem, że moja Ela zrezygnowała z dalszej rozmowy wobec niemal pewnej kłótni, jaka się szykowała.

   To są tylko dwa przypadki ze znacznie bogatszych doświadczeń z książkami jakie pożyczaliśmy znajomym ludziom. Nasza córka pracująca w bibliotece i znająca problem zwlekania ze zwrotem książek przywiozła nam już przed wielu laty specjalną pieczątkę do pieczętowania książek w taki sposób, w jaki oznacza się je w bibliotekach, ale początkowy zapał do pieczętowania szybko się ostudził i wszystko pozostało po staremu.

   Nie pożyczamy na ogół książek, bo kto dzisiaj szuka takiej okazji, ale czasem się to jednak zdarza. Sami też łapiemy się na tym, że w naszych zasobach trafiają się też czyjeś książki pożyczone w dobrej wierze tak dawno, że aż wstyd przyznawać się do rodzinnego zapominalstwa i jest jak jest. Nie ma w tym złej woli, ale problem jednak  istnieje. Jak go na bieżąco rozwiązywać?

   W kalendarzu, z okazji Światowego Dnia Książki znalazłem taki sposób przeciwdziałania kradzieżom książek:

W dawnych czasach przed złodziejami miały chronić książki umieszczone w nich zaklęcia. W średniowieczu wierzono w ich skuteczną moc odstraszającą. W następnych wiekach miały one już jedynie charakter satyryczny, starający się ośmieszyć „księgołapów”. Jako przykład zaklęć o charakterze satyrycznym niech posłuży następujący wierszyk odnaleziony na kartach starych foliałów:

Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje,

Niech diabeł go porwie i srodze katuje.

Kto w książkach smaruje lub skazy w nich czyni,

Ten ryj miasto gęby niech ma na kształt świni.

Kto karty zagina czy latem, czy wiosną,

Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną.

Kto książki mi łamie i karty wydziera,

Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera.

To jest moja książka,

A kto jej krzywdę czyni,

Niech mu się stanie,

Jak wyżej powiedziane jest.

   Prawda, że bardzo groźnie brzmi to ostrzeżenie? Aż się boję, żeby nie znaleźć w jakiejś pożyczonej książce takiego dictum. Gdyby miało się spełnić? Nie daj Boże. Książki dzisiaj nie mają takiej wartości jak dawniej, ale zawsze to jednak cudza własność i często mająca szczególną wartość sentymentalną.

   Obiecuję sobie dokonać przeglądu swojej biblioteczki i jeśli mam jakąś cudzą książkę, to oddam ją z przeprosinami. Nie wolno kusić złego.

Panie starszy…

   Kiedy przed dwoma laty ktoś zwracał się do mnie per Panie starszy, to wydawało mi się to śmieszne i takie staroświeckie zarazem. Wytłumaczono mi jednak, że jest to przejawem szacunku. Nie protestowałem wiec, ale musiałem uznać, że moja siwa głowa już na stałe wyznacza mi miejsce w hierarchii społecznej.

   Dziś (1 października) obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Osób Starszych. Niskie emerytury, choroby, trudności w znalezieniu dodatkowej pracy i konieczność opiekowania się wnukami – tak w większości wygląda życie seniorów… – czytam w wielu artykułach lokalnej i centralnej prasy, która już od soboty poświęcała dzisiejszemu świętu wiele miejsca. Włodarze miast czując się odpowiedzialni za pomyślność wszystkich mieszkańców docenili i tę grupę społeczną, która pod każdym względem zasługuje na szczególną uwagę, nie tylko ze względów społecznych, ale także ekonomicznych – jako rezerwuar siły roboczej i siły nabywczej, o znaczeniu politycznym nie zapominając, bo to niezwykle zdyscyplinowana grupa wyborców o ustalonych już i raczej stabilnych preferencjach politycznych. W Warszawie dla przykładu… Podczas trzydniowego spotkania w stolicy zostaną zaprezentowane praktyki dotyczące aktywności osób starszych, doświadczenia organizacji seniorskich, perspektywy aktywnego starzenia, omówiona ma zostać też polityka senioralna w Polsce. Konwencja została zorganizowana przez ministerstwo pracy we współpracy z innymi resortami, w związku z obchodami Europejskiego Roku Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej oraz uruchomieniem w sierpniu 2012 r. Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, na lata 2012-13. http://www.wprost.pl/ar/349145/Tusk-obiecuje-starszym-60-mln-zl/?pg=1

   W Elblągu zorganizowano Senioriadę, aby…

   Ideą imprezy, jak przekonują jej organizatorzy, jest pokazanie mieszkańcom Elbląga, że osoby starsze też żyją w naszym mieście, też mają swoje marzenia i pasje, żyją aktywnie, chcą rozwijać swoje zainteresowania, zdobywać nowe umiejętności, chcą ciekawie i aktywnie spędzić jesień życia. Okazuje się, że aktywności i wigoru uczestnikom Senioriady mogą zazdrościć osoby młodsze… 
czytamy w:  http://elblag.wm.pl/124620,Najpiekniejsze-jest-zycie-po-piecdziesiatce-Seniorzy-przeszli-ulicami-Elblaga.html#ixzz281QqDUaY

   Nawet najważniejsze osoby w naszym państwie przejęły się losem osób starszych i podjęły kolejne kroki służące poprawie losu osób starszych. Pan premier i inne Bardzo Ważne Osoby również zabrali głos w tej sprawie oświadczając, co następuje:

   Najmłodsi i najstarsi nie mogą płacić kosztów kryzysu – oświadczył szef PO Donald Tusk, otwierając w Warszawie Międzypokoleniowe Dni Aktywności i targi Aktywni 50+. – W latach 2012-13 do organizacji działających na rzecz osób starszych trafi 60 mln zł  obiecał premier.

