O szkole i naukach płynących z naszego systemu kształcenia

Minął właśnie rok od dnia, w którym zakończyłem pracę w szkole i znalazłem się na emeryturze. Nie wziąłem sobie jednak emerytury od spraw, nazwijmy to szkolnych. Wciąż interesuje mnie ta problematyka i czytam wszystko, co dotyczy szkoły, nauczycieli, czy też uczniów. A jest co czytać. Również oglądać, czy też słuchać w programach radiowych. Jak widać wielu ludziom leży na sercu problem polskiej edukacji i los dzisiejszych uczniów począwszy od przedszkola po studia wyższe włącznie.

Tak się jakoś składa, że dziennikarze piszą, nauczyciele strajkują, organa prowadzące szkoły tnąc koszty zamykają te najmniej liczne, rodzice protestują, wszyscy komentują nie pozostawiając suchej nitki na edukacji i oświacie produkującej od wielu już lat bezrobotnych absolwentów…, a karawana idzie dalej. Zmienia się wiele, ale w kierunku dalszych ułatwień dla uczniów poprzez uproszczenia programów nauczania oraz zapewnienia łatwiejszej zdawalności matur i innych egzaminów. Szkoły krzyczą jednym głosem:
Chodźcie do nas! U nas nie trzeba się uczyć, a i tak każdy zda. Tylko u nas wycieczki, atrakcyjne metody nauczania luz i blues…

Krzyczą no, bo jak inaczej utrzymać nabór kandydatów na poziomie zabezpieczającym utrzymanie zatrudnienia nauczycieli i szkoły zarazem? Uczniów stale ubywa ( w ciągu ostatnich 5 lat liczba maturzystów zmalała o 650 tys), a zatrudnienie w szkołach wciąż rośnie. Blady strach pada na wciąż jeszcze tam zatrudnionych i wciąż analizowane jest jedno zasadnicze pytanie:
– Czy będzie dla mnie etat w następnym roku szkolnym
Pomimo tej znanej uczniom i rodzicom sytuacji nabór na studia nauczycielskie wciąż ma się dobrze. Tańcz chochole, tańcz…Dopóki ci grają.

W ostatnich dniach czerwca pojawił się w Onet Wiadomości artykuł:  Są wyniki matur. Co piąty uczeń nie zdał. A więc zdało 80 procent abiturientów.
W tym roku jest nieco gorzej, bo tylko 75 proc. zdało w pierwszym podejściu, ale będą jeszcze poprawki. Oto link dla 2020 roku. https://www.gov.pl/web/edukacja/matura-2020–wyniki-egzaminu-w-sesji-glownej

