Smak upokorzenia

Czytam po kawałku  książkę Jerzego Stuhra pt.: Tak sobie myślę i coraz bardziej wydaje mi się oczywistym tytuł jaki nadał swoim notatkom ten wybitny aktor. Co przeczytam urywek, to chodzę sobie z tym i myślę. Mam sporo pożytku z tego zajęcia. Właśnie doszedłem do miejsca gdzie autor dotknięty okrutnym doświadczeniem choroby odnotowuje swój stosunek do upokorzenia, które chyba każdy człowiek odczuwa bardzo dotkliwie. |
Pan Jerzy napisał pod datą 4.I.2012 takie słowa:
Muszę to odnotować, chociaż trochę się wstydzę. Kilka razy ostatnio w mej szpitalnej niedoli miałem płacz na końcu nosa. Dziwi mnie to, ponieważ stan ten towarzyszy mi w życiu niezwykle rzadko. W kinie nigdy, przy narodzinach dzieci – nie, w chwilach żałoby – nie. Ślub, uroczystości – nie. Skąd więc zrobiło mi się łzawo? Po analizie wiem. Łzawość pojawia się kiedy doznaję jakiegoś upokorzenia. Jeśli jestem zdany na czyjąś łaskę, jestem bezsilny, ten kto był w szpitalu, wie, o co chodzi. Wtedy temu upokorzeniu w poczuciu bezsiły towarzyszy stan beksowatości. Tak, na upokorzenie jestem wyczulony niesłychanie.
   Dalej następuje opis przebiegu takiego przypadku upokorzenia i swojego stanu ducha w momencie związanym z zawodem aktora, aby dopiero w poincie powrócić do sytuacji szpitalnej. Autor pisze o tamtym doświadczeniu w następujących słowach: A teraz trzeba prosić o kaczkę. No, płakać się chce.
    Tak sobie myślę, że akurat wiem o czym pisze Pan Jerzy. Leżałem kilka razy w okolicznych szpitalach i chociaż sam jeszcze nie musiałem korzystać z kaczki, czy basenu, albo chodzić z cewnikiem i workiem na mocz, to obserwowałem ludzi mających takie właśnie potrzeby. Widziałem wiele takich chwil jak te cytowane w książce. Zauważyłem, że nie wszyscy chorzy są jednakowo wrażliwi na różne emocje, jakie podczas obsługi ich potrzeb zafundował im personel szpitalny. Nikt nie wiedział co naprawdę czują, bo nie dzielili się wszystkimi wrażeniami.  Dla przykładu powołam się na obserwacje z jednego z ostatnich szpitali w jakich przebywałem. Tam blisko połowa z personelu z grupy salowych i pielęgniarek lubowała się w zwracaniu się do chorych na mojej sali per „ty”, a do najstarszych przez „dziadek”. Nie przeszkadzo im to, że chorzy byli w wieku ich ojców, czy dziadków. Niby robiły to z humorem i w konwencji zabawy, a „dziadek” przyjmował tę konwencję i też się śmiał z tego jak kazały mu pokazać „klejnoty” i komentowały przy zmianie pieluchy jego „walory”. Inni nie protestowali pilnując jedynie swoich relacji z personelem. Panował tam jakiś taki specyficzny klimat poufności przeplatanej z rygorem i służbistością i jakoś to było. Gdy zostawaliśmy sami, to jednak nikt się nie skarżył  na poniżanie.
Zawsze warto zwrócić uwagę również i na drugą stronę medalu. Personel, ten podstawowy, nie zawsze dobierany jest pod kątem wrażliwości na los chorego czy podopiecznego, no bo jak to zmierzyć? Dopóki nie ma wyraźnych skarg od podopiecznych, to ich grzeszki, czy niedomagania uchodzą bezkarnie i jest tak, jak to wszyscy znamy. Generalnie można chyba powiedzieć, że z biegiem lat poziom obsługi chorych ulega istotnej poprawie, a nadzór nad ich pracą jest coraz lepszy. Zawsze znajdzie się pośród personelu lekarskiego, czy też pomocniczego ludzi z powołaniem, szczególnie oddanych chorym, taktownych, delikatnych i grzecznych. Chorzy natychmiast to wyczuwają i myślę, że powstają pomiędzy nimi szczególne więzi rekompensujące to, co na marginesach tego szczególnie licznego środowiska udaje się nabroić tym ze szczególnymi brakami taktu, delikatności i kultury tak zawodowej jak i osobistej.
Życzmy sobie dużo zdrowia i cierpliwości niezbędnych do tego, abyśmy nie musieli korzystać z opieki obcych ludzi, a jeśli już, to daj nam Boże spotkać na swojej drodze tych, o których powiemy „Anioł nie kobieta”. Pozwoli to na uniknięcie owego upokorzenia o jakim napisał pan Jerzy.
p.s.
W wyszukiwarce znalazłem hasło: Synonim słowa upokorzenie. Popatrzmy jak szerokie jest to pojęcie i jak szeroko obejmuje nasze tak zwane życie.

upokorzenie: afront, hańba ,dyshonor, kompromitacja, obrażenie,  pogarda, upodlenie, ubliżenie, urażenie,  zniewaga, wstyd, ujma, niesława, poniżenie,  przykrość, infamia

 

 

 

 

 

126 uwag do wpisu “Smak upokorzenia

  1. Dawno temu. W podstawówce zwykłem bywać w szpitalu dziecięcym. Machina przyjęć ruszała wczesnym rankiem. Izba przyjęć. Kolejka na schodach w oczekiwaniu aż zostanie się wywołanym po nazwisku. Wejście na oddział niczym do zakładu karnego. Sale po naście osób. Młodzież w wieku od przedszkola po liceum. Wspólna łazienka. Ograniczanie kontaktu z najbliższymi. Dobrze, że od tamtego czasu wiele się zmieniło.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.