– Jest też wiele przedsięwzięć lokalnych, które bez zaangażowania osób starszych nie odbyłyby się. Ważną sprawa jest też wolontariat osób starszych – mamy wolontariat młodzieży, należy wspierać wolontariat osób dojrzałych – przekonywał minister Kosiniak-Kamysz.

   Władysław Bartoszewski, który jest honorowym ambasadorem Europejskiego Roku Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej w Polsce, mówił do zebranych w hali Torwaru, że przykładami aktywności osób starszych jest ich zaangażowanie w działalność upamiętniającą historię, działania na rzecz potrzebujących czy edukacyjne dla młodszych.

   Osoby starsze w odczuciu społecznym to te, które weszły w wiek emerytalny. A w tym wieku można przecież pozostać czynnym przez kolejne 10, 20, czy 30 lat – podkreślał Bartoszewski. – Jeśli nawet nie są sprawne fizycznie, to zwykle umysłowo są w stanie dzielić się swoimi doświadczeniami, zamiłowaniami, wiedzą i pasją i przekazywać ją dalej. Ta forma zaangażowania podtrzymuje aktywność osób starszych i pozwala przekazywać wiedzę młodszym, dzielić się z innymi – mówił Władysław Bartoszewski.

   Jak dobrze być staruszkiem, prawda? Przynajmniej w okolicach dzisiejszego święta. Dzień powszedni już nie jest taki atrakcyjny. Kto widział sobotni marsz realizowany pod hasłem Obudź się Polsko, ten widział wśród tłumów duży odsetek ludzi starszych, których przyciągnął skutecznie do siebie twórca Radia Maryja. Osiągnął to niczym innym jak okazaniem zainteresowania i życzliwej troski tak potrzebnej ludziom starszym, często już samotnym po stracie partnera życiowego i w dodatku opuszczonym przez dzieci, które porwał pęd dzisiejszego życia. Przylgnęli, bo zaproponowano im różne formy aktywności w ramach Rodziny Radia Maryja wypełniające pustkę, nudę i beznadzieję życia w samotności pośród bliższych lub dalszych, swoich lub obcych ludzi. Ponieważ jest to liczący się elektorat wyborców, to nie należy się dziwić zakusom i umizgom polityków zabiegających o łaskawe traktowanie przez tych ludzi i ich przywódców duchowych. We wspomnianym marszu również słychać było tę troskę w wypowiedziach wszystkich najważniejszych budzików.

   Nie można nie dostrzec zmian na lepsze jakie zachodzą w otoczeniu naszych seniorów, bo sporo się tu zmienia. Szkoda tylko, że te zmiany nie wyprzedzają potrzeb, a są skutkiem wymuszenia. A potrzeby szybko rosną i wszystko wskazuje na to, że będzie to już trend stały. Żyjemy coraz dłużej, mamy coraz szersze kontakty ze światem poprzez podróże i kontakty internetowe i wiemy czego i jak żądać.

   Demografia i jej prawa kiedyś nas dopadną i będą to bardzo trudne czasy. Już teraz Polska plasuje się pod względem przyrostu naturalnego w ostatniej dwudziestce z 222 państw świata i jak tak dalej pójdzie, to nie będzie miał kto pracować na potrzeby starzejącego się społeczeństwa.

   Pora postawić dość dramatycznie brzmiące pytanie o to: – Czy nasza wspólna przyszłość do młodych, czy do starszych należy?

   Dzisiaj przeżywamy inaugurację nowego roku akademickiego we wszystkich polskich uczelniach. Cieszy fakt, że w Polsce działa ponad czterysta Uniwersytetów Trzeciego Wieku, a w nich skupia się liczna grupa ludzi aktywnych, którzy uczą się nie tylko wiedzy będącej w programie studiów, ale i tego, jak skutecznie walczyć o prawa ludzi starszych. Nie damy się!

PS.

   Na cytowanym wyżej spotkaniu Władysław Bartoszewski mówił, że doświadcza więzi międzypokoleniowej pracując w rządzie, bo premier i ministrowie są w tym wieku, że mogliby być jego dziećmi, a mimo to w kontaktach nie ma barier wynikających z wieku. Zachęcał do aktywności intelektualnej i fizycznej osób starszych.

Mój 57-letni dziś syn mówi czasem „Tata, dlaczego ty tak biegniesz”, ja odpowiadam: „Synku, ty możesz jeszcze kroczyć, ja już muszę biec” – mówił Bartoszewski. – Obyśmy chcieli wszyscy biec ku lepszej przyszłości – dodał.