Pod omówieniem wyników matur 2012 zamieszczono bardzo interesującą dyskusję ludzi w różnym wieku i o różnym umiejscowieniu w temacie edukacja i oświata. Ja wybrałem dla ilustracji problemu jedynie dwie wypowiedzi. Wypowiedź pierwsza:
Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Teraz narzekacie, za taki stan rzeczy odpowiada przewrót roku 1989. To w latach 90 zaczęto niszczyć polskie szkolnictwo. Z 5 godzin matematyki tylko 3 albo, 2 – ale za to 2 godziny religii, wiedzy o kulturze, historii sztuki itp. Młodzi nauczyciele zarabiają głodowe … rozwiń całośćpensje. przychodzi klasa 30 niesfornych uczniów, których nie wiadomo jakim cudem przepchnięto przez gimnazjum. A potem na wywiadówkach rodzice z aspiracjami, aby dzieci szły na politechnikę i uniwersytet. Lektur nikt nie czyta, bo są skrypty, film. Z geografii jak ktoś wie gdzie Afryka leży i że jest to kontynent to super. Historia o zaborach nikt nie słyszał, wiedza licealna zatrzymała się na II wojnie światowej i Grunwaldzie. Pytanie o I wojnę światową jest nie na miejscu. Ale za to dzieci – może inaczej młodzi ludzie wiedzą wszystko o ciuchach, nowych modelach telefonu i kto, z kim sypia.
Polska szkoła to patologia od dobrych 5 lat, a z każdym rokiem jest oczywiście coraz lepiej.
Wypowiedź druga:
– Jestem z rocznika 92 i powiem tak. Masz rację. Polski system szkolnictwa upada. Z roku na rok jest coraz gorzej. A czego jest to wina? Otóż odpowiem. Bezstresowego wychowania, oraz wprowadzenia gimnazjów. Taki smarkacz kończy podstawówkę i myśli, że jest już dorosły. Skończyłem tę „dziwną” szkołę, to wiem co tam się dzieje. A co roku jest gorzej. Nawet w dobrych szkołach szerzą się takie patologie, że dorosły człowiek by w to nie uwierzył. Co gorsze nauczyciele nie mają środków by temu przeciwdziałać. Od razu przyjechaliby rodzice i pozwali nauczyciela zarzutami od molestowania, po stosowanie przemocy. (U mnie tak było, nauczyciel bardzo wymagający, ale potrafiący nauczyć, którego ja bardzo szanowałem został pozwany o molestowanie przez rodziców takiej niezbyt rozgarniętej uczennicy, której nie przepuścił do następnej klasy. Został uniewinniony, ale plotki się rozeszły) Ważnym czynnikiem jest również moda na kształcenie. Tak, moda. Większość powinna kończyć na szkołach zawodowych, ew. technikach. Na studia powinno iść tylko 10-15% absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. Reszta sobie i tak nie radzi. Powiecie, nie radzi, a tyle osób się kształci i zdobywa dyplomy. No tak! Ale jakim kosztem? Kosztem obniżenia poziomu nauczania na uczelni. Na szczęście nie wszędzie, bo są takie uczenie, na które idą w 90% ludzie naprawdę zdolni, np. prawo na UJ, czy medycyna na CM, ale gorzej jest z politechnikami… Bo przecież potrzebujemy inżynierów. INŻYNIERÓW, a nie półgłówków. Żeby kierunek był opłacalny muszą być na nim studenci. A jak mają być skoro 50% jest kretynami? Otóż w ten sposób, że egzaminy są tak banalne, że człowiek rozgarnięty nie musi się nawet na nie przygotowywać. Jakim cudem ja, student 1 roku na AGH ucząc się przez cały semestr może kilka godzin i poświęcając je praktycznie w całości tylko matematyce zaliczyłem wszystkie przedmioty na 5.0 z wyjątkiem jednego, do sesji uczyłem się niecały tydzień (bez systematycznej nauki w trakcie semestru). Owszem. Jestem leniem, wiem o tym. Ale, w jaki sposób mam się zmotywować, jeżeli ta banda kretynów (nieucząca się także, tylko pijąca hektolitry alkoholu w akademikach) nie robi nic i zalicza. 3, bo 3 ale jednak. Matematykę (egzamin z równań różniczkowych, macierzy, całek i geometrii analitycznej) napisałem na 45 pkt. na 50 osiągając najlepszy wynik na roku ucząc się do niego 4 godziny przed. Coś tu jest nie halo? Nie uważacie? To ja powinienem jechać na trójkach, a tych idiotów nie powinno tu być wcale. I potem się ludzie dziwią, że tytuł magistra nic nie znaczy na rynku pracy. Jak ma znaczyć skoro każdy może go zdobyć?  

Nie będę komentował tych wypowiedzi i aby nie przedłużać artykułu zaproponuję państwu dwa moje artykuły napisane w czasie trwania poprzedniego roku szkolnego. Tekst pierwszy: https://tatulowe.wordpress.com/2011/10/17/szkoly-nieksztalcace/
Drugi tekst:
https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/

Aby dopełnić obrazu, opiszę swoją przygodę sprzed trzech dni, która zainspirowała mnie do ponownego podjęcia tematu szeroko rozumianej szkoły.

Wybrałem się do okulisty w odległym o 12 km mieście powiatowym. W drodze mój leciwy samochód zaczął prychać, słabnąć wreszcie gasnąć, co kilkaset metrów. Obawiałem się o to jak dojadę do warsztatu, czy do domu. Gdy tak męczyłem się zaglądając pod maskę zatrzymał się przy mnie jadący rowerem – na oko 14 letni chłopiec, wiozący ze sklepu kilka butelek napojów dla robotników, którzy zmieniali pokrycie dachowe w jego domu. Rower położył w rowie i podszedł do mnie.
– Widzę, że ma pan problemy z samochodem – zagadnął.
– Ano jak widzisz gaśnie mi co chwila silnik i chyba jest problem z dopływem paliwa. Obym tylko jakoś dojechał do warsztatu po drodze – powiedziałem.
– Ja trochę znam się na silnikach i może coś pomogę – zaproponował i nie czekając na zgodę zajrzał pod otwartą maskę.

Sprawdził przezroczysty pojemniczek filtra wstępnego oczyszczania paliwa orzekając, że być może ktoś mi dolał wody do paliwa lub kupiłem paliwo zanieczyszczone czymś, co zatkało przewód paliwowy. Zaczął więc chwiać samochodem, aby zamieszać paliwo w baku, potem naciskając przewód paliwowy doprowadził do napełnienia się owego zbiorniczka i kazał spróbować uruchomienia silnika. Spróbowałem. Silnik zapalił, więc kazałem mu zamknąć maskę i ruszyłem w drogę, a on za mną na swoim rowerze, gdyż jechał w tym samym kierunku. Niestety, po zużyciu tej porcji paliwa, jaka napłynęła do silnika podczas naszych manewrów  sytuacja się powtórzyła. Chłopiec dojechał do mnie i próbowaliśmy dalej tych samych metod zaradzenia pechowi. Przy okazji zapytałem o szkołę – wszak był to dzień zakończenia roku szkolnego. Okazuje się, że chodzi do miejscowego gimnazjum, w którym skończył właśnie pierwszą klasę. Lubi pracę przy samochodach i na pewno pójdzie do technikum samochodowego. Ma już na swoim koncie małe sukcesy w naprawach wykonywanych pod okiem swojego ojca. Nie znał mnie jako nauczyciela pracującego do niedawna w tym samym zespole szkół, ale gdy się tego dowiedział, to teoria o złośliwym dolaniu wody do paliwa stała się dla niego niemal pewnikiem i w tym kierunku prowadziłby diagnostykę. Gdy po dwukrotnym jeszcze gaśnięciu silnika zbliżyłem się jednak do zakładu naprawczego na odległość możliwą do przejechania, a mój silnik znowu załapał, chciałem mu dać dwie dychy na lody, za jego zaangażowanie i szczerą chęć udzielenia pomocy obcemu facetowi w drodze. Nie wziął banknotu, a nawet wyraził wyraźny sprzeciw wobec faktu mówiąc:
Przecież prawie nic dla pana nie zrobiłem...

Byłem i nadal jestem pod wrażeniem postawy tego chłopca. On ma wyraźnie zakreślone zainteresowania, a nawet można mówić o pasji. Gdy zrealizuje swój zamiar, to na pewno będzie dobrym i uczciwym mechanikiem i szczęśliwym spełnionym człowiekiem. To o takich chłopcach myślałem pisząc ten artykuł: https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/
Dzisiaj trzeba już wcześnie  wiedzieć czego się chce w życiu dokonać. Warto się zatem zastanowić nad predyspozycjami dziecka i nad jego zamiłowaniami, zanim się je pchnie do jakiejś szkoły, która często jest wybierana na miarę ambicji rodziców, a nie na miarę możliwości dziecka. To jest chory schemat w jakim wciąż tkwimy wyobrażając sobie, że:
MOJE dziecko musi być lekarzem, prawnikiem, inżynierem itd. i w związku z tym wysyłam go do liceum mimo, że ledwie przeszło przez obowiązkowe przecież gimnazjum.
Dajmy dzieciom szansę na wybór takiego kształcenia, jakie ich naprawdę interesuje i w jakim będą się czuć dobrze.

Wszyscy na tym zyskamy.